Recent Posts

Taco z nowym singlem! Polskie Tango!

Taco z nowym singlem! Polskie Tango!

Taco Hemingway przyzwyczaił nas do lipcowych nowości, w 2020 nie będzie inaczej. Kilka godzin temu ukazał się nowy singiel rapera „Polskie Tango”. Filip w Cafe Bela nawijał „Mama pyta, kiedy zacznę pisać o czymś?” odpowiadając „kiedy mi się coś przytrafi”. Nastał ten dzień, kiedy coś się Filipowi przytrafiło. Taco w nowym singlu porusza społeczne problemy, pierwszy raz tak dosadnie komentują rzeczywistość „Mój kraj wyszedł z klatki, teraz się mota. Moim krajem może rządzić byle miernota.”

Mr.Oh czyli warszawski sen o Azji

Mr.Oh czyli warszawski sen o Azji

Za nami bardzo trudny czas, okres izolacji, strachu i błazenady kilku nieciekawych gości, ale odmrażamy to chyba najważniejsze. Cała gospodarka wraca powoli do normalności, gastro próbuje i miejmy nadzieje, że wróci do nas w pełni. Trzymajmy kciuki za nasze ulubione knajpki- niech moc będzie z nimi i niech przetrwają.

Kuchnia regionalna z twistem czyli Restauracja Bez Gwiazdek

Kuchnia regionalna z twistem czyli Restauracja Bez Gwiazdek

Zachęcony kilkoma bardzo pochlebnymi recenzjami, a szczególnie filmem na kanale Macje Je postanowiłem rozpocząć swoją przygodę z menu degustacyjnym od Restauracji Bez Gwiazdek.  Maciej w swoim filmie określa to miejsce „najlepszą restauracją w Warszawie”, drugą opinią, którą się sugerowałem to zdanie równie cenionej Basi Stareckiej, która piszę o restauracji Roberta Trzópka tak „jeden z najzdolniejszych polskich szefów kuchni, dojrzał do otwarcia własnej restauracji. Bez inwestorów, białych obrusów, promocji, celebrytów i gwiazdek. Bez gwiazdek, choć z pewną dozą kokieterii.”.  Miejsce z takimi opiniami bardzo zachęciło i żal byłby nie spróbować. Okazję do przetestowania tego miejsca nadarzyła się tuż przed świętami, kiedy to ze znajomym postanowiliśmy skosztować świątecznego menu. Jak było? Czy nam smakowało  i z jakim kosztem się wiązało? Jak myślicie? Przekonajcie się sami!

Restauracja Bez Gwiazdek

Bez Gwiazdek to restauracja, która identyfikuje się jako miejsce z Polską, regionalną kuchnią w nowoczesnej odsłonie. Szefem kuchni jest tutaj Robert Trzópek, który pracował wcześniej  między innymi w Tamka43 oraz zdobywał swoje szlify w jednych z najlepszych restauracji w Europie – Nomie i El Bulli. Kuchnia na Wiślanej 8 ma by ideowa. Trzópka przeobraża  swoje doświadczenia chcąc pokazywać nieco inne oblicze siebie i swojej kuchni. Na Powiślu mamy otrzymać kuchnię regionalną z oryginalnym smakiem, jednak w nowoczesnej odsłonie. „Regionalnie inspiracje, sezonowy produkt i proste prezentacje” – taka ma być Restauracja „Bez Gwiazdek”. Czy taka właśnie jest?

Menu w Bez Gwiazdek

Menu świąteczne w Bez Gwiazdek składa się z 6 dań, które mają nawiązywać do różnych regionów naszego pięknego kraju. Kolacja rozpoczyna się od Amuse-bouche, czekadełkiem okazały się ziemniaki z szynką długodojrzewającą podane w bardzo ciekawy sposób (na dużych pieczonych ziemniakach). Początek okazała się zachęcający, postanowiliśmy również zamówić „chleb i masło”, które również zrobiły na nas bardzo pozytywne wrażenie, a trzy z czterech chlebów były naprawdę pyszne. Przejdźmy jednak do głównych bohaterów kolacji;

Śledź (kalarepa, jabłko, maślanka, chrzan), Łódzkie – śledź podany na sosie z maślanki, z dodatkiem przekładańca z kalarepy i jabłka. Na pierwszy rzut oka danie wydaje się ciekawe, zaskakujące i bardzo zachęcające. Dodatki w postaci kalarepy i antonówki komponują się idealnie, są lekko cierpkie i odrobinę słodkie a ich struktura miło chrupie pod zębami, przełamane bardzo mocnym chrzanem smakują świetnie. Śledź niestety lekko się rozwala, co może wskazywać na zbyt długie marynowanie, smak też pozostawia wiele do życzenia i nie wnosi wiele pozytywnego do dania. Sos z maślanki jest na tyle rzadki że niknie w całości, będąc jedynie ozdobą.

Barszcz (truskawki, olej majerankowy), Podkarpackie – o tym daniu chciałbym zapomnieć jak najszybciej! Była to najgorsza wersja barszczu jaki w życiu jadłem. „Zupa” podana z grubo pokrojonym w kostkę burakiem i bardzo, ale to bardzo mocnym zakwasem buraczanym, który przypominał w smaku koncentrat. Danie to nie należało do pozytywnych kulinarnych doznań… Było po prostu okropne! Sos z truskawek, który miał być wzbogać danie o słodycz znikł w zakwasie i został przez wszystkich zapomniany. Za takie danie należy się rózga!

Ryba na Kwaśno (sos maślany, czosnek niedźwiedzi), Lubuskie – flądra z maślanym kwaśnym sosem, czosnkiem niedźwiedzim i kawiorem z pstrąga. Danie dość oryginalne i smaczne, niestety trochę zbyt słone jak na mój gust. Bardzo ciekawym i niespodziewanym elementem dania było wykorzystanie kawioru z pstrąga, który strzelał w ustach nadając daniu wyrazu i nuty zaskoczenia. Ryba była bardzo soczysta i przyjemna w smaku.

Fujarki pastusze (grzyby), Podkarpackie – ciasto cygaretkowe wypełnione musem z grzybów oraz pianka grzybowa. To danie było zdecydowanie najlepszą propozycją Bez Gwiazdek. Fujarki to jedyna potrawa, która jest spójna z hasłem restauracji, czyli nowoczesną formą dań z zachowaniem oryginalnego smaku. Fujarki mnie zaskoczyły, a jednocześnie przeniosły do dzieciństwa, coś pięknego! Kruche ciasto z bardzo esencjonalnym, grzybowym musem, a do tego jeszcze bardziej fascynująca pianka, po której wypiciu robisz chwilę, zamykasz oczy i oddajesz się błogości smaku.

Kaczka (czereśnie, skorzonera), Lubelskie – po świetnych „fujarkach” czekaliśmy na równie dobrą i niespodziewaną kaczkę. Niestety nie było już tak miło jak przy okazji grzybowych doznań. Jeden kawałek kaczki w mojej porcji był mocno gumowaty, drugi jednak dużo lepszy. Dodatki w daniu bez zaskoczenia i większych smakowych wrażeń. Ta propozycja może się bronić, ale liczyliśmy na lepszą i zdecydowanie bardziej zajmującą potrawę. Wykorzystanie wężymorda nie wystarczy do tego by całe danie było inspirujące, człowiek chciałby poczuć coś świeżego nowego a w tym daniu zdecydowanie tego zabrakło.

Sernik (Czekolada, jeżyny, sable), Małopolska – sernik podany na sable, czyli francuskim ciasteczku waniliowym również nie należał do najlepszych momentów tego wieczora. Kruchość ciastka miała zostać przełamana aksamitną strukturą sernika i podbita jeżynami. Smaki niestety się ze sobą nie łączyły, a nasze zmysły skupiały się przede wszystkim na ciastku.

Wino w Bez Gwiazdek – to był zdecydowanie najmocniejszy punkt wieczoru, większość win idealnie komponowała się z daniami i były one świetnym dopełnieniem poszczególnych potraw. Na szczególną uwagę zasługuje tutaj obsługa. Opiekował się nami bardzo profesjonalny i szczegółowo opisujący wszystkie propozycję sommelier. Wielki plus!

