Mr.Oh czyli warszawski sen o Azji

Mr.Oh czyli warszawski sen o Azji

Za nami bardzo trudny czas, okres izolacji, strachu i  błazenady kilku nieciekawych gości, ale odmrażamy to chyba najważniejsze. Cała gospodarka wraca powoli do normalności, gastro próbuje i miejmy nadzieje, że wróci do nas w pełni. Trzymajmy kciuki za nasze ulubione knajpki- niech moc będzie z nimi i niech przetrwają.

Rozmyślenia

Ogłoszenie możliwości wyjścia do restauracji, baru etc., wywołał u mnie uśmiech od ucha do ucha, potem przeszły wątpliwości i trochę obaw. Lekka niepewność i wahania nastrojów nie dawały spokoju.. Snując sobie w głowie kolejne scenariusze „czy to już czas?”, „czy na pewno można już wyjść?”, zostałem postawiony przed faktem dokonanym. Moi kochani znajomiw dniu moich urodzin zrobili mi niespodziankę „nawiedzając w domu” i wyciągając na kolację. Kości zostały rzucone!

Mr. Oh

Odwiedziliśmy Mr. Oh, które na gastronomicznej mapie Warszawy pojawiło się w listopadzie 2019 roku. Popandemiczny czas był idealny by odwiedzić wieżyce Mostu Poniatowskiego i spotkać się z Małą Warszawską Azją. Nie będę rozpisywał się na temat tego kto odpowiada za wystrój, nie znajdziesz w tej recenzji informacji kto układał menu oraz jaki wkład w cały projekt ma Quebo. Przecież nie o to w tym wszystkim chodzi. Liczy się to klimat, jedzenie i to, czy warto.

Klimat

Mr Oh to ciekawy koncept, którego genezą był serial „1983” (polski serial na Netlfix z R.Więckiewiczem oraz M.Musiałem) i nakreślony w nim Chinatown, z którego sceny kręcono właśnie w okolicach Mostu Poniatowskiego. W Mr.Oh czujemy się swobodnie, jest dość malowniczo i naprawdę sympatycznie. Industrialne wnętrza mostu świetnie komponują się z azjatyckimi motywami, a na grającą w tle muzykę nikt można reagować jedynie uśmiechem. W takim miejscu musisz się czuć swobodnie, a mieszanka Azji, industrialnych wnętrz i w jakimś stopniu lat 80 dają taki efekt! W Oh byłem dwukrotnie, były to zupełnie różne okoliczności, a obie wizyty okazały się naprawdę przyjemne. Nie ma w tym lokalu zbędnego nadęcia, ale brak też przesadnej olewki na wszystko, co często zdarza się w lokalach, które próbuje być „luźne”.

Jedzenie

Pora na najważniejszy punkt programu. Mr.Oh jak i sam klimat jest mocno azjatycki. Menu to wariacja na temat azjatyckich klasyków. Podczas pierwszej wizyty zamówiliśmy całkiem dużo pozycji i muszę Wam powiedzieć, że praktycznie wszystko nam smakowało. Przechodząc do konkretów:

  • Kurczak Mr. Oh – delikatny i soczysty w środku, na zewnątrz pikantny z nutą imbiru. Świetnie łączy się z ryżem koksowym, który równoważy ostrość sosu z łagodnym kokosem. To naprawdę dobre danie. Myślę, że must have przy pierwszej wizycie, chyba że nie przepadacie za ostrymi smakami, wtedy to zdecydowanie nie dla Was,
  • Azjatycki schabowy – tutaj mam trochę wątpliwości. Schab w mojej opinii był trochę za suchy i jednak bez wyrazu. Musze jednak oddać cesarzowi co cesarskie, duszone warzywa w sosie ostrygowym, które są dodatkiem w tym daniu to prawdziwy hit! Warto zamówić to danie tylko dla nich,
  • Kanapka Samuraja – tę pozycję jadłem przy okazji drugiej wizyty w Oh i było pysznie! Samuraj to nic innego tylko pyszne Bao ze świetną szarpaną wieprzowiną w hoisin. Jeśli kochacie te parowane bułeczki to musicie to zamówić.
  • Wontony z sosem pomarańczowym – jestem wielkim fanem tych chińskich pierożków i w Mr.Oh naprawdę dają radę. Same pierożki może nie są idealne, ale z dodatkiem sosu pomarańczowego można się w nich zakochać. Brawo!

W menu znajdziemy jeszcze zupy np. Pho, makaron udon czy skrzydełka. Podczas mojej kolejnej wizyty na pewno sprawdzę Pho, w którym jestem zakochany i arancini, które w swoim gastro vlogu bardzo polecał Maciej Je. Mam nadzieję, że będzie równie pysznie jak podczas dwóch pierwszych wizyt.

Drinki

Do wyboru mamy kartę koktajli i szczerze mówiąc trzeba się mocno nagłowić by wybrać coś idealnie dla siebie. Podczas dwóch wizyt próbowałem trzech drinków i żaden nie zrobił na mnie wrażenia, jednak będę szukał dalej. Na pewno ciekawą propozycją jest „Another twist on negroni” czyli twist klasycznego negroni, w którym wermut zastępuje choya, jest inaczej i zdecydowanie bardziej słodko.

Obsługa

W tym miejscu trzeba napisać laurkę, wiersz lub po prostu powiedzieć CUDO. Podczas pierwszej wizyty były miło, szybko, bez zbędnych problemów i z pomocną dłonią. W trakcie drugiej wizyty byłem już po prostu zachwycony- tak rozmawia się z klientami! Luz, werwa, ciekawość. Jeśli tak jest zawsze to WOW!

Podsumowanie

Mr.Oh to miejsce z pomysłem, ciekawe, niejednoznaczne, z fajnym luzem wewnątrz. Smaczne jedzenie, ciekawy wystrój i świetna obsługa tworzą miejsce, których wciąż mało na warszawskiej mapie gastronomicznej. Wielkim plusem lokalu są również godziny otwarcia. Chyba każdy „warszawiak”, który chciał zjeść coś fajnego po 22 miał problem, a Mr.Oh otwarty jest do 1! Będę wracał! Jeśli jeszcze nie odwiedziliście Kruczkowskiego to nie czekajcie!



Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *