SATYRIADA – „PROCES” – NARODNE DIVADLO W KOSZYCACH

SATYRIADA – „PROCES” – NARODNE DIVADLO W KOSZYCACH

Ostatnie lata to w świecie tańca zadziwiający wzrost zainteresowania Procesem Franza Kafki. Swoją produkcję w Wilnie przygotował, obecny szef zespołu, Martynas Rimeikis do oryginalnej kompozycji muzycznej Mindaugasa Urbaitisa. To chyba najlepsze opracowanie baletowe, gdzie duch i nastrój książki, pełen opresji machiny biurokracji współgrał z niemocą ludzkiej jednostki. Gorzej wypadła produkcja praska zrealizowana przez włoskiego choreografa Mauro Bigonzettiego, gdzie owszem kreska ruchu zachwycała i intrygowała, ale tajemnica kafkowskiej narracji wyparowała. W 2019 roku własną wizję przedstawił Jiří Bubeníček z zespołem szwedzkiego baletu królewskiego w Sztokholmie. Tę wersję, w obecnym sezonie, powtórzył z kompanią koszyckiej sceny. Co interesujące, gdy miała miejsce premiera to scena nosiła miano miejskiej, a dziś jest to już Teatr Narodowy w drugim, co do wielkości mieście Słowacji. Zmiany instytucjonalne, tak jak w Polsce, dotykają naszych południowych sąsiadów. Czeski choreograf to jedno z ciekawszych i rozpoznawalnych nazwisk europejskiej sceny tańca. Jego balety narracyjne, czerpiące z literatury światowej, ale również nowe opracowania klasyki, znajdują się w repertuarach renomowanych instytucji. Jego technika jest wyrazista, gwałtowna, mocna. To ruch siłowy oparty na fizyczności i ostrych cięciach kończyn. Wybór Procesu wydawał się czymś naturalnym, choćby przez kraj pochodzenia autora i choreografa. Również tajemnica oraz nieoczywistość płynąca z kart powieści staje się intrygująca dla artystów. Jednak Bubeníček poszedł dalej niż sama historia. Zbudował widowisko wokół niej, ale wykorzystał również inne dzieła pisarza. Epizody z Przemiany czy też tchnienia z Listów do ojca, które odbijają się w układzie przedstawienia. Tym samym widz jest rzucony w świat pomiędzy tym co realne, a tym co wywiedzione z fikcji literackiej. Już ten zabieg powoduje lekkie podirytowanie i zdziwienie. A inne elementy spektaklu nie dają nadziei na udany wieczór. I niestety to chybiona produkcja. Twórca pragnął pokazać, przedstawić, zaprezentować zbyt wiele, różnymi elementami teatralnymi. Wyszedł z tego mix, który można przyrównać do sloganowego „grochu z kapustą”.

Jednym z najdziwniejszych doświadczeń owego wieczoru jest powierzchowność opowieści. Choreograf nie zagłębia się w treść, dwuznaczności i nieoczywistości. Najważniejszy jest efekt, by nie powiedzieć efekciarstwo. Głębia Kafki wyparowuje wraz z pierwszą sceną, gdy rodzina otacza materac bohatera, a spod niego, jak owady wydostają się oprawcy i prześladowcy. Nic nie znaczą, nie dotykają, nie dominują postaci. W ogóle nie wiadomo kim jest. Bo przecież dopiero się obudził, wstał, podniósł głowę. Na dodatek kostium dziecięcej piżamki, nie współgra z intencją postępujących scen. Dalej jest różnorodnie. Józef K. spotyka kolejne miłości, które są tak dziwaczne, że nie wiadomo co intryguje bohatera, aby współżyć z nimi. Jest miejsce pracy, sala sądowa, adwokaci, malarz Titorelli i cała plejada postaci zgodnie z książką. Tylko cóż z tego jak nie wiadomo czemu to wszystko służy. Bubeníček jest wyraźnie jest pogubiony. Nie radzi sobie z tym co chce powiedzieć. Dodaje fragmenty mówione, które mają wspomóc odbiorcę w śledzeniu akcji. Ale forma tych dialogów jest trywialna i śmieszy, a nie zachęca do wejścia w ten pseudo-tajemny świat rzuconej jednostki w zawiłą machinę zależności i podporządkowania. Niektóre sceny są trudne do zrozumienia, puszą się i mienią, a nic nie znaczą. Co gorsza niekiedy to metafory będące śnieniem erotycznym choreografa z elementami sado i maso. Popełnia on jeszcze jeden grzech. Nieznośne pauzy po poszczególnych scenach. Artysta nie wie jak je wypełnić. Stosuje najprostsze rozwiązanie. Ściemnienie i zmianę dekoracji. To irytujące, że tak doświadczony artysta sięga po środki godne szkolnych wprawek artystycznych.

Jednak mimo owego cienia, czarnego blasku są i jasne elementy. To przede wszystkim świetna scenografia Otto Bubeníčka. Tworzy on wieloelementowy, nieoczywisty, stonowany ciemną barwą, świat egzystencji człowieka. Zminimalizowane drzwi, drewniane elementy są jak pola ograniczeń aktywności jednostki. Deformują miejsca działania bohatera. Fantastycznie, również tanecznie, wypada sekwencja w biurze, gdzie rekwizyty i kostiumy (Nadina Cojocaru) ukazują sformatowany świat jednorodnych trybów biurokracji. Pole szachownicy, jednolitego ułożenia, unifikacji płci, daje obraz wrzucenia człowieka w model podporządkowania nieokreślonej sile – wyższej władzy. Jednak ten wątek zanika, ginie, staje się mgłą, cieniem. Na pierwszy plan wybija się główny bohater, który nie umie odnaleźć się w tej rzeczywistości. Nie do końca wie kim jest i czego szuka. Prawdy? Miłości? Szczęścia? Samotności? Wiele pytań, mało odpowiedzi.

Dodatkowym atutem jest wykonanie. Gennaro Sorbino jako Jozef K. jest dobrze przygotowany do roli, świetny technicznie, ale pogubiony. W oczach można wyczytać – co ja tutaj robię? Na pewno tańczę. To i tak dużo! Drugim wygranym jest zespół realizujący zadanie poprawnie. Wykonuje trudny układ z poświęceniem i zaangażowaniem. Nie wspiera go niestety dobór muzyki. To tak szeroki kalejdoskop kompozycji, że aż głowa boli od nadmiaru. Od Arvo Pärta i Alfreda Schnittke po żydowską muzykę ludową. Ten melanż dokładnie odzwierciedla chaos myślowy choreografa zgubionego w gąszczu zawiłości powieści Franza Kafki.

Mimo wielkich chęci, wykorzystania w nadmiarze środków wyrazu,  Jiří Bubeníček nie zbudował ani opowieści o czeskim mistrzu prozy, ani także klarownej historii Józefa K. Powstał kolaż różnorodnych scen, zdarzeń, poszukiwań, małego zagubionego człowieka wrzuconego w pewien wir otaczającego świata. To wieczór ukazujący sporą niemoc i przestrogę, aby nie realizować utworów, których do końca się nie rozumie. Bowiem sztuka dla samej, pustej realizacji jest błędnym tropem. Niewypał w Koszycach to nieuczciwy spektakl pełen trywialnych i pustych scen, który można podpisać jednym słowem efekciarstwo. Tu dyskurs metafizyczny zamieniono na satyriadę, gdzie owszem pojawia się uśmiech poszukującego widza – wstydu i zadziwienia.

Franz Kafka. Proces, choreografia: Jiří Bubeníček, Narodne Divadlo w Koszycach, premiera: październik 2022.

[Benjamin Paschalski]

 

Foto: Narodne Divadlo w Koszycach