Podsumowanie i wrażenia

Jednym słowem Bez Gwiazdek i bez szału! Pisząc szczerze to obaj po kolacji byliśmy naprawdę zawiedzeni. Liczyliśmy na pyszną, ciekawą i nowoczesną kuchnię w miejscu bez zadęcia i nadęcia. Chcieliśmy przeżyć kulinarną podróż do smaków regionalnych z oryginalną formą w tle. Wieczór był bardzo miły, jednak nie ze względu na jedzenie, a na towarzystwo i ciekawe rozmowy. Oczywiście nie mogę przekreślać wszystkich dań, bo np. fujarki były czymś naprawdę ekscytującym. Jednak całość kolacji muszę ocenić negatywnie. Bez Gwiazdek to naprawdę urocze i ciekawe miejsce, jednak tego wieczora zdecydowanie zabrakło najważniejszego – pysznego jedzenia, którego życzę Wam w zbliżającym się 2020 roku. Ciężko będzie mi tutaj wrócić i dać drugą szansę, mam jednak nadzieję, że kiedyś się przełamie, dostając dużo bardziej wartościowe dania niż podczas grudniowej wizyty.

Ceny:

Menu degustacyjne składające się z 6 dań to koszt 160 zł za osobę. Opcja z wine pairing to dodatkowe 150 zł za osobę. Zamawiając „chleb i masło” będziecie musieli przygotować się na dodatkowy wydatek w wysokości 15 zł. Całość kolacji dla dwóch osób wraz z winem, wodą i chlebem to koszt rzędu niemal 700 zł. Całe szczęście, że zostałem na tę kolację zaproszony :P. Dziękuje!

PS.

Świetną sprawę w Bez Gwiazdek, o której nie wspomniałem wcześniej, a na pewno warto to pokreślić, jest serwis dań i ich omówienie przez kucharzy restauracji. Każde danie jest podawana przez kucharza za nie odpowiedzialnego, który szczegółowo określa danie, co skraca dystans i jeszcze mocniej daje poczucie swobody.

Na koniec mam również prośbę do restauracji. Proszę aktualizujcie menu nieco wcześniej, rezerwując stolik chciałbym jednak wiedzieć jakie menu będzie w tym czasie. 

Gdzie zjeść tatara w Warszawie? 5 najlepszych miejsc na tatara!

Gdzie zjeść tatara w Warszawie? 5 najlepszych miejsc na tatara!

Tatar to moja ulubiona przystawka, danie fenomenalne, ale tylko jeśli dobrze przygotowane. Befsztyk tatarski to potrawa, do której trzeba „dorosnąć”. Ja dojrzewałem dość długo, nauczyłem się jeść tatar dopiero w wieku 20 lat. Od tamtego czasu nie mogę przestać, jestem fanatycznym miłośnikiem, szczególnie tego siekanego. Przygotowałem dla Was listę 5 moim zdaniem najlepszych miejsc na tę pyszności w Warszawie.

Najlepsza kawa w Warszawie! Gdzie pójść na kawę w stolicy?

Najlepsza kawa w Warszawie! Gdzie pójść na kawę w stolicy?

Jako wielki fan małej czarnej i kawiarnianego stylu życia, od zawsze marzyłem o posiadaniu miejsca, które będzie „moje”. Kawiarni, która będzie dla mnie czymś więcej niż miejscem spotkań. Długo takiego miejsca nie miałem, poszukiwania trwały i trwały. Całe szczęście już nie muszę szukać – znalazłem! Zastanawiacie się gdzie jest najlepsze miejsce na kawę w stolicy? Gdzie posmakujcie idealnego zestawienia gorczycy i mocy? To zdecydowanie Forum na Elektoralnej!

NIKUŚ Z HRUBIESZOWA czyli Kariera Nikodema Dyzmy – Teatr im. W. Horzycy w Toruniu

NIKUŚ Z HRUBIESZOWA czyli Kariera Nikodema Dyzmy – Teatr im. W. Horzycy w Toruniu

Polityka tu i polityka tam. Niespodziewanie rzeczywistość społeczna złączyła się z fikcją teatralną. Bowiem niemal równolegle, z biegnącą kampanią wyborczą na urząd Prezydenta naszego kraju i faktycznie z dniem elekcji, odbyła się premiera Kariery Nikodema Dyzmy w toruńskim teatrze Horzycy. Niby nic nie znaczący gest, ale jakże wymowny. Śledzenie losów bohatera powieści Tadeusza Dołęgi-Mostowicza w realiach naszej współczesności daje nowe szanse spojrzenia na karierowiczostwo, powodzenie i hochsztaplerkę w meandrach władzy. Niby autorzy inscenizacji osadzają akcję w abstrakcyjnej przestrzeni, z nawiązaniami w kostiumie do dwudziestolecia międzywojennego, ale uwspółcześnienie treści przybliża problematykę naszym czasom. Jednak w spektaklu Piotra Ratajczaka jest coś odkrywczego, odmiennego od znanej interpretacji filmowej z wielką rolą Romana Wilhelmiego. Inscenizator, poprzez mistrzowskie prowadzenie postaci przez Arkadiusza Walesiaka, wskazuje, że nie mamy do czynienia z gburem i drobnym cwaniakiem, ale z prowincjuszem, który przypadkiem trafia na salony. Hrubieszowski sznyt staje się marką dla rodzącego się talentu politycznego Nikodema Dyzmy. Niby czarowny fordanser i wykidajło łamaga staje się wytrawnym graczem politycznym. Nie ma w nim rysu grubiaństwa, ale jest właśnie ten szlachetny urok małomiasteczkowości, która staje się frapujący dla socjety sanacyjnej stolicy. W drobnym geście, pozie, minie czy spojrzeniu widzimy rosnący i budujący talent – dorastającego polityka naszych czasów. Takiego co zaczyna od noszenia teczki w młodzieżówce każdej partii i szybko staje się personą o wielkich, pseudo możliwościach, które pisane są przypadkowym szczęściem i odrobiną sprytu.

W spektaklu toruńskim połyskują niedawne fascynacje Piotra Ratajczaka, które zostały już zaprezentowane w warszawskiej Akademii Teatralnej. Niepodlegli będący rysem powodzeń i niepowodzeń II Rzeczpospolitej ukazujący mniej i bardziej znane postaci tamtych dni stali się zapewne wzorcem dla opowieści o Dyzmie. Reżyser wykorzystuje zbliżone chwyty inscenizacyjne – układy ruchowe, dwie piosenki, monologi i dialogi. Jak w dobrym, intelektualnym kabarecie. Wspomaga w tym również scenografia. W stolicy były to schody, a mieście Kopernika w tle scenka z kotarą, stoliki knajpiane i czerwone wykończenia. Różnica zasadnicza, że mamy linearną opowieść o człowieku wrzuconym w wir świata ludzi spełnionych – majętnych i wykształconych. Ale przecież nie inteligentnych. I to wykorzystuje bohater, bo przecież nie jest gorszy, ba nawet lepszy – czaruje i dusi, otacza się tymi co coś mogą i coś powiedzą. I zwycięża. Bo wbrew pozorom ma niezły spryt i szczególne coś. Spektakl to dziewięćdziesiąt minut zwartej akcji. Toczy się ona dynamicznie i co ważne nie jest dosadna. W scenach agresji i gwałtu jest metafora i sugestywność, która daje szansę widzowi na zbudowanie własnych wyobrażeń o świecie przemocy i bólu.

Mimo wielu plusów największym grzechem przedstawienia pozostanie jego tekst i próba zbliżenia do naszych czasów. Problem dotyczący skupu zboża został zastąpiony energią słoneczną. I tu pojawia się pułapka. Bowiem kwestia rolna była rzeczywistym zagadnieniem tamtego czasu, a trudno dziś powiedzieć, że tę samą rolę odgrywają panele na dachu każdego domu. To zły trop i nie współgrający z naszą codziennością. A przecież można było pozostać nadal przy problemie rolnym – zawsze na czasie i zawsze aktualny. To zgrzyt, ale nie pomniejsza pozytywnego wydźwięku widowiska. To dobra praca zespołowa, swoisty obrazek społeczny karykatur i indywiduów. Przedstawienie trafiło w dziesiątkę – wyborczego czasu i letniej aury, gdyż ogląda się je z radością godną słonecznej pory roku.

