Autor: admin

Gdzie zjeść tatara w Warszawie? 5 najlepszych miejsc na tatara! W 2024 roku (aktualizacja tekstu)

Gdzie zjeść tatara w Warszawie? 5 najlepszych miejsc na tatara! W 2024 roku (aktualizacja tekstu)

Tatar to moja ulubiona przystawka, danie fenomenalne, ale tylko jeśli dobrze przygotowane. Befsztyk tatarski to potrawa, do której trzeba „dorosnąć”. Ja dojrzewałem dość długo, nauczyłem się jeść tatar dopiero w wieku 20 lat. Od tamtego czasu nie mogę przestać, jestem fanatycznym miłośnikiem, szczególnie tego siekanego. Przygotowałem dla Was listę 5 moim zdaniem najlepszych miejsc na tę pyszności w Warszawie.

Ja ciebie kocham a ty mnie – Recenzja musicalu AIDA

Ja ciebie kocham a ty mnie – Recenzja musicalu AIDA

Ostatnia premiera Romy to musical spółki Elton John i Tim Rice – Aida. Reżyserii podjął się dyrektor sceny Wojciech Kępczyński. I niestety to kolejny raz odcinanie kuponów od poprzednich realizacji. Widać to głównie w scenografii opartej na ruchomych platformach i graficznych projekcjach. To było i w Mamma Mia oraz w Pilotach. W przypadkach musicali, takich jak najnowsza produkcja, należy posiłkować się wzorcami oryginalnych inscenizacji i może lepiej było zaprosić sprawdzony zespół zagranicznych realizatorów?

POEZJE BALETEM UKŁADASZ

POEZJE BALETEM UKŁADASZ

Najtrudniejsze w ocenianiu sztuki performatywnej są momenty, gdy niby wszystko jest perfekcyjne i zachwyca, a jednak pojawia się wiele znaków zapytania, co gorsza pytań, na które trudno odnaleźć odpowiedź. Tak jest z najnowszą premierą Litewskiego Narodowego Teatru Opery i Baletu w Wilnie. Krzysztof Pastor, prowadzący baletowy zespół w stolicy Litwy, równolegle z Polskim Baletem Narodowym, zaprosił do przygotowania nowej produkcji izraelskiego choreografa Itzika Galili. I najwyraźniej pozostawił mu całkowicie wolną rękę przy przygotowywaniu spektaklu. W efekcie powstało autorskie widowisko totalne, w którym inscenizator odpowiada za reżyserię, choreografię, poezje, światło, dekoracje i kostiumy. To świat wewnętrzny izraelskiego artysty, który wyraża się poprzez jego twórczość poetycką. To najsłabszy punkt przedstawienia. Bowiem staje się ona wtórna i mało odkrywcza, a całość zaczytana trącić myszką patetyczności i trywialnością.

Do realizacji Forever and a Day zaproszono również dramaturżkę Ingridę Gerbutaviciute, która miała wspierać choreografa w przygotowaniu spektaklu. Jednak można odnieść wrażenie, że raczej utrudniała niż pomagała w pracy. Pomysł inscenizacyjny jest zagmatwany i mętny bowiem rozgrywa się na kilku planach: poetyckim, wokalnym – soliści i chór, baletowym, wizualnym, muzycznym i aktorskim poprzez wprowadzenie kilku postaci pantomimy. Są to kobieta na wózku inwalidzkim, starszy mężczyzna z konewką oraz dziewczynka z czerwonym balonikiem. Przesłanie widowiska jest jasne i klarowne – poszukiwanie miłości, do której ma prawo każdy z nas. Nasilenie przekazu wszystkimi możliwymi bodźcami artystycznymi powoduje w widzu odruch zagubienia. Dobrym przykładem są właśnie wspomniane trzy postaci, które nie służą niczemu innemu jak kolejnemu swoistemu „bodźcowaniu” widza. Za dużo, tautologicznie i niestety niespójnie, co prowadzi w efekcie, że przedstawienie rozbijaja się na autonomiczne fragmenty (mikro scenki), które można oglądać jak pejzaże wizyjne tańca i muzyki. I to robi największe wrażenie.

Itzik Galili może nie sprawdził się jako wybitny autor poezji, ale pokazał rękę mistrza tańca. Układy są perfekcyjne, dopracowane w każdym szczególe. Zachwyca szczególnie kwartet i męskie solo w drugim akcie. Izraelski twórca jest świadomym artystą, który w pełny sposób chce ukazać swoje wnętrze w uniwersalnej historii. Jak wchodzimy na widownię widzimy usypany kopiec i pochowane słowa „kocham Cię”. Następnie odbywa się uliczna walka, demonstracja, protest, który jest wielkim społecznym krzykiem o to uczucie. I kroczymy poprzez pokłady snu, marzenia i realności szukając uczucia poprzez ruch i słowa poezji ubrane w muzyczne frazy Rity Maciliunaite. I to właśnie muzyka jest największą wygraną litewskiej premiery. Jest ona perfekcyjnie dopracowana i dopasowana do tańca i słowa. Odpowiada angielskim rytmom wiersza, a co więcej ocieka nostalgią, emocją wewnętrznej siły, duszy miłości. Fantastyczne wykorzystanie instrumentów perkusyjnych dopełnia emocji dźwięku. Orkiestrę sprawną ręką prowadził nowy szef muzyczny sceny Ricardas Sumila. Wydaje się, że najlepszym rozwiązaniem byłoby uprościć przedstawienie – pozostawić muzykę z tańcem, a poezję wyświetlać jako element dopełniający. Wówczas skorzystałby przekaz i odbiorca, do którego adresowany jest spektakl.

Warto zwrócić uwagę na rozmowę twórców zawartą w programie. Starają się oni przekonać, że współczesna sztuka operowa to właśnie kompilacja muzyki, śpiewu, tańca i sztuk wizualnych. Jak opowiada historia opery tak było zawsze, nie warto otwierać dawno wyważonych drzwi. Na przykład opera barokowa nie była niczym innym jak właśnie symbiozą sztuk. Specjalnie budowane teatry z wyposażeniem technicznym, muzyka, scenografia, zjawiskowe stroje, taniec to wszystko zazębiało się w widowisku muzycznym.

I taki właśnie był wieczór w Wilnie, który chciał budować – potencjalnie – nową formę artystycznego wyrazu, która dawno już istnieje. A przecież w sztuce najważniejszy jest umiar. W przedstawieniu Galili mamy przesyt, choć piękny i miłosny. To jedna z ciekawszych lekcji teatralnych, gdzie nadmiar zabił sztukę.

Forever and a Day, muzyka: Rita Maciliunaite, Litewski Narodowy Teatr Opery i Baletu w Wilnie, reżyseria i choreografia: Itzik Galili, premiera: październik 2019.

Pyszne śniadania w Warszawie – Port Royal w Hali Koszyki

Pyszne śniadania w Warszawie – Port Royal w Hali Koszyki

Co weekend mam w głowie wizję pysznego śniadania z nowymi smakami w miejscu gdzie jeszcze nie byłem. Często kończy się to nie udaną podróżą kulinarną lub powrotem do sprawdzonego miejsca. W poprzednim tygodniu było inaczej, po długich naradach wybraliśmy Halę Koszyki, no dobrze, ale gdzie w tych Koszykach? Opcję były dwie – 1. Weranda, 2. Port Royal. Wybraliśmy wersję drugą i żałować nie będziemy! Było pysznie!

SZANSA NA SUKCES – Teatr Współczesny w Szczecinie – „Być jak Beata”

SZANSA NA SUKCES – Teatr Współczesny w Szczecinie – „Być jak Beata”

Jak co roku warszawski Teatr Imka zaprosił na przegląd Polska w Imce – Niecodzienny Festiwal Teatralny. Zgodnie z założeniami organizatorów, i korespondując z tytułem wydarzenia, przedstawienia winny odnosić się do współczesności i dnia dzisiejszego. I też jest tak z produkcją zaprezentowaną przez Teatr Współczesny w Szczecinie – Być jak Beata.

BYŁEM HAMLETEM. STAŁEM NA BRZEGU I ROZMAWIAŁEM Z MORZEM…

BYŁEM HAMLETEM. STAŁEM NA BRZEGU I ROZMAWIAŁEM Z MORZEM…

Tymi słowami z HamletaMaszyny Heinera Müllera rozpoczyna się spektakl Mai Kleczewskiej w Teatrze Polskim w Poznaniu. To świetna uwertura rozpisana na orkiestrę, słowo i ruch uwodzi widza i wprowadza w świat tajemnicy historii zbrodni i pożądania władzy. Hamlet jako bohater może chce być (albo jest) ostatnim, który pragnie ratować zdegradowany świat, który toczy choroba. Idealista wraz ze swoim niepełnosprawnym przyjacielem Horacjem, który jest odbiciem cierpiącego na stwardnienie zanikowe boczne, sparaliżowanego geniusza astrologii i kosmologii Stephena Hawkinga, dąży do prawdy o rzeczywistych powodach śmierci swojego ojca i prawowitości tronu (władzy). Ta droga skazana jest na porażkę. Manipulacja i siła wygrywają z wiedzą i prawdą.

Wybór miejsca rozegrania dramatu, w poznańskiej Starej Rzeźni, nie jest przypadkowy. Degradacja infrastruktury, odarte tynki, wybite okna to metafora upadającego świata. Kleczewska wraz z dramaturgiem Łukaszem Chotkowskim budują teatr totalny. Wyposażają widza w trzykanałowe słuchawki, które stają się przewodnikiem akcji. Niekiedy toczy się ona symultanicznie i są to najlepsze fragmenty przedstawienia. Bowiem tajemnica i równoległa akcja dokonują symbiozy i wówczas widz jak detektyw może śledzić i podglądać skrytości dworu. W naturalny sposób porównania są nieuniknione z H Jana Klaty. Spektakl, którego premiera miała miejsce w roku 2004 rozgrywał się w przestrzeni postindustrialnej umierającej Stoczni Gdańskiej. Inscenizator wskazywał na upadający świat ideałów, który pozostał w kolebce Solidarności, zestawiając go z nową grupą społeczną, samo dokonującej degradacji i samozagłady.

