Autor: admin

KRAKOWSKIE PLOTY – „DOM OTWARTY” – TEATR POLSKI IM. ARNOLDA SZYFMANA W WARSZAWIE

KRAKOWSKIE PLOTY – „DOM OTWARTY” – TEATR POLSKI IM. ARNOLDA SZYFMANA W WARSZAWIE

Lubimy uogólnienia i stereotypowe podejście do narodów czy też mniejszych wspólnot regionalnych. Z lubością mówimy skąpy jak Szkot, zaradny jak Poznaniak i tak dalej, i tak dalej. Ale jak określić mieszkańców Krakowa, którzy żyją w swoim mieście, respektując tradycję, spoglądając na rodową przeszłość z lubością i estymą? Przyjezdny traktowany jest jak obcy, który ciężko odnajdzie się w tym gąszczu mieszczańskiej intrygi, pełnej odwołań do przeszłości i zaszłości. Ów świat świetnie sportretował, już kiedyś przywoływany, spektakl teatralny, a także jego ekranizacja w serialowej sadze Z Biegiem lat, z biegiem dni w reżyserii Andrzeja Wajdy.

CZARNE ANIOŁY – „FAUST” – OPERABALET MARIBOR

CZARNE ANIOŁY – „FAUST” – OPERABALET MARIBOR

Dla świata muzyki i tańca Faust Johanna Wolfganga von Goethego pozostanie jako nieustanne źródło inspiracji. Choć nierozerwalnie łączy się z operą Charlesa Gounoda, to jeden fragment tejże kompozycji wszedł również do repertuarów scen baletowych jako element autonomiczny. To Noc Walpurgii, która staje się motywem poszukiwań dla wielu choreografów, a ów sabat czarownic, złych duchów daje pole do szerokiej interpretacji oraz ukazania ciekawej formy układu tańca. Jednak niewiele powstało odrębnych opracowań do owego wiecznego mitu, który stanowi perłę literatury i niedoścignione zbiór myśli nie tylko o istocie człowieka, ale również wadzenia się z tym co pozaziemskie. Jedną z ostatnich prac przygotował Edward Clug, dyrektor baletu w Mariborze.

FURIE – „13 TONGUES” – CLOUD GATE DANCE THEATRE OF TAIWAN W TAJPEJ

FURIE – „13 TONGUES” – CLOUD GATE DANCE THEATRE OF TAIWAN W TAJPEJ

Tajwan, miejsce nieoczywiste i wieloznaczne. Jeżeli śledzimy doniesienia programów informacyjnych to zapewne nie jeden raz, w ostatnim czasie można było usłyszeć, o zagrożeniu wyspy ze strony Chin. Bowiem Państwo Środka traktuje ową przestrzeń jako zbuntowaną prowincję, a nie niezależny podmiot. Jednak dla wspólnoty światowej, mimo braku oficjalnych kontaktów dyplomatycznych, to istotny partner technologiczny i ekonomiczny. Choć prosperity finansowe gdzieś się ulotniło, to nadal jest to ważny gracz na arenie międzynarodowej. Specyfika miejsca jest niesamowita. Przyjezdny turysta szukający tradycji chińskiej w żadnym miejscu jej nie uświadczy. Dla przykładu pokazy opery pekińskiej w ogóle nie istnieją. Zatem warto zadać pytanie co definiuje tożsamość tajwańskiej wspólnoty? Z jednej strony to kuchnia, która jest różnorodna i nie odbiega od azjatyckiego wzorca, ale forma spędzania czasu w restauracjach, aby rozkoszować się przy stole uciechami kulinarnymi i dialogiem, stała się znakiem rozpoznawczym kultury społeczeństwa. Drugim elementem jest poszukiwanie nowych form wyrazu, odmiennej, współczesnej sztuki, która może stać się czynnikiem konsolidującym. Jeżeli zapytasz przeciętnego Tajwańczyka o tę nazwę – o której za chwilę – każdy wie o czym mówisz. Bowiem albo widział on spektakl tej formacji, albo posyła do niej dzieci na lekcje tańca. Mowa o Cloud Gate Dance Theatre of Taiwan. Formacja posiada również propagatorkę ich twórczości w naszym kraju. To autorka kilku prac poświęconych tańcowi na Tajwanie i właśnie tej formacji – Izabella Łabędzka. Badaczka zauważa, z czym w pełni się zgadzam, że zespół jest wyrazicielem chińskiej i tajwańskiej tożsamości kulturowej. I choć odwołuje się ona do spektakli założyciela i pierwszego szefa miejsca Lin Hwai-mina, to również owe tezy można przypisać do dzisiejszej aktywności kompanii. Co ciekawe Hwai-min z wykształcenia nie był tancerzem ani choreografem, lecz pisarzem znającym z kart książek formy baletu i jego współczesne przetworzenia. W końcu lat sześćdziesiątych dwudziestego wieku odbył staż w Stanach Zjednoczonych, gdzie poznał technikę już ówczesnych klasyków nowoczesności: Marthy Graham i Merce Cunninghama. Owe doświadczenie skutkowało założeniem w Tajpej niezależnej formacji artystycznej. Miało to miejsce w roku 1973. Czterdzieści siedem lat później, niczym w tanecznej sztafecie pokoleń, ster rządów objął związany już wcześniej z miejscem jako tancerz i choreograf – Cheng Tsung-lung. To jedno z najbardziej elektryzujących nazwisk światowego tańca, a jego specyfika opowiadania historii łączy się ze światem tradycji Tajwanu nie stroniąc od wiary i codzienności ulicy. W swoich układach wykorzystuje tai chi, sztuki walki, elementy zaczerpnięte z opery pekińskiej oraz specyficzne metody pracy nad ciałem.

Zespół niezwykle często podróżuje, a spektakle spotykają się z żywą reakcją publiczności. Jedną z ikonicznych prac choreografa, powstałą w roku 2016 jest 13 Tongues (13 Języków). Tytuł nawiązuje do opowiadacza historii, który modulując głosem był w stanie imitować różne postaci opowieści. I właśnie praca Tsung-lunga jest takim nieoczywistym spotkaniem, gdzie owa magiczna liczba trzynaście jest niezwykle istotna. Kompozycja rozpisana jest dla trzynastu tancerzy i zamknięta w trzynastu, różnorodnych historiach odwołujących się do tradycji Tajwanu. Rozpoczyna się od prostego, skupionego pochodu mnichów z dzwonkiem imitującym najstarszą część stolicy wyspy – Bangka. W owym kameralnym korowodzie zamknięta jest myśl taoizmu, a następnie rozrasta się owa struktura do żywiołowego tańca. Artyści przybierają kolorowe kostiumy, które falują jako następstwo czasów mrocznych na rzecz młodzieńczej ekstazy. Przejście od czerni do tęczowej, wyrazistej kolorystyki jest również formą wypowiedzi politycznej. Bowiem Tajwan to nie oaza demokratycznego reżimu, ale tradycja autorytarnej dominacji jednej grupy politycznej, która dziś przybiera formy pluralizmu politycznego. Owe korowody zmiany można czytać na różne sposoby. To bez wątpienia odwołanie się to tradycji i tego, co pozostaje w legendzie wspólnoty. Młodzi, pełni radości, nadziei są jak latawce puszczane na wiatr, które w specyficznym ruchu unoszą się jak bezwolne elementy na niebie. Dla przeciwwagi pojawia się i ryba – karp, która współgra z tradycją kultury. Ów świat przedstawiony jest w wielobarwnej projekcji Ethana Wanga, wspartej wizyjnością Ho Chia-hsinga ukazującej stare manuskrypty taoistyczne oraz kolorowe, wielobarwne frontony świątyń, która świetnie komponuje się z ideą choreografa. Sam taniec to dążenie do wolności, ekspresja, która narasta aż do finalnej kulminacji. Sięgając do tradycji opowiadań o dawnym świecie Tsung-lung przedstawia Tajwan jako magiczne miejsce. W tym celu stosuje różne techniki, aby wzbudzić w odbiorcach zachwyt i zastanowienie. Jego kreska tańca łączy specyficzne azjatyckie sztuki walki z jednoczesną formą zbliżoną do zespołowych układów, które możemy zobaczyć w przekazach telewizyjnych z Korei Północnej. Ta mistrzowska układanka posiada jeszcze jeden element – to głos. Tancerze wykrzykują, ponaglają, aby rytm budował opowieść. To świetnie pomyślana konstrukcja radosnej eksplozji, którą poprzedza mroczna strona pewnej dzielnicy Tajpej.

Dodatkowym atutem jest podkład muzyczny przygotowany przez Lim Gionga jedno z najbardziej rozpoznawalnych nazwisk tajwańskiej sceny elektronicznej. To miks rytualnych dźwięków taoistycznych, ludowych pieśni i tradycyjnych rytmów Beiguan. W tym świecie pełnym tajwańskiej, współczesnej kultury, czerpiącej z tradycji przeszłości świetnie odnajdują się tancerze, którzy ekspresją i świetnymi umiejętnościami przekazują obraz tego zadziwiającego kraju. Są jak furie, które wyciszone, przytłumione w początkach przedstawienia, eksplodują z mocą wulkanu, niczym unosząc się nad sceną, ukazując w całej mocy fantazję choreograficzną Cheng Tsung-lunga.

Świat Azji jest pełen niesamowitych zjawisk. Nie tylko zabytków, przeszłości, ale również kultury współczesnej. Tajwan czerpie z niej najwięcej kształtując w ten sposób własną tożsamość, świadomość, kulturową teraźniejszość. Taniec odgrywa jedną z najważniejszych ról w tym procesie. Cloud Gate to fenomen dla społeczeństwa, ale i dla odbiorców, którzy łakną z owego dobrodziejstwa zatracając się w tajemniczej przeszłości – obrazie zadziwiającego i oczarowującego tańca współczesnego.

13 Tongues, choreografia Cheng Tsung-lung, Cloud Gate Dance Theatre of Taiwan w Tajpej, pokazy w ramach Festival de Danse w Cannes, grudzień 2023.

[Benjamin Paschalski]


Foto: Materiały prasowe

OCZAMI DZIEWCZYNY – „DZIADY” – SCENA POLSKA TESINSKE DIVADLO W CZESKIM CIESZYNIE

OCZAMI DZIEWCZYNY – „DZIADY” – SCENA POLSKA TESINSKE DIVADLO W CZESKIM CIESZYNIE

Uwielbiam odkrywać nowe miejsca teatralne. I choć takowych debiutantów na mojej liście jest niewielu, to jeszcze do finiszu pozostało kilkaset kilometrów do pokonania. Jednym z takich ośrodków, który niezwykle intryguje i zastanawia, jest Scena Polska Tesinske Divadlo w Czeskim Cieszynie. I choć placówka znajduje się w Republice Czeskiej, to występuje w polskim języku, wszak to jedyny, zawodowy, profesjonalny zespół teatralny poza granicami naszego kraju. Jego historia sięga 1945 roku, gdy powstał Cieszyński Teatr Regionalny, ale pod obecną nazwą funkcjonuje od roku 1951. Ponad siedemdziesiąt lat aktywności to pasmo różnorodnych, zdarzeń, etapów, dyrekcji, ale jedno pozostaje niezmienne – występowanie dla widzów. Publiczność stanowi głównie Polonia, a także przyjezdni zza Olzy.

TRZY X FORSYTHE – „ A FORSYTHE EVENING” – NEDERLANDS DANS THEATER

TRZY X FORSYTHE – „ A FORSYTHE EVENING” – NEDERLANDS DANS THEATER

Gdy jest mi smutno, gdy jest mi źle, nastrój podły i ciemne chmury nad głową, to szukam ukojenia w ulubionych utworach i nagraniach. To nie tylko muzyka, ale również rejestracje tanecznych fragmentów. Z jednej strony uwielbiam wracać do kawałków w wykonaniu Alvin Ailey American Dance Theater, których optymizm i nadzieja buduje lepszy stan. Ale chyba najwięcej dobrego humoru zawdzięczam krótkiej sekwencji, do odszukania na YouTube, w wykonaniu English National Ballet. To Playlist (Track 2) w choreografii Williama Forsythe’a. Świetna bitowa muzyka wprowadza w luźny nastrój, ale wizualnie to nic innego jak perfekcyjna rywalizacja tancerzy.

Piszę Anons do dzielni – Tapas po polsku

Piszę Anons do dzielni – Tapas po polsku

Anons to krótkie ogłoszenie. Czy to słowo kojarzy Wam się z gastronomią? Jeśli nie, to poznajcie Anons do Dzielni, czyli kameralne miejsce na Mokotowie, gdzie zjecie niezłą polską kuchnię z twistem. Maciej Nowak w jednym z ostatnich felietonów w Gazecie Wyborczej napisał o tej knajpce „żaden poważny krytyk kulinarny (to znaczy o wiarygodnej, profesjonalnej posturze) wraz ze mną już się tu nie zmieści” i faktycznie miejsce jest malusie. Dosłownie 5 stolików w dość bliskiej od siebie odległości. Tworzy to naprawdę rodzinny klimat, choć pewnie czasem bywa problematyczne.

Czuć tu domowy, miły i opiekuńczy klimat. W menu królują polskie potrawy, w nowoczesnym wydaniu, a idea food sharingu jest tu hasłem przewodnim. Gospodarze namawiają do dzielenia się jedzeniem i „reklamują się” sharing concept po polsku. W karcie jest kilka dań w formie prawie jak tapas, tylko że w krajowym wydaniu. Menu jest krótkie, podzielona na talerzyki oraz talerze, które mają nam wskazywać wielkość porcji i sposób podania.

Piszę Anons do dzielni – Tapas po polsku

Jeśli szukacie przytulnego bistro z bezpretensjonalnym klimatem to Anons będzie trafnym wyborem. Świetne miejsce na zamówienie kilku dań i dzielenie się nimi z grupą znajomych czy drugą połówką. A jak smakuje to krótkie ogłoszenie?

