ARTYSTA WOBEC WŁADZY czyli Człowiek na moście – Teatr Modrzejewskiej – Legnica

ARTYSTA WOBEC WŁADZY czyli Człowiek na moście – Teatr Modrzejewskiej – Legnica

Istnieją sceny teatralne, których znakiem rozpoznawczym są historie lokalne i świetna diagnoza współczesności. Takim miejscem bez wątpienia jest Legnica. Tu właśnie powstawały i dalej pojawiają się na afiszu przedstawienia będące komentarzem życia miasta, jego historii i tradycji, ale również bieżących chwil, nadziei i trosk. Takim wywoławczym spektaklem, będącym już legendą tegoż miejsca była Ballada o Zakaczawiu. Wspominam z nostalgią pokaz w Warszawie, gdzie bodajże w zniszczonej sali Klubu Remont rozgrywały się losy bohaterów legnickiej dzielnicy. Piękny spektakl, obyczajowa, wielowątkowa historia, z niesamowitym klimatem i nastrojem ulotnego czasu. W połowie sierpnia scena przypomniała realizację z 2014 roku – Człowiek na moście. Rzecz, którego głównym bohaterem jest Henryk Karliński postać obrosła legendą, przybysza, który starał się zmienić szarą rzeczywistość dolnośląskiego miasta, pomalować świat kolorową farbą, a wszystko za sprawą sztuki – muzyki chóralnej i teatru. I znów to lokalna historia, poświęcona jednemu bohaterowi, a w tle cała wspólnota – wymyślonych i rzeczywistych postaci dalszych i bliższych czasów. Jednak spektakl nie ma mocy Ballady…, to raczej refleksy i klisze tamtego przedstawienia.

Jacek Głomb akcję utworu Roberta Urbańskiego umieścił na dziedzińcu Zamku Piastowskiego. Jest to zabieg nieprzypadkowy służący tylko dla rozegrania plenerowego przedstawienia. Bowiem autor łączy dzieje Henryka Karlińskiego nie tylko z latami Polski Ludowej, ale również odwołuje się do dawnych dziejów miasta – jego świetności i znaczenia. W przewrotny sposób wskazuje jaką rolę odgrywała sztuka na dworze możnych i jaki był tychże stosunek do artysty. Henryk to niczym wędrowiec w przenikających się czasach, gdzie zawsze należało i należy mierzyć się z odpowiedzialnymi za kulturę, mówiąc  językiem współczesności, a historycznie – mecenasami, którzy w zależności od kaprysu i własnych możliwości łożyli na rzecz twórczości artystycznej. Ta przenikliwa opowieść wskazuje, że w małym grodzie legnickim kultura, choćby wspomnieć o zbiorach bibliotecznych księcia Jerzego Rudolfa – Rudolphina, stanowiła istotny konglomerat egzystencji, ale tak jak dziś musiała pukać do drzwi możnych, aby być zauważoną i dowartościowaną. Postać Karlińskiego w opowieści Urbańskiego i Głomba jest właśnie takim niezmordowanym człowiekiem kultury, który oddał i poświęcił wszystko na rzecz realizowania pasji i marzenia – nauczania pokoleń i budowania chóru, którego muzyka rozświetlała przeszłość pokazując teraźniejszość. To historia bohatera, który samotnie, poświęcając rodzinę, jak dziwak i zapaleniec dąży do realizacji celu w świecie wymagającym kompromisów i ustępstw. Jest tajemniczym autsajderem, ale przez to zauważanym. Bowiem jego tajemnica fascynuje młodzież i władzę, dla której może być tak samo przydatny jak niebezpieczny.

Realizacja osadzona w plenerowej przestrzeni, podczas pierwszego pokazu po okresie pandemii i wakacyjnej przerwie, rozkręcała się leniwie, by nie powiedzieć monotonnie. Dopiero po około dwudziestu minutach widz włącza się w historię nasyconą muzyką wykonywaną na żywo, wjazdami koni i samochodów z epoki. Reżyser chce aby było atrakcyjnie, nie nudno. I mu się to udaje. Również przyświeca cel opowiedzenia sprawnej historii, ale niestety w wielu miejscach spektakl jest niezbyt dobrze zmontowany i rozpada się  na poszczególne scenki. Szkoda, bo mógł powstać pełnokrwisty epos o człowieku wobec władzy, a mamy porwaną historię o przeszłości i teraźniejszości. Mocną stroną spektaklu jest obsada. Na pierwszy plan wysuwa się Paweł Palcat jako Henryk, który nie tylko słowem, ale również swoją fizycznością zbliża się do swojego bohatera. Z wysuniętą szczęką, lekko kulejący, w bereciku i niezmiennym garniturku jest postacią śmieszną i tragiczną, pełną grozy i groteski. To pokaz zespołowości, gdzie warto również docenić całą grupę działaczy komunistycznych, którzy może trochę sztampowo ukazani są w rozdarciu pomiędzy ideowością a satyrą.

Człowiek na moście to faktycznie inauguracja sezonu 2020/21. Ciekawy wieczór w interesującej przestrzeni, mówiący wiele o relacjach artysta-mecenas. To nadzieja i wskazówka, aby nadchodzące miesiące były pełne opowieści scenicznych o tym co nas otacza, a nie pustych bajkach z innego świata.

Człowiek na moście, Robert Urbański, reż. Jacek Głomb, Teatr Modrzejewskiej w Legnicy, premiera: maj 2014, pokaz: sierpień 2020 na dziedzińcu Zamku Piastowskiego w Legnicy

                                                                                               [Benjamin Paschalski]



Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *