Autor: admin

BATMAN I DRESIARZE, czyli „Zły”- Teatr Polski w Bielsku-Białej

BATMAN I DRESIARZE, czyli „Zły”- Teatr Polski w Bielsku-Białej

Piotr Ratajczak, reżyser spektaklu we współpracy z autorką adaptacji Joanną Kowalską stworzyli zwięzły i klarowny utwór sceniczny. Świetnie rysują postaci, bohaterów lat pięćdziesiątych XX wieku. Cała akcja umiejscowiona jest w jednej, niezmiennej przestrzeni, z obrotowym boksem po środku, który jednocześnie może być kioskiem sprzedaży prasy, miejscem przesłuchań, kawiarnią czy pokojem mieszkalnym. Tak szybko jak kręci się ów obiekt tak mknie akcja sceniczna. Sprawny montaż, miksowanie scen to świetna robota niczym z udanego filmu sensacyjnego.

KOLORY HOLLYWOOD, czyli „Pretty Woman” – Teatr Variete w Krakowie

KOLORY HOLLYWOOD, czyli „Pretty Woman” – Teatr Variete w Krakowie

Krakowski Teatr Variete przygotowując polską premierę powierzył realizację widowiska sprawdzonemu twórcy teatru muzycznego – Wojciechowi Kościelniakowi. To idealny inscenizator tego typu przedstawień. I w Pretty Woman widać sprawdzoną rękę mistrza. Buduje on bajkowy świat Los Angeles z nieodłącznym Hollywood. Jest niezwykle kolorowo i zjawiskowo. Przestrzeń sceny pokrywają aleje i ulice kalifornijskiego miasta.

KOLOROWY KOROWÓD TAŃCA, czyli „Esmeralda” – Hrvatsko Narodno Kazaliste w Splicie

KOLOROWY KOROWÓD TAŃCA, czyli „Esmeralda” – Hrvatsko Narodno Kazaliste w Splicie


Nareszcie! Znów możemy mówić o powrocie do teatralnych sal po przerwie pandemicznym zagrożeniem i niebezpieczeństwem infekcji. W naszym kraju ponowne otwarcie instytucji artystycznych nastąpi pod koniec maja i szykuje się wielki worek premier! Już można zacierać dłonie i je szykować do oklasków! Jednak nim to nastąpi mała refleksja z podróży baletowej do Chorwacji. Tam teatry już są otwarte i w bardziej rygorystycznych warunkach niż w Polsce przyjmują publiczność. Kraje bałkańskie, analogicznie jak Czechy i Słowacja to fenomeny życia kulturalnego. Praktycznie w każdym mniejszym mieście znajduje się teatr, a niektóre posiadają rangę podmiotów narodowych. W Splicie, liczącym blisko dwieście tysięcy mieszkańców istnieje Hrvatsko Narodno Kazliste skupiające w jednym budynku zespoły dramatu, opery i baletu. Ten ostatni prowadzi albański artysta Ilir Kerni, który w trudnych warunkach epidemii stara się utrzymać wyrównany poziom grupy tanecznej. Równoważy repertuar z oryginalnymi poszukiwaniami pozycji tańca współczesnego z ukazaniem klasycznej twarzy baletu. Celem wyprawy stała się Esmeralda do muzyki Cesare Pugniego. Wieczór niezwykle udany, skupiający uwagę widza, a co najważniejsze ukazujący wysoki poziom całego zespołu baletowego teatru w Splicie.

Istnieją klasyczne balety, które niezwykle rzadko goszczą na naszych scenach. Wspomnianej Esmeraldy, jak mnie pamięć nie myli, nie wystawiano w warszawskim Teatrze Wielkim przez całe moje życie, czyli blisko półwiecze. Tyczy to również pozostałych polskich zespołów baletowych. Podobnie jest z innymi klasykami: Paquitą, Raymondą czy Laurencją, które znajdują się na stałe w repertuarze teatrów państw dawnego Związku Radzieckiego stanowiąc perełki i wzorce sztuki klasycznej, choć niekiedy zakurzone upływającym czasem i nie przystające do współczesnej formy komunikacji. Mimo to są elementem naszej żywej tradycji tańca, która niejednokrotnie wzbudza emocje wśród sporej części publiczności, poszukującej dawnego piękna i wytchnienia w świecie baśni, miłości i radości.

Esmeralda w Splicie należy właśnie do owego gatunku. Bardzo dobrze skonstruowanego widowiska, które w niezwykle sprawny i przemyślany sposób opowiada historię Cyganki, której serce chce skraść nie jeden mężczyzna. Przypadkiem staje się żoną biednego pisarza Pierra Gringoire, a prawdziwe uczucie rodzi się do kapitana gwardii Phoebusa de Chateaupers, choć o jej względy podstępem walczy chciwy i zadufany zakonnik Claude Frollo. To wszystko podszyte jest udaną dramaturgią, która zestawia akt pierwszy pełen ulicznej ferii, radości i zabawy z wyciszonym i pełnym popisów tańca aktem drugim rozgrywającym się w domu Fleur de Lys narzeczonej Phoebusa. Klamrę stanowi scena ostatnia wybawienia Esmeraldy z rąk kata i ponownej wspólnej wesołości ulicy. Treść zaczerpnięta z utworu Victora Hugo ukazuje dwa światy – biedoty, żebraków żyjących własnym specyficznym rytmem wspólnoty oraz bogactwa, gdzie pozy są dystyngowane i przemyślane. Balet płynie niesłychanie wartko. To faktycznie wieloelementowe widowisko, w którym treść opowiedziana jest za sprawą pantomimy, ale główną część stanowią popisy solistów i całego zespołu baletowego.

Choreografię powierzono, znanemu już z propagowania owego tytułu i wystawiania na wielu deskach europejskich, rosyjskiemu artyście Vasilijowi Medvediev. Do współpracy jako współchoreografa zaprosił słowackiego tancerza Stanislava Feco. Ten tandem przygotował piękne przedstawienie w wielobarwnej oraz ironicznej scenografii i kostiumach Słowaka Pavola Jurasa. Ich wizja pomija niektóre wątki oryginału: na przykład cały obraz pierwszy w akcie drugim, jednak nie uszczupla to bardzo dobrego ukazania opowieści. Można podkreślić, że wzorując się na układzie Mariusa Petipy stworzyli oni własną, oryginalną wizję klasycznego utworu. Jest ona nacechowana sporą liczbą trudności wykonawczych. Najcenniejsze są układy całego zespołu. Ukazują one udane zgranie i piękne kompozycje taneczne cieszące oko widza. Wartym podkreślenia jest wykorzystanie wszystkich tancerzy zespołu. To co ciekawe, z perspektywy polskiej, w ich składzie znajdują się również artyści dojrzali wiekiem, którzy świetnie odnajdują się w scenicznym układzie Medviedieva i Feco.

Klasyczny balet to jednak przede wszystkim świetna technika i soliści. Na pierwszy plan w Splicie wysuwa się Eva Karpilovska jako Esmeralda, choć w niektórych solowych popisach niezwykle szybka i zwinna, co zatraca obraz poprawnej techniki. Na przeciwległym biegunie znajduje się Nozomi Miura jako Fleur, dystyngowana i perfekcyjna w klasycznych formach. To skontrastowanie świetnie współgra z nutą narracji ukazania dwóch odmiennych charakterów kobiet. Należy wspomnieć również o Sonji Bikic jako Magerze, sprawnej i zjawiskowej w partii przyjaciółki króla biedaków. Z męskich ról odkrywczy okazał się Jurgen Rehimi jako Phoebus. Nie tylko partnerował swoim wybrankom serca, ale także w solowych popisach nie miał sobie równych. Skoki i piruety to mocna strona tancerza.

Mankamentem wieczoru, choć oczywiście spowodowanym czasem pandemii, było odtwarzanie muzyki z taśmy. Zaburza to odbiór spektaklu, bo tu jeszcze oklaski po popisach solistów, a już trzeba kontynuować bo muzyka z taśmy ponagla. Należy tego zabiegu unikać, gdyż widowisko baletowe posiada swoją pełnię we współbrzmieniu i współgraniu wszystkich sztuk: tańca, muzyki, scenografii, świateł i oczywiście przeżywającej publiczności.

Wizyta w Splicie to dobry początek powrotu do krainy teatru i baletu. To promień kolorów i nadziei. Sprawnego tańca i dobrej opowieści. Niektórzy będą narzekać, że stare, klasyczne, konserwatywne, niemodne. Ale jakże piękne, życiowe i dające radość w naszych smutnych czasach izolacji i zamknięcia.

Esmeralada, Cesare Pugni, choreografia: Vasilij Medvedev i Stanislav Feco, balet Hrvatsko Narodno Kazaliste w Splicie, premiera: maj 2021.

                                                                                                                                                                                                                                                                                                                                                                                                                                                       [Benjamin Paschalski]

SZLABAN SZCZĘŚCIA, czyli „Granica” – Teatr Wandy Siemaszkowej w Rzeszowie

SZLABAN SZCZĘŚCIA, czyli „Granica” – Teatr Wandy Siemaszkowej w Rzeszowie

Mimo zastrzeżeń to ciekawy przykład teatru dokumentalnego w wykonaniu zgranego zespołu aktorskiego. Życzę Katarzynie Szyngierze dalszych poszukiwań dokumentalnych, bo dzięki nim teatr nie pełni tylko formy artystycznej, ale świetnego obrazka rzeczywistości.

POTEM JĄ SKRYŁO MAŁE MIASTECZKO czyli „M.G.” – Teatr Polski Warszawa

POTEM JĄ SKRYŁO MAŁE MIASTECZKO czyli „M.G.” – Teatr Polski Warszawa

Wychodziłem z teatru z mieszanymi wrażeniami. Z jednej strony ciekawe scenki, korespondowanie ze współczesnością, krytyka elit. Lubimy, znamy. Z drugiej strony po co do tego Magda Gessler? Absolutnie jej postać nic nie wniosła do dramatu. Polski nie naprawiła. Przypadkiem w tym miejscu wylądowała, posiedziała i do stolicy wróciła. Polacy nic się nie stało. Dalej jesteśmy w punkcie wyjścia siedząc nad rzeką w fotelu turystycznym, albo w słowiańskim przykucu paląc papierosa pod pizzerią, która jest miejscem szczęścia i spełnienia marzeń dla wielu milionów obywateli.

WSTRZĄŚNIĘTY, NIEWZRUSZONY czyli „Lazarus” – Teatr Muzyczny Capitol we Wrocławiu

WSTRZĄŚNIĘTY, NIEWZRUSZONY czyli „Lazarus” – Teatr Muzyczny Capitol we Wrocławiu

Teatr muzyczny, musical, operetka, wodewil kierują się swoimi prawami. Podstawowa zasada – nie może być nudno! Wielokrotnie utwory posiadają lekką, nieskomplikowaną fabułę, ale dzięki temu opowieść jest wartka i trafia do szerokiego odbiorcy. Cenię wrocławski Teatr Capitol za różnorodny repertuar, poszukiwania artystyczne, świetny zespół. Jednak czasem nie wychodzi tak jak się zakładało, choć wszystko mówi, że to powinien być sukces a jednak nie jest.

Ostatnia premiera dolnośląskiej sceny to Lazarus do muzyki Davida Bowie i libretta Enda Walsha. Miało być odkrywczo i zjawiskowo bowiem polskiej produkcji podjął się Jan Klata. I chyba na oczekiwaniach się skończyło. Pierwszym i najprawdopodobniej największym grzechem przedstawienia jest jego przypadkowość. Trudno odnieść inne wrażenie, że treść została sztucznie dopasowana do utworów muzycznych. I jest to tak kuriozalny zlepek, że ze zdumienia można przecierać oczy o co w ogóle chodzi. Zapowiedzi prasowe nie współgrają z akcją sceniczną. Owszem głównym bohaterem jest Newton, ale nie przybywa na ziemię z innej planety gdyż on już na niej jest, przeszedł swoją historię i oczekuje na powrót do domu. Zdobył fortunę, jest samotnikiem i odmieńcem, o którego starają się walczyć bohaterowie opowieści. Jednak wątki są całkowicie nijakie, pozbawione dramaturgii i nie wiadomo czemu służą. Dla przykładu w pierwszej scenie poznajemy Michaela, a dwie sceny później ginie z rąk Valentine i nie wiadomo dlaczego stracił życie. Bardzo wiele jest tych niewiadomych, tajemnic i zagadek. Rodzi się z tej opowieści wniosek, że mamy opowieść o człowieku, który poszukuje i można na tym poprzestać. Musical w Capitolu to składanka muzyczna, gdzie czeka się na piosenkę, aby potem westchnąć z zadumą –  o czym jest ta opowieść?

Jednym z największych grzechów przedstawienia jest wykonywanie piosenek w oryginale. To jest bezsens, który zmusza widza do nieustannego podnoszenia głowy w celu czytania przekładu, albo delektowania się angielską wersją. Tylko jeżeli już zastosowano ten zabieg to trzeba pamiętać, że wykonują je polscy artyści, którzy nie władają biegle językiem Davida Bowiego. Lepiej pozostać w domu i posłuchać jego przebojów w oryginale.

Przedstawienie posiada swoje walory. Jest nim reżyseria Jana Klaty. Posiadając średniej jakości materiał sceniczny dokonał interesującego zabiegu artystycznego wykorzystując maksymalnie nowe technologie wizualizacji autorstwa Natana Berkowicza. Świetne projekcje stają się tłem dla piosenek tworząc w ten sposób atrakcyjne klipy muzyczne jak w latach dziewięćdziesiątych XX wieku. Niekwestionowanym zwycięzcą pozostaje Marcin Czarnik w roli Newtona. Wyrazisty i tajemniczy, pełen pewności i kruchości, a co ważne świetny głosowo w licznych utworach Bowiego.

Jednak wrocławska próba poszukiwania nowych utworów scenicznych jest porażką gdyż ukazuje, że im dziwniej tym lepiej jest złą drogą dla sceny muzycznej. Prostota, jasny przekaz i metafora wygrają zawsze ze  światem niejasnych i wyimaginowanych zdarzeń znanym tylko autorowi tekstu.

Lazarus, David Bowie i Enda Walsh, reżyseria: Jan Klata, Teatr Muzyczny Capitol we Wrocławiu, premiera: wrzesień 2020.                                                                                                                                      

                                                                                                                                                           [Benjamin Paschalski] 

PEDAŁ WE WSI – „Cud mniemany, czyli Krakowiacy i Górale” – Teatr im. Juliusza Słowackiego w Krakowie

PEDAŁ WE WSI – „Cud mniemany, czyli Krakowiacy i Górale” – Teatr im. Juliusza Słowackiego w Krakowie

Miłość Stacha i Basi nie jest pierwszoplanowym elementem przedstawienia, choć oś skonstruowana jest wokół ich relacji. Głębia z krakowskiego spektaklu płynie właśnie z korespondowania z dniem dzisiejszym. Ukazaniem wsi jaką jest i jaką być może, a przez to z całym naszym krajem – otwartym i równościowym, nie dyskryminującym za orientację seksualną czy płeć.

A CHRZEŚCIJANIN TAŃCZY, TAŃCZY, TAŃCZY, czyli „Czerwone nosy” – Teatr Nowy w Poznaniu

A CHRZEŚCIJANIN TAŃCZY, TAŃCZY, TAŃCZY, czyli „Czerwone nosy” – Teatr Nowy w Poznaniu

Należę do nielicznych, a może jest więcej teatromanów, którym przyszło widzieć spektakl Czerwone nosy Petera Barnesa w jego pierwszej wersji wystawionej w Polsce. Premiera odbyła się w roku 1993 w Teatrze Nowym w Poznaniu, reżyserował Eugeniusz Korin. W roku 1994 zaproszono przedstawienie na XXIII Warszawskie