Autor: admin

SALON PAMIĘCI czyli recenzja spektaklu „Berek” -Teatr Żydowski w Warszawie

SALON PAMIĘCI czyli recenzja spektaklu „Berek” -Teatr Żydowski w Warszawie

Te dziewięćdziesiąt minut to niezwykle udana próba podróży w przeszłość. Początek, gdy grupa aktorów, pobielona, w strojach jak ze spektakli Tadeusza Kantora, z przewodniczką starszego pokolenia (Wanda Siemaszko) zwiedza wystawę, jest inauguracją podróży w dawny czas. Od malarskiego obrazu śmierci Joselewicza przechodzimy płynnie do portretu poety-żołnierza Krzysztofa Kamila Baczyńskiego. Jego żydowskie korzenie skrywamy i ukrywamy w naszym publicznym dyskursie, a tym prostym teatralnym gestem widzimy jak losy dwóch wspólnot żyjących, pod jednym wspólnym niebem, splatały się i uzupełniały.

Hallo, Tu RADIO – Recenzja „Wróg się rodzi” – Teatr im. W. Horzycy w Toruniu

Hallo, Tu RADIO – Recenzja „Wróg się rodzi” – Teatr im. W. Horzycy w Toruniu

Recenzja spektaklu „Wróg się rodzi” – Marcin Kącki, reż. Agata Groszyńska w Teatr im. W. Horzycy w Toruniu. Jadąc do Teatru Horzycy byłem pełen obaw. Czy nie powstanie spektakl powierzchowny, który strywializuje problematykę owego niespotykanego zjawiska społecznego. Nie zawiodłem się. Widz oczarowany jest tekstem od pierwszych chwil. Jego autorem jest Marcin Kącki – dziennikarz prasowy, reportażysta, na podstawie którego książki powstał równie ważny spektakl w Białymstoku – Biała siła, czarna pamięć. Wykorzystując techniki dziennikarskie naszkicował scenariusz, który zbliża spektakl to teatru faktu, dokumentu. Bowiem autorzy odchodzą od czystej faktografii dotyczącej tylko Radia Maryja. Zestawiają ów epos z doświadczeniem i funkcjonowaniem rwandyjskiej rozgłośni RTLM (Radio i Telewizja Tysiąca Wzgórz). Ona w latach 1993-94 stała się tubą propagandową ludności Hutu nawołującą do mordowania współmieszkańców kraju – Tutsi.

WIELKIE NIC I SENATOR SHOW czyli recenzja spektaklu „Dziady” – Teatr Polski Warszawa

WIELKIE NIC I SENATOR SHOW czyli recenzja spektaklu „Dziady” – Teatr Polski Warszawa

Każde wystawienie Dziadów Adama Mickiewicza osnute jest aurą oczekiwania na teatralne spełnienie. Co nowego można pokazać na scenie posiłkując się narodową dramą? W swoim życiu widziałem wiele inscenizacji wieszcza: od telewizyjnej rejestracji w reżyserii Konrada Swinarskiego ze Starego Teatru w Krakowie poprzez Krystyny Skuszanki w Teatrze Narodowym w roku 1987 do trzech najbardziej komentowanych w ostatnich latach: Radosława Rychcika w Teatrze Nowym w Poznaniu, Pawła Passiniego w Opolskim Teatrze Lalki i Aktora im. A. Smolki i oczywiście pierwsze wykonanie całego utworu, bez skrótów, przygotowane w Teatrze Polskim we Wrocławiu przez Michała Zadarę. Każda z nich stawała się frapującą podróżą teatralną, bowiem inscenizatorzy wykorzystując własny, oryginalny język sceniczny dokonywali odkrywania, bądź wnikliwego odczytania, na nowo utworu.

Z zaciekawieniem przyjąłem zapowiedź warszawskiego Teatru Polskiego, który do trzeciej powojennej realizacji na tej scenie, zaprosił Janusza Wiśniewskiego. To twórca uznany i znany, którzy poprzez stałą współpracę z kompozytorem Jerzym Satanowskim i choreografem Emilem Wesołowskim wypracował własny język sceniczny. Polemiczny. Dla jednych odkrywczy i nowatorski będący mieszaną teatru plastycznego, formy i ruchu. Z drugiej strony to dla części odbiorców, nie tyle co nawiązujący, ale wręcz kopiujący styl Tadeusza Kantora. Analogicznie jak mag krakowski Wiśniewski puszcza w wir sceniczny machinę przewijających się postaci, które jak refleksy przesuwają się przed widzami pozostawiając ślady, rysy charakterów, pewnych historii. I podobny styl zaproponował w inscenizacji Dziadów. I niestety poniósł porażkę. Dotkliwą i bolesną. Bowiem z utworu wieszcza uczyniono dwugodzinny bryk, który niczym lekcje polskiego w dawnych latach w telewizji, ma stać się materiałem pomocniczym do nauczania lektury. Jednak dla młodego odbiorcy jest to propozycja nieznośna, a co gorsza tak pokiereszowana, że niezrozumiała. Z utworu upłynęła w nieznane cała metafizyka. Pozostał banał z kilkudziesięcioma figurami przechodzącymi po scenie.

Przedstawienie zaczyna się bardzo obiecująco. Wręcz odkrywczo. W poszerzonej przestrzeni sceny o kilka rzędów parteru, w czarnych dekoracjach, gdzie ich elementem stają się liczne ołtarze, relikwiarze oraz figury świętych spotyka się towarzystwo salonu warszawskiego i wileńskiego na obrzędzie dziadów. Guślarz (Jan Janga Tomaszewski)  poczyna celebrę, oczywiście skróconą, ale ma ona swój niepowtarzalny rytm i sens. Wykorzystanie pirotechniki wzmacnia ową scenę, która zaskakuje prostotą i wymową poprzez uczestników zjawiska. Obserwują oni bowiem ludyczne świętowanie jako coś niespotykanego, odmiennego i nieprzystającego do ich warstwy. Jako ostatnie widmo pojawia się Gustaw, który jest łącznikiem do kolejnych fragmentów utworu. I niestety po piętnastu minutach nadziei i udanej sceny następuje totalna klapa. Kolejne fragmenty są już nieznośną deklamacją, która nie przynosi nic, kompletnie nic. Następują fragmenty IV części spotkanie Pustelnika (Gustawa) z Księdzem i wycinki III części. Ale nie mają one zacięcia pasjonującej historii. Scena więzienna wygląda jak spotkanie chłopców przy ognisku, którzy zasiedli na trawie do śpiewania pieśni harcerskich. Ich słowa są puste. Wielka Improwizacja przechodzi bez echa. Jakub Kordas jako Gustaw-Konrad jest aktorsko blady. Nie ma charyzmy wielkiego bohatera, którą prezentowali w tej roli Gustaw Holoubek, Jerzy Trela czy Bartosz Porczyk. Kolejne fragmenty, w Salonie Warszawskim czy wejście Pani Rollison, są pozbawione wymowy i sensu o czym mają właściwie być. Bez znajomości utworu Mickiewicza można  mieć poczucie zagubienia i chaosu. Nadzieja ożywa w scenie ostatniej – balu. Tu Wiśniewski powraca do swojej rozpoznawalnej kreski – machiny przesuwających się postaci jak w synchronizowanym tańcu. Jednak i tu półsłowa mają charakter pustej deklamacji, a nie rzeczywistego dramatu.

W gąszczu i lawinie przegadanego chaosu scenicznego jest jedna rola, na którą warto zwrócić uwagę. To Senator w wykonaniu Krzysztofa Kwiatkowskiego. Dużo młodszy niż zazwyczaj rozpiera energią i aktorskim kunsztem. Jest pazerny i zachłanny. Silny i potężny. Otacza scenę całym sobą. To jedyna rola, która została pomyślana, a nie tylko puszczona w machinę słowa i ruchu.

Spektakl oglądałem na popołudniówce. Na widowni głównie licealiści. Na pamiętne Dziady w Narodowym w sezonie 1967/68 ograniczono sprzedaż biletów właśnie dla młodzieży szkolnej, aby niepożądane treści, w ocenie władz, nie dotarły do młodego odbiorcy. W dniu dzisiejszym nie ma się czego obawiać. Widownia siedziała znudzona, drzemiąca i zapatrzona we własne telefony, w których widać jest ciekawiej niż w dramacie romantyka. Tekst, który powinien wstrząsać i dotykać właśnie młodych, gdyż III część jest poświęcona rówieśnikom, a estetycznie posiada wielkie pokłady oraz możliwości, dziś nuży i nie zagrzewa do walki „z Bogiem i choćby mimo Boga”.

Dziady, Adam Mickiewicz, reż. Janusz Wiśniewski, Teatr Polski im. A. Szyfmana w Warszawie, premiera: listopad 2019.

                                                                                                                                                            [Benjamin Paschalski]

Klasztorne Pogaduchy – Recenzja spektaklu „Matka Joanna od Aniołów” – Teatr Nowy – Warszawa

Klasztorne Pogaduchy – Recenzja spektaklu „Matka Joanna od Aniołów” – Teatr Nowy – Warszawa

Zapraszamy na recenzję spektaklu „Matka Joanna od Aniołów”, w Teatrze Nowym w Warszawie, w reżyserii Jana Klaty. Spektakl na podstawie książki Iwaszkiewicza zaskakuje, Najnowsza premiera w Nowym Teatrze w Warszawie wiązała się z wielkimi nadziejami na kolejne ważne widowisko Jana Klaty. Na warsztat bowiem wziął on Matkę Joannę od Aniołów na podstawie Jarosława Iwaszkiewicza. To jedna z trzech produkcji warszawskich (kolejne w Powszechnym i Narodowym) na kanwie tegoż utworu. Zainteresowanie opowiadaniem nie jest przypadkowe. Rola i miejsce kościoła w naszym kraju, kryzys wiary, poszukiwanie Boga to tematy nad wyraz aktualne i warte poddania artystycznej analizie.

TELEDYSKI Z ŻYCIA – Recenzja spektaklu „Królowa. Freddie – jestem legendą”

TELEDYSKI Z ŻYCIA – Recenzja spektaklu „Królowa. Freddie – jestem legendą”

Istnieją bohaterowie nieśmiertelni. Ikony. Nigdy ich nie zapomnimy. Do nich należy Freddie Mercury. Nie tak dawno na polskich ekranach mogliśmy oglądać film Bohemian Rhapsody o nieżyjącej już legendarnej gwieździe pop. Tym razem luźno potraktowana jego biografia stała się kanwą premiery w Teatrze im. Fredry w Gnieźnie.

Gdzie zjeść najlepszą azjatycką kuchnię w Warszawie? Restauracja UKIM – Najlepsza kuchnia azjatycka w Warszawie?

Gdzie zjeść najlepszą azjatycką kuchnię w Warszawie? Restauracja UKIM – Najlepsza kuchnia azjatycka w Warszawie?

Restauracja UKIM to ciekawe miejsce na gastronomicznej mapie Mirowa, minutę od Hali Mirowskiej, na ulicy Chłodnej mieści się właśnie restauracja „U mamy Kim”. Nazwa to gra słów, którą można odczytać jako „U Kim”, jednak głównym elementem nazwy jest „U”, które po wietnamsku oznacza „Mamę”. To właśnie mama jest głównym elementem kuchni w UKIM. Informacja na karcie sugeruje, że za wszystkie przepisy odpowiedzialna jest właśnie ona. 

To miejsce przyciąga zarówno ciekawą i smaczną kuchnią, jak i całkiem sympatycznym wystrojem. Ze ściany obserwuje nas piękna wietnamka, pozostałe ściany wykończone są klimatycznym drewnem oraz lustrami, a z sufitu zwisają lampiony. Bardzo częstym problemem knajp z kuchnią orientu jest wentylacja, tutaj ten problem nie istnieje. Restauracja jest miła dla oka i dla nosa Gdzie zjeść najlepszą azjatycką kuchnię w Warszawie? Restauracja UKIM - Najlepsza kuchnia azjatycka w Warszawie?.

Menu

W karcie znajdziemy pozycje ze wielu zakątków Azji – Chin, Wietnamu czy Tajlandii. Już na pierwszy rzut oka widać jednak, że to Wietnam jest tutaj królem, a pozostałe dania to tylko peleryna dla autentycznej kuchni kraju właścicieli.

Co zamówić?

Spring rollsy

Po kilkunastu wizytach w tym miejscu jestem przekonany, że musicie zacząć od spring rollsów. Do wyboru w UKIM mamy pięć wersji: z tofu i batatami, kaczką grillowaną oraz mango, wołowiną i sezamem, łososiem oraz avocado i krewetkami wraz z ananasem. Ja zdecydowanie polecam wersję z kaczką, jest idealna. Spring rollsy u Kim są imponujące, wielkie, świetnie zawinięta i naprawdę pyszne.

Gdzie zjeść najlepszą azjatycką kuchnię w Warszawie? Restauracja UKIM - Najlepsza kuchnia azjatycka w Warszawie?

Zupa PHO

Kolejnym daniem „must eat” jest zdecydowanie Zupa Pho. Od kilku lat jestem wielkim fanem tej zupy, co prawda moja miłość zaczęła się od tzw. „zupy na kaca”. Jednak teraz jestem już jej prawdziwym fanatykiem, tydzień bez tej pysznej zupy jest tygodniem straconym. W UKIM przysmak Wietnamu określiłem jakiś czas temu jako „idealny PHO dla początkujących”. Zupa ta to aromatyczny i pełen smaków wywar, wraz z dodatkami. Jedząc ją pierwszy raz, możesz się mocno zrazić lub zakochać. Jeśli wolisz zauroczenie, to miłości szukaj właśnie w UKIM, w tym miejscu jest ona nieco prostsza. Zupa PHO jest tutaj nieco mniej intensywna, a wywar bardzo klarowny, co nie zdarza się zbyt często. Naprawdę dużym plusem tego miejsca jest różnicowanie wywaru do zupy. Większość azjatyckich knajp z PHO podaje ten sam wywar do wszystkich dodatków, tutaj jest inaczej, lepiej i smaczniej.

Gdzie zjeść najlepszą azjatycką kuchnię w Warszawie? Restauracja UKIM - Najlepsza kuchnia azjatycka w Warszawie?

Zupa Udon z kaczką

Trzecim daniem, które chce Wam polecić, jest Zupa UDON Z Kaczką! Tę propozycję z menu polecił mi miły kelner, któremu bardzo dziękuje. To było najlepsze danie w UKIM jakie jadłem. Lekko pikantny wywar z nutą kwasowości, skomponowany z grubym makaronem pszennym, pierożkami Hacao, pak choy, trawą cytrynową i kaczką, to coś niesamowitego! Trochę się w tym daniu zakochałem, jednak nie aż tak by nie dostrzec jego mankamentów. Delikatnie przegotowany makaron popsuł nieco idealną kompozycję, mimo małych makaronowych problemów, to wciąż pyszna propozycja na zimowe obiady i kolację. Musicie tego spróbować!   

Gdzie zjeść najlepszą azjatycką kuchnię w Warszawie? Restauracja UKIM - Najlepsza kuchnia azjatycka w Warszawie?

Te trzy dania, to moje ulubione pozycje z menu Restauracji UKIM. Na Chłodnej zjecie jednak dużo więcej ciekawych i pysznych potraw. Godny polecenia jest na pewno pyszny Pad Thai, ciekawą propozycją jest również Kaczka Na Gorącym Półmisku Z Warzywami. Jeśli jesteście ciekawi smaków Wietnamu lub lubicie orientalne jedzenie to restauracja u Mamy Kim, jest propozycją nie do odrzucenia. Spróbujecie sami i dajcie znać czy Wam też smakowało.

Gdzie zjeść najlepszą azjatycką kuchnię w Warszawie? Restauracja UKIM - Najlepsza kuchnia azjatycka w Warszawie?

 

Ceny

W restauracji UKIM zjecie w cenach umiarkowanych, a porcję dań są naprawdę duże. Poniżej kilka cen z tej restauracji:

Spring Rollsy x2 – 10 zł,

Sajgonki mięsne x2 – 10 zł

Zupa PHO z kurczakiem – 13 zł (mała), 20 zł (duża),

Zupa PHO z wołowiną smażoną – 15 zł (mała), 23 zł (duża),

Zupa Udon z kaczką – 32 zł

Pad Thai – 28 zł

Wołowina z sezamem na półmisku – 35 zł

 

ŚWIAT JAK WYSPA – Recenzja spektaklu Capri – Teatr Powszechny

ŚWIAT JAK WYSPA – Recenzja spektaklu Capri – Teatr Powszechny

Najnowszy spektakl Krystiana Lupy jest kolejną próbą odpowiedzi na pytanie czym jest mała wspólnota, a w niej jednostka, grupa uwięzionych w pułapce nadciągającej katastrofy. Tak było w Mieście snu, Factory 2 czy Procesie. Za każdym razem mag polskiej sceny próbował dokonać artystycznej analizy kim są artyści, intelektualiści, inteligenci we współczesnym świecie. Z tej bitwy reżyser wychodził raz na tarczy, a raz z tarczą. Tym razem, w naszej otaczającej rzeczywistości społeczno-politycznej, diagnoza mogła być jeszcze bardziej bolesna. Jednak, mimo wielkich nadziei, wydaje się ona letnia, niestety przewidywalna.

CZYM JEST PRAWDA?Recenzja Spektaklu „Historii przemocy”

CZYM JEST PRAWDA?Recenzja Spektaklu „Historii przemocy”

Gnieźnieńska premiera Historii przemocy w reżyserii Eweliny Marciniak jest jak odtrutka na nasze piekło codzienności, w którym społeczeństwo straszone jest coraz częściej wydumaną zarazą gender i LGBT. Marsz równości w Białymstoku, film Inwazja w TVP to tylko niektóre przykłady z ostatnich miesięcy. Sceniczna wstrząsająca, ale i teatralnie piękna historia gejowskiej miłości i gwałtu, który rozgrywa się w tej samej chwili jest niesamowitym kontrapunktem do tej rzeczywistości.