Miesiąc: Marzec 2020

Ranking miejsc z jedzeniem na wynos! Jak przetrwać zarazę i nie schudnąć!

Ranking miejsc z jedzeniem na wynos! Jak przetrwać zarazę i nie schudnąć!

Już od ponad dwóch tygodni jesteśmy skazani na siedzenie w domu i wyczekiwania dobrych wiadomości dotyczących koronawirusa. Dzieje się w Polsce dużo – Prezydent RP założył tik-toka, Robert Lewandowski został zhejtowany za przekazanie „tylko” miliona euro na walkę z zagrożeniem, a sejm przyjął zmiany w kodeksie wyborczym w popularnym ostatnio trybie „Ja bez trybu”. W każdym razie świat jest obecnie zwariowany, wiele zmienia się z dnia na dzień. Jedno na pewno się w najbliższym czasie nie zmieni – wciąż kochamy jeść! Przygotowałem dla Was mój subiektywny ranking miejsc, z których warto zamówić pyszne jedzonko.

KOMIKSOWY SENTYMENT czyli „Kapitan Żbik i żółty saturator” – Teatr Syrena Warszawa

KOMIKSOWY SENTYMENT czyli „Kapitan Żbik i żółty saturator” – Teatr Syrena Warszawa

Ten wieczór w Syrenie to kolejny sukces Wojciecha Kościelniaka, który jak nikt inny umie przygotować widowisko muzyczne. Nie ogranicza się jego rola do wskazania gdzie kto ma odśpiewać kolejną piosenkę, ale świetnie inscenizuje kolejne sceny tworząc żywiołowe przedstawienie. Co ważniejsze to nowy, oryginalny utwór, który ukazuje, że pod warstwą śmiechu i ironii, kryje się prawda o wolności i jej poszukiwaniu przez nasz wszystkich w każdym czasie i miejscu.

JEDEN KRZYCZY, DRUGI GADA TYLKO CZY PUBLICZNOŚĆ RADA?  czyli „Zemsta” w Teatrze Telewizji

JEDEN KRZYCZY, DRUGI GADA TYLKO CZY PUBLICZNOŚĆ RADA? czyli „Zemsta” w Teatrze Telewizji

Obecna sytuacja epidemiczna, dla teatromanów, wymusza poszukiwanie alternatywnych dróg kontaktu ze sztuką. Oferta internetowa jest coraz bogatsza. Prawie każda scena krajowa i zagraniczna zaprasza na swoje strony www aby przybliżyć własne propozycje czy też zorganizować retransmisje przedstawień. Naprawdę jest w czym wybierać. Naczelne miejsce w tym kalejdoskopie zajmuje olbrzymia kolekcja Teatru Telewizji TVP. To również jego nowe premiery, które emitowane są na falach kanału Pierwszego i Kultura. Nowością marca była klasyczna Zemsta Aleksandra Fredry w reżyserii Redbada Klynstry-Komarnickiego. I poniedziałkowy wieczór okazał się nijaki, mdły i powierzchowny. Komedia nie iskrzyła dowcipem jak to miało miejsce przed wielu laty w swoistym domu Aleksandra Fredry w Teatrze Polskim w Warszawie przy ulicy Karasia. To były mistrzowskie spektakle w reżyserii Kazimierza Dejmka – Zemsta z Anną Seniuk i Janem Matyjaszkiewiczem czy Andrzeja Łapickiego Śluby panieńskie z tymiż samymi oraz Janem Englertem i Joanną Szczepkowską. Fantastyczny humor, świetne słowo, a aktorska gra na najwyższym poziomie. A dopełnienie stanowiła wyborna scenografia realistyczna i bajkowa Jana Polewski a w drugim przypadku jak bibelot Łucji Kossakowskiej, gdzie każdy element dograny był w szczególe. Aż łza do wspomnień w oku się kręci.

Redbad Klynstra-Komarnicki przygotował spektakl z ducha fredrowski, ale uniwersalny. Nie osadzony w kostiumie początku wieku dziewiętnastego. Zaledwie drobne elementy sugerują szlachecki spór o zamek. Opowieść ma być ponadczasową, że możliwa jest w każdym miejscu i okresie. Zabieg właściwy, ale mimo wszystko pogubiony. Obraz to szybki montaż jak w teledysku, ale niestety nie jest kolorowo tylko szaro i nijako. Kostiumy i dekoracje są bure i brzydkie. Wręcz można powiedzieć, że przygnębiające, a autorstwa Karoliny Fandrejewskiej. Podzielone części zamku różni tylko kolor ram okiennych. Na dodatek wszystkie okna są oszpecone, zakurzone, zaniedbane. Doborowe towarzystwo przemierza zakamarki zamku, ale jest to odpychający obraz rzeczywistości. Można zadać pytanie o taką ruinę toczy się spór Cześnika z Rejentem? Albo zabieg celowy, albo kuriozalne zagranie. Klynstra-Komarnicki umieszcza jeszcze jeden element – figurę Matki Boskiej, pod którą opiekę wszyscy ofiarowują swoje plany i zamiary, a kamera wielokrotnie przybliża nam ten obraz. Można odnieść wrażenie, że to narzucony element, siłowy, nachalny, aby nikt nie zapomniał, że jak trwoga to do Boga, a siły wyższe i w sprawie pojednania dopomogą. Dziwnych rozwiązań jest więcej. Rozmowa młodych Klary (Alicja Karluk) z Wacławem (Marcin Stępniak) w wyrwie muru wygląda jak spotkanie Pyrama z Tysbe ze Snu nocy letniej Shakespeare, dokładnie jak w amatorskim wykonaniu rzemieślników. Najazd kamery tylko na usta powoduje niezamierzoną groteskę z planu intrygi zakochanych. Co więcej. Gdy Rejent chce zrzucić Papkina ze schodów, to jakoś wygląda to niejednoznacznie, gdyż jego okno wychodzi bezpośrednio na dziedziniec zamku.

Jednak komedia Fredry to sprawy ziemskie – majątek i miłość. A dla odbiorców krwiste role. Niestety w tej płaszczyźnie jest bardzo nierówno. Na pierwszy plan wysuwa się Rejent Milczek (Grzegorz Mielczarek) bardzo ciekawy manipulant szczególnie w scenie z mularzami. Świetnie prowadzi dialog, wyga prawniczego sznytu. Jest spokojny i opanowany. Jego adwersarz Cześnik Raptusiewicz (Michał Czernecki) posiada jedyną metodę gry – przeraźliwy krzyk, aż trzeba głośność regulować w odbiorniku telewizyjnym, gdyż staje się to nie do zniesienia dla odbiorcy. Kontrast zachowań w pełni zagrany, ale niestety prostymi środkami. Komediowe postaci przechodzą bez echa. Papkin (Rafał Zawierucha) jest nijaki i blady. Na dodatek mówi niezwykle niewyraźnie, że część fraz wiersza nie dociera do widza, a w zawiłościach rymu i jego humoru łatwo się znużyć i zamęczyć. Wygraną pozostaje Podstolina (Ewy Konstancji Bułhak), która jako wytrawna wdówka zaznacza swoją obecność może przerysowanymi gestami, ale w scenie piosenki Papkina wspaniale mu wtóruje, a dźwięk muzyki pozostaje na długo w pamięci. Reżyser wprowadza również kuriozalne rozwiązania, które mają być śmieszne, a są żałosne. Obsadzenie Stefano Terazzino w roli Perełki, kucharza Cześnika to bezsensowny zabieg. Owszem popisuje się znajomością włoskiego i oczywiście tańcem, a jakże na poziomie Tańca z gwiazdami, co pod osłoną tychże zadziwia nawet Rejenta. Ale to pusty gest dla urozmaicenia widowiska. Ma być jeszcze weselej i lepiej, ale się nie da. Bo sens w komedii Aleksandra Fredry jest w słowie, a nie w jego sztucznych ozdobnikach. Udowodnili to wspomniani klasycy reżyserii, również Zygmunt Hübner w inscenizacji Teatru Powszechnego praktycznie bez dekoracji i w symbolicznym kostiumie, gdzie w opisie recenzenckim  sprzed lat podkreśla się właśnie siłę wiersza komediowego mistrza. Nie inaczej było u Grzegorza Jarzyny w jego Magnetyzmie serc. Warto wierzyć utworowi, a nie zmierzać do jego sztucznego ubarwiania i dopowiadania. Zazwyczaj to wychodzi ze szkodą dla efektu finalnego.

Zatem o czym jest Zemsta Redbada Klynstry-Komarnickiego? Opowieścią o pewnym sporze, rysie charakterów, a na pewno o miłości dwójki młodych. Bo dla nich warto zobaczyć ten wieczór Teatru Telewizji. Na pewno będą uradowani też nauczyciele i uczniowie szkół, gdyż w lekturze, przełożonej na ekran telewizyjny, nie ma udziwnień, a jest historia – prosta i nieskomplikowana, nie ma głębi i drugiego dna. Prosty teatr, prostych słów i nadwyrężonych dopowiedzeń oraz gestów.

Zemsta, Aleksander Fredro, reż. Redbad Klynstra-Komarnicki, Teatr Telewizji, premiera: marzec 2020

                                                                                 [Benjamin Paschalski]

Gniew czyli Schwarzcharakterki – Teatr im. S. Żeromskiego w Kielcach

Gniew czyli Schwarzcharakterki – Teatr im. S. Żeromskiego w Kielcach

Bezsensowna spowiedź czterech bohaterek-singielek o tym co je irytuje i doprowadza do gniewu wewnętrznego i zewnętrznego. I naprawdę nie ma w tym wywodzie niczego nadzwyczajnego, a treść tych wyrzutów jest tak nijaka, że wychodząc z teatru zapomina się o czym był ten spektakl i która z dziewczyn o czym mówiła. Najlepszą rekompensatą jest puszczana projekcja z modlitwą do Świętej Rity, patronki od spraw trudnych i beznadziejnych, matek i kobiet we wszystkich stanach. Zawiera ona wcześniej artykułowane żale i niespełnienia. I ta litania jest również wielką prośbą o jak najszybsze zakończenie spektaklu.

KOREA PÓŁNOCNA czyli „Rodzina” – Teatr Dramatyczny w Płocku

KOREA PÓŁNOCNA czyli „Rodzina” – Teatr Dramatyczny w Płocku

Jedną z ostatnich premier sceny jest Rodzina Antoniego Słonimskiego w reżyserii Rafała Sisickiego. Sztuka, która w roku 1933 święciła triumf na deskach, powróciła na nie dopiero w roku 1981 do warszawskiego Kwadratu w reżyserii Edwarda Dziewońskiego. Komedia, iskrzy się dowcipem i specyfiką ukazania więzów rodzinnych, gdzie sploty akcji ukazują, że hitlerowiec ma za ojca Żyda, a minister sowiecki – hrabiego. I tak dalej i tak dalej… Satyra na świat dwudziestolecia międzywojennego, realiów ówczesnego czasu stanowi świetny obraz nie tylko rodzinnych koligacji, ale i rzeczywistości materialnej, relacji politycznych w drobnej wspólnocie polskiej prowincji. Można z tego utworu zrobić majstersztyk, kipiący humorem i zadumą dla widowni, że jest to również metafora o nas samych w dniu dzisiejszym.

Lustra – Rambert

Lustra – Rambert

W każdym z nas jest nuta egoisty. W dzisiejszych czasach dbanie o własny wygląd, powodzenie stało się normą, czymś oczywistym. Spojrzenie w lustro jest jak program obowiązkowy każdego dnia. Poprawianie fryzury, stroju – dowartościowanie siebie. Ale „Lustra” to również nazwa pewnego warszawskiego modnego klubu, w którym dzień miesza się z nocą, wieczory stają się lżejsze, a atrakcje baru i nie tylko, stają się antidotum dla codzienności. Mawiamy również o lustrze jako metaforze opisywania, ukazywania rzeczywistości. Jest nią teatr, literatura, szerzej sztuka. Wrażliwość twórców i odbiorców unaocznia problemy tego co nas otacza. Stają się bliższe, bardziej dotykające. Metafora sztuki scenicznej jest niesłychaną szansą do pokazywania tego co dzieje się wokół. Balet mimo, że jest twórczością w której słowo faktycznie, z drobnymi wyjątkami, nie występuje, to poprzez siłę emocji i ruchu jego przekaz silniej dociera do odbiorcy. Taniec daje więcej pól interpretacji, to otwarte spektrum analiz i poszukiwań dla widzów sal teatralnych.

Jednym z najciekawszych brytyjskich zespołów tańca współczesnego jest Rambert prowadzony artystycznie przez Benoit Swan Pouffer. Miejsce, w którym poszukiwania artystyczne łączą się z precyzją i doskonałością wykonania. To miejsce, gdzie choreograficzna wyobraźnia poszerza standardowe podejście do sztuki. Swoiste laboratorium tańca. To świetny przykład w jakim kierunku zmierza obecne myślenie o tej dziedzinie artystycznej. Brytyjska grupa jest rozpoznawalną marką, a jej styl pracy i eksperymentu programowego zbliża ją z analizowaną na naszym blogu formacją z Goteborga prowadzoną przez Katrin Hall. Dwa miejsca, dwie europejskie lokalizacje, ale jednak bardzo blisko siebie.

Rambert podróżuje ze swoimi spektaklami po całym świecie nie zaniedbując Wielkiej Brytanii. Model upowszechniania kultury w Zjednoczonym Królestwie jest niezwykle ciekawy i warty ukazania. Jedną z naczelnych zasad są występy w objeździe licznych fromacji teatralnych (dramatycznych, operowych i baletowych). Dzięki owej polityce, wspieranej przez rady sztuki części składowych państwa brytyjskiego, wartościowa sztuka dociera w najróżniejsze zakątki kraju. Tegoroczna, jedna z wielu, podróżny Rambert prowadziła przez Szkocję. W Edynburgu zaprezentowano wieczór baletowy złożony z trzech współczesnych choreografii autorstwa Wayne McGregora, Marion Motin i Hofesha Shechtera. I było to doświadczenie niezwykle udane. Bowiem to nie tylko różnorodne formy tańca, ale przede wszystkim trzy próby korespondowania z rzeczywistością, tym co nas otacza, do czego się odwołujemy. Lustra to najbardziej adekwatne określenie dla owego wieczoru. Bowiem każdy fragment odnosi się do innej sfery naszej aktywności, w której odbijają się nasze emocje, tchnienia, niepokoje. To czas spoglądania na siebie, nie tyle w krzywym zwierciadle wykrzywionego i zniekształconego gabinetu niesamowitości, ale próba dialogu ze współczesnością.

PreSentient Wayne’a McGregora to praca przygotowana dla Rambert w roku 2002. Mimo osiemnastu lat jest to balet, który nadal zachwyca żywotnością i zjawiskowością. Tak jak zazwyczaj w pracach owego choreografa linearność opowieści zostaje zastąpiona solowym i zespołowym ruchem, którzy układa się w poezję ekspresji tanecznej. Zjawiskowa jest sekwencja pierwsza gdy solistka niczym narodzone zwierze początkuje rytuał poznania i dialogu ze współtowarzyszami. Symultaniczność i oryginalność ruchu stają się z wyróżnikami dla owej sekwencji. Jako tło wykorzystano kwartet smyczkowy Steve’a Reich’a, który wykonywany na żywo został poprzedzony dźwiękową kompozycją. Układ charakteryzuje się genialną symetrią, współgraniem i fizycznością. To opowieść człowieka o człowieku, który w lustrze rodzi się i zdobywa świat. W tym przypadku za pomocą tańca.

Najjaśniejszym punktem wieczoru niewątpliwie jest Rouge. Rozpoczyna się niewinnie w tafli dymu. Nie widać tancerzy, jedynie gitarzysta Ruben Martinez odgrywa kompozycję Micki Luny. I jakby z dotknięciem owej muzyki poczynają wyłaniać się postaci. Każda w innym stroju, tak jakby zmierzały na świetną imprezę. Ale każda oddzielnie, osobno, odizolowana. Wzloty i genialne upadki. Pozory, lekkie spojrzenia, zerwanie więzów stroju, bycie sobą, szybkie poznania, szybkie rozstania. I nagle kolejne lustra – miejsce, gdzie trans ruchu wyprzedza wszystkie myśli. To jak z imprezy techno tylko brakowało białych rękawiczek, maseczek i gwizdków. Feeria poprzecznych różnokolorowych świateł, które zamykają przestrzeń podłogi i horyzont zmienia przestrzeń w dance floor, na którym żywioły jednoczą się w świetnym nowoczesnym tańcu. Pozory kilku minut szczęścia zabijają samotność i odseparowanie. Na parkiecie wszyscy są równi wobec muzyki i z muzyką. Marion Motin przygotowała świetną pracę łączącą zjawiskowy taniec, który można przyrównać do genialnej imprezy zgranego teamu, ale również ukazała współczesną pustkę młodych. Tych co przybierają luksusowe stroje, ale wnętrze pokrywa lodowata samotność. Choreografia Motin to świat egoistów, podobnie jak w filmie Mariusza Trelińskiego, którzy zespoleni w świecie wyzwolenia – tanecznej ekstazy, odnajdują chwilę szczęścia. Ale tylko drobny moment, a co dalej?

Polityczność w balecie jawi się marginesowo. Mało jest przedstawień zaangażowanych, które wprost odwołują się do kwestii społecznych czy mechanizmów władzy. W owych poszukiwaniach, również poprzez włączanie w aktywność taneczną osób z niepełnosprawnościami, wyróżnia się brytyjska formacja, współpracująca z Rambert – DV8 Physical Theatre. Na tym tle niezwykle interesująco wypada choreografia Hofesha Shechtera In your rooms. Rozpoczyna ją sekwencja mówiona z offu, gdzie autor choreografii umieszcza akcję w świecie chaosu, rozbicia i nieułożenia. Następnie w genialnych kompozycjach, drobnych sekwencjach rozświetlanych skomponowanym oświetleniem Lee Currana, rozgrywa się swoisty dramat wspólnoty. To trzecie lustro codzienności. Muzyka osadza akcję na Bliskim Wschodzie. Dom staje się azylem, ale dzień bieżący zagrożeniem. Chaos można interpretować jako wojnę, która, przychodzi i odchodzi, a człowiek pozostaje z problemami i traumą przeszłości. Styl choreograficzny Shechtera jest odkrywczy. Tancerze przykurczeni, jakby obawiający się kolejnego dnia przemierzają szlaki, stają pod swoistą ścianą płaczu uderzając z niemocy w rytm dźwięków perkusji. To życie toczy się dalej, a jego dyrygentem są politycy, którzy układają je każdemu z nas. Małe wspólnoty, społeczeństwa, narody w proteście, sprzeciwie walczą o swoje. Tym razem tańcem, sztuką najbardziej abstrakcyjną ale i dotykającą każdego odbiorcę.

Zalet zespołu Rambert nie trzeba podkreślać. Każdy z tancerzy i tancerek to indywidualność artystyczna, współkreatorzy widowiska. A przecież to w tańcu jest najważniejsze. Na co należy zwrócić uwagę to muzyka wykonywana na żywo zmiksowana z nagranymi ścieżkami dźwiękowymi. To partnerstwo artystyczne, o którym wielokrotnie zapomina się w naszym kraju racząc widzów nagraniami zdartej płyty, jest niesłychanie ważne dla komponowania pełnego widowiska tanecznego.

Trzy balety przygotowane przez londyńską formację i zaprezentowane w stolicy Szkocji to odbicia naszego życia. Nie tylko taneczny kunszt ale dialog z nami, współczesnymi. Te lustra Rambert są wyraziste, dosadne i zawsze warto się w nich przeglądać.

PreSentient, ch. Wayne McGregor; Rouge, ch. Marion Motin; In your rooms, ch. Hofesh Shechter, Rambert, pokazy w Edynburgu, luty 2020.