ŻELAZNA DAMA IZRAELA – RECENZJA FILMU „GOLDA”

ŻELAZNA DAMA IZRAELA – RECENZJA FILMU „GOLDA”

W 2023 r. Izrael obchodził 75. rocznicę swojego powstania. 7 października, zaledwie dzień po 50. rocznicy ataku koalicji państw arabskich na to państwo, palestyńska organizacja Hamas z wielką siłą uderzyła na żydowskie bazy wojskowe i zaatakowała cywilów. Podobnie jak w 1973 r., w święto Jom Kippur, Izrael pozwolił się zaskoczyć, nie będąc wystarczająco przygotowany do odparcia agresji. Tak rozpoczęła się kolejna wojna na Bilskim Wschodzie, obejmująca swoim zasięgiem Autonomię Palestyńską oraz Izrael, wywołując głęboki kryzys polityczny, humanitarny w regionie. Pojawienie się na ekranach kin biograficznego dramatu pt. Golda wydaje się być znamiennym zbiegiem okoliczności. Trudno przypuszczać, że autorzy tego obrazu mogli mieć jakąś wiedzę o tym, co wydarzy się tej jesieni. Jednak niezwykła koincydencja tych dwóch wydarzeń jest niezaprzeczalna. Dlatego warto sobie przypomnieć wydarzenia z 1973 r. i ówczesne emocje, uwarunkowania polityczne oraz zabiegi dyplomatyczne, szczególnie w kontekście trwającej na naszych oczach kolejnej wojny. Być może pozwoli to niektórym lepiej zrozumieć ludzi tam, na miejscu, jak również sam tlący i wybuchający, jak wulkan, raz na jakiś czas z wielką siłą konflikt.

Najnowszy obraz w reżyserii Guya Nattiva – Golda, jest filmową polityczną biografią zmarłej w 1978 roku pierwszej szefowej rządu Izraela, Goldy Meir. Ta niezwykle twarda kobieta, była czwartą w historii osobą piastującą urząd oraz pierwszą – i jak dotąd jedyną – kobietą, która sprawowała tę funkcję. Warto dodać, że była też trzecią na świecie premierką, po Sirimavo Bandaranaike ze Sri Lanki oraz Indirze Gandhi w Indiach. Wcześniej przed objęciem przywództwa rządu, była ministrem pracy i spraw zagranicznych. W historii zapisała się jako „Żelazna Dama Izraela”, dzięki determinacji, uporowi, twardości w trudnym czasie swoich rządów. Jej hardość i nieustępliwość w sprawach polityki swojego kraju sprawiły, że stała się postacią wręcz ikoniczną. W zasadzie wszystko w jej życiu było podporządkowane pracy dla państwa, rodzina, kariera. Swoją służbę traktowała jako jedno z zadań, które trzeba wykonać. Poznał się na niej już wcześniej Dawid Ben-Gurion, pierwszy premier Izraela. Meir lubiła wnosić do polityki nieco domowej atmosfery. Dobrotliwe, a niekiedy uszczypliwie komentowała to, co działo się wokół niej, mając jednocześnie dystans do siebie.

W opowieści skoncentrowano się na wydarzeniach z października 1973 roku, określanych jako Wojna Jom Kipur (inaczej nazywana również wojną ramadanową). Wówczas w pierwszym dniu jednego z najważniejszych świąt judaistycznych zaatakowany zostaje Izrael jednocześnie przez Egipt i Syrię. Jego sytuacja jest bardzo trudna. Jak się okazuje służby tego państwa nie potraktowały poważnie wcześniejszych sygnałów zwiastujących agresję. Władze w Izraelu były zaskoczone i niewystarczająco przygotowane do odparcia zbrojnego ataku. Sytuacja na frontach rozwijała się bardzo dynamicznie. Stawiało to Izrael w skomplikowanym i coraz trudniejszym położeniu.

Film laureata Oscara to dramat historyczny pokazujący swoisty backstage konfliktu zbrojnego, decyzji politycznych i obserwowanych w mediach przedsięwzięć dyplomatycznych. Przenosimy się do poprawnie odtworzonej atmosfery lat 70. XX w. Oczywiście oglądamy działania wojenne, które prowadzono jednocześnie na dwóch frontach. W tym czasie rządowi Izraela przewodziła właśnie charyzmatyczna Golda Meir (Helen Mirren), polityczka Partii Pracy, główna bohaterka filmu. Znana z bon motów, niezwykle energiczna, trapiona jest wyrzutami sumienia. W trakcie składania zeznań przed komisją Agranata w 1974 r. powraca wspomnieniami do czasu konfliktu z 1973 r. Równolegle do zmagań wojennych walczy również ze śmiertelną chorobą nowotworową. To równie podstępny, dodatkowy, trzeci front – chyba najtrudniejszy ze wszystkich. Wszystko to obserwujemy z poziomu sztabów dowodzenia oraz gabinetów politycznych skąpanych w kłębach papierosowego dymu. Poznajemy również perspektywę i racje ówczesnej premierki Izraela. W najbliższym środowisku otoczona jest przez swoich ministrów, generałów (wśród nich gen. Dawid Elazar, powszechnie nazywany „Dado” – grany przez Liora Ashkenaziego), spotyka się z głowami państw, dyplomatami, najważniejszymi wysłannikami politycznymi ówczesnego świata. I choć wokół siebie wprowadza domowe ciepło, namiastkę spokoju, zaraz po tym jak stawia na stole ciasto, zaczyna trudną naradę z dowódcami na temat kolejnych kroków w wojnie. Ani na moment, mimo tego chwilowego oddechu normalności, nie traci rezonu, zimnej krwi i swojej zasadniczości, w przeciwieństwie do swoich współpracowników. Była twardą osobą i niekiedy bardziej zdecydowaną, niż jej męscy współpracownicy. Oglądając Goldę niemal czujemy zapach mocnej czarnej kawy, którą piła w ogromnych ilościach. Dym z papierosów szczypie w oczy, a napięcie z gabinetów i nam zaczyna się udzielać. Obserwujemy bowiem kulisy wielkiej światowej polityki. Zaglądamy do serca jednego z najbardziej zapalnych miejsc na świecie, centrum nierozwiązywalnego – jak się wydaje – konfliktu i śledzimy zachowania wybitnych jednostek, które – podobnie jak my są również zwykłymi, śmiertelnymi ludźmi.

 W filmie nie ustrzeżono się jednak patetycznego wydźwięku patriotycznych sekwencji. Ale w scenariuszu Nicholasa Martina znajdziemy też kilka zabawnych scen i dialogów. Jednym z nich jest rozmowa Goldy Meir z Henrym Kissingerem (Liev Schreiber), w sprawie wsparcia i pomocy dla Izraela oraz nacisku by podpisała dokument o zawieszeniu broni. Kiedy Pani premier odpiera naciski i stawia twarde warunki sekretarzowi stanu w administracji Nixona, ten jej odpowiada, że jest przede wszystkim Amerykaninem, po drugie – Sekretarzem Stanu, a dopiero na trzecim miejscu – Żydem. Na to zgrabną ripostą odpłaca mu Golda Meir, przypominając, iż w Izraelu czyta się od prawej strony.

Szefową rządu Izraela zagrała Helen Mirren. Ta kreacja nie spotkała się z przychylnymi ocenami. Krytykowano ją za to, że nie jest Żydówką, a to jej powierzono rolę najważniejszej kobiety w historii politycznej Izraela. W jednym z wywiadów aktorka przyznawała, iż wskazywała producentom filmu, angażującym ją do tej roli właśnie na to, że nie ma pochodzenia żydowskiego. Przyznam, że nie zgadzam się z tymi słowami krytyki. Bowiem czy Żydówkę jest w stanie zagrać jedynie Żydówka? To samo moglibyśmy powiedzieć o kimkolwiek, o człowieku z jakiejkolwiek grupy etnicznej, o bohaterze z wadą wymowy czy o reprezentancie grupy LGBTQ+. Właśnie na tym polega aktorstwo, by umieć się wcielić w każdą postać, bez względu na pochodzenie. By przybrać na pewien czas jej/jego skórę i sposób myślenia, zachowania, mówienia, etc. Trudno zgodzić się z takim wykluczającym podejściem we współczesnym świecie. Ileż wspaniałych kreacji by nie powstało w filmie, gdyby bezwzględnie hołdowano tej zasadzie… I choć sam film nie jest wybitny, a raczej przeciętny, to Helen Mirren gra świetnie. Jej charakteryzacja jest niesamowita. Gra wytrwałą, niezłomną, doświadczoną, starszą kobietę-polityka. Kąśliwą, ale też nieustępliwą, zasadniczą, a jednocześnie wrażliwą na zło i tragedię.

Golda była jednym z obrazów pokazywanych w ramach tegorocznej dwudziestej pierwszej już edycji Międzynarodowego Festiwalu Filmów o Tematyce Żydowskiej Kamera Dawida, zorganizowanej w dniach 23-29 października w Warszawie. Miejscami spotkań miłośników kina w ramach tego wydarzenia były m.in.: Muzeum Historii Żydów Polskich POLIN, kino KINOGRAM w Fabryce Norblina czy Kino Muranów. To święto kina jest najstarszym i największym tego typu festiwalem w Polsce, jednym z pierwszych w Europie, w czasie którego pokazywana i popularyzowana jest historia, tradycja, kultura oraz współczesne życie Żydów w różnych częściach świata, w tym również dzisiejszej i przedwojennej Warszawy.

Golda, 2023, Wielka Brytania, USA, reż. Guy Nattiv

[Marcel z Kraśnika]


Foto: Materiały prasowe



Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *