UMRZEĆ TYSIĄC RAZY – RECENZJA FILMU „ZIELONA GRANICA”

UMRZEĆ TYSIĄC RAZY – RECENZJA FILMU „ZIELONA GRANICA”

Kolejna wojna, kolejny konflikt, zmiany klimatyczne, agresje, kryzys hydrologiczny problemy z dostępem do żywności, świeżej, zdatnej do spożycia wody – to sytuacje, o których informacje docierają do nas praktycznie codzienne. Każda z nich pociąga za sobą rzesze ludzi uciekających z miejsc kataklizmów i szukających swojego miejsca na ziemi. Wśród nich są również ludzie emigrujący przed opresyjnymi reżimami politycznymi autokratycznych szaleńców i fundamentalistów. Migranci, ich fale docierają do społeczeństw równie przerażonych tym, co dla nich nieznane, jak Ci którzy do ucieczki zostali zmuszeni.

Dramat Agnieszki Holland zainspirowany sytuacją na granicy polsko-białoruskiej wywołał niezwykłe poruszenie w świecie filmu i polskiej polityce. Wzbudził zainteresowanie i kontrowersyjne komentarze, które wybrzmiały głośnym echem w czasie ostatniej kampanii wyborczej w Polsce. Obraz obejrzała rekordowa liczba widzów, bo ok. 750 tys.

Reżyserka świadomie zrezygnowała z koloru, by zaostrzyć przekaz. W tym filmie nie znajdziemy zieleni. Wszystko mieści się w przestrzeni między czarnym a białym. Ta monochromatyczna paleta barw mocno podkreśla, wręcz zaostrza przekaz. W takim ujęciu zimno i wilgoć przeszywa widza na wylot, a ból boli bardziej. Autorem zdjęć był Tomasz Naumiuk. Dominuje w nich ciemność i szarość. Nic nie jest tu jednoznaczne.

Scenariusz filmu Holland napisała wspólnie z Gabrielą Łazarkiewicz-Sieczko oraz Maciejem Pisukiem. Podzieliła go na kilka części, pokazując sprawę z kilku punktów widzenia. Otrzymujemy bowiem perspektywę uciekającej wielopokoleniowej syryjskiej rodziny. Dziadek (Muhamed Al Rashi), ojciec – Bashir (Jalal Altawi) wraz żoną Aminą (Dalia Naous) oraz trójką dzieci (wśród nich najstarszy syn – Nur, grany przez młodego aktora Taima Ajjana, córka Ghalia, czyli Talia Ajjan) przybywają do Białorusi. Pełni nadziei na nowe życie w spokoju, zostają zawiezieni na granicę polsko-białoruską, gdzie rozpoczyna się ich koszmar. Zarówno strona białoruska, jak i polska stosują wobec nich bezwzględne tzw. „push-backi”, czyli przerzucanie siłą na stronę sąsiedniego państwa niechcianych przybyszów, aby pozbyć się ich ze swojego terytorium. W wyniku złączenia losów zaprzyjaźnia się z nimi uciekająca ze swojego kraju, tuż przed powrotem do władzy talibów, wykształcona i mówiąca świetnie po angielsku Afganka Leila (Behi Djanati Atai). Wśród uchodźców jest również młoda kobieta (Joely Mbundu) z Afryki Zachodniej, która spodziewa się dziecka. A w tle pojawia się jeszcze wielu innych ludzi, sponiewieranych i doświadczonych potworną sytuacją na granicy.

Druga perspektywa to stanowisko Straży Granicznej. Nazywając „turystami” nielegalnych imigrantów przerzucanych na rozkaz swoich przełożonych na stronę sąsiada, którzy wpajają im, że ci ludzie to podstępna broń prezydenta Łukaszenki, funkcjonariusze starają się odciąć od człowieczeństwa tych biednych, umęczonych, potwornie traktowanych ludzi. W ten sposób następuje proces odczłowieczania uciekinierów w ich sumieniach. Następnie by całkiem zapomnieć, nie myśleć i odsunąć od siebie koszmar całej sytuacji część z nich upaja się alkoholem, część pomija temat uchodźców, tak, jakby nie istniał. Innych, jak np. strażnika Jana (Tomasz Włosok), którego młoda żona spodziewa się dziecka, a on buduje z teściem dom dla swojej rodziny, coraz częściej dopadają silniejsze wyrzuty sumienia. Nasilają się i nieustannie męczą po nocach, nie pozwalając spać. Bohater początkowo stara się wykonywać bezwzględne rozkazy, nie rozmyślając głęboko nad nimi. Z czasem w obliczu obserwowanej tragedii, śmierci, bólu, których – czy chce tego czy nie staje się pośrednio współsprawcą jednocześnie, odzywają się w nim odruchy serca. Niestety polski mundur zostaje uwikłany w ten okropny proceder. Niestety, bo nie ma dobrej prasy. I może to nie jest jedyny przypadek na świecie, gdzie stosuje się „push-backi”, ale to nie jest argument do tego, by je wykorzystywać i tak traktować innych ludzi.

