SEN JANUSZA czyli „Halka” – Teatr Wielki-Opera Narodowa

SEN JANUSZA czyli „Halka” – Teatr Wielki-Opera Narodowa

Aktywność operowa Mariusza Trelińskiego, reżysera i dyrektora artystycznego Teatru Wielkiego-Opery Narodowej, to pasmo wielkich sukcesów, ale i również błądzenia scenicznego. Z jednej strony wychodziłem zauroczony z jego Madama Butterfly przed laty zainscenizowanej na warszawskiej scenie z Izabelą Kłosińską w roli Cio-cio-san. To wspaniałe widowisko, przejmujące i urzekające barwą Japonii, ale oderwane od sztuczności kwiatów wiśni i pseudo pagody, podbiło uczucia widzów operowych na całym świecie. Z dalszych przedstawień cenię sobie dwie pierwsze realizacje Króla Rogera Karola Szymanowskiego. Pierwszą warszawską podszytą nutą homoseksualnej miłości ze wspaniałym pomysłem i kreacją alter ego tytułowego bohatera wykonywaną przez tancerza Maksima Woitiula. Kolejna to premiera wrocławska z fantastycznym aktem pierwszym rozegranym w świątyni, gdy obraz nawiązywał do scen z watykańskiego placu św. Piotra z dnia pogrzebu Jana Pawła II, gdy karty Pisma Świętego przekładał niespodziewany, duchowy wiatr. Te spektakle uskrzydlały, pokazywały żarliwość i nowe spojrzenie na sztukę muzyczną. Wiele spektakli Trelińskiego odrzucam jako powielane schematy, wtórne względem siebie i powtarzające utarte tropy. Tak było z Salome i Turandot, Traviatą i ostatnią wersją Króla Rogera – zabitą nadmiarem, lub brakiem, pomysłów. Mimo owych zastrzeżeń siłą spektakli tegoż reżysera jest filmowe myślenie i spostrzeganie świata. To zasługa wykształcenia i szlifów w kinematografii z najważniejszym dokonaniem filmowym ekranizacją powieści Stanisława Ignacego Witkiewicza Pożegnanie jesieni. To najlepsze przeniesienie na ekran twórczości Witkacego, gdzie stykała się strona intelektualna z niebanalną wizyjnością formy wspartą muzyką Michała Urbaniaka. W świecie opery nieodłącznym towarzyszem Trelińskiego jest scenograf Boris Kudlicka, którego pomysł dekoracyjny i wizualny dopełnia pełni widowiska. Najnowsza premiera w Operze Narodowej to wielki sukces na miarę Butterfly sprzed lat. Podobnie jak wówczas lukrowany pseudo obraz kraju kwitnącej wiśni został zastąpiony fantazją na temat azjatyckiego państwa, tak ma się obecnie inscenizacja Halki Stanisława Moniuszki.

Twórcy w swojej realizacji odchodzą od utartego wzorca wystawiania opery zawsze według podobnego schematu: posiłkowania się na wyrobach z cepelii wspartych fantazją góralsko-małopolskiej tradycji. Tym razem, w warstwie inscenizacyjnej, całość utworu oderwana jest od dychotomii dwór-biedni chłopi (górale). Akcję osadzono w połowie lat siedemdziesiątych dwudziestego wieku. Świadczą o tym stroje – rozszerzane spodnie, botki i sukieneczki mini u kobiet, bokobrody i sumiaste wąsy u mężczyzn. Oglądając spektakl nasuwają się dwa przeboje tamtego czasu Małgośka Maryli Rodowicz oraz Windą do nieba Dwa plus Jeden. Akcja została osadzona w luksusowym, jak na tamte czasy, hotelu w górskiej okolicy. W lobby gości wita nieśmiertelny biały miś. To rzecz jasna, że myśli wędrują do Zakopanego, a jak wyznacznik pieniądza tamtych dni to musi być to kultowy „Kasprowy”. Całość dekoracji i kostiumów to odcienie czerni i bieli. Wyglądają one znakomicie i zjawiskowo. Niby tak niewiele, a tworzy się przez to paleta kolorów choć tylko zamknięta w dwóch barwach. Przedstawienie jest rozegrane w jednej przestrzeni, na scenie obrotowej, która zmienia pola akcji od pokoju, poprzez salę bankietową, hall i kuchnię. Strona wizualna jest urzekająca i stanowi szczególny ozdobnik całej kompozycji inscenizacyjnej.

Punktem centralnym, napędzającym akcję opery, został uczyniony Janusz. To w jego śnie i na jawie toczy się miłosna gra i niespełnienie. Akcja dwóch części rozpoczyna się od dochodzenia milicji w następstwie samobójstwa Halki. Janusz to wielka, niespełniona miłość i ojciec dziecka kelnerki-góralki. Jest on obecny cały czas na scenie – cierpi, rozpacza, niedowierza we własne wybory. Halka obłąkana, poszukująca ostatniego uczucia odnajduje je u kelnera Jontka, który staje się jedynym, który staje w obronie jej godności. Pozostali główni bohaterowie kompozycji Stolnik ze swoją córką Zofią oraz Dziemba to nowi dorobkiewiczowie czasów gierkowskiej prosperity. Kontrast światów jest jasny i klarowny: goście weselni jako bogacze oraz bananowa młodzież oraz pracownicy hotelu, grupa biednych – kelnerów i kelnerek, kucharek i kucharzy. Dwie rzeczywistości, mimo, że w powielanych sloganach tamtego czasu równość społeczna stanowiła wyznacznik propagandowy partii.

Największym atutem realizacji jest praca nad poszczególnymi rolami. Dokładne studium postaci ukazuje ich wewnętrzny rys, stan emocjonalny i uczucia. Najlepiej wypada w owej grze aktorskiej Halka (Izabela Matuła) i Jontek (Piotr Beczała). W pełni rozumiejący swoje postaci kształtują krwiste role, które szargane emocjami skazane są na porażkę życia.

Opera to przede wszystkim strona muzyczna. Ta wypada niestety różnie. Pochwalić należy w pierwszej kolejności bardzo dobrze przygotowaną i prowadzoną orkiestrę przez Łukasza Borowicza. Niestety już tego nie można powiedzieć o chórze, który wielokrotnie śpiewał niespójnie i niejednolicie. Z partii na pierwsze miejsce wysuwa się oczywiście zjawiskowy, o pięknej barwie głos tenorowy Piotra Beczały. Nie tylko aktorsko, ale właśnie wokalnie zachwycił publiczność warszawską otrzymując burzliwe oklaski po wykonaniu arii: I ty mu wierzysz oraz Szumią jodły. Drugą wokalną perłą jest występ Izabeli Matuły. Jej Halka jest przeszywająca do bólu, głos zniewalający i urzekający. Niestety Stolnik Krzysztofa Szumańskiego w ogóle był nie do usłyszenia, mało dźwięczny i matowy. A obsadzenie Tomasza Raka w roli Janusza to chyba nieporozumienie. Wokalnie śpiewak sprostał wyzwaniu, ale aktorsko jest zagubiony i nieporadny. Na dodatek sztuczny i schematyczny w swojej grze. Powoduje to, że pierwszoplanowy bohater staje się tłem dla innych protagonistów. Jednak największym niewypałem jest przygotowanie scen tanecznych: mazura i tańca góralskiego. Niemoc choreografa Tomasza Jana Wygody została ograna puszczeniem w ruch sceny obrotowej inscenizując poszczególne zakamarki hotelowego obiektu. To duży niedosyt, gdyż zazwyczaj właśnie owe układy stają się pełnym dopełnieniem wystawienia utworu Moniuszki.

W Teatrze Wielkim-Operze Narodowej powstał świetny spektakl, który posiada filmowy montaż, zjawiskowe role oraz dopracowaną stronę muzyczną. To niesłychana podróż w mroczny czarno-biały świat pewnego hotelu, gdzie czai się pożądanie i zbrodnia. Ale największym walorem jest ukazanie, że Moniuszko to atrakcyjny kompozytor, który tworzył pełne emocji i żarliwości utwory atrakcyjne dla wszystkich zakątków świata. Kiedyś, wielką orędowniczką jego twórczości była Maria Fołtyn, która w jednej stylistyce realizowała opery tegoż kompozytora na całym świecie. Zerwanie z tą tradycją to dobry sygnał na nowe pomysły na Moniuszkę. Mariusz Treliński pokazał świetną drogę do rekonstrukcji naszych narodowych utworów muzycznych. Czekamy na więcej, bo tylko tą drogą opera staje się miejscem dla wszystkich, a nie tylko skostniałym archiwum pamięci o przeszłości i tradycji.

Halka, Stanisław Moniuszko, dyrygent: Łukasz Borowicz, reżyseria: Mariusz Treliński, Teatr Wielki-Opera Narodowa, premiera: luty 2020.



1 thought on “SEN JANUSZA czyli „Halka” – Teatr Wielki-Opera Narodowa”

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *