A STATEK PŁYNIE – „Z RĘKĄ NA GARDLE. PIOSENKI Z REPERTUARU EWY DEMARCZYK” – TEATR WSPÓŁCZESNY W WARSZAWIE

A STATEK PŁYNIE – „Z RĘKĄ NA GARDLE. PIOSENKI Z REPERTUARU EWY DEMARCZYK” – TEATR WSPÓŁCZESNY W WARSZAWIE

Każda dziedzina życia artystycznego posiada swoje ikoniczne postaci. Bohaterów i bohaterki, którzy wycofali się dawno z życia publicznego lub odeszli do krainy ciemności, ale są w naszych sercach, umysłach, wspomnieniach. Co najważniejsze pozostała z nami ich twórczość. Niebagatelna, wyłamująca się konwenansom i powierzchowności. W świecie poezji śpiewanej, piosenki, a dziś powiedzielibyśmy piosenki aktorskiej, takową wielką damą pozostanie Ewa Demarczyk. Ikoniczna postać Piwnicy pod Baranami, „Czarny Anioł” muzyki wywiedziony ze słów pieśni autorstwa Wiesława Dymnego, charyzmatyczna i niepowtarzalna. Jej głęboki głos, choć znany tylko z nagrań, bowiem koncerty pamiętają nieliczni, pobrzmiewa w uszach frazą emocji, wzruszenia i nostalgii. Nieodłącznym towarzyszem poezji, między innymi: Juliana Tuwima, Krzysztofa Kamila Baczyńskiego czy Mirona Białoszewskiego, pozostawała kompozycja muzyczna. Artystka współpracowała głównie z dwoma mistrzami nut: Andrzejem Zaryckim i Zygmuntem Koniecznym. Te muzyczne perełki można słuchać non-stop, stają się bowiem one mikro opowieściami przeżyć, miłości, fascynacji, żalu, tęsknoty. Ewa Demarczyk aby „chwycić za twarz” widza, słuchacza, odbiorcę potrzebowała niewiele. Talent, jeden reflektor i mikrofon. Jej utwory pozostaną z nami na zawsze jako przykład klasy i najlepszego gustu muzycznego. Jestem przekonany, że kolejne pokolenia będą w nich nadal się zakochiwać, rozumiejąc na swój sposób: Karuzelę z madonnami, Skrzypka Hercowicza czy Na moście w Avignon.

Do owej twórczości, swoją ostatnią premierą, powrócił Teatr Współczesny w Warszawie. Tegoż historia również jest przebogata w wydarzenia muzyczne, które często gościły w repertuarze. Hitami kolejnych dziesięcioleci były Mahagonny Bertolta Brechta i Kurta Weilla w reżyserii Krzysztofa Zaleskiego, ze zjawiskową, choć znaną mi tylko z wersji Teatru Telewizji, Krystyną Tkacz jako Leokadią Begbick, Niech no tylko zakwitną jabłonie Agnieszki Osieckiej w reżyserii również Zaleskiego, czy też już z XXI wieku To idzie młodość…, będące ciekawym powrotem do festiwalu młodzieży z lat pięćdziesiątych poprzedniego stulecia, w reżyserii Macieja Englerta. Te wszystkie prezentacje miały miejsce na scenie dużej. Obecnie to Scena w Baraku stała się domem muzyki. W programie bowiem są przeboje Kory, a obecnie dołącza wieczór poświęcony Ewie Demarczyk. Klucz do realizacji tych przedstawień jest podobny. Oddajmy przestrzeń młodym pod kierunkiem kogoś doświadczonego, co już coś zrobił w piosence aktorskiej i może się uda. I chyba to przewidywanie sukcesu jest złudne i nie do końca właściwe.

