Autor: admin

KOBIETY WIDZĄ ŚWIAT czyli Panny z Wilka w reżyserii Agnieszka Glińskiej, Stary Teatr w Krakowie

KOBIETY WIDZĄ ŚWIAT czyli Panny z Wilka w reżyserii Agnieszka Glińskiej, Stary Teatr w Krakowie

Danuta Rinn przed laty śpiewała wielki przebój – „Gdzie ci mężczyźni…”. Owe słowa powtarzane są wielokrotnie w poszukiwaniu archetypu męskiego. Wzorca, ideału, idola. Kogoś kto kocha płci męskiej, albo tylko kogoś kto zwróci uwagę na inną osobę – słowem czy gestem. Panny z Wilka, opowiadanie 

SZYBCIEJ, JESZCZE SZYBCIEJ Wielki Gatsby w choreografii Leo Mujica – Teatr Narodowy, Opera i Balet w Ljubljanie

SZYBCIEJ, JESZCZE SZYBCIEJ Wielki Gatsby w choreografii Leo Mujica – Teatr Narodowy, Opera i Balet w Ljubljanie

Ameryka, Ameryka! Wzdychamy niejednokrotnie za czarem tegoż kontynentu. Stany Zjednoczone jawią się jako magiczna kraina dobrobytu, dobrostanu i spełnionego szczęścia. Miejsca gdzie wyidealizowana kariera od pucybuta do milionera jest rzeczywiście możliwa. Szczególną estymą darzymy lata dwudzieste i trzydzieste. Tym razem zmierzyli się z materią literacką twórcy baletowi. Próby choreograficznej podjął się Leo Mujic – serbski artysta tańca, który przygotował inscenizację dla zespołu baletowego Słoweńskiego Teatru Narodowego w Ljubljanie. To próba niejednorodna, na wpół udana. A wszystko za sprawą, że chce się szybciej, jeszcze szybciej, a czasem należy zwolnić, wyciszyć, aby wybrzmiały emocje i uczucia bohaterów.

NIC NIE BOLI TAK JAK ŻYCIE – Recenzja „Śmierć komiwojażera” – Teatr Wybrzeże w Gdańsku

NIC NIE BOLI TAK JAK ŻYCIE – Recenzja „Śmierć komiwojażera” – Teatr Wybrzeże w Gdańsku

Gdy wielu młodych reżyserów poszukuje eksperymentu i oryginalności Radek Stępień w Teatrze Wybrzeże w Gdańsku przygotował spektakl, który posiłkuje się najprostszymi narzędziami scenicznymi. Dobrze odczytany i zinterpretowany tekst, świetne aktorstwo oraz prosta scenografia. To wszystko złożyło się na sukces Śmierci komiwojażera Arthura Millera.

Dramat, którego premiera odbyła się w roku 1949, opowiadający o ostatnim dniu życia Williama Lomana obwoźnego handlarza, tracącego dorobek życia i godność, w różnych okresach historycznych przybierał różnorodnych znaczeń i metafor. Można go odczytywać jako  krytykę kapitalizmu, gdzie wyzysk i brak szacunku dla człowieka, stawały się nadrzędne wobec posiadania pieniądza i ekonomicznego sukcesu. W gdańskiej inscenizacji na pierwszym planie nie ma wielkich historii, metafor i problemów społecznych. Jest coś prostego, by nie powiedzieć banalnego – życie. Toczy się ono między kuchnią i salonem. Włączonym telewizorem i zapalonym papierosem. Rodzina, która ulega rozpadowi, nigdy nie zbuduje się na nowo. Niewyjaśnione historie i aspiracje, trudne więzi i relacje pomiędzy rodzicami i dwójką dorosłych synów stanowią oś dramatu. Nie tyle sam upadek społeczny głównego bohatera, ale właśnie to co dzieje się w domu, niszczenie wewnętrznej komunikacji stanowi sedno przedstawienia. Reżyser wydobywa z tekstu prawdę codzienności, która jest morderczym ładunkiem dla owego czworokąta.

Cały spektakl oparty jest na słowie. Proste zabiegi inscenizacyjne uzupełniają to co pada w dialogu. Dom Lomanów ubożeje – znikają kolejne elementy dekoracji. Ostatnie sceny rozegrane są na pustej scenie. Zniszczone więzi to również degradacja azylu, który przeradza się pustkę, nicość. W owej ascetycznej przestrzeni śledzimy losy komiwojażera, gdzie retrospektywa miesza się z dniem bieżącym. Aspiracje i zniszczone uczucia, kolejne koszty i niespełnione marzenia – życie. Tyle i aż tyle. Wewnętrzny brak porozumienia przytłacza i intryguje. Niewyjaśnione i tłamszone problemy pomiędzy ojcem a synem Biffem wychodzą na światło dzienne. Zaogniają się. Pożoga. Zatracanie. Śmierć.

Nie byłoby tego przedstawienia gdyby nie Mirosław Baka w roli tytułowej. Praktycznie obecny non stop na scenie, wyciszony i niesłychanie wewnętrzny, analizujący kilkadziesiąt lat życia, mierzy się z własną przeszłością, a co gorsza teraźniejszością. Ból wyrysowany na twarzy nie jest maską, ale rzeczywistą porażką. Przegraną człowieka – pracownika i ojca. Świetnie mu partnerują Anna Kociarz, Piotr Biedroń i Piotr Chys. Wstrząsająca scena u właściciela firmy Howarda Wagnera, w tej roli Michał Miodek, jest przesiąknięta cynicznym upodleniem człowieczeństwa. Choć w niej wiele się nie wydarza, to jednak dzieje się tyle co niweczy stabilność, a w widzu wyzwala opór i pytanie: Czy tak można postępować?

Sukcesem przedstawienia jest właśnie prostota. Wizyjność i puste lukrowane obrazy zostały zastąpione przez krwistą wymianę racji bohaterów, którzy walczą o byt egzystencji. Radek Stępień wyrasta na najciekawszego reżysera młodego pokolenia, gdyż poszukuje własnego języka teatralnego, którego wyznacznikami stają się: scena, tekst i aktor. Tak niewiele, a jednak tak dużo.

Śmierć komiwojażera, Arthur Miller, reżyseria: Radek Stępień, Teatr Wybrzeże w Gdańsku, premiera: marzec: 2019. Prezentacje w Warszawie w ramach Polska w Imce – Niecodzienny Festiwal Teatralny: listopad 2019.   

DREWNIANE BALETY

DREWNIANE BALETY

Bardzo dziwią wybory artystyczne Teatru Wielkiego w doborze gościnnych polskich zespołów podczas owego przeglądu baletowego. Pokazuje to pustkę i pustynię sceny tanecznej. A przecież mamy wiele ciekawych premier na naszych scenach. I na to liczę – atrakcyjnych gości za rok. Drewniany Książę, Cudowny Mandaryn, muz. Bela Bartok, choreografia: Elżbieta Pańtak i Grzegorz Pańtak, Kielecki Teatr Tańca, premiera: listopad 2018. Pokazy w Teatrze Wielkim-Operze Narodowej w ramach Dni Sztuki Tańca.

FLAMENCO ELEKTRA czyli Elektra w Ballet Nacional de Espana

FLAMENCO ELEKTRA czyli Elektra w Ballet Nacional de Espana

Czasem trudno sobie wyobrazić, że klasyczna opowieść zaczerpnięta z dramatu antycznego, mogłaby zostać wystawiona w formie baletowej sięgającej do stylistyki polskich tańców ludowych. Czy byłoby możliwe, że Achilles przystrojony w pasiak łowicki wywija i skacze tak jak w tradycji mazowieckiej wsi? Nie do pomyślenia i chyba nie do zrealizowania. Jednak istnieją europejskie kultury, które zaszczepiają tradycję i przeszłość we współczesność, eksperymentując ze wzorcami dawnego tańca. Takim krajem jest bez wątpienia Hiszpania, gdzie flamenco wyrastające z obyczajowości andaluzyjskich Romów stało się kulturowym znakiem rozpoznawczym regionu.

SAMOTNY WOBEC ŚWIATA

SAMOTNY WOBEC ŚWIATA

Utwory literackie zawsze stanowiły inspiracje dla twórców baletowych. Powieść Ericha Marii Remarque’a, z roku 1936, Trzej towarzysze stała się kanwą dla najnowszej produkcji Łotewskiego Baletu Narodowego w Rydze. To bardzo dobry, znany i zasłużony zespół tańca klasycznego prowadzony przez Aivarsa Leimonisa. W tym przypadku zaprosił on, do przygotowania produkcji, artystę rosyjskiego Sergieja Zemlyanskiego. Choreograf bliżej nie jest zapewne rozpoznawalny dla znawców baletu, ale na pewno powinni kojarzyć jego styl fani teatru dramatycznego. Współpracował on bowiem z moskiewską grupą SoundDrama Studio Władimira Pankowa, która kilkukrotnie gościła ze swoimi spektaklami i koncertami w naszym kraju, m.in. we Wrocławiu i Olsztynie. Przedstawienia rosyjskiej formacji, przesycone ruchem i muzyką, zawsze wywoływały entuzjazm polskiej publiczności. I podobnie jest w Rydze, gdzie owacjami na stojąco zakończył się spektakl. Mimo przychylnego oddźwięku widzów pozostawia on pewien niedosyt i niespełnienie. Jest to konsekwencja stylu choreograficznego Zemlyanskiego, który określa on sam mianem plastycznej dramy. To co sprawdza się w teatrze dramatycznym, nie koniecznie można odnosić do pełnospektaklowego baletu.
Trzech towarzyszy należy określić mianem dramatu tańczonego. Twórca w wielu momentach porzuca taniec na rzecz pantomimy, gestów, spojrzeń i mimiki. Jest to ważne dla wyrażania emocji, stanu wewnętrznego. Jednak w nadmiarze staje się monotonne i powoduje deficyt ruchu wobec scen „chodzonych” i statycznych. Tego typu sekwencji jest sporo, co powoduje znużenie i zniecierpliwienie w oczekiwaniu na taniec. A gdy już on nadchodzi to trzeba przyznać jest oryginalny, ciekawy i niekiedy zjawiskowy. Najlepiej wypadają sceny grupowe: początkowy sen Roberta o wojnie, w szpitalu z przesuwającym się postaciami pielęgniarek i lekarzy oraz fantastyczny fragment w barze. Najciekawsze układy są z rekwizytami: butelką, zaproszeniem na bal czy też oponami. Tu widać rękę poszukującego twórcy, który jest świadomy swojej pracy i dąży do artystycznego spełnienia. Gorzej wypadają sceny intymne, a przecież na nich osadzona jest powieść Remarque’a.
Jego utwór był świadectwem epoki. Rodzącego się nazizmu, będącego tłem dla przyjaźni trzech przyjaciół – weteranów I wojny światowej. Bieda, praca, radość z posiadanego samochodu o imieniu „Karol”, wspólne troski i tragiczna miłość Roberta do Patrycji, stanowią oś baletowej historii. Jest ona naszkicowana bardzo dobrze. Widz nie ma poczucia zgubienia i niezrozumienia zdarzeń. To wynik świetnej pracy dramaturżki Rasy Bugaviciute-Pece z choreografem. Inscenizacja nie jest nachalna. Gdy obserwujemy nadciągający totalitaryzm, w scenie morderstwa Gotfryda, to widać to w zrytmizowanej sekwencji tłumu a, w scenografii w symbolicznej trójkolorowej (czerwono-biało-czarnej) płachcie opadającej na bohatera. Niekiedy widowiska epatują nadmierną dosłownością, ale w ryskiej produkcji mamy do czynienia z symboliką i intymnością, co wpływa na korzyść przedstawienia.
Niezwykle ważnym elementem spektaklu pozostaje muzyka specjalnie skomponowana na jego potrzeby przez Pawła Akimkina. Jej brzmienie jest różnorodne. Od jazzujących fragmentów w lokalu, gdzie króluje alkohol i dobra zabawa do wstrząsających i głębokich fraz kompozycji w scenie morderstwa czy śmierci Patrycji.
Trzej towarzysze nie są tylko obrazkiem przeszłości. Inscenizacja przesycona jest uniwersalnym przesłaniem, które odwołuje się do dnia dzisiejszego. Ideologie totalitarne, ból, cierpienie, przyjaźń i samotność doskwierają nam wszystkim, stają się naszą bolączką współczesności. W tym eposie Zemlyansky pozostawia najwięcej miejsca na bliskość dalekich, ale bliskich towarzyszy i rodzącej się miłości Roberta i Patrycji. Mimo wskazanych mankamentów choreograficznych, w budowaniu relacji pomiędzy zakochanymi, warto podkreślić i zauważyć kreacje Kristopasa Jaunzeirkasa i Julity Brauere. Świadczą one o dojrzałości całego zespołu, na czele którego brylują ich talenty.
Wieczór w Rydze to doświadczenie ciekawe i nowatorskie. Widać poszukiwania artystyczne zespołu baletowego, gdzie drobne potknięcia i niekiedy monotonia pauz od tańca nie burzą interesującego widowiska o przeszłości ale i naszej teraźniejszości.