W Anonsie jest smacznie, czuć tu aromat domu z delikatnym lecz ciekawym twistem. Królują tu schabowy z mizerią i Polskie arancini, czyli kaszanka w panko. Te dwa dania zdecydowanie wygrały na naszym stole. Na Madalińskiego zjecie też śledzia, tatara czy poliki wołowe. Warty polecenia jest też Tost, który jest idealnym połączeniem mocnych smaków pora i sera bursztyn z delikatną śmietanką i brukselką.Piszę Anons do dzielni – Tapas po polsku

Parę dań wymaga dopracowania, ale jest to zdecydowanie dobry kierunek! Największe zastrzeżenia budzą pampuchy z karkówką. W tym polskim bao brakowało przede wszystkim przełamania smaku czymś świeżym (kolendrą? świeżym ogórkiem?). Dodatkowo dość grube plastry cebuli nie były zbyt miłym doświadczeniem, a wystarczyłoby skroić ją drobniej i po kłopocie.

Piszę Anons do dzielni – Tapas po polsku

Klimat, wystrój i obsługa zasługują na komplementy. Jest przytulnie i tylko z pozoru ciasno. Piękne, industrialne ściany przyozdabiają obrazy znanych i mniej znanych artystów, a obsługa dba o nasz wieczór, choć ma ręce pełne roboty. Anons do dzielni to miejsce godne polecenia, idealne na spotkanie z małą grupą znajomych czy randkę. Na Madalińskiego znajdziecie też kilka świetnych winiarskich pozycji, co dopełnia całą ofertę.

Piszę Anons do dzielni – Tapas po polsku

Wieczór był naprawdę udany, jedzenie smaczne, a obsługa miło skracała dystans. Mimo, że recenzja jest pozytywna i bardzo zachęcam do odwiedzenia lokalu na Madalińskiego 7, mam dwie niewielkie, aczkolwiek istotne uwagi. Pierwsza kwestia to mycie naczyń – zdaję sobie sprawę, że lokal jest mały i miejsca brak, jednak mycie talerzy za barem przy pełnej sali jest dla gości dosyć niekomfortowym elementem wizyty (głośne stukanie, pukanie, woda). Jeśli istnieje opcja, by przenieść zmywak, koniecznie to zróbcie. Druga sprawa to toaleta – proszę, zdejmijcie te pajęczyny.

W POSZUKIWANIU STRACONEGO ŚMIECHU – „ZEMSTA” – TEATR IM. ADAMA MICKIEWICZA W CZĘSTOCHOWIE

W POSZUKIWANIU STRACONEGO ŚMIECHU – „ZEMSTA” – TEATR IM. ADAMA MICKIEWICZA W CZĘSTOCHOWIE

Mijam ulice, jeżdżę komunikacją i zawsze zastanawiam się nad jednym. Co myślą o Polakach przyjezdni? Patrzą na nas, masę ludzi, społeczność. I chyba za każdym razem, gdy o to pytam, dostaję odpowiedź: smutna mina, brak uśmiechu, niechęć na twarzy. Zawsze mnie to zastanawia skąd bierze się ten nasz pesymizm, gdyż sam uwielbiam śmiech i rozrywkę. Wszak „śmiech to zdrowie” tak jak „cukier krzepi”. Warto okazywać uprzejmość, a podobno zadowoleni ludzie żyją dłużej. Teatr powinien nas w tym wspierać, dodawać słońca, a nie tylko dostarczać melancholii.

POD CZARNYM ANIOŁEM – „TOSCA” – OPERA LUBELSKA

POD CZARNYM ANIOŁEM – „TOSCA” – OPERA LUBELSKA

W naszym świecie teatralnym coraz głośniej o Lublinie. Z jednej strony informacje o wewnętrznej sytuacji w dramatycznej scenie im. J. Osterwy kierowanej przez Redbada Klynstrę-Komarnickiego, z drugiej o planach inwestycyjnych rozbudowy placówki. Nie mniej interesujące wieści, nie tak dawno, docierały z Teatru Muzycznego. Kamila Lendzion, dyrektorka placówki, obwieściła światu, że z połączenia trzech instytucji: Centrum Spotkania Kultur, Filharmonii im. H. Wieniawskiego oraz właśnie Muzycznego powstanie jedna – Opera, która posiada błogosławieństwo Marszałka Województwa. Wybuchł skandal, gdyż nikt o niczym nie wiedział. Protesty, listy, żale i finał. Utworzono instytucję pod nazwą Opera Lubelska, ale tylko z przekształcenia placówki kierowanej przez ambitną szefową.