Największym niewypałem jest tekst. Owszem jest w nim trochę dowcipu, prosta historia o parze, która otrzymuje luksusowy pobyt w nadmorskim hotelu, gdzie dochodzi do zadziwiających i zaskakujących zdarzeń. Jakub podporządkowuje się ludzkiej grze, jego partnerka Wera chce być niezależna i nie poddaje się schematyzmowi oraz systemowi miejsca. Pragnie uciec, bowiem jest przekonana, że nie pasuje do tego świata pozorów i sztucznych min – malowanego, pozorowanego dobrobytu. Jednak pozostanie sobą skutkuje unicestwieniem i wymaga ofiar. I jest to nawet logika słuszna – zestawienie dwóch światów społecznych: ludzi z klasy średniej i pseudo elity, ale w opowieści węgierskiej (scenariusz jest autorstwa Schillinga, Juli Jakab i Evy Zabezsinszkij) mamy do czynienia z niewypałem dramaturgicznym.