Trzej towarzysze, muz. Paweł Akimkin, chor. Sergei Zemlyansky, Łotewski Balet Narodowy w Rydze, premiera: listopad 2019.
[Benjamin Paschalski]

Kuchnia regionalna z twistem czyli Restauracja Bez Gwiazdek

Kuchnia regionalna z twistem czyli Restauracja Bez Gwiazdek

Zachęcony kilkoma bardzo pochlebnymi recenzjami, a szczególnie filmem na kanale Macje Je postanowiłem rozpocząć swoją przygodę z menu degustacyjnym od Restauracji Bez Gwiazdek. Maciej w swoim filmie określa to miejsce „najlepszą restauracją w Warszawie”, drugą opinią, którą się sugerowałem to zdanie równie cenionej Basi Stareckiej, która piszę o restauracji Roberta Trzópka tak „jeden z najzdolniejszych polskich szefów kuchni, dojrzał do otwarcia własnej restauracji. Bez inwestorów, białych obrusów, promocji, celebrytów i gwiazdek. Bez gwiazdek, choć z pewną dozą kokieterii.”. Miejsce z takimi opiniami bardzo zachęciło i żal byłby nie spróbować. Okazję do przetestowania tego miejsca nadarzyła się tuż przed świętami, kiedy to ze znajomym postanowiliśmy skosztować świątecznego menu. Jak było? Czy nam smakowało i z jakim kosztem się wiązało? Jak myślicie? Przekonajcie się sami!

PORADNIA SEKSULOGICZNO-DEPRESYJNA Z POLITYKĄ W TLE – Recenzja spektaklu „Serotonina”

PORADNIA SEKSULOGICZNO-DEPRESYJNA Z POLITYKĄ W TLE – Recenzja spektaklu „Serotonina”

Michel Houellebecq dla swoich rówieśników, i trochę młodszych czytelników z różnych kręgów Europy, jest idolem. Pochłaniamy jego książki, identyfikujemy się z bohaterami. Bolączki postaci stają się wyzwaniami nas samych. W 2008 roku w redakcji „Gazety Wyborczej” miało miejsce spotkanie z autorem, na które przybyły tłumy fanów francuskiego pisarza. Jego powieściami zainteresował się również polski teatr. Chyba jako pierwszy Wiktor Rubin wprowadził na scenę Cząstki elementarne w Teatrze Polskim we Wrocławiu, a nie tak dawno Ewelina Marciniak w Wybrzeżu interpretowała Mapę i terytorium. Owe próby przynosiły spory niedosyt. Wersja sceniczna nie osiągała pułapu słowa książki. Fantazja autora przewyższała możliwości teatralnej machiny. Kolejny raz prozę Francuza na scenę spróbował przenieść warszawski Teatr Studio powierzając realizację Pawłowi Miśkiewiczowi. Serotonina okazuje się nieznośnym przykładem przegadanego spektaklu, w którym inscenizacji nie uświadczysz, a słowo nie jest w stanie zrekompensować pełnowartościowego wyniku artystycznego mimo doborowego składu aktorskiego.