Kulturalny Cham

Kulturalny Cham

Uciechy stołu, teatr, muzyka i zabawa

Recent Posts

WIELKIE NIC I SENATOR SHOW czyli recenzja spektaklu „Dziady” – Teatr Polski Warszawa

WIELKIE NIC I SENATOR SHOW czyli recenzja spektaklu „Dziady” – Teatr Polski Warszawa

Każde wystawienie Dziadów Adama Mickiewicza osnute jest aurą oczekiwania na teatralne spełnienie. Co nowego można pokazać na scenie posiłkując się narodową dramą? W swoim życiu widziałem wiele inscenizacji wieszcza: od telewizyjnej rejestracji w reżyserii Konrada Swinarskiego ze Starego Teatru w Krakowie poprzez Krystyny Skuszanki w Teatrze Narodowym w roku 1987 do trzech najbardziej komentowanych w ostatnich latach: Radosława Rychcika w Teatrze Nowym w Poznaniu, Pawła Passiniego w Opolskim Teatrze Lalki i Aktora im. A. Smolki i oczywiście pierwsze wykonanie całego utworu, bez skrótów, przygotowane w Teatrze Polskim we Wrocławiu przez Michała Zadarę. Każda z nich stawała się frapującą podróżą teatralną, bowiem inscenizatorzy wykorzystując własny, oryginalny język sceniczny dokonywali odkrywania, bądź wnikliwego odczytania, na nowo utworu.

Gdzie zjeść najlepszą azjatycką kuchnię w Warszawie? Restauracja UKIM – Najlepsza kuchnia azjatycka w Warszawie?

Gdzie zjeść najlepszą azjatycką kuchnię w Warszawie? Restauracja UKIM – Najlepsza kuchnia azjatycka w Warszawie?

Restauracja UKIM to ciekawe miejsce na gastronomicznej mapie Mirowa, minutę od Hali Mirowskiej, na ulicy Chłodnej mieści się właśnie restauracja „U mamy Kim”. Nazwa to gra słów, którą można odczytać jako „U Kim”, jednak głównym elementem nazwy jest „U”, które po wietnamsku oznacza „Mamę”. To właśnie mama jest głównym elementem kuchni w UKIM. Informacja na karcie sugeruje, że za wszystkie przepisy odpowiedzialna jest właśnie ona.

ŚWIAT JAK WYSPA – Recenzja spektaklu Capri – Teatr Powszechny

ŚWIAT JAK WYSPA – Recenzja spektaklu Capri – Teatr Powszechny

Najnowszy spektakl Krystiana Lupy jest kolejną próbą odpowiedzi na pytanie czym jest mała wspólnota, a w niej jednostka, grupa uwięzionych w pułapce nadciągającej katastrofy. Tak było w Mieście snu, Factory 2 czy Procesie. Za każdym razem mag polskiej sceny próbował dokonać artystycznej analizy kim są artyści, intelektualiści, inteligenci we współczesnym świecie. Z tej bitwy reżyser wychodził raz na tarczy, a raz z tarczą. Tym razem, w naszej otaczającej rzeczywistości społeczno-politycznej, diagnoza mogła być jeszcze bardziej bolesna. Jednak, mimo wielkich nadziei, wydaje się ona letnia, niestety przewidywalna.

Za podstawę scenariusza posłużyły utwory Curzia Malapartego Kaput i Skóra będące nie tyle zapisem historii II Wojny Światowej co swoistą fikcją dokumentalną czy też reportażem kreatywnym tamtegoż czasu. Ze swoistą wadą autor wiedzie opis, widziany z perspektywy wojennej i bezpośrednio powojennej, od spotkania z Hansem Frankiem czy też ślepymi żołnierzami poprzez żydowski dom publiczny w Soroce do gejowskiej orgii nazwanej Muzeum czasu. To szczególna metaforyczna (ale i dosadna) refleksja o nas samych, tych, którzy żyjąc w otaczającym świecie pozwalamy na ból i cierpienie pozostawiając jedynie refleksy i plamy pamięci. Zamykamy oczy, przechodzimy niemi obok tego co dzieje się wokół. Reżyser świetnie zestawia materiały sceniczne z filmowymi budując zjawiskowe kontrasty dnia dzisiejszego z tym co miało mniejsze osiemdziesiąt lat temu. Jednak najważniejszym punktem pozostaje Casa Malaparte. Tajemnicza willa na Capri, gdzie w specyficznym pojednaniu czasu spotykają się reżyser Jean-Luc Godard, który polem gry swojego filmu Pogarda umieścił właśnie to miejsce, Fritz Lang reżyser i bohater tegoż obrazu filmowego, a także Brigitte Bardot oraz cała grupa uciekinierów, którzy nie wiadomo dlaczego i po co znajdują się w tym miejscu. Czekają. Rozmawiają. Grają w brydża. To trwanie wydaje się nieznośne a przez to wciągające w teatralną nirwanę Krystiana Lupy.

Cały spektakl zaczyna się od nagiej sceny Adama i Ewy. Dziewiczy i radośni poszukują jedzenia. Jedynym spotkanym posiłkiem okazuje się jabłko. Obiekt pożądania, który zniweczył, ponoć, czas rajskiej szczęśliwości. Dwójka ucieka, gdy spostrzega innych ubranych ludzi. Burzyciele i niszczyciele nadchodzący ze swoją ideologią i teorią życia, deprecjonują ową niewinność oddając pola współczesności. Krystian Lupą nie pozostawia złudzeń. Wykorzystując prozę Malapartego, choć nie jest ona osiągnięciem wybitnym, ukazuje dokąd dobrnęliśmy w naszym człowieczeństwie. Podporządkowanie ideologiom zabiło humanizm i jednostkowość. Staliśmy się trybami w wielkiej machinie politycznej świata. Wybawienia nie ma, bo i wyspa staje się pułapką, w której trudno odnaleźć krainę szczęśliwości. Ta opowieść, poszczególne sceny, ma siłę wielkiego teatralnego rzemiosła, niespotykanego na naszych scenach.

Jak zawsze u Lupy to spektakl wspaniałych ról zgranego zespołu aktorskiego. Odnajdziemy w nim stale współpracujących z reżyserem – Piotra Skibę, Ewę Skibińską, Halinę Rasiakównę, Annę Ilczuk czy Andrzeja Kłaka oraz cała grupa obecnego składu artystycznego Teatru Powszechnego. Na tym tle wybijają się Grzegorz Artman i Julian Świeżewski wcielający się w postać Malapartego, którzy powściągliwie tworzą wewnętrzny świat bohatera.

Mimo bardzo dobrego przyjęcia podczas premiery, pozostaje po spektaklu niedosyt. Reżyser zostawia wiele otwartych drzwi nie dając jasnej odpowiedzi dokąd zmierza ten nasz świat. Zbudowanie wielopoziomowego widowiska, w którym mamy scenę, komentarz reżysera i manieryczność narracyjną Piotra Skiby, burzy jednorodny przekaz. Jesteśmy w tej samej zaklętej pułapce co bohaterowie spektaklu – mieszkańcy wyspy. Zdezorientowani i zagubieni. Ale może to również siła teatru, który oczarowując daje szansę do indywidualnych ocen i analiz. Bo każdy odczuwa inaczej i to jest największa siła sztuki.

Capri – wyspa uciekinierów, reżyseria, scenariusz i scenografia: Krystian Lupa, Teatr Powszechny im. Z. Hubnera w Warszawie, premiera: październik 2019.