Trzecia strona to racje aktywistów. Marta (Monika Frajczyk), Maciej (Piotr Stramowski) za wszelką cenę starają się, ale mimo wszystko w granicach prawa, pomóc uchodźcom i przezwyciężyć okrucieństwo, które zgotowano biednym ludziom. Ale nie raz też balansują na jego granicy, kierując się dobrem drugiego człowieka. Nie dbają o swój komfort. Są wśród tej grupy i porywcze jednostki, Żuku (Jaśmina Polak) – siostra Marty czy Sasza (Michael Zieliński), które nie chcą stosować się do wyznaczonych bezwzględnie przez władze reguł i obostrzeń. 

Czwarta jest pespektywa Julii (Maja Ostaszewska) psycholożki, która przeprowadziła się i zamieszkała na wschodnich rubieżach kraju po śmierci męża. Tam stara się poukładać życie od nowa, prowadzi również zdalnie swoją praktykę. W jej kręgu pojawiają się znajomi, choćby przyjaciółka Basia (Agata Kulesza), która z problemem uchodźców nie chce mieć nic wspólnego. Julia, przeciwnie chce pomóc i nie ucieka. Angażuje się aktywnie w pomoc uciekinierom, łącząc siły z grupą aktywistów.

Nikt w tym obrazie nie jest bez skazy. Nie ma absolutnie idealnych aktywistów, nie ma całkowicie złych strażników granicznych. To nie jest obraz antypolski. Ta sytuacja mogłaby się wydarzyć wszędzie. Ale niestety dzieje się na granicy polsko-białoruskiej i główne role przypadły polskim pogranicznikom. Pokazuje okrucieństwo, jakie może zgotować człowiek człowiekowi. Wskazuje na bezwzględność służby, rozkazu, politycznego planu, systemu, w którym zawsze cierpi człowiek. To film ukazujący niesprawiedliwości podziału – na ten szczęśliwy, bezpieczny, rozwinięty świat oraz ten, który boryka się z biedą, ubóstwem, gdzie ludzie doświadczają wszystkich wojennych koszmarów. I jakże ogromne mogą być różnice między migrantami, przybyszami – wszystko niestety zależy od sytuacji i okoliczności.

A jednak uciekający nie są nam tak bardzo obcy, jak niektórym mogłoby się wydawać. Pięknie to przedstawiono w scenie, kiedy przyjęta do domu przez Bogdana – pacjenta Julii i jego żonę (w tej roli odpowiednio Maciej Stuhr oraz Magdalena Popławska) grupa nastolatków nawiązuje od razu świetny kontakt z polskim rodzeństwem (dziećmi gościnnego małżeństwa) w podobnym do nich wieku. Rozmawiają po francusku. Język mógłby być, ale nie jest barierą. Platformą do porozumienia staje się muzyka i znane obu stronom przeboje hip-hopu, a wśród nich jeden pt. Mourir mille fois (Umrzeć tysiąc razy) ciemnoskórego wykonawcy Youssoupha Mabiki. Tytuł piosenki w tej sytuacji jest niesamowicie symboliczny. W pewnym momencie wszyscy młodzi bohaterowie zaczynają recytować znany im świetnie tekst piosenki. A potem wspólnie slamują, co sprawia wszystkim dużo radości. Na twarzach pojawia się uśmiech. Ci „obcy” wcale nie są tak bardzo inni od nas. Mają podobne zainteresowania, marzenia, słuchają podobnej muzyki i lubią podobne potrawy. To zwyczajni ludzie, którzy chcą żyć i być szczęśliwi.

Obraz Agnieszki Holland zdobył cztery nagrody specjalne na Międzynarodowym Festiwalu Filmów Wenecji Biennale Cinema. Nagrodzono go nagrodą specjalną Jury, ponadto otrzymał nagrodę specjalną – Zielona Kropla („Green Drop”), jak również Nagrodę Funduszu Narodów Zjednoczonych na rzecz Dzieci (UNICEF) oraz Nagrodę Arca Cinemagiovani w kategorii Najlepszy film. Wydawało się, że Zielona Granica może stać się polskim kandydatem do Oskara. A jednak tak się nie stało. W ostatnich dniach okazało się, że film Agnieszki Holland weźmie udział w konkursie Europejskich Nagród Filmowych, których ceremonia rozdania zaplanowano na 9 grudnia 2023 roku w Berlinie. Są to najważniejsze europejskie nagrody, które przyznają filmowcy członkowie Europejskiej Akademii Filmowej. Obraz otrzymał nominacje w trzech kategoriach: dla najlepszego filmu oraz za reżyserię i scenariusz.

Czy warto obejrzeć ten film? Tak, warto. Choćby dlatego, by pamiętać o złożoności ludzkiego charakteru i o trudnych losach tych, którzy uciekają przed okrutną rzeczywistością w poszukiwaniu lepszej przyszłości, gotowi umrzeć po tysiąc razy.

[Marcel z Kraśnika]

Zielona Granica (Green Border) (2023), Polska, Czechy, Francja, Belgia, reż. Agnieszka Holland


Foto: Materiały prasowe



Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *