PERŁA O NIEREGULARNYM KSZTAŁCIE -Rinaldo – Polska Opera Królewska

PERŁA O NIEREGULARNYM KSZTAŁCIE -Rinaldo – Polska Opera Królewska

Perła o nieregularnym kształcie to nic innego jak z języka portugalskiego słowo barroco czyli najprościej barok. Epoka, w naszych nowożytnych dziejach, szczególna dla rozwoju sztuki wokalnej, zwłaszcza opery. Niekwestionowanym jej mistrzem pozostaje Georg Friedrich Haendel, którego działa dumnie odradzają się na światowych scenach. Możemy zaobserwować, od lat kilkunastu, wyrazisty powrót do muzyki dawnej, która podbija sceny muzyczne i sale koncertowe. W naszym kraju posiadamy w chwili obecnej chyba najlepszego kontratenora młodego pokolenia Jakuba Józefa Orlińskiego. Jego występy na żywo, jak i odsłony na kanele youtube, sięgają pokaźnych wyników, co świadczy, że muzyka lat przeszłych posiada wiernych słuchaczy, a co ważniejsze zdobywa kolejne pokolenia wsłuchanych w zjawiskowe nuty baroku. Świat nie tylko Vivaldiego, ale i mniej znanych kompozytorów jest fascynującą podróżą do tego co minione, legend, mitycznych opowieści, świata wróżek i czarodziejskich tajemnic. To również niesamowite arie i duety. Kunszt, który daje szansę przeżycia sztuki, której dziś nie doświadczymy.

Polska Opera Królewska w Warszawie kontynuując tradycje wystawiania oper barokowych czasów dyrekcji Stefana Sutkowskiego w Warszawskiej Operze Kameralnej, stworzyła nowy festiwal właśnie poświęcony utworom tegoż czasu. Pierwszą premierą był Rinaldo Haendla. Dzieło pochodzące z roku 1711 premierę miało w londyńskim Teatrze Królewskim przy Haymarket i stanowiło początek kariery angielskiej urodzonego w Halle kompozytora. Za tło posłużyło libretto Giacomo Rossiego wywodzące się z Jerozolimy wyzwolonej Torquata Tassa. Sama treść jest dość zawiła, niczym systemy podatkowe, ale warto wspomnieć, że tytułowy bohater to rycerz chrześcijański zakochany w Almirenie, którą aby odzyskać musi pokonać Arganta, Saracena, króla Jerozolimy, wspartego nieczystymi siłami wróżki Armidy. Po wielu perturbacjach, porwaniach, wodnej podróży całość zmierza do radosnego finału. Połączenia zakochanych i nawrócenia niewiernych. To przykład opery, gdzie owszem mamy postacie fantastycznie, nierealne ale wszystkie podszyte uczuciami miłości, charakterami życia ziemskiego, światem doczesnym. Premiera to wielki sukces sceny, bowiem prostymi środkami, nawet można powiedzieć zminimalizowaną ekspresją, przygotowano dzieło, gdzie muzyka wybrzmiewa na plan pierwszy, a tłem stają się interesujące obrazy plastyczne.

Inscenizację powierzono Jarosławowi Kilianowi, dyrektorowi Teatru Lalka w Warszawie, do współpracy zaprosił on scenografkę Dorotę Kołodyńską. Jak wspomina reżyser odwołania do sztuki malarskiej były punktem wyjścia do przygotowania spektaklu. Inspiracje pochodzą z twórczości Paolo Ucello, włoskiego malarza okresu renesansu. Jego batalistyczne obrazy zostały wykorzystane we fragmentach scenografii, za którą służą niebotycznej wielkości piki oraz tarcze. Jednak wzorów można doszukać się również w twórczości Akiro Kurosawy. Kostiumy nieodparcie kojarzą się z samurajskimi strojami. Również zaproszenie do współpracy tancerza butoh Rui Ishihary, który przygotował choreografię w formie zrytualizowanego, spowolnionego ruchu, bardzo mocno lokuje pomysł inscenizacyjny w kulturze kraju kwitnącej wiśni. Statyczność jest wyróżniającym elementem przedstawienia, proste gesty, wielokrotnie pełne napięcia, są kluczowe dla ukazania postaci, a przede wszystkim mają na celu wydobyć wokalną stronę utworu. Kilian z Kołodyńską ciekawie budują sceny, choć niestety można odnieść wrażenie, że jest to wystawienie od numeru do numeru, przerywane burzą oklasków widowni. Jednak jest w tych obrazach wielka siła wyrazu. Ciekawymi rozwiązaniami jest scena Almireny w ogrodzie, która nasuwa skojarzenia z Babim latem Józefa Chełmońskiego, a także obraz morski. Szczególną rolę odgrywają rekwizyty zaczerpnięte z teatru lalek – wielkie latawce, motyle i zminimalizowany statek. Sceny urzekają prostotą, ale również fantazją współgrającą z pięknem muzyki Haendla.

To właśnie kompozycja pozostaje bohaterem wieczoru. Niekwestionowanym zwycięzcą pozostaje Capella Regina Polonia prowadzona przez doświadczonego kapelmistrza i klawesynistę Władysława Kłosiewicza. Piękno utworu zachwyca w każdym fragmencie, a podkreślenie wiosny czy też dźwięku morza jest przepięknym hołdem dla barokowej formy. Równo dwadzieścia lat temu w Warszawskiej Operze Kameralnej dzieło przygotował Ryszard Peryt. Co ciekawe w obsadzie znaleźli się w większości ci sami soliści co w premierze w roku 2021. Dwie dekady to bardzo dużo czasu. Refleksja, która przyświecała przy oglądaniu spektaklu była pesymistyczna. I nie chodzi o samo wykonanie, gdyż w większości było mistrzowskie, ale jednak pozostaje niedosyt, że brakuje następców zjawiskowych głosów, które wówczas były objawieniem. W obecnym wykonaniu przepięknie brzmiał sopran Olgi Pasiecznik, a aria Lascia ch’io pianga to brawurowe, skontrastowane wykonanie, które posiadało w sobie tyle bólu i tęsknoty do miłości, że słuchałem jej jak zahipnotyzowany. Niezwykle atrakcyjną postać, podszytą poczuciem humoru i dowcipem, gry z konwencją stworzyła Marta Boberska jako Armida. Niestety na tym tle nie najlepiej wypadła Anna Radziejewska w roli tytułowej, gdyż jej głos brzmiał matowo, a także Andrzej Klimczak, perfekcyjny aktorsko, ale markował niedobory wokalne.

Nowa premiera Polskiej Opery Królewskiej jest wielkim sukcesem Haendla. Bowiem przy minimalnych możliwościach, które oferuje scena w Teatrze Stanisławowskim wydobyto z Rinaldo wielką opowieść o namiętności i walce o uczucie. Brawurowo wykonana muzyka zrekompensowała wyposażenia historycznych budynków oper barokowych – maszynerii, które markowały grzmoty, błyskawice i spiętrzone morze. A minimalistyczna inscenizacja pełna koloru i wdzięku wydobyła to co najbardziej znaczące – muzykę i kunszt wokalny. W trakcie premiery proszono o wypełnienie ankiety. Jedno z pytań brzmiało – jakie tytuły chcieliby Państwo zobaczyć w Polskiej Operze Królewskiej? Odpowiedź po tym wieczorze nasuwa się sama. Opera barokowa potrzebuje w naszym kraju domu. Tak jak ma to miejsce chociażby w Theater an der Wien, gdzie właśnie ta epoka odnalazła swoje miejsce zarówno w inscenizacjach mistrzów, a także w wykonaniu koncertowym. Abyśmy więcej przeżyli takowych wieczorów z muzyką świata, którego już nie ma.

Rinaldo, Georg Friedrich Haendel, kierownictwo muzyczne Władysław Kłosiewicz, reżyseria Jarosław Kilian, Polska Opera Królewska, Warszawa, premiera: wrzesień 2021

                                                                                                      [Benjamin Paschalski]



Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *