Miesiąc: Październik 2019

POEZJE BALETEM UKŁADASZ

POEZJE BALETEM UKŁADASZ

Najtrudniejsze w ocenianiu sztuki performatywnej są momenty, gdy niby wszystko jest perfekcyjne i zachwyca, a jednak pojawia się wiele znaków zapytania, co gorsza pytań, na które trudno odnaleźć odpowiedź. Tak jest z najnowszą premierą Litewskiego Narodowego Teatru Opery i Baletu w Wilnie. Krzysztof Pastor, prowadzący baletowy zespół w stolicy Litwy, równolegle z Polskim Baletem Narodowym, zaprosił do przygotowania nowej produkcji izraelskiego choreografa Itzika Galili. I najwyraźniej pozostawił mu całkowicie wolną rękę przy przygotowywaniu spektaklu. W efekcie powstało autorskie widowisko totalne, w którym inscenizator odpowiada za reżyserię, choreografię, poezje, światło, dekoracje i kostiumy. To świat wewnętrzny izraelskiego artysty, który wyraża się poprzez jego twórczość poetycką. To najsłabszy punkt przedstawienia. Bowiem staje się ona wtórna i mało odkrywcza, a całość zaczytana trącić myszką patetyczności i trywialnością.

Pyszne śniadania w Warszawie – Port Royal w Hali Koszyki

Pyszne śniadania w Warszawie – Port Royal w Hali Koszyki

Co weekend mam w głowie wizję pysznego śniadania z nowymi smakami w miejscu gdzie jeszcze nie byłem. Często kończy się to nie udaną podróżą kulinarną lub powrotem do sprawdzonego miejsca. W poprzednim tygodniu było inaczej, po długich naradach wybraliśmy Halę Koszyki, no dobrze, ale gdzie w tych Koszykach? Opcję były dwie – 1. Weranda, 2. Port Royal. Wybraliśmy wersję drugą i żałować nie będziemy! Było pysznie!

SZANSA NA SUKCES – Teatr Współczesny w Szczecinie – „Być jak Beata”

SZANSA NA SUKCES – Teatr Współczesny w Szczecinie – „Być jak Beata”


Jak co roku warszawski Teatr Imka zaprosił na przegląd Polska w Imce – Niecodzienny Festiwal Teatralny. Zgodnie z założeniami organizatorów, i korespondując z tytułem wydarzenia, przedstawienia winny odnosić się do współczesności i dnia dzisiejszego. I też jest tak z produkcją zaprezentowaną przez Teatr Współczesny w Szczecinie – Być jak Beata.

Wbrew tytułowi nie chodzi o polityczne konotacje i Beatę Szydło, ale punktem odniesienia jest ikona pop kultury Beata Kozidrak liderka zespołu Bajm. Całość rozgrywa się w lukrowanej przestrzeni widowiska medialnego, którego tło stanowią złote zasłony i niczym Madonna górująca nad wszystkimi, zjawiskowa figura bohaterki. I zaczyna się ten show dokładnie jak w programie telewizyjnym Elżbiety Skrętkowskiej Szansa na sukces. Brakuje oczywiście niezawodnego prowadzącego Wojciecha Manna, to miejsce wypełniają materiały filmowe i monologi kolejnych szarych przyjezdnych z Polski i ze świata, którzy pragną zaśpiewać piosenki Beaty, a tak naprawdę poczuć się gwiazdą choć przez chwilę. Kilkanaście postaci odgrywa zaledwie czwórka aktorów. To cały kalejdoskop bohaterów od zakonnicy i byłego policjanta, do inwalidy i fana disco-polo. Bo każdy chce śpiewać i tu należy powtórzyć za piosenką wykonywaną przez Jerzego Stuhra na festiwalu w Opolu, a napisaną przez Jonasza Koftę: „Śpiewać każdy może, Trochę lepiej, lub trochę gorzej, Ale nie oto chodzi, Jak co komu wychodzi. Czasami człowiek musi, Inaczej się udusi”. I to stanowi sens przedstawienia. Fenomen śpiewania, pokazania, poczucia się na chwilę kimś ważnym, a nie zepchniętym na margines. Bycia blisko show-biznesu, poczuć się jak Beata. Autorzy spektaklu pokazują jak skrywane namiętności, frustracje i kompleksy potrafią być zniwelowane przez trzy minuty bycia po prostu kimś. Potrzeba uczestnictwa i akceptacji staje się najważniejsza, bo w bohaterach jest nuta samotności, a piosenki Beaty, przez kolejne pokolenia ocierają łzy lęku i wycofania. Po prostu dają nadzieję.