Benjamin Paschalski

CZYM JEST PRAWDA?Recenzja Spektaklu „Historii przemocy”

CZYM JEST PRAWDA?Recenzja Spektaklu „Historii przemocy”

Gnieźnieńska premiera Historii przemocy w reżyserii Eweliny Marciniak jest jak odtrutka na nasze piekło codzienności, w którym społeczeństwo straszone jest coraz częściej wydumaną zarazą gender i LGBT. Marsz równości w Białymstoku, film Inwazja w TVP to tylko niektóre przykłady z ostatnich miesięcy. Sceniczna wstrząsająca, ale i teatralnie piękna historia gejowskiej miłości i gwałtu, który rozgrywa się w tej samej chwili jest niesamowitym kontrapunktem do tej rzeczywistości.

Gdzie zjeść tatara w Warszawie? 5 najlepszych miejsc na tatara!

Gdzie zjeść tatara w Warszawie? 5 najlepszych miejsc na tatara!

Tatar to moja ulubiona przystawka, danie fenomenalne, ale tylko jeśli dobrze przygotowane. Befsztyk tatarski to potrawa, do której trzeba „dorosnąć”. Ja dojrzewałem dość długo, nauczyłem się jeść tatar dopiero w wieku 20 lat. Od tamtego czasu nie mogę przestać, jestem fanatycznym miłośnikiem, szczególnie tego siekanego. Przygotowałem dla Was listę 5 moim zdaniem najlepszych miejsc na tę pyszności w Warszawie.

Ja ciebie kocham a ty mnie – Recenzja musicalu AIDA

Ja ciebie kocham a ty mnie – Recenzja musicalu AIDA

Pisanie o teatrze muzycznym nastręcza wielu trudności. Opera, operetka czy musical traktują zazwyczaj o najpiękniejszym uczuciu – miłości. Mimo błahych treści libretta, w ostatnich latach inscenizatorzy coraz częściej eksperymentują na scenach operowych. Ich prace rewolucjonizują tę wydawałoby się najbardziej skostniałą dziedzinę sztuki. Wspomnieć warto o ostatnich osiągnięciach polskich reżyserów: Krzysztofa Warlikowskiego czy Mariusza Trelińskiego. Wielkie sceny, możliwości techniczne i artystyczne przełamują konwenanse konserwatywnych upodobań publiczności tworząc nowe monumentalne widowiska muzyczne, które stają się przyczynkiem do analiz recenzentów i dyskusji melomanów.

W ogonie za zmianami w sztuce operowej pozostaje musical. Wydaje się to szokujące, gdyż ta młodsza siostra operetki winna rewolucjonizować i zmieniać postrzeganie muzycznej sceny. Nic bardziej mylnego. Po ostatniej premierze w Teatrze Muzycznym Roma można odnieść wrażenie, że dochodzi do uwstecznienia pomysłów, a propozycja tej formy artystycznej w coraz mniejszym stopniu przystaje do rzeczywistości.

Warszawska scena przy ulicy Nowogrodzkiej nazywa siebie polskim Broadwayem czy West Endem. No cóż, to już dużo jeżeli widzowi proponuje się takie porównanie. Ten, kto nie był zagranicą może zauroczyć się tego typu stwierdzeniem. Jednak rzeczywistość wygląda inaczej. W amerykańskiej i brytyjskiej alei rozrywki można spotkać spokojnie kilkadziesiąt musicali dziennie. Każdy z nich posiada wspaniałych wykonawców, których obsada wielokrotnie zamyka się liczbą kilkudziesięciu występujących. Roma to zaledwie jedna premiera na dwa lata. Za każdym razem jak odwiedzam to miejsce i porównuję z doświadczeniami zagranicznych scen musicalowych, mam wrażenie, że jest ona ubogim krewnym swoich wzorców. Dlaczego? Zawsze zespół wykonawców jest uszczuplony. Gdy w prezentacjach poza krajem mamy kilkunastu tancerzy, to w Warszawie jest ich zaledwie kilku. I te porównania można mnożyć. Niestety nie będą z korzyścią dla sceny naszej stolicy.

Ostatnia premiera Romy to musical spółki Elton John i Tim Rice – Aida. Reżyserii podjął się dyrektor sceny Wojciech Kępczyński. I niestety to kolejny raz odcinanie kuponów od poprzednich realizacji. Widać to głównie w scenografii opartej na ruchomych platformach i graficznych projekcjach. To było i w Mamma Mia oraz w Pilotach. W przypadkach musicali, takich jak najnowsza produkcja, należy posiłkować się wzorcami oryginalnych inscenizacji i może lepiej było zaprosić sprawdzony zespół zagranicznych realizatorów? Oglądając spektakl ma się wrażenie, że reżyser ograniczył się do wskazania miejsc i pól gry, a wszystko inne miały załatwić umiejętności taneczne i wokalne. Ale jednak wszystko nie jest takie proste. Bowiem musical to sztuka, która wymaga pracy koncepcyjnej i logicznej. Nie jest samograjem, ale aktem wysokiego poziomu o czym świadczą wzorce zachodnie. Największym kuriozum, z którego podśmiechuje się widownia, jest tłumaczenie libretta. Są to wielokrotnie zadziwiające kulfony językowe. Nie ma czego gratulować jego autorowi Michałowi Wojnarowskiemu. Choreografia przygotowana przez Agnieszkę Brańską też jest mizerna, oprócz scen w obozie Nubijczyków. Układy z powtarzalnymi, siłowymi gestami są zabawne i nie oddają charakteru poszczególnych scen. W ogóle spektakl nie niesie, posiada melodyczne utwory, ale wypadają one z ucha tak szybko jak do niego trafiły. Szkoda, że muzyka Eltona Johna, ikony popu, idealnie wpasowała się w statyczną inscenizację warszawską, która przypomina Festiwale Piosenki Żołnierskiej w Kołobrzegu.

Tak jak przed laty letni przegląd nadmorski posiadał swoich pozytywnych bohaterów, tak też jest i w tym przypadku. Są to soliści, którzy spełniają pokładane w nich nadzieje, głównie w warstwie wokalnej. Mowa o Basi Gąsienicy-Giewont jako Aidzie i Pawle Mielewczyku jako Radamesie. Tylko co z tego jak zazwyczaj śpiewają o tym samym, albo tak pokrętnym tekstem, że nie ma on nic głębszego do przekazania. Smutny to wniosek i konstatacja.

Zastanawia wybór tytułu. Co zmotywowało Wojciecha Kępczyńskiego do zrealizowania właśnie Aidy. Świat przeszłego i obecnego musicalu iskrzy się tytułami godnymi pokazania na warszawskiej scenie. A ostatnia premiera została uśmiercona powtarzalnością i chyba pychą dobrodziejstwa, że i tak tłumy odwiedzą warszawski Broadway niezależnie od wystawianego tytułu.

Aida, Elton John i Tim Rice, reżyseria: Wojciech Kępczyński, Teatr Muzyczny Roma w Warszawie, premiera: październik 2019.