Kariera Nikodema Dyzmy na podstawie Tadeusza Dołęgi-Mostowicza, reżyseria Piotr Ratajczak, Teatr im. W. Horzycy w Toruniu, premiera: czerwiec 2020

                                                                                                 [Benjamin Paschalski]

PAMIĘTNIK NIMFOMANKI czyli „I tak nikt mi nie uwierzy” – Teatr im. Aleksandra Fredry w Gnieźnie

PAMIĘTNIK NIMFOMANKI czyli „I tak nikt mi nie uwierzy” – Teatr im. Aleksandra Fredry w Gnieźnie

Nareszcie! Wróciliśmy do teatru. Pierwsze sceny otworzyły swoje sale dla publiczności. I pojawiły się premiery. Najciekawsze, że nie w dużych centrach Warszawie czy Krakowie, ale lokalnie w tych interesujących punktach na teatralnej mapie. Do nich, w tym sezonie, należy bez wątpienia scena gnieźnieńska. Tu powstały ważne spektakle ostatnich miesięcy: Historia przemocy, jakże dziś aktualna i potrzebna oraz pełne bólu i goryczy Królowa. Freddie – jestem legendą. Na zwieńczenie sezonu zrealizowano I tak nikt mi nie uwierzy autorstwa Jolanty Janiczak i w reżyserii Wiktora Rubina. Wstrząsająca historia sprzed wieków o Barbarze Zdunk, ostatniej kobiecie spalonej na stosie, jest niezwykle interesującym eposem o kobiecie i kobiecości. Ale również winie i odpowiedzialności. Pożądaniu i rządzy miłości, która kończy się tragicznie – cierpieniem, wykorzystaniem i codziennym znojem gwałtu wobec zaniku człowieczeństwa.

DYKTANDO czyli „Powołanie” – Teatr Telewizji

DYKTANDO czyli „Powołanie” – Teatr Telewizji

Zadziwiające są wybory Teatru Telewizji. W czasie pandemii odbyły się trzy premiery. Każda z nich różna, ale nie spełniająca oczekiwań części teatromanów. Majowa odsłona – to ukłon jubileuszowy na cześć Jana Pawła II, stulecie urodzin Karola Wojtyły. Spektakl rocznicowy i można od razu zadać pytanie po co? Przecież mamy bardzo dobry film dokumentujący jego życie Karol – człowiek, który został papieżem w reżyserii Giacomo Battiato i z bardzo ciekawą rolą Piotra Adamczyka. Czy odkryto nowe fakty, które zmienią percepcję i odbiór jego osoby?

Czas na nową płytę Taco Hemingway? Lato 2K20

Czas na nową płytę Taco Hemingway? Lato 2K20

Kilka godzin temu na Instagramie @studio_nagrywarka pojawił się post, na którym możemy rozpoznać Taco, Czy to oznacza nowy album już w to lato? Filip w swoim #hot16challenge2 nawiązywał do wydawania w lecie – „wydam parę płyt w lipcu” i może wydawać się, że będzie to kolejny album rapera. Wszystko układa się w całość, jeśli weźmiemy pod uwagę daty premier poprzednich krążków – Umowa o dzieło (czerwiec 2015), Wosk (lipiec 2016), Szprycer (lipic 2017), Café Belga (lipiec 2018) i Pocztówka z WWA, lato ’19 (lipiec 2019). Czekacie na nową płytę Fifiego?


Nocny Market 2020! Powrót warszawskiego króla street foodu!

Nocny Market 2020! Powrót warszawskiego króla street foodu!

Kochani w końcu dobre wiadomości w tym roku. Wraca król warszawskiego street foodu – Nocny Market ponownie będziemy mogli odwiedzić na Dworcu Głównym (Towarowa 3). Już od dwóch sezonów bardzo głośno mówiło się, ze to ostatni rok funkcjonowania tego fantastycznego miejskiego targu, jednak on wciąż wraca.