W realizacji poznańskiej następuje przesuniecie. Twórcy mówią jasno i klarownie. Nie chodzi już o nas samych, ale o świat i to co dzieje się wokół nas. Nie bez powodu część ról zostało obsadzonych przez aktorów ukraińskich, którzy jako odmieńcy czy uchodźcy – scena przyjezdnych aktorów odtwarzających zabójstwo króla – stają się tymi co bez ogródek  pokazują prawdę, która ginie wobec machiny siły politycznej. Hamlet też jest Ukraińcem, tak jak jego matka Gertruda. A ich sceny dialogowe w języku rosyjskim to najbardziej wstrząsające fragmenty dramatu. Królestwo ginie sprzedane obcemu za łoże, a prawowici władcy odchodzą do historii. Zagłada idzie dalej. Gdy wszyscy umierają podczas szermierczego pojedynku Laertesa z Hamletem na zgliszczach upadającego świata pojawiają się inni. Fortynbrasem są Azjaci, Afrykańczycy, Hindusi. Sami zabijamy świat, który nas otacza nie licząc się z konsekwencjami samozagłady.

Spektakl to mistrzowsko poprowadzone role. Na tle zespołu wyróżniają się kobiety Alona Szostak jako Gertruda oraz Teresa Kwiatkowska jako Ofelia. Scena obłędu ukochanej Hamleta jest zjawiskowa i pozostawia w głowie ślad wielkiej, niespełnionej miłości. Fantastycznym, dominującym władcą, który nie ugina się pod balastem odkrywanej intrygi jest Klaudiusz, król – Michał Kaleta. Jego wielkość widać w scenach filmowanych, gdy dyskretnie, bez słów buduje wewnętrzne frazy zadumy i refleksji. Niestety na tym tle bardzo blado wypada Roman Lutskyi grający postać tytułową. Nadwrażliwy, rozedrgany, chyba do końca nie wie kim jest i do czego dąży. Nie przekonuje. W ocenie rola przerosła aktora, który winien być dyrygentem zdarzeń, a staje się drugoplanowym małym człowiekiem.

Spektakl trwa dwie i pół godziny i wieńczą go te same słowa co rozpoczynają. To faktycznie wierna historia księcia Danii wrzucona w wir współczesności. Jednak po pewnym czasie podglądania i współbytności zaczyna nużyć. Bowiem niektóre wątki nie mają sensu dla logiki tak ułożonego przedstawienia i śmiało można było z nich zrezygnować. Kleczewska pokazała kolejny raz wielkość swojego talentu i trafną diagnozę rzeczywistości społecznej. Jednak czasem warto lepiej wykorzystać nożyczki i klej montażu dla dosadniejszej i klarowniejszej wymowy prezentowanych treści. Skorzystają dzięki temu odbiorcy i wymowa akcji teatralnej.

Hamlet, na podstawie Hamleta Williama Shakespeare i HamletMaszyna Heinera Müllera, Teatr Polski w Poznaniu, prezentacje w Starej Rzeźni, reżyseria: Maja Kleczewska, premiera: czerwiec 2019.

                                                                                                [Benjamin Paschalski]

Kawowa mapa Warszawy – Gdzie pić kawę w Warszawie?

Kawowa mapa Warszawy – Gdzie pić kawę w Warszawie?

Kawa to życie, kawa to energia, kawa to smak, ale kawiarnia to nie tylko kawa! Dlatego warto wybrać się w miejsce, które łączy pyszne smaki tego napoju z klimatycznym miejscem i miłą atmosferą. Takich lokali w Warszawie jest pewnie mnóstwo, a każdy z nas ma swoje ulubione. Dlatego ja przedstawię Wam subiektywny ranking warszawskich kawiarni.

ROZMOWY W LESIE

ROZMOWY W LESIE

Spodziewałem się nowego otwarcia w Teatrze Polskim we Wrocławiu. A co wyszło? Niewiele. Duże zapowiedzi i nikłe efekty. Owym przełomem miał być spektakl Leśni. Apokryf autorstwa Agnieszki Wolny-Hamkało na podstawie partyzanckich opowiadań Tadeusza Różewicza. Nadzieja na odkrycie nowych pokładów i demaskacji życia w lesie w latach wojny, zestawione z demagogiczną i przerysowaną by nie powiedzieć wyolbrzymioną, współczesną opowieścią dotyczącą żołnierzy wyklętych, miała szansę powodzenia.