Na tle kwartetu aktorskiego wybija się genialny Maciej Litowski. Podczas minimalistycznych scenek, mikrodramatów, które na myśl przywodzą Opowieści łotewskie Alvisa Hermanisa, aktor ukazuje cały kalejdoskop swoich możliwości. Jest i niedowartościowanym wiecznym studentem, który szukał miejsca na kilkunastu kierunkach, inwalidą, poszukującym obecności w świecie, tureckim biznesmenem sprzedającym kebab czy byłym prostym policjantem. Każda jego opowieść to dramaturgiczna perełka wsparta aktorskim pomysłem na siebie.

Reżyserka spektaklu – Magda Miklasz nie miała dużo pracy. Bowiem konstrukcja spektaklu to jak na rasowym festiwalu muzycznym. Pan wchodzi z lewej a pani wychodzi z prawej. Więcej widać pracy poszczególnych aktorów, którzy odnajdują pomysł na samych siebie. A co warto wspomnieć genialnie, w nowych aranżach, czasem nie do rozpoznania wobec oryginału, wykonują kilkanaście piosenek głównej bohaterki wieczoru. Spektakl, który pod powłoką lekkiego wieczoru i dużej dawki śmiechu, jest niesamowitą refleksją o nas samych. Polakach XXI wieku. Postaci przesuwające się  po scenie to jak nasza ulica każdego miasta. Różni: kolorowi, ale i szarzy, smutni i weseli, zatroskani i radośni, ale zawsze poszukujący chwili szczęścia i spełnienia jak kilkadziesiąt lat temu pewna dziewczyna z Lublina.

Być jak Beata, scenariusz: Piotr Domalewski, Żelisław Żelisławski, reżyseria: Magda Miklasz, Teatr Współczesny w Szczecinie. Spektakle gościnne w Teatrze Imka w Warszawie, październik 2019.

                                                                                                 [Benjamin Paschalski]

BYŁEM HAMLETEM. STAŁEM NA BRZEGU I ROZMAWIAŁEM Z MORZEM…

BYŁEM HAMLETEM. STAŁEM NA BRZEGU I ROZMAWIAŁEM Z MORZEM…

Tymi słowami z HamletaMaszyny Heinera Müllera rozpoczyna się spektakl Mai Kleczewskiej w Teatrze Polskim w Poznaniu. To świetna uwertura rozpisana na orkiestrę, słowo i ruch uwodzi widza i wprowadza w świat tajemnicy historii zbrodni i pożądania władzy. Hamlet jako bohater może chce być (albo jest) ostatnim, który pragnie ratować zdegradowany świat, który toczy choroba. Idealista wraz ze swoim niepełnosprawnym przyjacielem Horacjem, który jest odbiciem cierpiącego na stwardnienie zanikowe boczne, sparaliżowanego geniusza astrologii i kosmologii Stephena Hawkinga, dąży do prawdy o rzeczywistych powodach śmierci swojego ojca i prawowitości tronu (władzy). Ta droga skazana jest na porażkę. Manipulacja i siła wygrywają z wiedzą i prawdą.

Kawowa mapa Warszawy – Gdzie pić kawę w Warszawie?

Kawowa mapa Warszawy – Gdzie pić kawę w Warszawie?

Kawa to życie, kawa to energia, kawa to smak, ale kawiarnia to nie tylko kawa! Dlatego warto wybrać się w miejsce, które łączy pyszne smaki tego napoju z klimatycznym miejscem i miłą atmosferą. Takich lokali w Warszawie jest pewnie mnóstwo, a każdy z nas ma swoje ulubione. Dlatego ja przedstawię Wam subiektywny ranking warszawskich kawiarni.

ROZMOWY W LESIE

ROZMOWY W LESIE

Czekałem na ten spektakl jak na żaden inny. Miało być nowe otwarcie w Teatrze Polskim we Wrocławiu po trzech latach artystycznego zastoju. A co wyszło? Niewiele. Duże zapowiedzi i nikłe efekty.

Owym przełomem miał być spektakl Leśni. Apokryf autorstwa Agnieszki Wolny-Hamkało na podstawie partyzanckich opowiadań Tadeusza Różewicza. Nadzieja na odkrycie nowych pokładów i demaskacji życia w lesie w latach wojny, zestawione z demagogiczną i przerysowaną by nie powiedzieć wyolbrzymioną, współczesną opowieścią dotyczącą żołnierzy wyklętych, miała szansę powodzenia. Miała o ile nie pozostało się w pół drogi. Bowiem opowieść rysowana przez Hamkało jest straszliwie zachowawcza. Teksty Różewicza były wstrząsem w inscenizacjach teatralnych Tadeusza Łomnickiego i telewizyjnej wersji Kazimierza Kutza. Aby dziś odzierały i burzyły utarty schematyzm wielkości i powagi wobec życia partyzanckiego, a stawały się opowieścią o znoju, brudzie i szarości leśnej pożogi, należało pójść dalej, przeprowadzić badania, zebrać kolejne ludzkie, osobiste historie. Trochę brakuje w pracy autorki i dramaturżki wnikliwej pracy historyka, który ze zwadą i umiejętnością odniósłby się do rzeczywistości wojennej. A tym samym umiałby polemizować ze współczesnymi narracjami polityki historycznej.

Realizacja Marty Streker przesiąknięta jest wzorami z prac Michała Zadary. Widać ich wspólną współpracę przy Dziadach. Można to zauważyć choćby w scenografii: las niczym z II części Dziadów, choć nie tak bujny i rozległy, środek sceny przecinają tory kolejowe, dokładnie jak w inscenizacji utworu Mickiewicza. Reżyserka sprawnie układa poszczególne sceny przedstawienia, dbając o każdy niuans. Jednak nieznośnym staje się użycie kamery co rozbija dramat poszczególnych postaci. A już kuriozum jest wykorzystanie mikroportów w minimalistycznej przestrzeni Sceny na Świebodzkim. Zjawiskowa jest scena rekonstrukcji z użyciem flag jako rekwizytu i przyjazd Ułana w przezroczystej klatce doskonałości. Męski zespół aktorski to faktycznie grupa aktorów z dawnego zespołu artystycznego teatru prowadzonego przez Krzysztofa Mieszkowskiego. Jednak ich gra jest zachowawcza i wycofana. Jakby chwilowo, będąc obok odtwarzali narzucony świat obozowego życia. Na tym tle wybija się Dariusz Maj jako Sfinks, który buduje własny, introwertyczny obraz obozowego karmiciela gulaszem. Doceniam również młodych, grających gościnnie: Grzegorza Borowskiego i Piotra Downara-Zapolskiego, którzy w imię słusznej, wojennej sprawy walczą do końca na polu partyzanckiej bitwy.

Liczyłem na dojrzałą rozmowę o naszej przeszłości, a tak przez blisko dwie godziny prześlizgaliśmy się po naszej historii. Miało być ostro i wyraziście, wyszło mdło i nijako. Wielki żal, bo rozprawianie się z mitami ma wielką wagę dla budowania teraźniejszości i przyszłości, a w tym przypadku pozostajemy z prawdami, które już znamy od dawana.

Leśni. Apokryf, Agnieszka Wolny-Hamkało na podstawie partyzanckich opowiadań Tadeusza Różewicza, reżyseria: Marta Streker, Teatr Polski we Wrocławiu, Scena na Świebodzkim, premiera: październik 2019.

                                                                                                                                                            [Benjamin Paschalski]