Miesiąc: Listopad 2019

TELEDYSKI Z ŻYCIA – Recenzja spektaklu „Królowa. Freddie – jestem legendą”

TELEDYSKI Z ŻYCIA – Recenzja spektaklu „Królowa. Freddie – jestem legendą”

Istnieją bohaterowie nieśmiertelni. Ikony. Nigdy ich nie zapomnimy. Do nich należy Freddie Mercury. Nie tak dawno na polskich ekranach mogliśmy oglądać film Bohemian Rhapsody o nieżyjącej już legendarnej gwieździe pop. Tym razem luźno potraktowana jego biografia stała się kanwą premiery w Teatrze im. Fredry w Gnieźnie.

Gdzie zjeść najlepszą azjatycką kuchnię w Warszawie? Restauracja UKIM – Najlepsza kuchnia azjatycka w Warszawie?

Gdzie zjeść najlepszą azjatycką kuchnię w Warszawie? Restauracja UKIM – Najlepsza kuchnia azjatycka w Warszawie?

Restauracja UKIM to ciekawe miejsce na gastronomicznej mapie Mirowa, minutę od Hali Mirowskiej, na ulicy Chłodnej mieści się właśnie restauracja „U mamy Kim”. Nazwa to gra słów, którą można odczytać jako „U Kim”, jednak głównym elementem nazwy jest „U”, które po wietnamsku oznacza „Mamę”. To właśnie mama jest głównym elementem kuchni w UKIM. Informacja na karcie sugeruje, że za wszystkie przepisy odpowiedzialna jest właśnie ona.

ŚWIAT JAK WYSPA – Recenzja spektaklu Capri – Teatr Powszechny

ŚWIAT JAK WYSPA – Recenzja spektaklu Capri – Teatr Powszechny

Najnowszy spektakl Krystiana Lupy jest kolejną próbą odpowiedzi na pytanie czym jest mała wspólnota, a w niej jednostka, grupa uwięzionych w pułapce nadciągającej katastrofy. Tak było w Mieście snu, Factory 2 czy Procesie. Za każdym razem mag polskiej sceny próbował dokonać artystycznej analizy kim są artyści, intelektualiści, inteligenci we współczesnym świecie. Z tej bitwy reżyser wychodził raz na tarczy, a raz z tarczą. Tym razem, w naszej otaczającej rzeczywistości społeczno-politycznej, diagnoza mogła być jeszcze bardziej bolesna. Jednak, mimo wielkich nadziei, wydaje się ona letnia, niestety przewidywalna.

Za podstawę scenariusza posłużyły utwory Curzia Malapartego Kaput i Skóra będące nie tyle zapisem historii II Wojny Światowej co swoistą fikcją dokumentalną czy też reportażem kreatywnym tamtegoż czasu. Ze swoistą wadą autor wiedzie opis, widziany z perspektywy wojennej i bezpośrednio powojennej, od spotkania z Hansem Frankiem czy też ślepymi żołnierzami poprzez żydowski dom publiczny w Soroce do gejowskiej orgii nazwanej Muzeum czasu. To szczególna metaforyczna (ale i dosadna) refleksja o nas samych, tych, którzy żyjąc w otaczającym świecie pozwalamy na ból i cierpienie pozostawiając jedynie refleksy i plamy pamięci. Zamykamy oczy, przechodzimy niemi obok tego co dzieje się wokół. Reżyser świetnie zestawia materiały sceniczne z filmowymi budując zjawiskowe kontrasty dnia dzisiejszego z tym co miało mniejsze osiemdziesiąt lat temu. Jednak najważniejszym punktem pozostaje Casa Malaparte. Tajemnicza willa na Capri, gdzie w specyficznym pojednaniu czasu spotykają się reżyser Jean-Luc Godard, który polem gry swojego filmu Pogarda umieścił właśnie to miejsce, Fritz Lang reżyser i bohater tegoż obrazu filmowego, a także Brigitte Bardot oraz cała grupa uciekinierów, którzy nie wiadomo dlaczego i po co znajdują się w tym miejscu. Czekają. Rozmawiają. Grają w brydża. To trwanie wydaje się nieznośne a przez to wciągające w teatralną nirwanę Krystiana Lupy.

Cały spektakl zaczyna się od nagiej sceny Adama i Ewy. Dziewiczy i radośni poszukują jedzenia. Jedynym spotkanym posiłkiem okazuje się jabłko. Obiekt pożądania, który zniweczył, ponoć, czas rajskiej szczęśliwości. Dwójka ucieka, gdy spostrzega innych ubranych ludzi. Burzyciele i niszczyciele nadchodzący ze swoją ideologią i teorią życia, deprecjonują ową niewinność oddając pola współczesności. Krystian Lupą nie pozostawia złudzeń. Wykorzystując prozę Malapartego, choć nie jest ona osiągnięciem wybitnym, ukazuje dokąd dobrnęliśmy w naszym człowieczeństwie. Podporządkowanie ideologiom zabiło humanizm i jednostkowość. Staliśmy się trybami w wielkiej machinie politycznej świata. Wybawienia nie ma, bo i wyspa staje się pułapką, w której trudno odnaleźć krainę szczęśliwości. Ta opowieść, poszczególne sceny, ma siłę wielkiego teatralnego rzemiosła, niespotykanego na naszych scenach.

Jak zawsze u Lupy to spektakl wspaniałych ról zgranego zespołu aktorskiego. Odnajdziemy w nim stale współpracujących z reżyserem – Piotra Skibę, Ewę Skibińską, Halinę Rasiakównę, Annę Ilczuk czy Andrzeja Kłaka oraz cała grupa obecnego składu artystycznego Teatru Powszechnego. Na tym tle wybijają się Grzegorz Artman i Julian Świeżewski wcielający się w postać Malapartego, którzy powściągliwie tworzą wewnętrzny świat bohatera.

Mimo bardzo dobrego przyjęcia podczas premiery, pozostaje po spektaklu niedosyt. Reżyser zostawia wiele otwartych drzwi nie dając jasnej odpowiedzi dokąd zmierza ten nasz świat. Zbudowanie wielopoziomowego widowiska, w którym mamy scenę, komentarz reżysera i manieryczność narracyjną Piotra Skiby, burzy jednorodny przekaz. Jesteśmy w tej samej zaklętej pułapce co bohaterowie spektaklu – mieszkańcy wyspy. Zdezorientowani i zagubieni. Ale może to również siła teatru, który oczarowując daje szansę do indywidualnych ocen i analiz. Bo każdy odczuwa inaczej i to jest największa siła sztuki.

Capri – wyspa uciekinierów, reżyseria, scenariusz i scenografia: Krystian Lupa, Teatr Powszechny im. Z. Hubnera w Warszawie, premiera: październik 2019.

Benjamin Paschalski

CZYM JEST PRAWDA?Recenzja Spektaklu „Historii przemocy”

CZYM JEST PRAWDA?Recenzja Spektaklu „Historii przemocy”

Gnieźnieńska premiera Historii przemocy w reżyserii Eweliny Marciniak jest jak odtrutka na nasze piekło codzienności, w którym społeczeństwo straszone jest coraz częściej wydumaną zarazą gender i LGBT. Marsz równości w Białymstoku, film Inwazja w TVP to tylko niektóre przykłady z ostatnich miesięcy. Sceniczna wstrząsająca, ale i teatralnie piękna historia gejowskiej miłości i gwałtu, który rozgrywa się w tej samej chwili jest niesamowitym kontrapunktem do tej rzeczywistości.

Gdzie zjeść tatara w Warszawie? 5 najlepszych miejsc na tatara!

Gdzie zjeść tatara w Warszawie? 5 najlepszych miejsc na tatara!

Tatar to moja ulubiona przystawka, danie fenomenalne, ale tylko jeśli dobrze przygotowane. Befsztyk tatarski to potrawa, do której trzeba „dorosnąć”. Ja dojrzewałem dość długo, nauczyłem się jeść tatar dopiero w wieku 20 lat. Od tamtego czasu nie mogę przestać, jestem fanatycznym miłośnikiem, szczególnie tego siekanego. Przygotowałem dla Was listę 5 moim zdaniem najlepszych miejsc na tę pyszności w Warszawie.

Ja ciebie kocham a ty mnie – Recenzja musicalu AIDA

Ja ciebie kocham a ty mnie – Recenzja musicalu AIDA

Pisanie o teatrze muzycznym nastręcza wielu trudności. Opera, operetka czy musical traktują zazwyczaj o najpiękniejszym uczuciu – miłości. Mimo błahych treści libretta, w ostatnich latach inscenizatorzy coraz częściej eksperymentują na scenach operowych. Ich prace rewolucjonizują tę wydawałoby się najbardziej skostniałą dziedzinę sztuki. Wspomnieć warto o ostatnich osiągnięciach polskich reżyserów: Krzysztofa Warlikowskiego czy Mariusza Trelińskiego. Wielkie sceny, możliwości techniczne i artystyczne przełamują konwenanse konserwatywnych upodobań publiczności tworząc nowe monumentalne widowiska muzyczne, które stają się przyczynkiem do analiz recenzentów i dyskusji melomanów.

W ogonie za zmianami w sztuce operowej pozostaje musical. Wydaje się to szokujące, gdyż ta młodsza siostra operetki winna rewolucjonizować i zmieniać postrzeganie muzycznej sceny. Nic bardziej mylnego. Po ostatniej premierze w Teatrze Muzycznym Roma można odnieść wrażenie, że dochodzi do uwstecznienia pomysłów, a propozycja tej formy artystycznej w coraz mniejszym stopniu przystaje do rzeczywistości.

Warszawska scena przy ulicy Nowogrodzkiej nazywa siebie polskim Broadwayem czy West Endem. No cóż, to już dużo jeżeli widzowi proponuje się takie porównanie. Ten, kto nie był zagranicą może zauroczyć się tego typu stwierdzeniem. Jednak rzeczywistość wygląda inaczej. W amerykańskiej i brytyjskiej alei rozrywki można spotkać spokojnie kilkadziesiąt musicali dziennie. Każdy z nich posiada wspaniałych wykonawców, których obsada wielokrotnie zamyka się liczbą kilkudziesięciu występujących. Roma to zaledwie jedna premiera na dwa lata. Za każdym razem jak odwiedzam to miejsce i porównuję z doświadczeniami zagranicznych scen musicalowych, mam wrażenie, że jest ona ubogim krewnym swoich wzorców. Dlaczego? Zawsze zespół wykonawców jest uszczuplony. Gdy w prezentacjach poza krajem mamy kilkunastu tancerzy, to w Warszawie jest ich zaledwie kilku. I te porównania można mnożyć. Niestety nie będą z korzyścią dla sceny naszej stolicy.

Ostatnia premiera Romy to musical spółki Elton John i Tim Rice – Aida. Reżyserii podjął się dyrektor sceny Wojciech Kępczyński. I niestety to kolejny raz odcinanie kuponów od poprzednich realizacji. Widać to głównie w scenografii opartej na ruchomych platformach i graficznych projekcjach. To było i w Mamma Mia oraz w Pilotach. W przypadkach musicali, takich jak najnowsza produkcja, należy posiłkować się wzorcami oryginalnych inscenizacji i może lepiej było zaprosić sprawdzony zespół zagranicznych realizatorów? Oglądając spektakl ma się wrażenie, że reżyser ograniczył się do wskazania miejsc i pól gry, a wszystko inne miały załatwić umiejętności taneczne i wokalne. Ale jednak wszystko nie jest takie proste. Bowiem musical to sztuka, która wymaga pracy koncepcyjnej i logicznej. Nie jest samograjem, ale aktem wysokiego poziomu o czym świadczą wzorce zachodnie. Największym kuriozum, z którego podśmiechuje się widownia, jest tłumaczenie libretta. Są to wielokrotnie zadziwiające kulfony językowe. Nie ma czego gratulować jego autorowi Michałowi Wojnarowskiemu. Choreografia przygotowana przez Agnieszkę Brańską też jest mizerna, oprócz scen w obozie Nubijczyków. Układy z powtarzalnymi, siłowymi gestami są zabawne i nie oddają charakteru poszczególnych scen. W ogóle spektakl nie niesie, posiada melodyczne utwory, ale wypadają one z ucha tak szybko jak do niego trafiły. Szkoda, że muzyka Eltona Johna, ikony popu, idealnie wpasowała się w statyczną inscenizację warszawską, która przypomina Festiwale Piosenki Żołnierskiej w Kołobrzegu.

Tak jak przed laty letni przegląd nadmorski posiadał swoich pozytywnych bohaterów, tak też jest i w tym przypadku. Są to soliści, którzy spełniają pokładane w nich nadzieje, głównie w warstwie wokalnej. Mowa o Basi Gąsienicy-Giewont jako Aidzie i Pawle Mielewczyku jako Radamesie. Tylko co z tego jak zazwyczaj śpiewają o tym samym, albo tak pokrętnym tekstem, że nie ma on nic głębszego do przekazania. Smutny to wniosek i konstatacja.

Zastanawia wybór tytułu. Co zmotywowało Wojciecha Kępczyńskiego do zrealizowania właśnie Aidy. Świat przeszłego i obecnego musicalu iskrzy się tytułami godnymi pokazania na warszawskiej scenie. A ostatnia premiera została uśmiercona powtarzalnością i chyba pychą dobrodziejstwa, że i tak tłumy odwiedzą warszawski Broadway niezależnie od wystawianego tytułu.

Aida, Elton John i Tim Rice, reżyseria: Wojciech Kępczyński, Teatr Muzyczny Roma w Warszawie, premiera: październik 2019.

Benjamin Paschalski