Autor: admin

POŻEGNANIE Z PRZESZŁOŚCIĄ czyli „Koniec z Eddym”

POŻEGNANIE Z PRZESZŁOŚCIĄ czyli „Koniec z Eddym”

Aktorzy Teatru Studio stają w pełni na wysokości zadania. Sonia Roszczuk jest niezwykle ciekawa – statyczna i wręcz posągowa, której wnętrze skrywa tajemnicę i ciemne strony przeszłości. Kontrapunktem jest grający gościnnie aktor Teatru Osterwy w Lublinie Daniel Dobosz w roli Eddiego. Figlarny, dziecinny, pełen oczekiwań ale i hamowanych aspiracji. Pozostali artyści tworzą tło dla owej dwójki, która siebie uzupełnia i wzbogaca. To oni mają do zagrania ciekawe role, bowiem otrzymali szansę budowania dramatycznej postaci, a nie przerysowanego i przegiętego obrazka jak pozostali bohaterowie przedstawienia.

Gessler Na Kanapce – potencjał na kultowe miejsce spotkań warszawiaków

Gessler Na Kanapce – potencjał na kultowe miejsce spotkań warszawiaków

Nie tak dawno Adam Gessler otworzył na Placu Trzech Krzyż swój kolejny kulinarny koncept. Tym razem jest on w bardzo prostej, świeżej formie, wciąż jest jednak pysznie i miło. Miejsce nawiązuje do legendy kanapek w Wiedniu, których według wielu źródeł pionierem był Polak i właśnie to naszemu rodakowi Austriacy zawdzięczają te uliczne wspaniałości. Chyba czas najwyższych przenieść tę kulinarną idę na warszawskie ulice.

ZNOWU WYLAŁA PROSNA czyli „Prosna. Kryminał muzyczny” – Teatr im. Wojciecha Bogusławskiego w Kaliszu

ZNOWU WYLAŁA PROSNA czyli „Prosna. Kryminał muzyczny” – Teatr im. Wojciecha Bogusławskiego w Kaliszu

Luksus Polski Ludowej to jeden z najbardziej fascynujących tematów. Jak w świecie pseudo równości społecznej i wiecznego niedoboru scharakteryzować margines dobrobytu dostępny dla niektórych z nas? Takowym były Peweksy, gdzie wybrańcy za walutę przywiezioną z zagranicy i sztuczne bony PKO mogli zakupić niedostępne towary na rynku wewnętrznym. Takimi miejscami były również rozsiane po całej Polsce hotele sieci „Orbis”. Warszawskie przybytki „Europejski” z nocnym kultowym klubem „Kamieniołomy” czy też nowoczesna jak na ówczesne czasy „Victoria” z życiem dla wybranych „Czarnego Kota” są legendami stolicy – co w tych miejscach się nie działo i kto w nich nie bywał. Najciekawszy był striptiz, bowiem w świecie skostniałej obyczajowości ciało stanowiło owoc zakazany. Namiastkę tych miejsc ukazywała kinematografia. Kapitan Borewicz w serialu 07 zgłoś się zazwyczaj przebywał w tych miejscach gdzie gromadził się półświatek, a Juliusz Machulski część akcji Kingsajzu umieścił właśnie w hotelu przy pl. Zwycięstwa w Warszawie. „Orbis” jako marka był czymś niesamowitym. Uświadomił nam to również w swojej kultowej powieści Lubiewo Michał Witkowski. To właśnie w barku „Sibro” czyli orbisie czytanym od tyłu, przesiaduje grupa gejów w schyłkowej fazie minionej epoki. Bo właśnie ona jest istotna. Lata osiemdziesiąte dwudziestego wieku to nie tylko czas niedoborów, kolejek i nieustannej walki o byt przy zapominanych pokłosiach i dźwiękach pierwszej Solidarności zabitej stanem wojennym, to również era disco, świata złotej kuli, wirującego parkietu, domówek, specyficznych ubrań i fryzur. Niesamowitego czasu kultury codzienności, gdzie guma do żucia donaldówka stanowiła synonim powodzenia jak i inne banalne atrybuty naszego dnia codziennego.

I właśnie te czasy starali się przybliżyć autorzy najnowszej produkcji teatralnej w Teatrze im. W. Bogusławskiego w Kaliszu. Tytuł Prosna. Kryminał muzyczny nie odnosi się do rzeki przepływającej przez miasto i wzdłuż budynku teatralnego, ale właśnie do kultowego hotelu „Orbis” w tym mieście. Analogicznie jak w stolicy istniał nocny klub „Piekiełko”, w którym spotykała się elita, półświatek i dorobkiewicze miasta. Mogła wyjść z tej historii fascynująca opowieść o przeszłości, pełna nostalgii i wspomnień. Niestety nie udało się. Porażka jest na wielu frontach i to totalna, bowiem jak wieje nudą i trywialnością podczas spektakli muzycznych to musi być bardzo źle.