Benjamin Paschalski

Pyszne śniadania w Warszawie – Port Royal w Hali Koszyki

Pyszne śniadania w Warszawie – Port Royal w Hali Koszyki

Co weekend mam w głowie wizję pysznego śniadania z nowymi smakami w miejscu gdzie jeszcze nie byłem. Często kończy się to nie udaną podróżą kulinarną lub powrotem do sprawdzonego miejsca. W poprzednim tygodniu było inaczej, po długich naradach wybraliśmy Halę Koszyki, no dobrze, ale gdzie w tych Koszykach? Opcję były dwie – 1. Weranda, 2. Port Royal. Wybraliśmy wersję drugą i żałować nie będziemy! Było pysznie!

SZANSA NA SUKCES – Teatr Współczesny w Szczecinie – „Być jak Beata”

SZANSA NA SUKCES – Teatr Współczesny w Szczecinie – „Być jak Beata”

Jak co roku warszawski Teatr Imka zaprosił na przegląd Polska w Imce – Niecodzienny Festiwal Teatralny. Zgodnie z założeniami organizatorów, i korespondując z tytułem wydarzenia, przedstawienia winny odnosić się do współczesności i dnia dzisiejszego. I też jest tak z produkcją zaprezentowaną przez Teatr Współczesny w Szczecinie – Być jak Beata.

BYŁEM HAMLETEM. STAŁEM NA BRZEGU I ROZMAWIAŁEM Z MORZEM…

BYŁEM HAMLETEM. STAŁEM NA BRZEGU I ROZMAWIAŁEM Z MORZEM…

Tymi słowami z HamletaMaszyny Heinera Müllera rozpoczyna się spektakl Mai Kleczewskiej w Teatrze Polskim w Poznaniu. To świetna uwertura rozpisana na orkiestrę, słowo i ruch uwodzi widza i wprowadza w świat tajemnicy historii zbrodni i pożądania władzy. Hamlet jako bohater może chce być (albo jest) ostatnim, który pragnie ratować zdegradowany świat, który toczy choroba. Idealista wraz ze swoim niepełnosprawnym przyjacielem Horacjem, który jest odbiciem cierpiącego na stwardnienie zanikowe boczne, sparaliżowanego geniusza astrologii i kosmologii Stephena Hawkinga, dąży do prawdy o rzeczywistych powodach śmierci swojego ojca i prawowitości tronu (władzy). Ta droga skazana jest na porażkę. Manipulacja i siła wygrywają z wiedzą i prawdą.

Wybór miejsca rozegrania dramatu, w poznańskiej Starej Rzeźni, nie jest przypadkowy. Degradacja infrastruktury, odarte tynki, wybite okna to metafora upadającego świata. Kleczewska wraz z dramaturgiem Łukaszem Chotkowskim budują teatr totalny. Wyposażają widza w trzykanałowe słuchawki, które stają się przewodnikiem akcji. Niekiedy toczy się ona symultanicznie i są to najlepsze fragmenty przedstawienia. Bowiem tajemnica i równoległa akcja dokonują symbiozy i wówczas widz jak detektyw może śledzić i podglądać skrytości dworu. W naturalny sposób porównania są nieuniknione z H Jana Klaty. Spektakl, którego premiera miała miejsce w roku 2004 rozgrywał się w przestrzeni postindustrialnej umierającej Stoczni Gdańskiej. Inscenizator wskazywał na upadający świat ideałów, który pozostał w kolebce Solidarności, zestawiając go z nową grupą społeczną, samo dokonującej degradacji i samozagłady.

W realizacji poznańskiej następuje przesuniecie. Twórcy mówią jasno i klarownie. Nie chodzi już o nas samych, ale o świat i to co dzieje się wokół nas. Nie bez powodu część ról zostało obsadzonych przez aktorów ukraińskich, którzy jako odmieńcy czy uchodźcy – scena przyjezdnych aktorów odtwarzających zabójstwo króla – stają się tymi co bez ogródek  pokazują prawdę, która ginie wobec machiny siły politycznej. Hamlet też jest Ukraińcem, tak jak jego matka Gertruda. A ich sceny dialogowe w języku rosyjskim to najbardziej wstrząsające fragmenty dramatu. Królestwo ginie sprzedane obcemu za łoże, a prawowici władcy odchodzą do historii. Zagłada idzie dalej. Gdy wszyscy umierają podczas szermierczego pojedynku Laertesa z Hamletem na zgliszczach upadającego świata pojawiają się inni. Fortynbrasem są Azjaci, Afrykańczycy, Hindusi. Sami zabijamy świat, który nas otacza nie licząc się z konsekwencjami samozagłady.

Spektakl to mistrzowsko poprowadzone role. Na tle zespołu wyróżniają się kobiety Alona Szostak jako Gertruda oraz Teresa Kwiatkowska jako Ofelia. Scena obłędu ukochanej Hamleta jest zjawiskowa i pozostawia w głowie ślad wielkiej, niespełnionej miłości. Fantastycznym, dominującym władcą, który nie ugina się pod balastem odkrywanej intrygi jest Klaudiusz, król – Michał Kaleta. Jego wielkość widać w scenach filmowanych, gdy dyskretnie, bez słów buduje wewnętrzne frazy zadumy i refleksji. Niestety na tym tle bardzo blado wypada Roman Lutskyi grający postać tytułową. Nadwrażliwy, rozedrgany, chyba do końca nie wie kim jest i do czego dąży. Nie przekonuje. W ocenie rola przerosła aktora, który winien być dyrygentem zdarzeń, a staje się drugoplanowym małym człowiekiem.

Spektakl trwa dwie i pół godziny i wieńczą go te same słowa co rozpoczynają. To faktycznie wierna historia księcia Danii wrzucona w wir współczesności. Jednak po pewnym czasie podglądania i współbytności zaczyna nużyć. Bowiem niektóre wątki nie mają sensu dla logiki tak ułożonego przedstawienia i śmiało można było z nich zrezygnować. Kleczewska pokazała kolejny raz wielkość swojego talentu i trafną diagnozę rzeczywistości społecznej. Jednak czasem warto lepiej wykorzystać nożyczki i klej montażu dla dosadniejszej i klarowniejszej wymowy prezentowanych treści. Skorzystają dzięki temu odbiorcy i wymowa akcji teatralnej.

Hamlet, na podstawie Hamleta Williama Shakespeare i HamletMaszyna Heinera Müllera, Teatr Polski w Poznaniu, prezentacje w Starej Rzeźni, reżyseria: Maja Kleczewska, premiera: czerwiec 2019.

                                                                                                [Benjamin Paschalski]

Kawowa mapa Warszawy – Gdzie pić kawę w Warszawie?

Kawowa mapa Warszawy – Gdzie pić kawę w Warszawie?

Kawa to życie, kawa to energia, kawa to smak, ale kawiarnia to nie tylko kawa! Dlatego warto wybrać się w miejsce, które łączy pyszne smaki tego napoju z klimatycznym miejscem i miłą atmosferą. Takich lokali w Warszawie jest pewnie mnóstwo, a każdy z nas ma swoje ulubione. Dlatego ja przedstawię Wam subiektywny ranking warszawskich kawiarni.

ROZMOWY W LESIE

ROZMOWY W LESIE

Spodziewałem się nowego otwarcia w Teatrze Polskim we Wrocławiu. A co wyszło? Niewiele. Duże zapowiedzi i nikłe efekty. Owym przełomem miał być spektakl Leśni. Apokryf autorstwa Agnieszki Wolny-Hamkało na podstawie partyzanckich opowiadań Tadeusza Różewicza. Nadzieja na odkrycie nowych pokładów i demaskacji życia w lesie w latach wojny, zestawione z demagogiczną i przerysowaną by nie powiedzieć wyolbrzymioną, współczesną opowieścią dotyczącą żołnierzy wyklętych, miała szansę powodzenia.

NASZE POLSKIE WESELE – Recenzja spektaklu „Wstyd” – Teatr Współczesny – Warszawa

NASZE POLSKIE WESELE – Recenzja spektaklu „Wstyd” – Teatr Współczesny – Warszawa

Gdy Stanisław Wyspiański pisał swoje Wesele w roku 1901 do analizy stanu ówczesnego potrzebował kilkudziesięciu postaci dramatu, dziś aby pokazać naszą współczesność Marek Modzelewski wykorzystał zaledwie czwórkę aktorów. Porównania nie są przypadkowe oba teksty odnoszą się bowiem do samej uroczystości ślubnej, ale różnica blisko stu dwudziestu lat całkowicie odróżnia poruszaną problematykę. Nie ma dziś narodowej sprawy, mitu i walki wyzwoleńczej. To miejsce wyparły problemy codzienności: kasa i moralność, jaka moralność po prostu Wstyd – tak jak tytuł najnowszej premiery Teatru Współczesnego w Warszawie.

Tekst Modzelewskiego zbliża opowieść do filmu Wesele Wojciecha Smarzowskiego. Czwórka bohaterów to rodzice Pana i Panny Młodej, a pretekstem nieustannych spotkań w kuchni jest fakt, że do ślubu nie doszło. Aktorskie brylanty to dwie pary: Iza Kuna – Jacek Braciak i Agnieszka Suchora – Mariusz Jakus, które prowadzą zakrapiany dialog prezentując różne systemy społeczne i wartości. Faktycznie to dwa światy: ludzi sfery wyższej i inteligencji w pierwszym pokoleniu. Wychodzą na jaw skrywane nienawiści, niechęci, bowiem alkohol jak nic innego rozwiązuje język, wyzwala emocje i urzeczywistnia wnętrza ludzkie. Marek Modzelewski w mistrzowski sposób scharakteryzował polskie charaktery. Dla wielu może być to obraz powierzchowny i trywialny, ale w swojej prostocie wydaje się nad wyraz celny. Tekst iskrzy się dowcipem i trafionymi ripostami – jak w naszym codziennym życiu. A kolejne fragmenty utworu przynoszą zwroty akcji i nieoczywisty finał. Dramaturgicznie, porównując z innymi współczesnymi próbami literackimi, to odkrycie! Zestawienie doborowego kwartetu aktorskiego z tego typu tekstem daje tylko jeden efekt – sukces teatru popularnego, który nie sieli się na eksperyment artystyczny, ale na rozrywkę dla szerokiego widza z oceną najwyższą – 5!

Teatr Współczesny ma swoją wierną publiczność i chyba najdłużej urzędującego dyrektora w Polsce – Macieja Englerta. To scena dbałości właśnie o tekst i aktorstwo. I tak jest tym razem. Mokotowska 13 jest adresem do którego zmierzam aby odetchnąć w teatralnym dobrym towarzystwie. I tym razem się nie zawiodłem.

Wstyd, Marek Modzelewski, reżyseria: Wojciech Malajkat, Teatr Współczesny w Warszawie, Scena w Baraku, premiera: wrzesień 2019.

                                                                                              [Benjamin Paschalski]

OBSESJA – Dama Pikowa do muzyki Piotra Czajkowskiego w autorskiej choreografii Liama Scarletta

OBSESJA – Dama Pikowa do muzyki Piotra Czajkowskiego w autorskiej choreografii Liama Scarletta

Duński Balet Królewski w Kopenhadze rozpoczął sezon od wznowienia spektaklu, którego premiera miała miejsce w kwietniu 2018. Po pierwszej prezentacji duńska prasa entuzjastycznie przyjęła realizację. Mowa o Damie Pikowej do muzyki Piotra Czajkowskiego w autorskiej choreografii Liama Scarletta. Brytyjski tancerz i choreograf znany jest polskiej […]

PUŁAPKA MŁODOŚCI

PUŁAPKA MŁODOŚCI

Ostatnie sezony przyniosły debiuty, ale i kolejne spektakle młodego pokolenia reżyserów. W naszej najnowszej historii teatru „młodzi zdolni”, „młodsi zdolniejsi” czas na…? Tu pozostanie wielokropek, bo obserwując współczesną scenę można zauważyć coraz bardziej znaczącą obecność wschodzącej armii reżyserów, ale ciekawym jest czy ukształtują wyróżniający, wspólny mianownik swoich poczynań artystycznych.

Spacer z obiadem! Poznaj Puszczę Kampinoską

Spacer z obiadem! Poznaj Puszczę Kampinoską

W ostatni weekend, wraz z Kasią i Magdą wybraliśmy się do Puszczy Kampinoskiej. Wydawało mi się, że droga potrwa bardzo długo, ale dziewczyny szybko uświadomiły mnie, że będziemy jechać tylko chwilkę. W 20 minut w puszczy? Coś pięknego! Już w trakcie podróży byłem podekscytowany spotkaniem jelenie lub sarny.

Spacer po Puszczy Kampinoskiej

Pierwszym punktem na mapie wycieczki było Centrum Edukacji w Izabelinie, na terenie ośrodka znajduje się ekspozycja „Przyroda i historia Puszczy Kampinoskiej”, gdzie możecie odkrywać mały świat lasu. W Centrum spotkaliśmy bardzo zainteresowaną i rozemocjonowaną Panią, która chciał dograć każdy szczegół naszej podróży. Doradziła nam szlak na Górę Ojca. Sama podróż była bardzo miła i spokojna, na trasie spotkaliśmy mnóstwo grzybów i wiele przyrodniczych ciekawostek np. dzięcioła. Niestety, trochę zawiedliśmy się samym punktem docelowym. Góra Ojca okazała się mały pagórkiem z krzyżem pamięci. Ciekawe było jej podłoże, czyli wydma z której zbocza wynurzają się gdzieniegdzie sosny na „kurzych łapkach”, zwane „kroczącymi”. Myślę, że w Puszczy znajdziecie wiele ciekawszych tras spacerowych, warto ich poszukać np. na https://www.kampinoski-pn.gov.pl

Pomysł na obiad

W trakcie powrotu lekko zabłądziliśmy, co wywołało burzę śmiechu i podsunęło nam do głowy pomysł znalezienia „dzikiego jedzenia” na obiad. Po długich poszukiwaniach, zdecydowaliśmy się na „Restauracje Dziupla”, która w Truskawiu istnieje już 25 lat. Ta sobota była jednym z cieplejszych wrześniowych dni, słoneczko pięknie przygrzewało, a temperatura była idealna na obiad w ogrodzie. Usiedliśmy na pięknych drewnianych ławach, a po chwili ukazał się nam przeuroczy Pan z kartami menu.

Co zjeść w Restauracja Dziupla?

W Dziupli zjeść możecie rarytasy z dziczyzny i nie tylko, m.in. tatar z jelenia, pasztet z sarny czy własno robione „dzikie” wędliny. Menu układa leśny sezon, a niektóre z potraw otrzymamy tylko na zamówienie. My po wyczerpującej drodze skusiliśmy się na „dziką deskę”, czyli przystawkę złożoną ze smakołyków zakładu – pasztet, kiełbasa, szynka z jelenia, comber z jelenia, udziec z sarny i jeszcze kilka niezidentyfikowanych przeze mnie plastrów pyszności. Deska w okazała się strzałem w dziesiątkę. Najlepszym kąskiem okrzyknęliśmy jednogłośnie kiełbasę, która był pyszna, intensywna i bogata w smaki lasu. Po przystawce przeszedł czas na bardziej syte dania. Ja zamówiłem żurek, Magda schab z sosem z leśnych grzybów, a Kasia pierogi – chyba najlepsze danie, które zjedliśmy. Mój żurek nie był idealny – zbyt śmietanowy, za mało kwaśny i niezbyt intensywny, jednak dawał radę – po prostu nie do końca trafił w moje żurkowe gusta. 

Danie Magdy – schab z szarymi kluskami i sosem z leśnych grzybów, był naprawdę pyszny. Najlepsze w tym daniu okazały się szare kluski i prawdziwy sos z leśnych grzybów. Schab był jedynie dodatkiem. 

Najbardziej zadowolona ze swojego zamówienia mogła być Kasia, jej pierogi okazały się świetne. Ciasto idealne – nie za grube, nie za cienki, a farsz dobry i wilgotny, MEGA!

Deser

Skoro dania główne okazały się pyszne, musieliśmy spróbować deseru! Wybraliśmy najciekawszą opcję z menu, czyli ciastko z jagodami i lodami. Jezu! To było coś niesamowitego, jedno z najlepszych ciast jakie jadłem, ogromna ilość jagód, pyszna kruszonka, no coś extra! Idealne zwieńczenie tego dnia!

Podsumowanie

Werdykt może być jeden – Dziupla to miejsce warto odwiedzenia i to jak najszybciej! Jeśli nie macie planów na najbliższy weekend to zacznijcie od Puszcza Kampinoskiej, później obiad w Restauracji Dziupla i dzień idealny zaliczony. Na koniec trochę dziuplowych tipów, myślę, że mogą się przydać – 1. Nie przywiązujące dużej wagi do karty – pytajcie o dania i dzisiejszą ofertę 2. Czujcie się jak w domu, 3. Weźcie portfele – ceny nie należą do niskich, jednak trzeba pamiętać, że dziczyzna jest bardzo droga. 4. Bawcie się dobrze!

Więcej o jedzeniu w Warszawie i okolicach dowiecie się tutaj!

PRZYCHODZI WYSPIAŃSKI DO SOLSKIEGO CZYLI SĘDZIOWIE

PRZYCHODZI WYSPIAŃSKI DO SOLSKIEGO CZYLI SĘDZIOWIE

Po latach interpretacji dzieł Adama Mickiewicza, Piotr Tomaszuk powrócił do Stanisława Wyspiańskiego. Po dwóch inscenizacjach Klątwy w roku 1994 i 2008 przyszedł czas na Sędziów. Jednak utwór nie jest wierną inscenizacją oryginału, ale przetworzonym tekstem przez twórcę supraskiej sceny. Jest w nim magia i prawda o teatrze, nawet współczesnym – dialog dwóch mistrzów sceny, ale również zrytmizowana opowieść o morderstwie sprzed 120 lat, która staje się dla nas niezwykle aktualna.

DWADZIEŚCIA PREMIER TEATRALNYCH SEZONU 2019/20 O KTÓRYCH U NAS PRZECZYTACIE

DWADZIEŚCIA PREMIER TEATRALNYCH SEZONU 2019/20 O KTÓRYCH U NAS PRZECZYTACIE

Podsumowując sezon teatralny 2018/19 pisałem, że był przeciętnym doznaniem artystycznym. Z wielką nadzieją nadszedł wrzesień i sceny krajowe prezentują swoje plany na kolejne miesiące. Co zobaczyć, gdzie się wybrać, co może okazać się wydarzeniem? Doradzamy i sprawdzamy. Nas tam zapewne nie zabraknie!

JA TAŃCZĘ, ABY POWIEDZIEĆ KIM JESTEM

JA TAŃCZĘ, ABY POWIEDZIEĆ KIM JESTEM

Na łamach naszego bloga nie tylko teatr ma swoją rubrykę, gdzie będziemy polecać, naszym zdaniem, najciekawsze przedstawienia w Polsce. To również miejsce dla sztuki tańca. W sezonie 2019/20 odwiedzimy kilkanaście zespołów baletowych od Rygi i Pragi poprzez Helsinki i Antwerpię do Nowego Jorku aby relacjonować najciekawsze zjawiska artystyczne tej dziedziny sztuki. Inaugurujemy zjawiskiem szczególnym – recenzją z gościnnych występów Alvin Ailey American Dance Theater z Nowego Jorku w Sadlers Wells w Londynie.

Patron nowojorskiego zespołu tańca to postać ikoniczna. Urodzony w roku 1931 w Teksasie był jednym z najważniejszych czarnoskórych tancerzy i choreografów swojej generacji. W świecie walki z segregacją rasową poprzez ruch i aktywność zespołu baletowego mówił o prawach ludności czarnoskórej. Jego zespół to nie tylko perfekcja tańca, ale instytucja społeczna, która jest rozpoznawalna na całym świecie. Mimo nagłej śmierci Alvina Ailey w roku 1989 zespół nadal realizuje jego misję obecnie pod kierunkiem Roberta Battle.

Podczas pokazów w Londynie we wrześniu bieżącego roku kompania zaprezentowała trzy programy baletowe. Pierwszy z nich ma wymiar symboliczny bowiem łączy dwie prace: Revelations z roku 1960 w choreografii Alvina Ailey i Lazarus w układzie Rennie Harrisa będącą rocznicową premierą z okazji sześćdziesiątej rocznicy powstania zespołu. Ten wieczór pozostanie na długo w mojej pamięci. Powodów jest kilka, ale przebija jeden – umiejętność opowiedzenia tańcem istotnych problemów współczesności, nie w formie pompatycznej akademii ale zjawiskowej poezji ruchu pełnej metafor do przeszłości i teraźniejszości.

Lazarus samym tytułem odwołuje się do biblijnego Łazarza, patrona żebraków i pognębionych. Dwuaktowy spektakl staje się opowieścią, która początkuje się w mroku i ciemności. Tak jak życie Ailey’a zaczynało się na południu Stanów Zjednoczonych, świecie niechęci, gangów, skrytych porachunków i morderstw. Rozjaśnia je taniec, który stawał się ucieczką od tej szarej codzienności. Za sprawą muzyki, światła i kostiumu, a przede wszystkim ruchu opowieść zawiera w sobie elementy linearności – narracji o życiu czarnoskórego bohatera, który zapewne jest alter ego Alvina Ailey. Początkowo symboliczny i zminimalizowany gest, staje się powtarzanym elementem, który nabiera szczególnego wyrazu w ostatnich fragmentach przedstawienia. Rennie Harris – mistrz hip-hopu, wywodzący się z Pensylwanii, wykorzystując genialną kreskę oryginalnego tańca, prowadzi ekscytującą opowieść od zakamarków południa, poprzez rytmy disco do ulicznego żywiołowego tańca współczesności. Technika zespołu jest zjawiskowa i żywiołowa. Oglądając przedstawienie, ma się wrażenie, że tancerze unoszą się w muzycznych rytmach. To jeden z tych momentów, gdzie widz oczarowany obrazem pochłania sceniczną rzeczywistość stając się częścią opowieści od mroku do jasności i światła.

Część druga wieczoru to odmienna forma taneczna. Układ Alvina Ailey mimo pięćdziesięciu ośmiu lat obecności na deskach teatralnych wydaje się kompozycją nadal oryginalną i świeżą. Złożony z dziewięciu sekwencji balet to osobiste refleksje choreografa z życia na południu Stanów Zjednoczonych. Niekiedy to obraz wyidealizowany, ale również refleksyjny i sentymentalny. Poszczególne części przybierają nostalgiczny wyraz, ale kunszt artystyczny wyraża się w żywiołowych układach grupowych. Jest bowiem siła w tej opowieści, aby mimo trudu i znoju, pokazać radość wspólnoty – czarnoskórych mieszkańców kontynentu amerykańskiego.

Czy taniec może być walką? Ten wieczór w Londynie pokazał, że tak. Te dwie odmienne opowieści ukazują, że walka o prawa jednostki nie musi być czynną aktywnością bojową, a może wyrażać się w niemym działaniu scenicznym – tańcu. Siłą Alvin Ailey American Dance Theater jest właśnie zespołowe myślenie, twórcze i nowatorskie podejście do spraw najważniejszych, bowiem godność człowieka to sprawa ważna dla każdej dziedziny życia społecznego. Dziękuję Panie Alvin Ailey…

Lazarus, choreografia: Rennie Harris; Revelations, choreografia: Alvin Ailey. Alvin Ailey American Dance Theater, Nowy Jork. Gościnne występy w Sadlers Wells w Londynie, 4 września 2019.

                                                                                                                                                            [Benjamin Paschalski]

Męskie Granie 2019 – Warszawa

Męskie Granie 2019 – Warszawa

Warszawski koncert w ramach Męskiego Grania 2019 odbył się w powiększonej lokalizacji- na Torze Wyścigów Konnych Służewiec, goszcząc ponad piętnastotysięczną publiczność. W tym roku Męskie Granie świętuje dziesięciolecie- z tej okazji w Warszawie i w Żywcu zaplanowane były dodatkowe koncerty formacji Orkiestra Orkiestr-artystów, którzy wzięli udział w nagrywaniu wszystkich dziesięciu singli promujących trasy Męskiego Grania.

Najlepsza kawa w Warszawie! Gdzie pójść na kawę w stolicy?

Najlepsza kawa w Warszawie! Gdzie pójść na kawę w stolicy?

Jako wielki fan małej czarnej i kawiarnianego stylu życia, od zawsze marzyłem o posiadaniu miejsca, które będzie „moje”. Kawiarni, która będzie dla mnie czymś więcej niż miejscem spotkań. Długo takiego miejsca nie miałem, poszukiwania trwały i trwały. Całe szczęście już nie muszę szukać – znalazłem! Zastanawiacie się gdzie jest najlepsze miejsce na kawę w stolicy? Gdzie posmakujcie idealnego zestawienia gorczycy i mocy? To zdecydowanie Forum na Elektoralnej!

Król Lear w Muzeum Powstania Warszawskiego – Letnia opowieść bez odważnych słów!

Król Lear w Muzeum Powstania Warszawskiego – Letnia opowieść bez odważnych słów!

„KRÓL LEAR” Williama Szekspira w reż. Agnieszki Korytkowskie

Co roku w rocznicę Powstania Warszawskiego, w ramach obchodów tego wydarzenia odbywa się premiera spektaklu teatralnego. Ideą jest stworzenie spektaklu, który będzie płaszczyzną do dyskusji, analogii i uczczenia powstańców. W tym roku w Muzeum Powstania Warszawskiego mogliśmy obejrzeć Króla Leara, który miał być próbą przeniesienia dzieła Szekspira w realia świata, w którym wojna stanowi codzienność. W obsadzie spektaklu znaleźli się: Iwona Bielska, Mariusz Bonaszewski, Sylwia Zmitrowicz, Dorota Landowska, Paulina Walendziak, Arkadiusz Buszko, Grzegorz Falkowski, Wojciech Brzeziński. Muzykę przygotował zespół Atom String Quartet. Jaki był to spektakl? Jakie emocje wyzwolił?

Moją małą tradycją jest wizyta na tym corocznym spektaklu. Widziałem spektakle, o których mógłbym napisać „były po prostu OK”. Kilka razy wystawiono coś ponadprzeciętnego, jednak w tym roku spotkała mnie niemiła niespodzianka. Król Lear w reżyserii Agnieszki Korytkowskiej-Mazur był, w mojej opinii, nijaką opowieścią, w klasycznej formie, która niczego nie chciała nam powiedzieć. Autorka tego spektaklu zaprezentował widzom coś prostego, letniego i z dodatkowym wyjaśnieniem, nie pozostawiając żadnych niedopowiedzeń. Po wyjściu ze spektaklu miałem do tego przedstawienia stosunek ambiwalentny. Jednak coś podkusiło mnie do przeczytania wywiadu z autorką w Gazecie Wyborczej., Niestety, to co reżyser Króla Leara w nim przekazuje, nie ma nic wspólnego prawdziwą twarzą Leara, którego widziałem. Skonfrontujmy to! Cytaty pochodzą z wywiadu w Gazecie Wyborczej:

„Mój teatr nie jest publicystyczny. Świata sztuki nie komponuje na podstawie tego, co widzę na ulicy. Ten spektakl to taka bajka dla dorosłych o uniwersalnych wartościach. Historia o mechanizmach, które nie zmieniają się od wieków. W dramacie Szekspira mamy do czynienia  z wszechobecną wojną, która otacza bohaterów, niemal unosi się nad nimi i wlewa się w ich życie. Dziś mamy podobną atmosferę. Żyjemy w świecie podgrzewanego konfliktu. Nie ma żołnierzy i broni, ale są okładki gazet, komentarze w internecie, manifestacje. Ten konflikt przesiąka do codziennego życia. Wtrąca się do rozmów przy rodzinnym stole i przy kawie ze znajomymi. Po próbach z aktorami często zastygamy bez ruchu, na wdechu i mówimy: Jakie to jest aktualne.

Autorka mówi o apublicystycznym podejściu do sztuki, udzielając wywiadu, w którym jasno nakreśla jego polityczność i publicystyczność właśnie. Wszechobecność wojny, którą reżyser podkreśla w wywiadzie, w tym spektaklu nie istnieje! Nie czuć niepokoju, nie istnieje napięcie, a emocji nie da się do końca zidentyfikować. Bardzo żałuje, że w przedstawieniu nie w pełni wykorzystano projekcje video, które mogłyby świetnie zestawić świat rzeczywisty i jego problemy (nie koniecznie polityczne) z klasycznym podejściem do Leara. Animacje video, to jeden mocniejszych akcentów tego spektaklu, jednak użyty według mnie w zbyt ubogiej formie. Agnieszka Korytkowska mówi „często zastygamy bez ruchu, na wdechu i mówimy: Jakie to jest aktualne” – Sama historia z obecną rzeczywistością ma wspólnego wiele, niestety kompletnie tego nie wykorzystano, a te słowa to publicystka, której reżyser tak unika :(.

I co wtedy?

Szekspir pisze „Was, przyjaciele, czeka wspólna praca. Rządźcie, niech chory kraj do zdrowia wraca”.

Słowa „Rządźcie, niech chory kraj do zdrowia wraca” to ostatni akcent spektaklu i to chyba jedyny moment tego przedstawienia, który skłania do przemyśleń. Jestem tym spektaklem po prostu zawiedziony, brakowało mi słów, przekazu, odniesień, a bariera stworzona przez ułożenie scenografii sprawiała, że był to spektakl, którego człowiek nie jest w stanie poczuć. Król Lear w Muzeum Powstania nie skłania do dyskusji, nie zachęca do przemyśleń. Jest to po prostu letni spektakl, który niczego nie wniósł i o którym wszyscy szybką zapomną.

Zapoznajcie się również z naszym podsumowaniem teatralnego sezonu 2018/2019 – tutaj.

Podsumowanie sezonu teatralnego 2018/2019

Podsumowanie sezonu teatralnego 2018/2019

Czas na pierwszy teatralny wpis na blogu Kulturalny Cham! Zastanawiacie się jaki było to sezon? Jakie emocje mu towarzyszy? Jakie teatralne wydarzenie było w tym roku najważniejsze? Zapraszamy na podsumowanie teatralnego sezonu 2018/2019. W artykule znajdziecie opinie trzech bardzo ciekawych, obytych w teatralnym światku i kochających teatr osób, których spojrzenie na zjawiska teatralne są odmienne, a oni sami szukają w teatrze nieco innych elementów. Ekspertami, którzy skonkludują nam ostatni sezon teatralny sezon 2018/2019 w Polsce są: Wiesław Kowalski, Agnieszka Kobroń oraz tajemniczy Benjamin Paschalski. Zapraszam!

Co zrobić w Lublinie? Zakochaj się we wschodzie!

Co zrobić w Lublinie? Zakochaj się we wschodzie!

Lublin to miasto inspiracji, przyciąga unikatowym klimatem, otwartością oraz wschodnią gościnnością. Gród Koziołka zachęca ofertą kulturalną, na każdym kroku mijamy się ze sztuką, teatrem czy odniesieniami do tradycji miasta. W Lublinie oddycha się kulturą! To miasto, które z rzeczy zapominanych i codzienny tworzy coś niepowtarzalnego i wspaniałego! Po ostatniej wizycie w stolicy Polski wschodniej, muszę Wam powiedzieć, że w tym mieście bardzo łatwo się zakochać! Czas na 10 rzeczy, które koniecznie musicie zrobić w trakcie podróży do małego Krakowa!

Pocztówka z WWA, Lato 19′ – Nowa płyta Taco Hemingway!

Pocztówka z WWA, Lato 19′ – Nowa płyta Taco Hemingway!

Pocztówka z WWA, Lato ’19 to najświeższa propozycja na lato od Taco. Fifi jak co roku zaskoczył wszystkich fanów i opublikował nowy album 23 lipca, nie tak jak zapowiadał 9 sierpnia. Na pocztówce poza Taco usłyszymy Dawida Podsiadło, Pezeta, Rasa, Kizo Rosalie oraz Schaftera.

Nowa płyta to 11 utworów, na których Szcześniak w swoim stylu, opowiada o otaczającej go Warszawskiej rzeczywistości. Taco nie idzie po prąd, zrobił płytę zgodnie z trendami. Goście to zdecydowanie TOP, a utwór z Pezetem robi na mnie olbrzymie wrażenie. Słuchajcie i dajcie znać co sądzicie o nowej płycie Taco Hemingwaya. Niech żyje Fifi!

Nowy Taco Hemingway już w sierpniu! „Pocztówka z WWA, Lato ’19”

Nowy Taco Hemingway już w sierpniu! „Pocztówka z WWA, Lato ’19”

“To wszystko dziełem przypadku”…
Asfalt Recors przekazuje nowiny od Taco, który zjawia nowy album. Nowa płyta Hemingwaya ma pojawić się już 9 sierpnia i będzie nosić tytuł „Pocztówka z WWA, Lato ’19”. Album będzie w głównej mierze powrotem do obserwacji miasta i zachowania ludzi. Fifi miał zrobić sobie przerwę od wydawania, jednak jak stwierdza to silniejsze od niego – „Okazało się jednak, że jestem uzależniony od wydawania nowego materiału w lato.”

Gruby Josek – klawe miejsce dla kumatych!

Gruby Josek – klawe miejsce dla kumatych!

Chcecie się czasem przenieść w czasie? Poznać smak i klimat Warszawy z dwudziestolecia? Czas na Grubego Joska, który przeniesie Was do starej klimatycznej Warszawy! Restauracja idealnie łączy smaki kuchni warszawskiej klasy robotniczej z nowoczesną formą podania i elegancką zabawą.

Ćwierfunciak – Muranowskie burgery!

Ćwierfunciak – Muranowskie burgery!

Muranowskie burgery!

Szukacie pysznych burgerów na Muranowie? Chcecie zjeść dobrze, obficie i tłusto? Ćwierćfunciak czeka! To miła i przyjacielska burgerownia tuż obok stadionu Polonii przy ulicy Andersa 30. Lokal jest dość mały, na całe szczęście w lecie możemy skorzystać z przyjemnego ogródka, który zapewni nam miłą miejską atmosferę. Ćwierćfunciak proponuje kilkanaście burgerowych propozycji, a każdy znajdzie coś dla siebie. Na tradycjonalistów czeka „Klasyczny Burger”, dla nieco bardziej ciekawskich kucharz przygotuje coś z nieszablonowych propozycji np. „Ajvar Burger” czy „Giuseppe Burger”. Ja szczególnie polecam „Madziar Burger”, który idealnie łączy smak ostro-słodkich powideł śliwkowych z wołowiną.

Ostatnia wizyta
Podczas ostatniej wizyty w Ćwierćfunciaku skusiłem się na bardziej klasyczną propozycję. Wybrałem „Burger Cadillac”, składającego się z 200 gram. wołowiny, podwójnego sera mimolette, podwójnego bekonu, pomidora, sałaty lodowej i pikli. Słuchajcie! Było pycha! Wysmażenia mięsa było idealne, bułka delikatna wewnątrz i dobrze przypieczona, nic się nie rozwalało, a podwójny bekon i ser przyjemnie podkreślały smak burgera. Niestety, muszę dać Ćwierćfunciakowi całkiem spory minus, jakość mięsa była dużo gorsza niż wcześniej (kiedyś byłem stałym klientem). Czytając opinię na Facebooku dowiedziałem się, że lokal zmienił dostawcę mięsa. Mięso jest obecnie nieco bardziej tłuste i mniej soczyste, wciąż jednak niezłe i godne polecenia!

 

 

Napoje i alkohole

Przy Andersa 30 znajdziemy szeroki wybór piw kratowych, możemy wybrać piwa od Doctora Brew, browaru Waszczukowe czy z browaru Pinta. Podczas ostatniej wizyty piłem Figlarną Bożenę, czyli IPA z wyraźnym aromatem cytrusowym oraz nutą gruszki. Nie zawiodłem się, lekkie, dające orzeźwienie i ciągle kuszące do wypicia kolejnego.

 

Mieszkając 4 lata na Żoliborzu wielokrotnie korzystałem z usług Ćwierćfunciaka, zachwycałem się wtedy dobrą jakością wołowiny i tymi wspaniałym pieczonym ziemniaczkami z sosem koperkowym <3. Były i są naprawdę przepyszne te kartofle.

Podsumowując, obecnie Ćwierćfunciaka oceniam nieco gorzej niż wcześniej, jednak wciąż jest to miejsce godne polecenia, z przyzwoitym jedzeniem, ciekawym pomysłem i świetną miejską atmosferą.

 

Plusy:

+ pieczone ziemniaki z sosem koperkowym

+ szeroki wybór

+ atmosfera

 

Minusy:

– gorsza jakość mięsa niż wcześniej

– za mało pieczonych ziemniaków 😛

– toaleta 

 

Menu lokalu:

Zdjęcia pochodzą ze zbiorów własnych oraz z Facebooka Ćwierćfunciaka!

Kur & Wino – PRL-owski street food wraca do łask!

Kur & Wino – PRL-owski street food wraca do łask!

Kur & Wino to nowy i ciekawy koncept na gastronomicznej mapie Warszawy. Restauracja z jedzenie prostym i pysznym, którą znajdziecie na klimatycznym warszawskim Muranowie przy ulicy Andersa. Menu składa się z pysznego drobiu, warzyw i wspaniałego i chrupiącego pieczywa. Kur & Wino to przede wszystkim pyszne kurczaki, które pochodzą z Podlaskiej fermy, które są macerowane w cytrynie, soli, oregano, majeranku i czosnku. W Kur&Wino zjemy również wspaniałą perliczkę, grillowane warzywa czy kalafior w panko. Do tych wszystkich pyszności warto zamówić pieczywo z piekarni Rano oraz sosy.

Klasztorne Pogaduchy – Recenzja spektaklu „Matka Joanna od Aniołów” – Teatr Nowy – Warszawa

Klasztorne Pogaduchy – Recenzja spektaklu „Matka Joanna od Aniołów” – Teatr Nowy – Warszawa

Zapraszamy na recenzję spektaklu „Matka Joanna od Aniołów”, w Teatrze Nowym w Warszawie, w reżyserii Jana Klaty. Spektakl na podstawie książki Iwaszkiewicza zaskakuje, Najnowsza premiera w Nowym Teatrze w Warszawie wiązała się z wielkimi nadziejami na kolejne ważne widowisko Jana Klaty. Na warsztat bowiem wziął on Matkę Joannę od Aniołów na podstawie Jarosława Iwaszkiewicza. To jedna z trzech produkcji warszawskich (kolejne w Powszechnym i Narodowym) na kanwie tegoż utworu. Zainteresowanie opowiadaniem nie jest przypadkowe. Rola i miejsce kościoła w naszym kraju, kryzys wiary, poszukiwanie Boga to tematy nad wyraz aktualne i warte poddania artystycznej analizie.

TELEDYSKI Z ŻYCIA – Recenzja spektaklu „Królowa. Freddie – jestem legendą”

TELEDYSKI Z ŻYCIA – Recenzja spektaklu „Królowa. Freddie – jestem legendą”

Istnieją bohaterowie nieśmiertelni. Ikony. Nigdy ich nie zapomnimy. Do nich należy Freddie Mercury. Nie tak dawno na polskich ekranach mogliśmy oglądać film Bohemian Rhapsody  o nieżyjącej już legendarnej gwieździe pop. Tym razem luźno potraktowana jego biografia stała się kanwą premiery w Teatrze im. Fredry w Gnieźnie.

W spektaklu autorstwa Marii Spiss i w reżyserii Piotra Siekluckiego Freddiech jest trzech. Młody nastolatek u progu kariery,  macho z wąsem i koszulce na ramiączka oraz śmiertelnie chory, umierający, a nawet już zza światów mówiący do nas duch. Historie się przenikają i uzupełniają. Kanwą są przeboje muzyczne, to one budują rytm i dramaturgię widowiska. Jeżeli porównywać przedstawienie z filmem, to nasuwają się podstawowe różnice. Wersja filmowa odwoływała się w głównej mierze do kariery i aktywności artystycznej. Twórcy teatralni skupiają się na życiu prywatnym. Skomplikowanych relacjach z rodzicami i najbliższymi. Freddie to samotnik, który zmaga się z tym co najtrudniejsze – życiem i śmiertelną chorobą. Sceny spektaklu są szybkie i dobrze zmontowane. Pomaga w tym muzyka, będąca tłem dla poszczególnych sekwencji – teledysków z oryginalnym podkładem Mercurego. Długo się zastanawiałem czy to zabieg słuszny, że utwory nie są wykonywane na żywo. Jednak dzięki playbackowi możemy obcować z oryginałem, a nie próbami interpretacji niedoścignionych wykonań mistrza. Twórcy wprowadzają do scenariusza również inne postaci show biznesu. Pojawia się Elton John – zazdrośnik i megaloman, który tylko kocha siebie. Michael Jackson opowiada o nieudanych próbach współpracy, a Montserrat Caballe, wielka gwiazda opery, niczym matka wspiera Freddiego w ostatnich występach scenicznych. I trzeba przyznać, że pojawienie się owych bohaterów jest najciekawszym elementem przedstawienia. Dyskurs, analiza postaw i relacji daje świetny ogląd świata rozrywki. Egoistycznie zapatrzonych w siebie, żądnych sukcesu ludzi sławy. Na tym tle główny bohater wypada jak zagubiony chłopiec, wieczny idealista, orędownik jednego – pracy, ale również i sukcesu, pozostania legendą. Jednak miało to swoją wymierną cenę – samotność, ból i nawet cierpienie.

Mimo wielu pozytywów i dobrych chęci spektakl naszpikowany jest potknięciami i niezrozumiałymi fragmentami. Dlaczego główni bohaterowie w jednej ze scen mówią po angielsku, a tłumaczenie jest wyświetlane? To zabieg całkowicie chybiony. Nic nie wnosi do dramaturgii przedstawienia, staje się dziwną pozą oryginalności. W scenie orgii, która chyba miała być szokująca dla odbiorcy, aktorzy pozostają w bieliźnie. Ośmiesza to zamysł, gdyż pozostawia rozwiązania inscenizacyjne w pół drogi. Freddie Mercury przedstawiany jako pozbawiony ograniczeń nihilista nagle wstydzi się nagości – to jednak trochę dziwne. Można mnożyć zarzuty, jednak one nie zmieniają faktu, że spektakl ogląda się jak niezły klip muzyczny, w którym przeplata się uśmiech z nostalgią i rozpaczą.

Trzech Freddiech Mercurych to Omar Karabulut, Paweł Dobek i Michał Karczewski. Każdy inny, z własną historią i wspomnieniami, który mógłby być bohaterem autonomicznej opowieści. Wspólnie tworzą osobliwe trio własnego życia. Świetnie ta symbioza została pokazana w początkowych fragmentach przedstawienia, gdy z wykorzystaniem latarek wykonują jeden z utworów muzycznych swojego bohatera.

Spektakl pełen ruchu, muzyki i ludzkiej refleksji będzie cieszył się zapewne wielkim powodzeniem publiczności. Jednak pozostaje po nim niedosyt. Bowiem jest to widowisko kompromisów. Opowiadać o Freddiem Mercurym warto bez ograniczeń i hamulców, tak jak żył lider zespołu Queen. Artystyczne ograniczenia działają na niekorzyść sztuki, a te niestety występują w gnieźnieńskiej produkcji. Szkoda, bo przecież jak śpiewał bohater: „The show must go on”.

Królowa. Freddie – jestem legendą, Maria Spiss, reżyseria: Piotr Sieklucki, Teatr im. A. Fredry w Gnieźnie, premiera: październik 2019.

                                                                                                                                                              Benjamin Paschalski