Realizację spektaklu powierzono Annie Sroce-Hryń, która wybrała do spektaklu 13 przebojów Ewy Demarczyk. Do wykonania zaprosiła młody zespół zarówno etatowych aktorów Współczesnego jak i gościnnych dobrze śpiewających artystów. I zamierzenie było ciekawe. Tylko efekt dla widza jest zaskakująco niemiły. Bowiem mamy do czynienia z próbą poprawienia tego, co jest bardzo dobre. To największa bolączka naszego teatru, gdy realizatorzy przepisują Mickiewicza czy też Słowackiego, a wychodzi z tego bełkot straszliwy. Co prawda w przedstawieniu Z ręką na gardle nikt nie dopisuje fraz do kompozycji, ale gwałci materiał muzyczny. Ewie Demarczyk wystarczały proste atrybuty. Wszystko odbywało się w specyficznej atmosferze i więzi widza z wykonawczynią. Obecnie treść schodzi na dalszy plan. Najważniejsza jest forma. Całkowicie odbiega ona od sensu utworów, ma w sobie nutę abstrakcyjną, wyobcowaną, a postaci nabierają maniery wydestylowanych z obecności w czasie realnym i rzeczywistym. Owe dążenie do udziwnienia treści muzycznej sięga straszliwej hiperbolizacji. Można odnieść wrażenie, że każdy podczas prób myślał, co jeszcze wymyślić, aby udziwnić, a piosenkę traktować jako tło a nie główny element wieczoru.

Ten oniryczny spektakl to jak rejs statkiem, fale uderzają o brzegi dekoracji Grzegorza Policińskiego i rozpoczyna się kurs „Batorym” w nieznane. Buja, buja, buja i tak aktorów zabujało, że zaczyna się ta wariacja formy z muzyką. Ciężko powiedzieć o czym jest przedstawienie, gdyż oprócz owego pochylonego, zamkniętego z dwóch stron podestu, dekoracji brak – no jest jeszcze żyrandol. I snują się po tym pokładzie, chyba dolnym, wymyślone, nie wiadomo w jakim celu, gdyż nic nie znaczące, postaci od Ćmy i Wilka do Lodu i Mewy. Naprawdę trzeba fantazji, aby to stworzyć, a jeszcze więcej cierpliwości, aby wytrzymać wieczór w Baraku. I chyba nazwa pierwszy raz jest adekwatna do widowiska na scenie Współczesnego. Siódemka aktorów raz śpiewa, raz chodzi, raz pada, raz wstaje, raz kółko i dalej śpiewa. A teraz może podniesienie. I zadajesz sobie pytanie. Naprawdę? A gdzie Ewa Demarczyk? Gdzie emocje? Gdzie żar? Czarny kolor kostiumów naprawdę nie rekompensuje zaburzającej sens inscenizacji, która niczego nie wnosi, tylko zabija wspaniały utwór muzyczny.

Zaproszeni artyści trochę pogubieni są w owym widowisku. Widać żarliwość i zapał, ale jest on przymuszony, stłamszony, zabity. Aby fraza dotarła do widza aktor musi zatrzymać się, zaśpiewać i dopiero działać. Jednoczesne czynności zaburzają odbiór. I właśnie tak jest we Współczesnym. Ruchy i gesty gęstą mgłą nakładają się na piosenki, słowa giną, treść jest niezrozumiała. Część śpiewana z nonszalancją, a już utwory po francusku czy niemiecku wymagają takiego skupienia, aby w ogóle zrozumieć język, nie mówiąc już o wymowie i artykulacji. Z owej grupy wyłania się na pierwszy plan Jakub Szyperski. Jego dojrzałość, gracja ruchu, a także wokaliza zasługuje na duże wyróżnienie. Reszta to blade tło. Smutne. Szare. Nijakie.

Anna Sroka-Hryń nie odkryła na nowo Ewy Demarczyk, nawet zrobiła jej artystyczną krzywdę. Ale wielka artystka i tak się obroni, bo pozostanie dzięki swojej twórczości razem z nami do końca naszych dni. A spektakl na tej fali morskiej, choć chwilowo osiadł na mieliźnie w Baraku to odpłynie wkrótce. Oby jak najszybciej i jak najdalej!

Z ręką na gardle. Piosenki z repertuaru Ewy Demarczyk, reżyseria Anna Sroka-Hryń, Teatr Współczesny w Warszawie, premiera: styczeń 2023.

[Benjamin Paschalski]


fot. Karol Mańk



Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *