OCZAMI CATHLEEN – „PEWNEGO DŁUGIEGO DNIA” – NARODOWY STARY TEATR IM. HELENY MODRZEJEWSKIEJ W KRAKOWIE

OCZAMI CATHLEEN – „PEWNEGO DŁUGIEGO DNIA” – NARODOWY STARY TEATR IM. HELENY MODRZEJEWSKIEJ W KRAKOWIE

Nie jest prosto definiować sztukę sceniczną. Zaskakuje bowiem kolejnymi odkryciami, poszukiwaniami. Ale chyba najciekawszym jest prostota. Odnalezienie praktyki, gdzie aktorstwo staje się pełnią teatralnego zjawiska przy zminimalizowanej scenografii, kostiumach, muzyce, które są tylko delikatną powłoką wzbogacającą. Trzeba być mistrzem, aby tak zaryzykować i oczywiście mieć do dyspozycji świetny zespół aktorski. Wówczas ta próba stanie się pełnokrwistym spektaklem, którego przekaz ma siłę uderzeniową lawiny śnieżnej. Takowym twórcą bez wątpienia jest Luk Perceval, który jest polskim teatromanom świetnie znany, bowiem mogliśmy, w ostatnich latach, oglądać aż siedem jego spektakli. Osobiście dla mnie dwa pozostaną szczególnym doświadczeniem, oba na podstawie Antona Czechowa. Pierwsze spotkanie z mistrzem flamandzkim miało miejsce na festiwalu Dialog we Wrocławiu, w 2005 roku, gdy prezentowano Wujaszka Wanię. Wstrząsający obraz upadku pewnej generacji siedzącej na drewnianych krzesłach, na wypaczonym parkiecie, ukazywał nie tylko dramat ludzi, ale i pewnego kręgu kulturowego. Ów wątek świata dojrzałych, nieprzystających odmieńców powrócił w 3Siostrach koprodukcji TR Warszawa i Starego Teatru w Krakowie z roku 2021. W obu przypadkach najważniejszym są dwa aspekty: emocje i słowo. Zwrócenie na nie uwagi, wsparcie analizą psychologiczną poszczególnych ról, daje efekt piorunujący. Powolnego rozpadu, dramatu ludzi, ich cierpień, zapadających ostatecznych rozstań i wiecznej samotności. Ten pesymistyczny teatr posiada siłę rażenia, bowiem historie nie są obce, ale możliwe, bliskie. Nie ważne czy to Czechow, Arthur Miller, czy William Shakespeare to właśnie kontekst ludzki staje się pierwszoplanowym elementem realizacji. Perceval jest konsekwentny w swojej pracy. Skupia się na człowieku – bohaterze i aktorze, bowiem owa symbioza może tylko zbudować wartościową rolę, a przez to dojrzały spektakl.

Pusta scena. Horyzont ogranicza biały ekran, a jedynym rekwizytem dekoracji jest stary fotel. Do dyspozycji reżysera, jeżeli chodzi o stronę wizualną, pozostają dwa elementy: światło oraz dym. Właśnie owa mgła, która pokrywa przestrzeń teatru, otacza publiczność, odurza swoją niesamowitością. Tworzy duszny klimat dziwnych rodzinnych więzi. Na afiszu bowiem Pewnego długiego dnia Eugene’a O’Neilla. Dramat kłamstwa i rodzinnej katastrofy, gdzie patologia podsyca nastroje oraz tłumioną agresję. Kameralna opowieść to idealny tekst dla Luka Percevala, który wysysa z niego esencję, dając emocjonalny kolaż sztuki. Opowieść inscenizatora jest niesłychanie dobrze przemyślana. Wbrew czytanym didaskaliom przez służącą Cathleen narracja spektaklu odbiega od treści utworu. Idzie jej wręcz na przekór. Rysują się dwa światy ten widziany oczami narratorki, która była cichym obserwatorem życia domu Tyronów, a rzeczywistą patologią relacji. Niby wszystko proste: matka, ojciec, dwóch synów. Poranek, piękny, symboliczny obraz dwójki rodziców siedzących na fotelu tuż po śniadaniu. Przed nimi blisko dwadzieścia godzin wspólnego czasu – rozmów, mijania się, ale przede wszystkim oszukiwania. Mówienia nieprawdy. Owa sielanka jest złudna, bowiem agresja i żale nadchodzą jak niespodziewany huragan lub burza w letnie, gorące popołudnie. Jeden z synów ma raka, po kątach się o tym mówi, aby matka się nie dowiedziała. Po powrocie ze szpitala zaczynają się żale na temat leczenia, że ojciec to sknera, który nie da grosza na prywatną klinikę. To tylko przykład. Owych wyrzutów jest więcej, niczym nabojów w pistolecie. Dodatkowo, co podkręca granie ról życia, to fakt, że to świat aktorów, ludzi których życie związane jest z odtwarzaniem postaci. To wzmacnia kontekst okłamywania się. Do owego domu wkradają się używki alkohol i morfina, będące nie tylko wzmacniaczami, ale wywołującymi zdradzieckie uczucia katalizatorami.

Perceval stawia na aktorstwo i emocje. Gra jest statyczna, by nie powiedzieć koturnowa. Jednak owa treść sączy się do ucha odbiorców jak trucizna, która zniewala umysły i pobudza wyobraźnię. Wielokrotnie aktorzy nie mówią do siebie, ale obok lub w podłogę. Ale toksyczna więź wisi w powietrzu, unosi ją właśnie owa mgła, która nie chce opaść, tylko krąży, zniewala i niszczy. Specyficzny świat Mary Tyrone świetnie kreuje Małgorzata Zawadzka. Początkowo niewinna, wycofana, wtórna nagle popada w obłęd, krzyk, który boli. Niezrównoważenia emocjonalne rujnują stabilność, lecz są obojętne bowiem domownicy nie zwracają uwagi na wybuchy chorej psychicznie kobiety. Śledzenie jej też jest tajemnicą, a ona niczym Ofelia, co świetnie zauważa w końcu spektaklu jeden z synów, jak lunatyczka krąży i błądzi po zamkniętym świecie życia. Roman Gancarczyk, będący głową rodziny jako James Tyrone, to safanduła i upadły człowiek teatru. Alkohol wyostrza jego zachowania, które pełne są napięć i krzyku. Świetnie odtwarza alkoholika, męczennika własnego domu, który w szklance po brzeg whisky odnajduje nie tyle ukojenie co powiedzenie prawdy. Dwóch synów (Łukasz Stawarczyk, Mikołaj Kubacki) to tło, ale nie ciche, udawane, ale realne. Przesiąknięte problemami i wyrokami, które padają jak grom z jasnego nieba. Stają się nie tyle uczestnikami relacji rodziców, ale częścią owego korowodu emocjonalnych zależności. Obca w tym wszystkim pozostaje Cathleen (Paulina Kondrak), która niemo obserwuje i didaskaliami komentuje przedstawiany świat. Jest obok, a jednak w środku. Jej obecność to jak duch, który stara się zdać relację z tego, co zauważył. Ale nie da się wszystkiego powiedzieć na sucho, z wstrzemięźliwością. Bowiem emocji nie uda się opisać. Można je kreślić, ale nie można zrozumieć. Należy je poczuć. Spektakl Percevala jest szkołą współodczuwania, przeżywania. Wejściem w specyfikę natury pewnej rodziny, ale nie wyidealizowanego obrazu na sprzedaż, lecz wstrząsającej historii pewnego długiego dnia, która toczy się każdego poranka i wieczora przy wtórze alkoholu, krzyku i wyzwisk.

Wieczór w Krakowie to kawał dobrego teatru, gdzie aktorstwo wystawione jest na najwyższą próbę. Ci, co oczekują kolorowego widowiska, poczują się zagubieni. Jednak, ci poszukujący siły słowa, odnajdą się jak we własnym domu. Przekraczając próg Starego Teatru, gdy klatką schodową wchodzimy na piętro, gdzie znajduje się sala teatralna, mijamy portret Heleny Modrzejewskiej, patronki sceny. Niedościgniona mistrzyni słowa, sztuki aktorskiej chyba dumna jest z owej produkcji, gdyż to nieświadomy hołd dla sztuki, którą sama tworzyła i najlepiej się w niej czuła.

Pewnego długiego dnia, Eugene O’Neill, reżyseria Luk Perceval, Narodowy Stary Teatr im. H. Modrzejewskiej w Krakowie, premiera: czerwiec 2023.

[Benjamin Paschalski]


Foto: Stary Teatr Kraków