MIŁOŚĆ, WŁADZA I MEDYCYNA – Recenzja „O dwóch doktorach i jednej pacjentce” – Teatr im. J. Słowackiego w Krakowie

MIŁOŚĆ, WŁADZA I MEDYCYNA – Recenzja „O dwóch doktorach i jednej pacjentce” – Teatr im. J. Słowackiego w Krakowie

Sytuacja w krakowskim Teatrze im. Juliusza Słowackiego znana jest zarówno teatromanom jak i tym bywalcom scen, którzy odwiedzają je rzadko lub raz na jakiś czas. Tym większa zasługa, że mimo sytuacji kryzysowej, nadzwyczajnej i nieprzewidywalnej placówka była gotowa do przygotowania jedynej premiery w tym roku kalendarzowym. Na pierwszy rzut oka to spektakl skromny i lekki. Jednak pod powłoką powierzchowności kryje się niezwykle udany wieczór teatralny. Autorzy zabierają nas bowiem w krainę krakowskiej rzeczywistości drugiej połowy wieku dziewiętnastego. Świata dawnego, ale non stop przywoływanego na kartach małopolskiej sztuki. Na pierwszy rzut oka przypomina tasiemiec teatralny sprzed lat autorstwa Andrzeja Wajdy – Z biegiem lat, z biegiem dni. Różnica polega jednak na tym, że dzisiejsze przedstawienie jest krótkie i zwięzłe, to nie epopeja rodowa rozpisana na wiele pokoleń, ale sens spotkań niespełnionych zauroczonych sobą osób wpisanych w legendę i żywą tradycję miasta. Tym swoistym bibelotem łączącym żywy, atrakcyjny teatr z duchem przeszłości jest O dwóch doktorach i jednej pacjentce autorstwa i w reżyserii Macieja Wojtyszki. Ostatnie prace twórcy to głównie zagłębianie się w biografie znanych postaci literackich. Odnajdywanie ich w sytuacjach trudnych, nieoczywistych, ale również kreowanie obyczajowej aury – nieznanej szerokiemu odbiorcy. Mowa o Dowodzie na istnienie drugiego o zderzeniu dwóch mistrzów pióra Witolda Gombrowicza i Sławomira Mrożka wystawionym w Teatrze Narodowym oraz Deprawatorze z warszawskiego Teatru Polskiego. Tym razem osią dramaturgiczną stało się spotkanie Zbigniewa Herberta, Czesława Miłosza i Witolda Gombrowicza. Mistrzowskie obsady budowały niesamowite spotkania z tuzami literatury. Nie tylko słowa, ale i gesty włączały widza w świat bohemy artystycznej dwudziestego wieku. To spektakle mądre, iskrzące słowem, pełne ironii i humoru.

Tym razem nie było inaczej. Maciej Wojtyszko wykorzystując sprawdzone narzędzia stworzył dramat kameralny, pełen humoru oraz ironii, w którym przedmiotem staje się miasto jego specyficzny konserwatywny rytm, myśl i codzienność. W Krakowie, w porównaniu do Warszawy, czas płynie zawsze wolniej. Ludzie się nie spieszą, podążają powolnym rytmem dnia. Zamysł inscenizacyjny jest prosty. Dekoracja i kostiumy czarno-białe autorstwa Krzysztofa Małachowskiego są jak klisza dawnego zdjęcia. To zapis trójki bohaterów uchwyconych w pewnych sytuacjach, myślach i rozmowach. Zabiegiem szczególnym jest wchodzenie aktorów w role, ale również i bycie obok nich – opowiadanie o postaciach i rzeczywistości dnia dzisiejszego. Mamy wątki współczesne, ukazujące stosunek do sceny, niby rzucane od niechcenia, ale padające na podatny grunt widzów.

Inscenizator odkrywa przed publicznością małej sceny Teatru im. Słowackiego świat dawnej metropolii. Pewna wizyta medyczna Józefa Dietla w towarzystwie Stanisława Kurkiewicza u Heleny Zakroczymskiej staje się pretekstem do zbudowania rodzajowego obrazka mieszczańskiego Krakowa drugiej połowy dziewiętnastego wieku. Dietl to postać ikoniczna metropolii Małopolskiej. Prezydent, Rektor Uniwersytetu Jagiellońskiego, a przede wszystkim lekarz i reformator miasta jest bohaterem szczególnym. Łączy pozostałe dwie postaci opowieści jako autorytet i niespełniona miłość, powiernik i polityczny przeciwnik. Czasy mijają, ale zawiść, niechęć i niespełnienie budują ludzkie namiętności. Magia słowa ukazuje zawody i rozterki, nieprzewidziane rozstania. Dietl i Zakroczymska to postaci, które możemy ulokować na osi czasu jako tych, którzy odchodzą. Przemijają. Kurkiewicz to dopiero adept życia. Idealista i pionier w badaniach i poradach seksuologicznych, ale również poszukiwacz barwy języka – fraz spolszczonych słów. Dialogi posiadają niezmienną wartość, gdyż nie tylko wskazują ogień relacji, ale również są sprawną formą dla opowiedzenia dawnego świata.

Ten spektakl to hołd dla aktorstwa i gwiazd krakowskiej sceny. Feliks Szajnert jako Józef Dietl jest skupiony i precyzyjny, lekko zawiedziony tym co go spotkało, zgrany w życiu dla wspólnoty, ale dalej wierzący w drugiego człowieka. Przebłyski platonicznej miłości gra subtelnie, aby nie zburzyć mgiełki wspomnień i przeszłości. Egzaltowana Zakroczymska z pięknymi oczami Hanny Bieluszko to kobieta, mimo powierzchowności hipochondryczki, jasno ukazująca swoje racje i przekonania. Świetną rolę zbudował Karol Kubasiewicz jako Kurkiewicz. Wspaniale odgrywa początkowe zagubienie, zapał i aktywność, wiarę w ludzi i otaczającą rzeczywistosć. Zestawienie tych światów namiętności jest celną próbą ukazania dojrzałości i młodości. Tych, którzy życie przeżyli i marzycieli, przed którymi świat stoi otworem.

Krakowski wieczór jest nostalgiczną próbą uchwycenia przeszłości. Posiada wiele hermetycznych scen, wspomnień i anegdot, ale każdy gość miasta pod Wawelem bez problemu włączy się w tę opowieść. Bowiem mimo swojej prostoty jest w nim siła i nadzieja – w sens teatru, aktorstwa i sceny. Bowiem jak mówi hasło nadziei – „Teatr jest nasz”.

O dwóch doktorach i jednej pacjentce, autor i reżyseria Maciej Wojtyszko, Dom Machin, Teatr im. J. Słowackiego w Krakowie, premiera: maj 2022.

                                                                                           [Benjamin Paschalski]



Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *