Recent Posts

Kuchnia regionalna z twistem czyli Restauracja Bez Gwiazdek

Kuchnia regionalna z twistem czyli Restauracja Bez Gwiazdek

Zachęcony kilkoma bardzo pochlebnymi recenzjami, a szczególnie filmem na kanale Macje Je postanowiłem rozpocząć swoją przygodę z menu degustacyjnym od Restauracji Bez Gwiazdek. Maciej w swoim filmie określa to miejsce „najlepszą restauracją w Warszawie”, drugą opinią, którą się sugerowałem to zdanie równie cenionej Basi Stareckiej, która piszę o restauracji Roberta Trzópka tak „jeden z najzdolniejszych polskich szefów kuchni, dojrzał do otwarcia własnej restauracji. Bez inwestorów, białych obrusów, promocji, celebrytów i gwiazdek. Bez gwiazdek, choć z pewną dozą kokieterii.”. Miejsce z takimi opiniami bardzo zachęciło i żal byłby nie spróbować. Okazję do przetestowania tego miejsca nadarzyła się tuż przed świętami, kiedy to ze znajomym postanowiliśmy skosztować świątecznego menu. Jak było? Czy nam smakowało i z jakim kosztem się wiązało? Jak myślicie? Przekonajcie się sami!

PORADNIA SEKSULOGICZNO-DEPRESYJNA Z POLITYKĄ W TLE – Recenzja spektaklu „Serotonina”

PORADNIA SEKSULOGICZNO-DEPRESYJNA Z POLITYKĄ W TLE – Recenzja spektaklu „Serotonina”

Michel Houellebecq dla swoich rówieśników, i trochę młodszych czytelników z różnych kręgów Europy, jest idolem. Pochłaniamy jego książki, identyfikujemy się z bohaterami. Bolączki postaci stają się wyzwaniami nas samych. W 2008 roku w redakcji „Gazety Wyborczej” miało miejsce spotkanie z autorem, na które przybyły tłumy fanów francuskiego pisarza. Jego powieściami zainteresował się również polski teatr. Chyba jako pierwszy Wiktor Rubin wprowadził na scenę Cząstki elementarne w Teatrze Polskim we Wrocławiu, a nie tak dawno Ewelina Marciniak w Wybrzeżu interpretowała Mapę i terytorium. Owe próby przynosiły spory niedosyt. Wersja sceniczna nie osiągała pułapu słowa książki. Fantazja autora przewyższała możliwości teatralnej machiny. Kolejny raz prozę Francuza na scenę spróbował przenieść warszawski Teatr Studio powierzając realizację Pawłowi Miśkiewiczowi. Serotonina okazuje się nieznośnym przykładem przegadanego spektaklu, w którym inscenizacji nie uświadczysz, a słowo nie jest w stanie zrekompensować pełnowartościowego wyniku artystycznego mimo doborowego składu aktorskiego.

SALON PAMIĘCI czyli recenzja spektaklu „Berek” -Teatr Żydowski w Warszawie

SALON PAMIĘCI czyli recenzja spektaklu „Berek” -Teatr Żydowski w Warszawie

Maja Kleczewska, w ostatnich swoich spektaklach, eksperymentuje i poszukuje adekwatnej przestrzeni dla własnych odkryć artystycznych. Tak było w Bachantkach w Teatrze Powszechnym w Warszawie czy Hamlecie w Polskim w Poznaniu rozegranym w postindustrialnym obiekcie Starej Rzeźni. W ostatniej premierze, Berku, przygotowanym przez zespół Teatru Żydowskiego za pole akcji posłużył obiekt symboliczny. Jego adres to Nowy Świat 63. Tu mieścił się kabaret Dudek prowadzony przez Edwarda Dziewońskiego, a także kultowy przez lata – Nowy Wspaniały Świat, miejsce „Krytyki Politycznej”. W zaaranżowanej przestrzeni przez Zbigniewa Liberę, na salon wystawowy, niczym z dawnego Towarzystwa Zachęty Sztuk Pięknych, którego ściany pokrywają obrazy, rysunki, fotografie i zapisy wideo bohaterów żydowskiego pochodzenia walczących za „wolność waszą i naszą”, rozgrywa się szczególna instalacja pamięci. Seans snu, zjawiskowej opowieści o tym co minione. Historii dawnej i współczesnej, tej która przybiera miano polityki historycznej. To spektakl o trudnych i skomplikowanych relacjach jednej wspólnoty polsko-żydowskiej. Ukazujący, że oręż żydowski wpisany jest w historię tej ziemi. Nierozerwalna symbioza losów militarnych bohaterów, gdzie pochodzenie schodziło na dalszy plan, a sprawa wolności i niezależności stawała się nadrzędna.

Tytuł przedstawienia to imię żydowskiego żołnierza poległego w bitwie pod Kockiem w roku 1809 a wcześniej, podczas insurekcji kościuszkowskiej, organizatora Pułku Lekkokonnego Starozakonnego – Berka Joselewicza. Postać-symbol dla całej wspólnoty żydowskiej, pozostawał również w legendzie polskiej jako przykład walki o wolność, równość i braterstwo. Jego postać, w tym wystawowym miejscu zadumy i refleksji nad przeszłością, staje się punktem wyjścia dla ukazania oręża żydowskiego na ziemiach polskich. Bowiem osią opowieści nie są tylko jego losy, ale narracje postaw i czynu podczas zrywów i wojen: lat 1914-18, obrony kraju (1939), powstania w getcie warszawskim (1943) i warszawskiego (1944). Autorzy w swojej opowieści finalizują epos w dniu dzisiejszym. Czasu bez wojen, gdzie karabin i butelkę z benzyną zamieniono na spór o historię, przeszłość, wagę cierpienia i bólu. Te dziewięćdziesiąt minut jest niezwykle udaną próbą podróży w przeszłość. Początek, gdy grupa aktorów, pobielona, w strojach jak ze spektakli Tadeusza Kantora, z przewodniczką starszego pokolenia (Wanda Siemaszko) zwiedza wystawę, jest inauguracją podróży w dawny czas. Od malarskiego obrazu śmierci Joselewicza przechodzimy płynnie do portretu poety-żołnierza Krzysztofa Kamila Baczyńskiego. Jego żydowskie korzenie skrywamy i ukrywamy w naszym publicznym dyskursie, a tym prostym teatralnym gestem widzimy jak losy dwóch wspólnot żyjących, pod jednym wspólnym niebem, splatały się i uzupełniały.

Maja Kleczewska, z dramaturgiem Łukaszem Chotkowskim, budują spektakl z fragmentów literackich od Zygmunta Krasińskiego Nie-Boskiej Komedii poprzez Powrót Odysa Stanisława Wyspiańskiego do dokumentów historycznych: odezw Joselewicza czy z dni powstania w getcie warszawskim. Najbardziej wstrząsającym jest list Symchy „Kazika” Rotema do obecnego Prezydenta RP wołający o prawdę i rozumienie historii. Napisany przez jednego z ostatnich żyjących uczestników zrywu w zamkniętej dzielnicy stolicy z lat wojny, staje się wymownym przykładem jak spór o przeszłość i niewiedza konstruują mity, które trudne są do obalenia i przezwyciężenia. Całość przypomina akademię, w pozytywnym, artystycznym znaczeniu, na cześć lub ku czci. Na jednej ze ścian rozpostarta biało-czerwona flaga z orłem, u którego podnóża znajduje się gwiazda Dawida. Przygrywa orkiestra wojskowa w genialnych kompozycjach Cezarego Duchnowskiego. Pieśni wojskowe, a szczególnie Piechota i Mazurek Dąbrowskiego w języku jidysz brzmią wstrząsająco i porażająco. Oddzielnym, uzupełniającym elementem jest ruch, powtarzalny, marszowy, rytmiczny, który przywodzi na myśl spektakle wspomnianego Kantora.

W tym salonie z przeszkleniami na ulicę Świętokrzyską, samo centrum Warszawy, gdzie bieżą ludzie w swojej codzienności, gdzie owa przestrzeń staje się również polem gry i nowym miejscem wystawienniczym, spotkanie z przeszłością nabiera nowego wymiaru, magii i doświadczenia. Spotykamy się ze światem dawnych dni. Aktorzy jak duchy z przeszłości, nie tylko opowiadaniem o niej, ale właśnie swoją obecnością, głównie pieśnią i ruchem najlepiej mówią o pamięci i o współbraciach tej ziemi, tych których już nie ma. Walczących, herosach bitew i frontów, ale również tych zapomnianych i anonimowych. To wielki triumf ukazania owego ulotnego fragmentu przeszłości – pamięci, którą nadzwyczaj ciężko obrazować, ale dzięki Kleczewskiej i wspaniałemu zespołowi Teatru Żydowskiego kolejny raz się udało. A wychodząc z przedstawienia, powrócił cytat z Wyspiańskiego „I ciągle widzę ich twarze”…

Berek, scenariusz: Maja kleczewska, Łukasz Chotkowski, reżyseria: Maja Kleczewska, Teatr Żydowski im. Estery Rachel i i Idy Kamińskich w Warszawie, premiera: grudzień 2019.

[Benjamin Paschalski]

Hallo, Tu RADIO – Recenzja „Wróg się rodzi” – Teatr im. W. Horzycy w Toruniu

Hallo, Tu RADIO – Recenzja „Wróg się rodzi” – Teatr im. W. Horzycy w Toruniu

Recenzja spektaklu „Wróg się rodzi” – Marcin Kącki, reż. Agata Groszyńska w Teatr im. W. Horzycy w Toruniu. Jadąc do Teatru Horzycy byłem pełen obaw. Czy nie powstanie spektakl powierzchowny, który strywializuje problematykę owego niespotykanego zjawiska społecznego. Nie zawiodłem się. Widz oczarowany jest tekstem od pierwszych chwil. Jego autorem jest Marcin Kącki – dziennikarz prasowy, reportażysta, na podstawie którego książki powstał równie ważny spektakl w Białymstoku – Biała siła, czarna pamięć. Wykorzystując techniki dziennikarskie naszkicował scenariusz, który zbliża spektakl to teatru faktu, dokumentu. Bowiem autorzy odchodzą od czystej faktografii dotyczącej tylko Radia Maryja. Zestawiają ów epos z doświadczeniem i funkcjonowaniem rwandyjskiej rozgłośni RTLM (Radio i Telewizja Tysiąca Wzgórz). Ona w latach 1993-94 stała się tubą propagandową ludności Hutu nawołującą do mordowania współmieszkańców kraju – Tutsi.

WIELKIE NIC I SENATOR SHOW czyli recenzja spektaklu „Dziady” – Teatr Polski Warszawa

WIELKIE NIC I SENATOR SHOW czyli recenzja spektaklu „Dziady” – Teatr Polski Warszawa

Każde wystawienie Dziadów Adama Mickiewicza osnute jest aurą oczekiwania na teatralne spełnienie. Co nowego można pokazać na scenie posiłkując się narodową dramą? W swoim życiu widziałem wiele inscenizacji wieszcza: od telewizyjnej rejestracji w reżyserii Konrada Swinarskiego ze Starego Teatru w Krakowie poprzez Krystyny Skuszanki w Teatrze Narodowym w roku 1987 do trzech najbardziej komentowanych w ostatnich latach: Radosława Rychcika w Teatrze Nowym w Poznaniu, Pawła Passiniego w Opolskim Teatrze Lalki i Aktora im. A. Smolki i oczywiście pierwsze wykonanie całego utworu, bez skrótów, przygotowane w Teatrze Polskim we Wrocławiu przez Michała Zadarę. Każda z nich stawała się frapującą podróżą teatralną, bowiem inscenizatorzy wykorzystując własny, oryginalny język sceniczny dokonywali odkrywania, bądź wnikliwego odczytania, na nowo utworu.

Klasztorne Pogaduchy – Recenzja spektaklu „Matka Joanna od Aniołów” – Teatr Nowy – Warszawa

Klasztorne Pogaduchy – Recenzja spektaklu „Matka Joanna od Aniołów” – Teatr Nowy – Warszawa

Muszę przyznać – jestem fanem teatru Jana Klaty. Nie mogę zapomnieć dwóch jego genialnych spektakli, które zawsze pozostaną w mojej pamięci – H na podstawie Hamleta przygotowane w Teatrze Wybrzeże w Gdańsku, a wykonywane w tamtejszej Stoczni oraz Sprawa Dantona Stanisławy Przybyszewskiej zrealizowana w Teatrze Polskim we Wrocławiu. Z innymi przedstawieniami tegoż reżysera bywało różnie. Raz lepiej, raz gorzej. Ale zawsze niezapomnianie. Podziwiałem komunikatywność, przekaz spektaklu, niesłychaną umiejętność dialogu z publicznością, dobór muzyki i ruch sceniczny. I tematykę. Zawsze o czymś, dla kogoś – dla nas. Ostatnie próby Klaty jednak powodowały wiele pytań – tak było z Weselem Wyspiańskiego na pożegnanie dyrekcji w Starym Teatrze w Krakowie i Wielkim Fryderykiem Adolfa Nowaczyńskiego w Teatrze Polskim w Poznaniu. Ten ostatni spektakl, mimo wielu walorów, szczególnie genialnej roli Michała Kalety jako biskupa Ignacego Krasickiego, który ukradł show Janowi Peszkowi w roli króla Fryderyka II, okazał się przegadanym i nieaktualnym eposem scenicznym.

Najnowsza premiera w Nowym Teatrze w Warszawie wiązała się z wielkimi nadziejami na kolejne ważne widowisko Jana Klaty. Na warsztat bowiem wziął on Matkę Joannę od Aniołów na podstawie Jarosława Iwaszkiewicza. To jedna z trzech produkcji warszawskich (kolejne  w Powszechnym i Narodowym) na kanwie tegoż utworu. Zainteresowanie opowiadaniem nie jest przypadkowe. Rola i miejsce kościoła w naszym kraju, kryzys wiary, poszukiwanie Boga to tematy nad wyraz aktualne i warte poddania artystycznej analizie. Niestety spektakl Jana Klaty nie spełnia oczekiwań odbiorcy. Jest nudną podróżą w zakamarki i wnętrze kościoła. Może i zaglądamy pod sutannę, ale niestety mało z tego wynika, bowiem spektakl nie mówi wprost o dzisiejszych problemach tejże instytucji społecznej.

Nie tylko książka Iwaszkiewicza, ale głównie film Jerzego Kawalerowicza z roku 1961, będący jednym ze sztandarowych przykładów nurtu psychologicznego polskiej szkoły filmowej, z Ernestyną Winnicką w roli Matki Joanny i Mieczysławem Voitem jako księdzem Józefem Surynem, stanowi punk odniesienia i porównań. Niestety trudno ich uniknąć, gdy ma się do czynienia z genialnym pierwowzorem. Wersja ekranowa była oniryczna, pełna tajemniczości i niejednoznaczności. Naznaczona sensacyjną opowieścią o urszulankach z klasztoru w Ludyniu, które za sprawą mocy nieczystych zostały owładnięte siłą szatana. Ksiądz Suryn ma za zadanie dokonać egzorcyzmów i wyplenić ducha nieczystego z ciała przeoryszy Joanny. Klata pozostaje wierny opowieści zaczerpniętej z opowiadania, buduje wątek relacji zakonnicy z księdzem, jednak przeplata go postaciami innych duchownych, ukazując głęboki kryzys kościoła. Mimo potencjalnie atrakcyjnej treści, forma zaprezentowana jest nieznośna i monotonna, a nawet wtórna wobec innych spektakli inscenizatora.

Spektakl rozegrany w scenografii Justyny Łagowskiej i kostiumach Mirka Kaczmarka, które prezentują przestrzeń czerwonych kotar z pośrodku umieszczonymi białymi schodami, abyśmy nie mieli wątpliwości, że jesteśmy w Polsce, rozpada się na poszczególne monodramy postaci. Brakuje zwięzłej opowieści, o co właściwie chodzi, co twórca chce nam powiedzieć. I mamy monolog taki od niechcenia Księdza Bryna (Zygmunt Malanowicz), scenkę Reb Isze (Jacek Poniedziałek) itd., itp. To wygląda jak pokaz nieporadności reżyserskiej dla skonstruowania spójnej opowieści z postaciami z psychologicznej krwi i kości.

To co jest najbardziej trafne pozostaje między słowami, między wierszami, niedopowiedziane, na marginesie głównej opowieści. A świadczą o tym słowa Młodego Papieża (Maciej Stuhr), który krocząc po schodach powtarza: „zapomnieliśmy, zapomnieliśmy…” o tych wykluczonych, pominiętych, skrzywdzonych. W innej scenie Kardynał Callarus (Wojciech Kalarus) niemal identycznie jak Ksiądz w krakowskim Weselu, z gitarą w ręku, śpiewa quasi oazową piosenkę, aby chwilę później wyzbywać się dóbr materialnych, które szybko zbiera i chowa dla siebie. Te refleksy, sygnały pokazują rzeczywistość kościoła katolickiego jako instytucji. Tego co dzieje się w nim samym. Miejscu, w którym najbardziej brakuje tego co najważniejsze – Boga. Jedyną, która nie musi go szukać, ale wierzy w niego żarliwie jest Sistra Małgorzata a Cruce (Ewa Dałkowska). Cicha, usunięta na bok, modląca się w skupieniu, kontemplująca. Dopełnieniem jest monolog, już po oklaskach, który nazwałbym usprawiedliwieniem kościoła. W moim odczuciu całkowicie zbędny i niepotrzebny. Gdyż stawia kropkę nad i, nad tym co winno pozostać dla interpretacji widza.

Główną oś spektaklu, oprócz wspomnianego przesłania, wypełnia przestrzeń samego klasztoru oraz relacje Joanny z Surynem. Księdza gra zjawiskowy Bartosz Bielenia. Znany z ostatniego filmu Jana Komasy Boże Ciało, dla mnie zawsze pozostanie demonicznym bohaterem z obrazu Disco Polo, gdzie jego niebieskie oczy hipnotyzowały widzów. W przedstawieniu niby silny duchem, ale jednak słaby ciałem. Pali skręty, fascynuje go sado-maso i bondage, gdyż to ma być sposób na wyplenienie zła z ciała zakonnicy. Jego partnerką jest Małgorzata Gorol, która niknie, blednie, jest na drugim planie. Nie zauważam w niej opętania, szaleństwa, siły, mocy nieczystej. Nie ufam jej postaci, że rzeczywiście poddała się diabłu. Kryzys jej świętej egzystencji przechodzi bez echa. Klata buduje role zakonnic w sposób efekciarski, niestety nie efektowny. Są niczym girlsy z taniej rewii, bądź taniego lokalu z dziewczynami. Prężą się, wysilają na sznurach od dzwonów niczym na rurach w klubie peep-show w płytkiej choreografii Maćko Prusaka. Główny wątek posiada tylko jedną rzeczywiście piękną i wartą zapamiętania scenę. Bielenia zaczyna mówić Ojcze nasz…, prosi o wsparcie widownię, aby dodać mu ducha i siły wiary. Scena przeradza się w zjawiskowy taniec, bliskość, uczucie, podświadomą miłość, która zgubi Suryna a wyzwoli Joannę. Ta scena mogłaby trwać, być, bo jest przepiękną próbą wyzwolenia wiary.

Niestety ten fragment pozostaje odosobniony. Inne sceny są przegadane i toczą się od monologu do monologu. Pogaduchy. I tak bieży ten spektakl przez dwie godziny. Ma być o sprawach ważnych i bolesnych, ale one nikną i giną w gąszczu głównej historii, która też traktowana jest jako tło dla spraw istotnych. Wyszło przedstawienie nijakie, w którym ma być atrakcyjnie i wtórnie. Czasem lepiej wziąć książkę lub obejrzeć film sprzed lat bo chyba więcej mówi o podskórnym życiu kościoła niż próby współczesne.

Matka Joanna od Aniołów, na podstawie Jarosława Iwaszkiewicza, reż. Jan Klata, Nowy Teatr w Warszawie, premiera: listopad 2019.