SAMOTNIK O POLSCE Z KAPUSTY – „WYZWOLENIE” – TEATR WIERSZALIN W SUPRAŚLU
Uwielbiam to miejsce. Za każdym razem, gdy tu jestem, odkrywam je na nowo. Specyficzny zapach unoszący się nad miasteczkiem, zalew, monastyr, kościoły i ulice. Leniwie płynąca atmosfera letniska i siedliska jakby zatrzymanego w czasie gdzieś pomiędzy puszczą a cywilizacją. W tej odmiennej krainie od kilkudziesięciu lat, jak ten czas płynie, funkcjonuje Teatr „Wierszalin”. Kiedyś intrygowała mnie nazwa, a peregrynacje do Krynek, Starej Grzybowszczyzny i osady Wierszalin, w której nadal jest dom twórcy wspólnoty z dwudziestolecia międzywojennego – Eliasza Klimowicza, stały się corocznym rytuałem. Drewniana chata, z roku na rok pokryta cierniem czasu, kryjąca niesamowitą tajemnicę przeszłości, zastanawia i inspiruje. I właśnie owa symbioza nazwy Wierszalin – tej dawnej, tajemnej, pokrytej religijnym fanatyzmem i magią wspólnotowości z dzisiejszym teatralnym laboratorium Piotra Tomaszuka daje niesamowitą ideę myślenia o miejscu – nie tylko o Supraślu, ale w ogóle o Podlasiu.







