W ŁUPINIE WŁOSKIEGO ORZECHA – „DZIADEK DO ORZECHÓW” – DAS STUTTGARTER BALLETT

W ŁUPINIE WŁOSKIEGO ORZECHA – „DZIADEK DO ORZECHÓW” – DAS STUTTGARTER BALLETT

Świat baletowy pełen jest postaci ikonicznych, ważnych dla rozwoju tejże sztuki, również istnieją kompanie taneczne, które złotymi zgłoskami zapisały się w historii. To bez tych zespołów nie mogliby tworzyć wybitni choreografowie. Tak jak Maurice Bejart miał Balet XX wieku oraz Bejart Ballet Lausanne czy John Neumeier tworzy Hamburg Ballet, to w przeszłości taką postacią był John Cranko, który w roku 1961 roku stworzył Stuttgart Ballet. Kierował nim aż do śmierci w roku 1973. Tworzył wyraziste widowiska, które weszły do repertuaru wielu scen na naszym globie. Przez dwadzieścia lat (1976-1996) oblicze zespołu kształtowała wielka dama baletu, tancerka i choreografka brazylijskiego pochodzenia – Marcia Haydee. Dziś instytucję prowadzi Tomas Detrich, który stara się równoważyć pielęgnowanie tradycji z nowoczesnością. W repertuarze pozostają ikoniczne prace Cranko – Oniegin czy Poskromienie złośnicy, ale również zapraszani są znani, współcześni choreografowie. Nie tak dawno wieczór baletowy przygotował szwedzki artysta Johan Inger, a w tym sezonie czas przyszedł dla znakomitego rumuńskiego twórcy, szefa baletu w słoweńskim Mariborze, Edwarda Cluga. Premierą był oryginalny, pełen spektakl – Dziadek do orzechów z muzyką Piotra Czajkowskiego. Bowiem warto wiedzieć, że mimo ograniczeń w prezentacjach w Polsce, kolejne nowe realizacje pojawiają się na wszelakich scenach świata.

Nie tak dawno w „Gazecie Wyborczej” pojawił się tekst Anny S. Dębowskiej, która zauważyła paradoks bojkotowania sztuki rosyjskiej na naszych scenach i estradach. Autorka wskazuje wiele istotnych przykładów owych ograniczeń, których ofiarą padł również Czajkowski. Istotą stał się apel ukraińskiego ministra kultury Ołeksana Tkaczenki, aby rezygnować z twórczości rosyjskiej. Został on podchwycony przez polskiego ministra Piotra Glińskiego i zaczęło się szachowanie instytucji. Tylko cały koncept jest dziurawy jak skarpetka. Bowiem, co wskazała Dębowska, w Polsce odbywa się tourne baletu ukraińskiego, któremu nie przeszkadza pokazywanie właśnie Dziadka do orzechów. Polskie zespoły (w Poznaniu i Bydgoszczy), mimo planów repertuarowych, zrezygnowały ze wznowień. Paradoks goni paradoks. Teatry dramatyczne nie rezygnują z literatury – Gogol w Och-Teatrze, Czechow w Zakopanem. I jakoś nikt nie protestuje. Dalej jest jeszcze ciekawiej. Mariusz Treliński, który z wielkim przejęciem opowiadał o odwołaniu w Warszawie premiery Borysa Godunowa Modesta Musorgskiego, tuż po agresji rosyjskiej w Ukrainie, już nie miał oporów przygotowania nowej inscenizacji w Tokio w listopadzie tegoż roku. Mimo pięknego tekstu w książce programowej sezonu 2022/23 Filharmonii Narodowej, o wyeliminowaniu twórczości rosyjskiej, nie przeszkadzało to we wprowadzeniu, do listopadowego wieczoru z udziałem Seong-Jin Cho, III Koncertu fortepianowego Rachmaninowa! Owszem był on emigrantem po rewolucji bolszewickiej, ale ten los podzielił między innymi Igor Strawiński, a jakoś nikt nie wprowadza jego utworów do repertuaru. Przykłady można mnożyć. Co z Bułhakowem, Majakowskim, Erenburgiem, Cwietajewą, Szostakowiczem, Prokofiewem? Można czy nie można? Wszyscy wspomniani nie mają nic wspólnego z agresją, obecnym czasem. Ich pech polega na tym, że byli Rosjanami. Kochali kraj i tworzyli jako najzdolniejszy kwiat narodu. Eliminacja współczesna winna iść w ograniczaniu obecności żyjących artystów. Bowiem ekonomiczne uderzenie jest najbardziej bolesne. Zakazywanie i ograniczenia klasyków dotykają nas – widzów. Brak baletowej twórczości Piotra Czajkowskiego najbardziej doskwiera młodemu pokoleniu. Bowiem właśnie taneczne spektakle, do jego muzyki, wielokrotnie są pierwszymi, które zobaczyliśmy w naszym życiu. I nic nie jest w stanie zagospodarować tej luki. Grudniowy czas świąt i nowego roku będzie kojarzył się zawsze z Dziadkiem do orzechów. I żadne zakazy tego nie zmienią. Gdyż, w dniu dzisiejszym, mamy jeszcze media elektroniczne, gdzie możemy sięgnąć do klasycznych prezentacji. Cały paradoks naszego ograniczenia zamyka się w jednym nazwisku – Czajkowski. Ten wielki kompozytor, którego pechem jest, że stworzył działa wybitne, stał się symbolem twórczości rosyjskiej i właśnie zakazu. Można odnieść wrażenie, że wszyscy się na niego uwzięli. A przecież jego twórczość to niesłychane pokłady możliwości interpretacji.

Świat nie odwrócił się od twórczości rosyjskich klasyków. Prawie na całym świecie Dziadek do orzechów powrócił do repertuaru. Bawi, wzrusza, wychowuje. Niektórzy twórcy ukraińscy mówią wprost – sztuka powinna być ponad wojną. I owszem to mocne słowa, ale przecież należy szanować przeszłość i oddzielić ją od teraźniejszości. Dlatego warto pokazywać Dziadka do orzechów. Nową inscenizację przygotował również zespół w Stuttgarcie. To co zaprezentował Edward Clug jest zjawiskową opowieścią, odejściem od szlachetnej opowieści świątecznej na rzecz poszukiwania i spełnienia miłości. Widowisko Cluga oczarowuje, zniewala, zachwyca. Reinterpretacja libretta, wspólnie z Vivien Arnold, jest mądrym ukazaniem radości życia, dziecięcego świata i pięknego, szlachetnego uczucia.

Niezwykle ważne dla obecnej inscenizacji są dekoracje i kostiumy Jürgena Rose. To połączenie tradycji ze współczesnością. Współtwórca sukcesów Cranko dziś ponownie ukazuje swój kunszt i klasę w pracy Edwarda Cluga. Choreograf ma jasny koncept przedstawienia. Za główny element obrazu wykorzystuje wariację na temat łupiny włoskiego orzecha. Bowiem w nim zamknięte jest szczęście, radość i miłość. Owe elementy pojawiają się w każdej scenie. Tło części w domu rodziny Stahlbaumów ma kolor brązowy, a fragment w oryginale będący światem śnieżynek, jest lasem orzechowca. Część druga to poszukiwanie przez Klarę swojego wybranka oczywiście w towarzystwie monstrualnych łupin, które mogą być i górami, pustynią, tajemnicą. Ten mądry zabieg oddaje klimat opowieści.

Narracja jest niemal zgodna z baśnią E.T.A Hoffmanna i librettem Mariusa Petipy. Zaczyna się klasycznie. Dzieci bawią się, igrają, święta za chwilę się rozpoczną. Należy docenić dobry układ przygotowany dla uczniów szkoły Johna Cranko. Nagle przestrzeń się zmienia we wnętrze domu Stahlbaumów. Cała rodzina, z babcią i dziadkiem, ubiera choinkę. Klara i jej brat Fritz to kochające się rodzeństwo. Nadchodzą znajomi. I rozpoczyna się magiczna scena przy stole, którą zakłóca pojawienie się ojca chrzestnego dziewczynki – Drosselmeiera. Wręcza on dzieciom prezenty, a Klarze, zaklętego w Dziadka do orzechów – swojego siostrzeńca. I rozpoczyna się magiczna podróż w świat miłości. Walki o uczucie z myszami. Podróż do lasu orzechowca i do szczęśliwego finału odnalezienia uczucia. Clug rezygnuje w akcie drugim z tańców narodowych na rzecz układów nieoczywistych. Najciekawszym jest zastąpienie tańca arabskiego na rzecz dwóch wielbłądów, które jak żywe odtwarzają zjawiskowy układ taneczny! Wykreowany świat tańca jest bardzo bliski współczesnym dzieciom. Dokładnie to, co znajduje się na półkach w dziecięcych pokojach, odnaleźć można na scenie. Jest smok, motyle, żuczki, matrioszki, torreadorzy, wiewiórki i arlekiny. Cały kalejdoskop postaci, świata zabawek i magii. Sekwencja jest powrotem do zabawy, nie tylko w domu, ale również na polanach, w lesie, wśród natury. Analogicznie jak w Peer Gyncie Clug wprowadza łosie, które mają cztery kopyta i są powrotem do znanych, sprawdzonych rozwiązań inscenizacyjnych. Stuttgarcki Dziadek… z jednej strony jest niezwykle salonowy, dostojny i klasyczny, a z drugiej ekologiczny, stając się hołdem dla natury i świata zewnętrznego. Choreograf bawi się naszymi skojarzeniami, jest ironiczny, radosny, ale przy tym nostalgiczny.

Jednak balet to przede wszystkim taniec. I tu można mieć pewne zastrzeżenia. Przy całej sympatii do konceptu, idei i formy pozostaje niedosyt z wykonania. Pierwsze sceny są pełne pantomimicznego gestu, który nudzi, ale na szczęście ustępuje on miejsca pełnemu układowi tanecznemu. W centralnym punkcie opowieści znajduje się Drosselmeier (Ciro Ernesto Mansilla). Jego ruch wskazuje na nonkonformistę, stąpającego swoimi ścieżkami, a także kreatora świata dla dzieci. To twórca akcji scenicznej, której podporządkowują się inni bohaterowie opowieści. Niestety gorzej wypada główna para w wykonaniu Anny Osadcenko i Davida Moore’a. Faktycznie niewiele mają do zaoferowania. Ich układ jest zminimalizowany i do końca nie wiadomo kiedy to uczucie między nimi się urodziło. Moore jest bardzo poprawny, gdy ukazuje dwie postaci Dziadka do orzechów, a także siostrzeńca Drosselmeiera, ale to faktycznie jedyna jego dobra scena. Jest bardzo sztywny i statyczny. Osadcenko niezwykle dziewczęca, radosna jest nieprecyzyjna w swoim układzie. Na szczególne wyróżnienie zasługuje Matteo Miccini jako Fritz, brat Klary. Świetnie odnajduje się w układzie Cluga. Choreograf odnalazł w nim idealnego interpretatora swojego oryginalnego języka tanecznego. Uznanie należy się także tańczącym dzieciom, a także zespołowi baletowemu, który wciela się w najróżniejsze postaci i bohaterów, i którego praca jest perfekcyjna. To nie tylko tło, ale życie na scenie. Artystom towarzyszy, dobrze przygotowana przez Mikhaila Agresta, Staatsorchester Stuttgart. Kompozycja Dziadka… Czajkowskiego została uzupełniona przez jego Poranek zimowy z Albumu dziecięcego. Utwory to szlagiery, które jasno wpadają w ucho i towarzyszą pięknej tanecznej opowieści.

Stuttgarcki Dziadek… nie zrywa z tradycją, ale jest nowym, ożywczym spojrzeniem. Edward Clug zbudował niezwykle interesującą opowieść, pełną nieoczywistych rozwiązań. Jednak duch narracji wygrał z taneczną precyzją i możliwościami rumuńskiego choreografa. Można odczuć pewien niedosyt, znając jego wcześniejsze prace. Ale mimo owego niedoboru to piękny wieczór, gdzie łupina orzecha jest maleńką łódeczką, która płynie w piękny świat baśni pełnej tajemnic i miłości.

Dziadek do orzechów, Piotr Czajkowski, choreografia Edward Clug, Das Stuttgarter Ballett, premiera: listopad 2022.

[Benjamin Paschalski]


Foto: Roman Novitzky / Stuttgarter Ballett