Pierwszym grzechem już jest scenariusz widowiska autorstwa Michała Chludzińskiego i Łukasza Czuja. Chludziński jest również autorem części piosenek, a Czuj reżyserem spektaklu. I to jest makabra. Poziom zagmatwania intrygi, łączenia tysiąca faktów i bohaterów jest dla odbiorcy nie do zniesienia. Kilkanaście postaci na scenie, różne wątki i opowieści stają się niemożliwe do opanowania. Oś to historia morderstwa w roku 1986, które odbywa się na parkiecie nocnego klubu. Każdy z obecnych jest podejrzany. Z Warszawy przyjeżdża prowadzić śledztwo Bronisław Ostry i toczy się akcja zeznań, pytań i odpowiedzi. W tle jest jeszcze wątek polityczny. Bowiem kolejnego czerwcowego dnia ma odbyć się tajemne spotkanie Wojciecha Jaruzelskiego z Lechem Wałęsą nad rzeką przy łowieniu ryb. I należy sprawę zatuszować. Oskarżonym o zabójstwo pada przypadkowy bohater wieczoru – najmniej zainteresowany. Ale to już sami Państwo rozszyfrują, jak nadążą podczas oglądania przedstawienia. Prosna to spektakl muzyczny. Składają się nań przeboje lat osiemdziesiątych i współczesne piosenki. Te ostatnie są makabreskami w rytmach częstochowskich. Owszem komponują się dźwięcznie, ale co z tego jak ulatują z ucha tak szybko jak do niego wpadły. Niezwykle szwankuje przygotowanie wokalne, bowiem jedynym elementem ekspresji pozostaje krzyk i siłowe wyśpiewanie. To za mało jak na zbudowanie zwartej scenki dramatycznej z muzyką w tle.

Drugi grzech to inscenizacja. Łukasz Czuj chyba zapatrzył się w niedawną premierę w Teatrze Syrena w Warszawie – Kapitan Żbik i żółty saturator. Tam komiksowa opowieść wzorowana była na oryginale, tu do końca nie wiadomo jak ma być. Analogicznie jak w stolicy kapitan Żbik prowadzi śledztwo z porucznik Olą, tak w Kaliszu Ostry ma do współpracy Kalinę Kalinowską. Te analogie można mnożyć. Kuriozum jest wprowadzenie kamery, która ma przybliżać bohaterów i przekazywać obraz na duży ekran nad sceną. Niestety opóźnienia w transmisji dźwięku są kuriozalne. Monologi w kulisach słychać wcześniej niż na ekranie. Jest to fatalny efekt. Gorzej, gdy co jakiś czas na ekranie mamy fragment komiksu, albo zdjęcie. I już nie wiadomo, po co stosuje się te efekty jak są nie kontynuowane. Po co je wykorzystano? Całość przedstawienia podzielono na rozdziały. Jeden z nich zatytułowany jest Niebieska koperta. Co z tego jak bohater ma w ręku niebieską teczkę? Jednak najgorzej wypada ukazanie luksusu lat osiemdziesiątych. Jest to obrazek przygnębiający. Scenografia i kostiumy Elżbiety Rokity są w ogóle niedopracowane. Gorzej, że autorka nie przeprowadziła koniecznych kwerend aby przedstawić tamte lata: stroje, fryzury, rekwizyty. Co więcej takie miejsce jak nocny klub wykwintnego hotelu musi lśnić, a nie być lokalem garmażeryjnym klasy C. Widz ma nieustanny niedosyt i myśli – naprawdę tak to było, to jest to „Piekiełko”? Inscenizacja Czuja pozbawiona jest rytmu, choć muzyka nie schodzi ze sceny, brakuje pędu akcji i pazura sensacyjnej historii. Jest to sztampowy obrazek, a chciałoby się czegoś więcej.

Aktorzy różnie odnajdują się w owej artystycznej próbie. Najciekawiej wypadają artyści starszego pokolenia Lech Wierzbowski jako dyrektor hotelu Nikodem Wardowski czy Zbigniew Antoniewicz będący sekretarzem komitetu wojewódzkiego PZPR Edwardem Dybakiem. Inni to tło, mgła widowiska. A już zadziwia prowadzenie postaci ofiary zabójstwa. Dariusz Sosiński jako Daniel Kobylak, didżej i konferansjer nocnego klubu jest tak blady i nijaki, że gdyby trzy razy nie powtórzono dlaczego stracił życie to bym nie zauważył, że w ogóle zszedł ze sceny.

Doświadczenie kaliskie to dziwna wyprawa teatralna. Miało być sentymentalnie, bajkowo i sensacyjnie, a wyszło szaro, nijak i monotonie. Autorzy spektaklu intencje mieli słuszne, aby opowiedzieć lokalną opowieść, ale trzeba więcej precyzji i dokładności historycznej, pazura dramaturgicznego oraz lekkości pióra dla sprawnych przedstawień muzycznych o latach minionych, choć przez wielu już zapomnianych.

Prosna. Kryminał muzyczny, scenariusz: Michał Chludziński, Łukasz Czuj, reżyseria: Łukasz Czuj, Teatr im. Wojciecha Bogusławskiego w Kaliszu, premiera: październik 2020.

                                                                                                                                                          [Benjamin Paschalski]  

ONA I ONA, czyli Sonata Jesienna – Teatr Narodowy w Warszawie, Scena Studio

ONA I ONA, czyli Sonata Jesienna – Teatr Narodowy w Warszawie, Scena Studio

W Teatrze Narodowym Sonatę jesienną przygotował Grzegorz Wiśniewski. I jest to wieczór mistrzowski bowiem jak nikt inny, tenże inscenizator świetnie pracuje z aktorami, którzy poddają się jego wyczuciu i zamysłowi. Jednak królową jest Danuta Stenka. Genialna w roli Charlotty. Dumna i wyniosła, aby kończąc spektakl stać się zdegradowaną i upodloną kobietą. To popis aktorski, doskonałość, która wpisze się do historii naszej sceny.

ELEGIA ŻYCIA, czyli Werther – Teatr Wielki-Opera Narodowa

ELEGIA ŻYCIA, czyli Werther – Teatr Wielki-Opera Narodowa

Wieczór w Teatrze Wielkim-Operze Narodowej i spotkanie z utworem Julesa Masseneta to z jednej strony świetna inscenizacja, której wyznacznikiem pozostają kontrasty plastyczne, a z drugiej nie do końca satysfakcja z wykonania wokalnego. Aby w kolejnych pokazach, zapowiadanych w następnych sezonach, powrócił Piotr Beczała bo to gwarancja najjaśniejszego i najbardziej wartościowego wieczoru muzycznego.

PASJANS, czyli Rossiniho karty – Narodni Divadlo Moravskoslezske w Ostrawie

PASJANS, czyli Rossiniho karty – Narodni Divadlo Moravskoslezske w Ostrawie

Ewenementem na scenie teatralnej Europy pozostają Czechy. Fascynuje mnie od lat liczba scen w Pradze i w innych miastach, które powstają, nikną i tworzą się nowe. Publiczność tłumnie odwiedza te miejsca jakby złakniona tego typu rozrywki. Kultura mieszczańska w pełni rozwinięta. Mały kraj, który zamieszkuje ponad dziesięć milionów osób posiada trzy sceny narodowe w stolicy, Brnie i Ostrawie. Każda z nich wyposażona jest zespół dramatyczny, operowy i baletowy. To niesłychanie sprawne instytucje i polecam, kiedy nastaną lepsze czasy, wyprawę do naszych południowych sąsiadów. Tuż za granicą właśnie w Ostrawie Narodni Divadlo Moravskoslezskie oferuje ciekawy repertuar artystyczny, a zespół baletowy pod kierunkiem Lenki Drimalovej zaprasza do współpracy ciekawych, znaczących choreografów. Właśnie prace takowej dwójki znalazły się w wieczorze baletowym. Mowa o Juanjo Arques i Mauro Bigonzettim, którzy nigdy nie pracowali z naszymi kompaniami baletowymi.

Program otwiera Consequence (Konsekwencja) przygotowana przez hiszpańskiego twórcę do muzyki elektronicznej Alva Noto i Ryuici Sakamoto, znanego kompozytora ścieżek filmowych, a także Johanna Johannssona. Jest ona istotnym elementem składowym bowiem Arques układa pracę jak symfonię poprzez szybki fragment, wyciszenie będące sekwencją adagio do dźwięków kwartetu grającego na żywo do układu duetu i wieńcząc szybkim finałem. Sam tytuł narzuca już interpretację jest bowiem to praca faktycznie afabularna acz konsekwentna i precyzyjna w zamyśle artystycznym. Doskonale dobrana muzyka, która definiuje zuniwersalizowany świat przyszłości, światło, które symbolicznie oświetla tancerzy i kostiumy unifikujące płcie współgrają w machinie tanecznej ekstazy. Drogi i przejść. Pasaży, pędu do kolejnych bramek do pokonania jak w grze komputerowej. Duet Reki Kiss i Koki Nishioki jest wytchnieniem w owym zapętleniu, chwilą skupienia na drugim człowieku, przed którym w finale znajdują się kolejne wyzwania. Język choreograficzny Juanjo Arquesa jest ciekawy, ale może nie odkrywczy, acz konsekwentny i niepozbawiony oryginalnych ruchów i układów. Zespół świetnie odnajduje się w tejże konwencji, która sprzyja ukazaniu precyzji grupy.

Cześć druga wieczoru to spotkanie z klasykiem baletowej sceny Mauro Bigonzettim. Twórcą uznanym, którego prace podziwiał cały świat. Zrealizował również w Wilnie Piaf, którą mogliśmy oglądać w Polsce podczas Bydgoskiego Festiwalu Operowego. Choreograf igra z formą baletową. Przedstawienie w Ostrawie jest jak pasjans. Z jednej strony precyzyjne formacje ruchowe, jak ma to miejsce w sekwencji za stołem konsumpcji, zapewne ulubionej potrawy Rossiniego – spaghetti, z drugiej improwizowana sekwencja mówiono-pantomimiczna z przepisem na przysmak włoski. Bigonzetti wielokrotnie wykorzystuje w swoich pracach dźwięk, słowa i tekst, który staje się uzupełnieniem dramaturgii opowieści. Bowiem jego balety są linearną historią. Rossini Cards (Karty Rossiniego) przygotowane do kompozycji mniej znanych utworów włoskiego mistrza opery z udziałem pianisty Michala Barta, to opowieść jak można zinterpretować talię do gry i jej możliwości. Zarówno w zbiorowej sekwencji jak i w kameralnych układach. Zbliżeń, ucieczki, solowego popisu. Osią narracyjną jest wspólnota, z której jedna osoba skacze do orkiestronu. Dosyć życia? Porażka w kartach? Czy po prostu figiel? Sekwencja się powtarza, aż do finalnego zatracenia. Ale ten co skakał pierwszy opamiętuje się, bowiem radość życia jest piękna. Warto żyć! To chcą wykrzyczeć tańcem artyści w tym ciekawym spektaklu baletowym.

Spotkanie z czeskim zespołem to ciekawe doświadczenia. Podziwiam zawsze aspiracje i ambicje małych grup tanecznych, które nie silą się na wielkie inscenizacje, ale poszukują miejsca dla siebie. Już planuje kolejne spotkanie w Ostrawie bowiem premierę w marcu 2021 ma przygotować Jo Stromgren do muzyki Gustawa Mahlera. Oby był to równie ciekawy wieczór artystyczny.

Rossiniho karty, choreografia: Juanjo Arques, Mauro Bigonzetti, Narodni Divadlo Moravskoslezske w Ostrawie, premiera: listopad 2019.

Benjamin Paschalski

PRZY DRODZE, czyli „Ślub” – Teatr Zagłębie w Sosnowcu

PRZY DRODZE, czyli „Ślub” – Teatr Zagłębie w Sosnowcu

Najnowszą premierę Ślubu Gombrowicza przygotował Teatr Zagłębia w Sosnowcu. Scena coraz mocniej zaznacza swoją obecność na mapie teatralnej naszego kraju pod kierownictwem artystycznym Jacka Jabrzyka. Tym razem do współpracy zaproszono, aby przygotował dramat Gombrowicza, Radosława Rychcika. Fascynacja popkulturą, a szczególnie kręgiem amerykańskim to wyznaczniki jego prac. Tak było w poznańskich Dziadach czy arcyciekawej, a przemilczanej tarnowskiej Grażynie Adama Mickiewicza rozegranej w konwencji meczu koszykówki. Tym razem myśli inscenizatora powędrowały w krainę zachodu, stylistyki rozpoznawalnego świata pustkowia i dalekiej krainy.

CIEMNOŚĆ I JASNOŚĆ, czyli Basso Continuum/7 danses grecques – Bejart Ballet Lausanne

CIEMNOŚĆ I JASNOŚĆ, czyli Basso Continuum/7 danses grecques – Bejart Ballet Lausanne

Trudno nie odnieść wrażenia, że premiera jest pokłosiem obecnej sytuacji pandemicznej. Twórca rozpoczyna balet od jasności, którą widzimy na horyzoncie, a następnie ona zanika, aby przybrać ciemne barwy codzienności. Czwórka bohaterów współczesności poszukuje wyjścia, odnalezienia się w świecie, ucieczki, ale i pozostania. Ruch jest z pogranicza klasyki i tańca współczesnego. Są oni osaczani przez cztery zamaskowane i czarne postaci, które jak coś niespodziewanego osaczają i degradują. Walka jest nierówna, ale zwieńczeniem jest zwycięstwo i nowa jasność.