NIEMIECKA REPUBLIKA TAŃCA

NIEMIECKA REPUBLIKA TAŃCA

Mało jest państw na świecie z tak olbrzymim potencjałem instytucjonalnym jak ma to miejsce w Republice Federalnej Niemiec. Mimo wielu prób, metod i technik, trudno obliczyć, ile jest obecnie grup tanecznych u naszego zachodniego sąsiada, funkcjonujących w przedsiębiorstwach teatralnych albo jako niezależne podmioty artystyczne.

Stuttgart

Jednym z najciekawszych miast, które nazywam królestwem tańca Europy, jest Stuttgart. Tu funkcjonuje Das Stuttgarter Ballet ikoniczne miejsce, którego pozycję artystyczną utrwaliła era Johna Cranko zapoczątkowana w 1961 roku. To właśnie z tego zespołu wywodzi się chyba największa liczba obecnych szefów zespołów baletowych na świecie. Funkcjonująca szkoła kształci kolejne pokolenia znamienitych tancerzy, którzy odnoszą wielkie sukcesy na scenach świata. Tradycja Cranko jest niezmiennie żywa. Jego prace powracają do repertuaru, a klasyka zachwyca. To, co wyróżnia język choreografa od rosyjskiej i radzieckiej szkoły układu baletowego, to specyficzny luz i oryginalność. Na scenie Romeo i Julia do muzyki Siergieja Prokofiewa. Libretto niezmienne z innymi wykonaniami i układami, ale wyróżnikiem pozostanie odejście od nadęcia i pompatyczności. Opowieść Cranko nie jest obca widzowi, jest niesłychanie żywiołowa, spontaniczna, zjawiskowa. Owa choreografia jest zbliżona do pracy Kennetha MacMillana. Świat renesansowej Werony świetnie oddają oryginalne kostiumy, a przede wszystkim scenografia Jurgena Rose. Walorem pracy jest sprawna dramaturgia, dowcip i dynamiczność. Trio Romeo, Benvolio i Merkucjo w zjawiskowym tańcu tuż przed balem u Capulettich jest niedoścignionym wzorem wykonania z feerią skoków. Nie inaczej jest na rynku w karnawałowym korowodzie, a także w świetnie skomponowanych scenach szermierczych. Owe plusy można wymieniać w nieskończoność, ale zawsze pozostanie akt trzeci, który każdorazowo ciężko uznać za udany, gdyż przeszyty jest pantomimą z jedną grupową sceną taneczną. Świat Romeo jest ciekawszy, bardziej różnorodny, gdyż choreograf jasno staje po jego stronie. Dzięki temu układ nacechowany jest męskimi popisami. Niezwykle efektownymi i urzekającymi.

Niekwestionowanym królem sceny jest Matteo Miccini jako Merkucjo, a także David Moore w roli tytułowej. Julia jest lekko w tle partnera, ale wykonanie Rocio Aleman należy uznać na poprawne. Całość kompanii stuttgarckiej zachwyca jako zgrany, pierwszorzędny zespół baletowy, godny kontynuowania dzieła Johna Cranko.

W tym szczególnym mieście, dla sztuki tańca, odnalazł swoje miejsce i drugi zespół. Piętnaście lat temu powstał Gauthier Dance Company związany z Theaterhaus. Jego twórca Eric Gauthier, były solista Baletu Stuttgarckiego zbudował nieduży, fantastyczny zespół. Wykorzystując przestrzeń teatralną i będąc wpisanym w strukturę, jest faktycznie jego sercem. To nie tylko miejsce pokazów, ale grupa Erica Gauthiera to już instytucja, firma, marka. Nie sposób wyliczyć liczby inicjatyw społecznych, w które zaangażowani są członkowie zespołu. Ze sztuką wychodzą na zewnątrz do domów starości, szpitali czy ośrodków wychowawczych. Warto zwrócić uwagę na ostatni projekt, którego patronem jest wielki, wybitny piłkarz Jurgen Klinsmann. Jego charyzma stała się twarzą propagowania sztuki tańca w stuttgarckich szkołach. Eric Gauthier, ze swoim nowo powstałym zespołem juniorskim, liczącym zaledwie cztery osoby, pielgrzymuje po placówkach oświatowych promując różne formy tańca – od klasyki do współczesności. Widzi w tym świetną ideę współuczestniczenia w kulturze, aby z formuły elitarnej stała się inkluzywną rozrywką, dostępną i zrozumiałą dla wszystkich. Jego intencją jest, aby analogicznie jak football, rozpowszechnić tę formę sztuki i rozbudzić pasję. Jak można grać w piłkę, tak można tańczyć. Wzruszające są obrazy, gdy tłumy dzieci i młodzieży wspólnie poruszają się w rytm muzyki. Nie ma znudzenia jest chęć zabawy i uczestnictwa. Eric Gauthier to niesamowicie pozytywna osoba. A świadectwem jest jego aktywność medialna i propagowanie instytucji tanecznych w programie telewizyjnym. Zaraża swoją pasją, którą jest taniec i własny zespół. Zaczynał owe piętnaście lat temu nieśmiało. Mając zaledwie kilku tancerzy. Dziś to liczba szesnastu składu podstawowego oraz czwórka juniorska.

Ale tu nie liczba się liczy, ale zapraszani choreografowie i jakość wykonania. W Stuttgarcie, w Theaterhaus, gościła współczesna czołówka. Można wymieniać nazwiska bez końca, ale już afisz jubileuszowego pokazu wygląda imponująco. 15 Years Alive to złożony z siedmiu elementów wieczór baletowy. Należy podkreślić, że programy składane, to znak rozpoznawczy formacji. Całość, z żywym komentarzem Erica Gauthiera, jest ukazaniem tradycji zespołu. Te krótkie epizody ukazują niesamowitą technikę i umiejętności grupy. Wśród choreografów Mauro Bigonzetti, Alejandro Cerrudo, Itzik Galili, Dunja Jocic, Ohad Naharin, Hofesh Shechter i Eric Gauthier. Nostalgia i sprawy poważne mieszają się z humorem i uśmiechem. Fragment Shechtera, rezydenta kompanii, to świetny film taneczny o wymownym tytule – Return, będący opowieścią o wskrzeszeniu w prosektorium, które dokonuje się poprzez mistycznego ducha tańca, poezję, szczególny powiew snu. Świetna praca zespołowa. Część prac to popisy solistyczne – komediowe ABC będące alfabetem tańca, duety, tria, aż do grupowego Minus 16 Ohada Naharina.Ta dedykowana zespołowi praca, będąca pochwałą wspólnotowości, jest świetnym zabiegiem oczarowania widzów. Gdy rozbrzmiewa utwór Dance with me, na scenę zostają porwani widzowie. Naharin, a za nim Gauthier, świadomi są tego i mówią o tym wprost, iż to waśnie publiczność jest najważniejsza. Dla niej kurtyna otwiera magiczny świat tańca każdego wieczora. W zespole mamy polski akcent. To była tancerka Polskiego Baletu Narodowego – Izabela Szylińska. Powiedzieć, że jest jasną gwiazdą formacji, to za mało. Świetnie odnalazła się w tej zaczarowanej krainie poszukiwań tańca współczesnego.

Bremerhaven

To największe miasto leżące w Niemczech nad Morzem Północnym. Przepięknie ulokowane, z niezwykłą promenadą nadmorską i deptakiem miejskim. Życie toczy się leniwie i sennie. Odżywa ono na pewno porą letnią, gdy gromady letników odwiedzają ów ciekawy region. W centrum miasta znajduje się okazały budynek teatru, który jak inne instytucje Niemiec kumuluje wszelkie dziedziny sztuk scenicznych. Również swoje miejsce odnalazł tu taniec, a jego zespołem kieruje Alfonso Palencia. Ten hiszpański choreograf, sprawował już funkcję lidera w innych miastach naszego zachodniego sąsiada.

Doskonale rozumie specyfikę i oczekiwania publiczności. Premiery w sezonie są zazwyczaj dwie. Każdy wieczór repertuarowy poprzedza wprowadzenie do pokazu. To buduje więź z publicznością oraz świadomość uczestnictwa. Kompania taneczna jest niewielka – na scenie zobaczyłem jedenastu tancerzy. Dlatego dobór repertuaru musi być adekwatny do możliwości wykonawców. I co ciekawe Palencia robi to z rozwagą. Przygotowany spektakl Ballet Latino łączy w sobie sentymentalną i żywiołową muzykę kręgu Hiszpanii oraz Ameryki Południowej z pełnymi humoru, ale i nostalgii opowieściami Południa ze świetną pracą nad układami. Trzy części przygotowali Annabelle Lopez Ochoa, Gustavo Ramirez Sansano oraz lider zespołu. Ochoa to jedno z najbardziej gorących nazwisk współczesnego baletu. Tworzy na całym wiecie. Jej wyróżnikiem stał się powrót do korzeni i własnej tożsamości. W jej żyłach płynie krew kolumbijska i belgijska. Unifikuje te dwa światy, w wielu pracach narracyjnych, przywołując historie Ameryki Łacińskiej. Szczególnie ważna była Frida – rzecz o artystce Fridzie Kahlo, meksykańskiej malarce, zrealizowana w amsterdamskim Het Nationale Ballet. W Bremerhaven zaprezentowała miniaturę Sombrerisimo, opowieść o istocie kapelusza. Rekwizycje, wyróżniki stylu życia, codzienności. W żywiołowej, zwieńczoną kolorową feerią opowieści przewija się żarliwość ekstatycznego tańca. Układ jest nieoczywisty i spontaniczny. Część druga należy do Gustavo Ramireza Sansano,

iszpana z ciekawą kartą artystyczną. Jego El Beso (Pocałunki) to niezwykle śmieszna, humorystyczna opowieść, którą można zamknąć w podsumowaniu – jak wybrzydzasz z miłością i całusami, to zostajesz sam. Spotkanie kończy Las Marias Palenci. W historii podzielonej na dwa światy – kobiecy, wywiedziony z twórczości Federico Garcii Lorci oraz męski – pełen żywiołowości i otwartości, najważniejszą rolę odgrywa ukazanie owych kontrastów płci. Kobiety tańczące flamenco są jak mężczyźni w arenie ujarzmiający byki. Ukazanie światów męskiego i kobiecego to jak spojrzenie na obraz obyczajowości kręgu hiszpańskojęzycznego. Grupa, choć liczbowo mała, posiada swoje taneczne odkrycia. To Stefano Neri i Ting-Yu Tsai. Ale należy zauważyć, że owe kilkanaście osób to wyrównany zespół, przed którym postawiono wysoką poprzeczkę. W sezonie 2023/24 formacja przygotuje prace Cayetano Soto oraz Alfonso Palencia. Oby było równie ciekawie i nieoczywiste.

Więcej przeczytasz w naszym Magazynie Kulturalny Cham w odcinku o Niemczech

Benjamin Paschalski