Autor: admin

KRYZYS BALETU?

KRYZYS BALETU?

To nie będzie tekst o tańcu – jego istocie i znaczeniu. Sensem będzie skupienie się na działalności instytucji kultury w naszym kraju, gdzie mamy stałe zespoły baletowe przygotowujące własne produkcje. Pretekstem do jego napisania stały się zmiany w światowym balecie, które w bieżącym jak i nadchodzącym sezonie, staną się swoistymi kamieniami milowymi. Zakończy się pewna epoka. Czas bowiem to nieubłagany towarzysz naszego życia. Hamburg, tak jak żadne inne miasto z zespołem baletowym, kojarzył się z jednym twórcą – Johnem Neumeierem.

DWADZIEŚCIA PREMIER SEZONU 2022/23 NA KTÓRE CZEKAMY

DWADZIEŚCIA PREMIER SEZONU 2022/23 NA KTÓRE CZEKAMY

Tak jak co roku nadszedł wrzesień i teatry prezentują swoje zamierzenia repertuarowe na najbliższy sezon. Oto subiektywny wybór przedstawień, które winny wyzwolić emocje wśród teatromanów i tych co sporadycznie odwiedzają widownie teatralne. Pamiętajmy, że przyszło nam żyć w trudnych czasach. Zawirowania inflacyjne i ekonomiczne zapewne 

Ocalić od zapomnienia – J_d_ _ _ _ e. Zapominanie – Teatr Modrzejewskiej w Legnicy

Ocalić od zapomnienia – J_d_ _ _ _ e. Zapominanie – Teatr Modrzejewskiej w Legnicy

To było niezwykle ważne i mocne rozpoczęcie sezonu 2022/23. Nie miała miejsca premiera, ale powrót na afisz spektaklu, którego pierwsza prezentacja odbyła się w maju 2019. Pandemia, izolacja, przerwa w funkcjonowaniu instytucji kultury spowodowały, że mimo prób udania się do Legnicy na owe przedstawienie nie udało się go zobaczyć. Szkoda. Bo to jedno z ważniejszych przedstawień ostatnich lat. Tak. Ważny i mocny głos w sprawach naszej tożsamości. Bowiem J_d_ _ _ _ e. Zapominanie nie jest tylko próbą poszukiwania samego siebie – swojej etnicznej i narodowej tożsamości, ale tyczy nas wszystkich. Mieszkańców tegoż kraju nad Wisłą – gdzie jeszcze przed osiemdziesięciu laty obok siebie żyli jako jedno społeczeństwo, ludność, wspólnota – Polacy, Żydzi, Ukraińcy, Tutejsi. Dziś obcy. Inni, Nie nasi. Boląca prawda krzyczy z legnickiej sceny. Co się wydarzyło? Co zmieniło, gdy nagle odkrywamy prawdę o sobie, że jesteśmy odmienni, inni, różni. Na wszystkich wokół pada ogólny strach ciszy i najlepszego zapomnienia. Obym to nie był ja. Moja córka i syn. Jakże to bliskie dziś, gdy homofobia otacza szeroko umysły w naszym kraju. Przedstawienie w mieście Dolnego Śląska jest jednym z tych, które nie boją się mówić wprost o relacjach między ludzkich, gdy wyłamujesz się ze schematu powszechności. O tym była Nasza klasa Tadeusza Słobodzianka, a jeszcze mocniej (A)pollonia Krzysztofa Warlikowskiego, gdzie antyczne ofiarowanie zestawiano z czasem Zagłady i polskim poświęceniem. Mocny głos tekstu Artura Pałygi wykorzystującym motywy z książki Anny Bikont My z Jedwabnego otrzymał świetnego interpretatora scenicznego. Reżyserię powierzono Pawłowi Passiniemu, który z pasją i żarliwością podążania za trudną prawdą, przygotował spektakl wielowątkowy i wieloelementowy.

Rozpoczyna się niewinnie. Spotkanie na pierwszej próbie, luźna rozmowa, dialog, jak można pokazać prawdę o Jedwabnem i innych miasteczkach Podlasia  roku 1941. Jak to w Polsce – ile osób, tyle zdań. Jedni uczciwi, prawdziwi, świadomi, inni powierzchowni, nijacy, mdli. Nagle, w świetnej przestrzeni scenograficznej autorstwa Mirka Kaczmarka, będącej prostokątnym obrysem stodoły otoczonej siatką, pełną sprzętów z żydowskiego domu, skradzionych z pogromu pojawia się ona – przewodniczka i bohaterka Sara (Zuza Motorniuk) i wyznaje skrywaną prawdę. Jest Żydówką. Jedni zaskoczeni, drudzy wspierający. Jak w społeczeństwie. Trudna chwila obcowania z innym. Sara staje się narratorką swojej własnej opowieści. Zapominania. Bowiem nikomu nie zależy na drążeniu przeszłości – rodzinie, znajomym. Lepiej aby było tak jak było. Jednak samotność odmieńca rzuca bohaterkę w wir poszukiwań. Tu z pomocą przychodzi książka Anna Bikont. I w owej specyficznej przestrzeni odizolowanej, abstrakcyjnej stodoły odbywa się obrzęd dziadów. Przywołania przeszłości. Katów i ocalałych. Poświęcających się w imię wartości życia i tych, którzy mają swoją prawdę. Jedyną, słuszną – to nie my to Niemcy. To wstrząsający obraz. Gdzie czasem w geście zastraszenia można wyczytać więcej niż w słowach poszczególnych bohaterów. Tajemnica Jedwabnego i innych małych miasteczek gdzie sąsiedzi dokonali straszliwej zbrodni na żydowskich współmieszkańcach jest strzeżona jak relikwia, a odnalezienie prawdy wydaje się niemożliwe. Banalne argumenty – „wina Niemca”, „sami sobie winni” stają się jak paciorki różańca, który powtarzany staje się prawdą. Joseph Goebbels, nazistowski minister propagandy mówił jasno – tysiąc razy powtarzane kłamstwo staje się prawdą. I owa smutna konstatacja bije z wersji zdarzeń podlaskiej wspólnoty. Wierzymy w to co chcemy wierzyć. A najlepiej zapomnieć, nie wracać. Najbardziej bolesnym jest fakt, że same ofiary ocalałe ze zbrodni, też mówią o zapomnieniu. Dla dobra wszystkich. Egzystencji. Trwania. Przeszłość odeszła w 1941 roku. Pogódźmy się z rzeczywistością. Jednak Sara – Anna nie daje za wygraną. Staje się ostatnią sprawiedliwą. Ale czy też nie skazaną na zapomnienie przez najbliższych? Przez świat, który woli nie pamiętać i ukrywać prawdy o historii. Jednak ważnym jest, że ten ostatni sprawiedliwy ocalający pamięć, jest tym który zachowa godność i tożsamość. Najgorsza prawda jest lepsza niż najpiękniejsze kłamstwo. Nie ma współczesnych wspólnot bez pogodzenia się z własną najbardziej bolącą historią.

Spektakl Passiniego to przykład świetnego teatru zespołowego. Trupa Teatru Modrzejewskiej w Legnicy jest klasą samą dla siebie i mam nadzieję, że będzie trwał mimo zawirowań finansowych z Prezydentem miasta w roli głównej. To właśnie przedstawienia, które bolą, dotykają, doskwierają są istotnymi dla budowania historii naszego teatru. Dla takich spektakli warto przemierzać kilometry, aby zrozumieć kim jesteśmy. To jeden z trudniejszych wieczorów teatralnych ostatnich lat, bowiem inaczej przeszłość odbiera się na kartach książek Jana Tomasza Grossa czy Andrzeja Żbikowskiego, a odmiennie na scenie. Teatr wyzwala obrazy, wstrząs i emocje. Siłą teatru jest właśnie słowo i obraz. Wychodząc ze sceny przy Nowym Świecie przywołałem w myślach cytat z Wyspiańskiego: „I ciągle widzę ich twarze,/ ustawnie w oczy ich patrzę –/ ich nie ma – myślę i marzę,/ widzę w ich duszy teatrze”. I wierzę w teatr, dobry, uczciwy. Taki jak w Legnicy.

J_d_ _ _ _ e. Zapominanie, Artur Pałyga, reżyseria Paweł Passini, Teatr Modrzejewskiej w Legnicy, premiera: maj 2019.

                                                                                                    [Benjamin Paschalski]

Willa Brzegi – Klimatyczne i tajemnicze miejsce na kolację pod Warszawą

Willa Brzegi – Klimatyczne i tajemnicze miejsce na kolację pod Warszawą

Każdy z nas miewa gorsze dni, przytłoczony zgiełkiem miasta i jego szybkością, potrzebuje wytchnienia. Co zrobić kiedy nie możesz pozwolić sobie na dłuższy wyjazd? Ciekawym pomysłem może być krótka wycieczka poza miasto. Kilkanaście kilometrów od Warszawy, zaraz za Wawerem wytchnienie może dać Ci restauracja w Willi Brzegi. Klimatyczne miejsce, w którym zjesz cudowne sezonowe dania. Restauracja proponuje również menu w wersji degustacyjnej. Piękna przestrzeń, wspaniały ogród, miła i pomocna obsługa to właśnie Willa Brzegi.

MIŁOŚĆ, WŁADZA I MEDYCYNA – Recenzja „O dwóch doktorach i jednej pacjentce” – Teatr im. J. Słowackiego w Krakowie

MIŁOŚĆ, WŁADZA I MEDYCYNA – Recenzja „O dwóch doktorach i jednej pacjentce” – Teatr im. J. Słowackiego w Krakowie

Na pierwszy rzut oka przypomina tasiemiec teatralny sprzed lat autorstwa Andrzeja Wajdy – Z biegiem lat, z biegiem dni. Różnica polega jednak na tym, że dzisiejsze przedstawienie jest krótkie i zwięzłe, to nie epopeja rodowa rozpisana na wiele pokoleń, ale sens spotkań niespełnionych zauroczonych sobą osób wpisanych w legendę i żywą tradycję miasta. Tym swoistym bibelotem łączącym żywy, atrakcyjny teatr z duchem przeszłości jest O dwóch doktorach i jednej pacjentce autorstwa i w reżyserii Macieja Wojtyszki.

PROWOKACJA – Recenzja spektaklu „Mąż i żona”  – Teatr Polonia

PROWOKACJA – Recenzja spektaklu „Mąż i żona” – Teatr Polonia

Czas na nowo otworzyć dział teatralny Kulturalnego Chama. Absencja miała swoje realne powody, ale mam nadzieję, że powrót będzie na dłużej. O spektaklu, o którym poniżej, w ogóle miałem nie pisać. Bowiem uważam go za dobrze skrojoną komedię nieśmiertelnego Aleksandra Fredry, przygotowaną sprawną ręką Krystyny Jandy, w gwiazdorskiej obsadzie: Małgorzata Kożuchowska, Marcin i Jędrzej Hycnarowie, Maria Dębska oraz Tomasz Drabek. Mowa o ostatniej premierze w warszawskim Teatrze Polonia – Mężu i żonie. Jednak sprowokowała mnie do nakreślenia kilku słów rozmowa Panów Jakuba Moroza i Przemysława Skrzydelskiego zamieszczona na łamach „Magazynu e-teatru”. Kolejne jej fragmenty otwierały mi coraz bardziej oczy ze zdumienia. Zadawałem sobie pytanie czy aby byliśmy na tym samym spektaklu? Czy rzeczywiście widziałem to co przeczytałem? Zatem do sedna.

Pierwsza podstawowa rzecz to należy sobie zadać pytanie jaka jest funkcja teatru we współczesnym świecie. Owszem z jednej strony mamy teatr intelektualny, tetr głęboki, wzniosły, ale z drugiej strony istnieje przestrzeń dla lekkiej formy, gdy widz przychodzi do miejsca Melpomeny po czystą rozrywkę. Sceny Krystyny Jandy są miejscem, gdzie każdy powinien znaleźć coś dla siebie, jednak aktorka musi również myśleć o rzeczy najważniejszej. Prowadząc przedsiębiorstwo, nie posiadając stałej dotacji z budżetu państwa czy też samorządu, aby zapełnić widownie instytucji. Przez lata się to udaje. Publiczność przychodzi i jest obecna. Bo chce wytchnąć i wie, że pod adresami Marszałkowskiej i Grójeckiej znajdzie to czego potrzebuje – dobrze skrojony tekst, sprawną reżyserię a także gwiazdorską obsadę. Teatr mieszczański, teatr bulwarowy. Nie wstydźmy się tych określeń bowiem one są duszą miasta. Tam się spotykamy, plotkujemy, rozmawiamy, wypijemy kieliszek wina, a na końcu siadamy na widowni po dobrą rozrywkę. Autorzy wspomnianej recenzji chyba trafili do innego miejsca jeżeli zawiedli się tym co zobaczyli.

W swoim życiu widziałem kilka inscenizacji Męża i żony. Ta przygotowana w Teatrze Polonia przypomniała mi pierwsze doświadczenie z tą komedią Fredry. Miało to miejsce w Teatrze Małym, dawnej scenie Teatru Narodowego, w roku 1987. Reżyserował Jerzy Krasowski, a z obsady pamiętam Krystynę Królównę. Jednak w pamięci pozostała niezwykle ciekawa, pomysłowa i funkcjonalna scenografia Katarzyny Kępińskiej. Był to dekoracyjny kolaż zawieszonych kołder, który tworzył wrażenie, że jesteśmy nieustannie w sypialni. Bowiem wątek zdrady jest kluczowy w intrydze Fredry, gdzie każdy zdradza z każdym. Mistrzowski wiersz jest pyszny, a wyłuskanie z niego sensów powoduje, że jest niezwykle aktualny. Nie tak dawno Anna Hop, choreografka i tancerka, w Polskim Balecie Narodowym przygotowała przedstawienie wzorowane na utworze arcymistrza komedii, wycisnęła z niego wszystko co można, puentując jeszcze mocniej niż sam autor by myślał. Zdrada, zostanie rogaczem spowodowało nic innego, że Panowie budują własny związek oddalając się od Pań. Można wiele interpretować, dodawać i komentować. Jednak siłą tegoż dawnego spektaklu w Teatrze Małym jaki i dziś w Polonii jest wgryzienie się w piękno i klasę słowa Fredry.

Krystyna Janda nie potrzebuje wielkiej innowacji i przemyślnych forteli aby ukazać swoisty, krwisty czworokąt zdrad, niedomówień, braku miłości, przeprosin, pretensji i żali. To opowieść żywa, w świetnym tempie, bo właśnie czasem słowo wypowiadane, jasno i klarownie, choć szybko i ze zwadą, trafia celnie do odbiorcy. Widz je świetnie wychwytuje, a uśmiech na twarzy i rzęsisty śmiech nie milknie. Brawo! Udało się, że z powszedniej salonowej komedii wydobyto to co najważniejsze – słowo. Nie bełkot, a dźwięk frazy. Dźwięczne „ł” w mowie Panów jest piękne, acz nie pozbawione humoru. To wszystko buduje aurę opowieści, gdzie czeka się co będzie dalej, co przyniesie kolejna scena.

Recenzja w „e-teatrze” zwraca uwagę na scenografię. Że beże, zgaszone światło nie pozwalają wejść w świat XIX wiecznej opowieści. No cóż. Niektórzy wolą jaskrawe kolory, najlepiej czerwień. Ale akcja nie rozgrywa się w domu publicznym, acz w salonie. Wystarczy zobaczyć i prześledzić litografie bądź zabytkowe pałace, a dojdzie się do wniosku, że klasa miejsca to właśnie stonowane barwy. Tak było, jest i będzie. W odróżnieniu od wspomnianych komentatorów uważam za majstersztyk kostiumy, których ilość i różnorodność świetnie koresponduje z epoką. Właśnie oglądając spektakl zwróciłem uwagę na każdy szczegół, że trudno się do czegoś przyczepić. I znalazłem jeden niestety to – współczesne zapałki!. Ale to wszystko. Bowiem tak dobrze odwzorowujących epokę strojów ciężko odnaleźć. Wielkie brawa dla Doroty Roqueplo. Dopełnienie, swoistą klamrę jasno ukazującą czas i miejsce akcji określa muzyka Stanisława Moniuszki będąca jasnym gongiem do kolejnych części przedstawienia. Reżyserka świadomie rezygnuje z ilustracji muzycznej, oddając palmę pierwszeństwa językowi, który jest jak świetna kompozycja w ustach sprawdzonej grupy artystów.

Na deskach Polonii debiutowała Małgorzata Kożuchowska w roli Elwiry. Jasno poprowadzona egzaltacja, manieryczność, ale i komediowy sztafaż odmienia dotychczasowe emploi aktorki, która nierozerwalnie kojarzy mi się z Hanką Mostowiak z M jak miłość – tasiemca TVP. Jasno prowadzona rola, znudzonej żony, szukającej kochanka jest kontrapunktem dla żwawej, rezolutnej i bystrej Justysi Mari Dębskiej. Jednak prawdziwe show, gdzie świadoma farsowość będąca retuszem dla słowa to zasługa Marcina Hycnara. Jego każde wejście to perełki! Jego hrabia Wacław to niby nie zdający sobie sprawy z rzeczywistości safanduła, a tak naprawdę bystry jak torreador na arenie walki z bykami pogromca kobiecego serca. Wspaniale zagrana rola! Nie gorzej wypada Jędrzej Hycnar jako amant i niestrudzony podrywacz Alfred. Ten kwartet zapadnie na długo w pamięci.

Siłą spektaklu w Polonii jest to, że Krystyna Janda pozostała wierna tekstowi, jego literze i intencji. Opowiedziała sprawnie historię, że zdrada czy wczoraj czy dziś jest i będzie. Bowiem to zjawisko nie tylko mody, ale naszej egzystencji. Ten udany wieczór w Polonii to zasługa mistrzowskiego aktorstwa, sprawnego poprowadzenia i wybrzmienia, jak nigdzie indziej, tekstu Aleksandra Fredry. Publiczność potrzebuje rozrywki i oddechu, wytchnienia. Tu ją otrzymała. Choć niektórzy pogubili adres i czas – Marszałkowska 8 jest trzy przystanki tramwajem dalej, a tęsknota za Magnetyzmem serca jest zgubna, bowiem dawno nie ma jej na afiszu. Nostalgia jest niestety tylko dla nielicznych i wtajemniczonych, a cieszmy się współczesnością. Tym co dziś i teraz.

Mąż i żona, Aleksander Fredro, reż. Krystyna Janda, Teatr Polonia, Warszawa, premiera: maj 2022.

                                                                                              [Benjamin Paschalski]

Co robić w Warszawie? 50 pomysłów!

Co robić w Warszawie? 50 pomysłów!

Cześć, to była długa przerwa od pisania i publikacji, mam nadzieję, że się stęskniliście. Brakowało mi czasu, regularności i przede wszystkim wytrwałości. Czas na zmiany, systematyczność i moc ciekawych wpisów. Obserwując wzmożony ruch na stronie oraz zwiększającą się liczbę obserwujących na socialach, zabrałem się do pracy. Efektem jest dokończenie kilku historycznie zaplanowanych wpisów. Pierwszy część jednego z nich przed Wami. Zapraszam na „50 rzeczy, które musisz zrobić w Warszawie #1″

SEKS I KŁAMSTWA – Opowieści niemoralne – Teatr Powszechny w Warszawie

SEKS I KŁAMSTWA – Opowieści niemoralne – Teatr Powszechny w Warszawie

To jeden z ciekawszych wieczorów teatralnych. Pomysł oraz jego konstrukcja już zasługuje na zauważenie oraz wyróżnienie. Jednak pozostaje niedosyt, jest nim rozwleczenie i niekończąca się monotonia. Mimo to autorzy ciekawie interpretują seks nie jako akt spełnienia, radości i szczęścia, ale część życia, która przynosi zawód, wykorzystanie i głęboką samotność. Ten pesymizm głęboko bije ze sceny, która stała się miejscem ukazania zawodów ludzkiego życia. Wykorzystanych i wykorzystujących.