Autor: admin

Czas na nową płytę Taco Hemingway? Lato 2K20

Czas na nową płytę Taco Hemingway? Lato 2K20

Kilka godzin temu na Instagramie @studio_nagrywarka pojawił się post, na którym możemy rozpoznać Taco, Czy to oznacza nowy album już w to lato? Filip w swoim #hot16challenge2 nawiązywał do wydawania w lecie – „wydam parę płyt w lipcu” i może wydawać się, że będzie to kolejny album rapera. Wszystko układa się w całość, jeśli weźmiemy pod uwagę daty premier poprzednich krążków – Umowa o dzieło (czerwiec 2015), Wosk (lipiec 2016), Szprycer (lipic 2017), Café Belga (lipiec 2018) i Pocztówka z WWA, lato ’19 (lipiec 2019). Czekacie na nową płytę Fifiego?

Nocny Market 2020! Powrót warszawskiego króla street foodu!

Nocny Market 2020! Powrót warszawskiego króla street foodu!

Kochani w końcu dobre wiadomości w tym roku. Wraca król warszawskiego street foodu – Nocny Market ponownie będziemy mogli odwiedzić na Dworcu Głównym (Towarowa 3). Już od dwóch sezonów bardzo głośno mówiło się, ze to ostatni rok funkcjonowania tego fantastycznego miejskiego targu, jednak on wciąż wraca.

OPOWIEŚCI CZASU ZARAZY czyli „Nowy Dekameron” – Teatr im. Modrzejewskiej – Legnica

OPOWIEŚCI CZASU ZARAZY czyli „Nowy Dekameron” – Teatr im. Modrzejewskiej – Legnica

Czas pandemii odciął nas od teatru. Jego deficyt odczuwają teatromani, ale również i sporadyczni widzowie i odbiorcy Melpomeny. Osobiście nie mogę doczekać się powrotu do teatralnej sali, przestrzeni widowiskowej, ulicy gdzie mają miejsce pokazy plenerowe. Tęsknimy i czekamy. Ale przecież czas odcięcia od sztuki dawał szansę na alternatywne formy poszukiwania kontaktu z publicznością. Jak one wyglądały? W mojej opinii różnie, aby nie powiedzieć, że bardzo słabo. Wiele scen ograniczyło się do zaprezentowania rejestracji dawnych spektakli. Owszem bardzo interesujący był powrót do Wierszalina i jego kultowego Turlajgroszka po blisko trzydziestu latach, ale większość prób kontaktu z widzami to niedawne produkcje scen – już widziane i omawiane. Część teatrów organizowała zdalne czytania, próby performatywnych pokazów, ale jednak dalekie one były od faktycznego zbliżenia się do odbiorców. Czasem można było odnieść wrażenie, że to odrobienie lekcji domowej, jak z obowiązku, a nie z przyjemności odnalezienia sposobu dotarcia do widza i zaprezentowania oryginalnego, adekwatnego do możliwości technicznych zdarzenia teatralnego.

Na tym tle niezwykle pozytywnie ukazać można premierę – tak oryginalny spektakl czasu epidemii – Teatru im. Modrzejewskiej w Legnicy – Nowy Dekameron. Ten dwuczęściowy epos, wypełniający wieczory w soboty i niedziele od początków maja, na kanale youtube, to niezwykle trafna i ciekawa propozycja artystyczna. Co interesujące nawet posiadająca program teatralny, który znajduje się na stronie internetowej sceny. To niezwykle uczciwe potraktowanie widzów – możemy poczuć się, że jesteśmy naprawdę uczestnikami owego projektu – w teatrze, a przecież przed monitorem komputera lub telewizorem.

Wybór Dekameronu Giovanni Boccaccia nie jest przypadkowy. To świetnie dopasowana historia do czasu, który nas otaczał w ostatnich trzech miesiącach. Dla precyzji warto przypomnieć, że akcja oryginału, napisanego w połowie XIV stulecia, to trwające dziesięć dni opowieści przedstawicieli socjety Florencji – siedmiu kobiet i trzech mężczyzn, którzy opuścili miasto chroniąc się przed zarazą w podmiejskiej willi. Czas niebezpieczeństwa ówczesnego czasu styka się z bieżącymi zagrożeniami i rzeczywistością. Wówczas te opowieści służyły rozweseleniu i dostarczeniu rozrywki. To również przestrogi codziennego życia. Legnicka propozycja jest próbą ukazania owych historii zaczerpniętych z pierwowzoru Boccaccia w realiach współczesności. Jacek Głomb powierzył przygotowanie poszczególnych scen sporej części zespołu aktorskiego i dzięki temu powstał kalejdoskop artystyczny, w którym iskrzy się dowcip, ale przede wszystkim pomysłowość.

Całość rozpoczyna klaustrofobiczna, depresyjna sekwencja autorstwa Roberta Cielucha. Osadzony w mieszkaniu, zamknięty i odizolowany w legnickim osiedlu, gdzie jedyną atrakcją staje się codzienny spacer z dużego pokoju na balkon i spojrzenie na otaczające bloki, wskazuje samotność jako pole egzystencji. Jedzenie, siedzenie w wannie, jedzenie, spanie to rytuały dni codziennych. Niemoc. Brak nadziei. Ale pozostaje komputer. Jego monitor i kontakt ze światem – kilkanaście kafli zatrzymanego ruchu to właśnie opowieści znajomych i przyjaciół. Dla wszystkich, którzy do dnia dzisiejszego korzystają z komunikatorów, takich jak Google meet czy Microsoft Teams, to już codzienność. Konferencje i spotkania. Dialogi i odwiedziny bliskich. Internet stał się elementem więzi społecznej. Poznania i zrozumienia. Naciśnięcie przez bohatera klawisza enter uruchamia machinę teatralną. Tych opowieści jest kilkanaście, a przeplatane są muzycznymi frazami w wykonaniu Ewy Galusińskiej. Świetnie ogląda się dwie części, gdyż poszczególne fragmenty zostały zrealizowane w różnorodnych formach teatralnych. Nie są monotonne, każda odmienna i oryginalna. Pomysły iskrzą się jak w etiudach gdy poszukuje się najbardziej trafnego rozwiązania dla spektaklu teatralnego. Na szczególne wyróżnienie zasługują sceny wykorzystujące techniki animacyjne. Brat Cipolla Aleksandry Listwan, Gdyby nie ogon Roberta Gulaczyka czy Noc w Mugnone Bartosza Bulandy to niezwykle inteligentnie opowiedziane historie. Z jednej strony technika i wykonanie nieprostych sekwencji lalkowych, a z drugiej frapujące narracje, które wciągają jak narkotyk. Sprawność dramaturgiczna powoduje, że czas się nie dłuży, a mija jak drobna chwila z morałem godnym niejednej sprawdzonej dojrzałej sztuki scenicznej. Na przeciwległym biegunie powstały sceny z wykorzystaniem techniki aktorskiej. Małgorzata Urbańska z Bogdanem Grzeszczkiem niezwykle sprawnie wykorzystali przestrzeń mieszkania aby odtworzyć historię miłosnego trójkąta. Alkowa – bardzo proszę sypialnia, ogrody – balkon udekorowany. I można mnożyć owe przykłady. Niektóre scenki trwają chwilkę, mgnienie jak Kto pod kim… w wykonaniu Zuzy Motorniuk i Magdy Biegańskiej, a są one niezwykle celne w obserwacjach relacji międzysąsiedzkich. I właśnie owe quasi komunikaty, z bardzo dobrą puentą są kolejnym przykładem pomysłowości legnickiego zespołu. Całość kończy wyjście w przestrzeń osiedla głównego bohatera. Rozstanie z monitorem i fantazją – czas się spotkać i działać na scenie teatralnej. Legnica powróci w sierpniu 2020 roku spektaklami plenerowymi. To dobry pomysł – Dekameron bowiem stawał się oryginalnym pomysłem w czasach izolacji, a celebrę powrotu do normalności należy świętować w publicznej przestrzeni otwartej – tego potrzebujemy oddechu powietrza, a nawet oczyszczającego deszczu dla sztuki.

Teatr Modrzejewskiej pokazał w okresie pandemii, że można i nawet należało, przygotować ciekawe przedsięwzięcie artystyczne. Aktualne, korespondujące z naszą codziennością i światem apatii. To propozycja, która stanie się flagowym teatralnym wspomnieniem tegoż czasu. Ja osobiście wpisuję ten spektakl jako najważniejszy w sezonie, bowiem pokazał jak ważny może być teatr w nieznanym czasie i jak może reagować i po prostu być. Brawo Legnica! Brawo zespół! Brawo Jacek Głomb!

Nowy Dekameron, inspirowany Dekameronem Giovanniego Boccaccia, realizacja zespołowa, opieka reżyserska Jacek Głomb, Teatr im. Modrzejewskiej w Legnicy, premiera: maj 2020

                                                                                                                                                           [Benjamin Paschalski]

Mr.Oh czyli warszawski sen o Azji

Mr.Oh czyli warszawski sen o Azji

Za nami bardzo trudny czas, okres izolacji, strachu i błazenady kilku nieciekawych gości, ale odmrażamy to chyba najważniejsze. Cała gospodarka wraca powoli do normalności, gastro próbuje i miejmy nadzieje, że wróci do nas w pełni. Trzymajmy kciuki za nasze ulubione knajpki- niech moc będzie z nimi i niech przetrwają.

LIST O UPADKU NARODU czyli „Bezkrólewie” – Teatr Telewizji

LIST O UPADKU NARODU czyli „Bezkrólewie” – Teatr Telewizji

Ostatnia premiera Teatru Telewizji miała być czymś wyjątkowym. Zapowiedzi prasowe prześcigały się w informacjach o szlagierze poniedziałkowej wieczornej nowej odsłony. Jedni pisali o „pułkowniku III Rzeczpospolitej” nawiązując do filmów, które w czasach PRL zalegały półki archiwalne i nie były kierowane do eksploatacji ze względów politycznych. Inni donosili, że to wybitny tekst, ale właśnie, jego polityczny wymiar nie dopuścił go na krajowe sceny dramatyczne. I dopiero zacne deski telewizyjne przyjęły ów tekst do ukazania szerokiemu odbiorcy. Mowa o Bezkrólewiu Wojciecha Tomczyka.

NABICI W BUTELKĘ czyli „Jesus Christ Superstar” – Opera i Filharmonia Podlaska w Białymstoku

NABICI W BUTELKĘ czyli „Jesus Christ Superstar” – Opera i Filharmonia Podlaska w Białymstoku

Andrew Lloyd Webber to dla miłośników musicalu niekwestionowany mistrz stylu. Jego kompozycje natychmiast wpadają w ucho, stają się szlagierami, a libretta zazwyczaj tworzone w spółce z Timem Rice, to sprawne konstrukcje sceniczne. I od wielu, wielu lat, gdy pierwszy raz usłyszałem na żywo jego musical, a było to bodaj podczas gościnnych występów Teatru Rozrywki z Chorzowa w Teatrze Dramatycznym w Warszawie z Evitą, gdzie tytułową partię zjawiskowo odtwarzała Maria Meyer, a w rolę Che wcielił się Michał Bajor, zakochałem się w tej twórczości. I śledzę wnikliwie kolejne premiery na polskich scenach. Tym z większą radością wybrałem się do Białegostoku aby w Operze Podlaskiej zobaczyć Jesus Christ Superstar. Utwór zwięzły i klarowny. W warstwie muzycznej zbliżony do rock opery, ze świetnymi songami, rytmem i spontanicznością. I niestety w stolicy Podlasia dostajemy artystyczny bubel.

Przedstawienie jest bowiem przeniesieniem realizacji z warszawskiego Teatru Rampa. Szkoda, że nikt i nigdzie o tym widzów nie poinformował. Jedyna wzmianka w programie teatralnym znajduje się w tekście Daniela Wyszogrodzkiego. To nic innego jak sloganowe „nabicie w butelkę” widzów. Teatromani podróżują przez pół Polski aby zobaczyć średni spektakl, który niestety nie przystaje do olbrzymiej sceny białostockiej, choć wykorzystuje jej możliwości techniczne. Na dodatek otrzymują produkt, który widzieli już w innym miejscu. To oszukiwanie odbiorców. Podróż na spektakl pełna nadziei, że duet Jakub Wocial i Santiego Bello, którzy przygotowali premierę warszawską dokona nowego, kolejnego odczytania utworu, I niestety były to uczucia płonne. To nachalne ponowne wykonanie utworu, tylko w zmienionej przestrzeni gry. Ale jeżeli już przedstawienie zostało obejrzane, to warto zwrócić uwagę na kilka faktów.

Większość z nas przywołuje Jesus Christ Superstar z wersji filmowej. W tejże grupa młodych ludzi jedzie na pustynię aby przygotować, wykonać widowisko o ostatnich dniach życia Jezusa. Opowieść posiada swój kontekst. Czas powstania również powoduje jasne przesłanie poszukiwania siebie i wolności. Lata siedemdziesiąte, „dzieci kwiaty”, mit drogi amerykańskiej – ciekawe przełożenie owych zjawisk na język filmowy korespondujący z rzeczywistością tamtych dni. W sieci można spotkać jedną z najnowszych, spektakularnych produkcji przygotowaną przez Lawrence,a Connora. Osadził on akcję we współczesności, w dniu dzisiejszym, świecie wojen, kryzysu i protestu. Chrystus staje się liderem oporu wobec władzy, zagrożeniem dla rządzących, a równocześnie przewodzi społecznej masie niezadowolonych. Ta interpretacja pokazuje komunikatywność z dniem dzisiejszym, że sztuka musicalowa nie jest sztucznym tworzywem, które jest odtwarzane według utrwalonego pewnego i jednego schematu.

Niestety w białostockiej produkcji prób dotarcia do współczesnego widza nie uświadczymy. Bowiem inscenizacja jest letnia niczym powiew wiosennego wiatru. Realizatorom brakuje pomysłu o czym ma być widowisko i faktycznie staje się prostą opowieścią zaczerpniętą z życia Chrystusa i niczym po literkach pokazaną publiczności. Już wchodząc na widownię, w mroczny świat pokryty dymem kadzideł, witają widzów zastygłe postaci ubrane w szaty zakonników. I od razu przeszły przez głowę myśli – oj będzie ciężko. I jest. Siermiężnie i topornie. Mnisi zbierają się na scenie jak w średniowiecznym eposie rozegranym na ołtarzu w okresie Wielkanocy. Poczynają odtwarzać ostatnie dni Chrystusa. Są straszliwie poważni i pompatyczni. Zero lekkości. A Magdalena Masiewicz jako Przeznaczenie to szczyt koturnowości, który wije się jak nieznośny cień po scenie. Poszczególne sekwencje należy pochwalić za stronę muzyczną i ciekawy wokal, ale w niektórych przypadkach są to głosy operowe, a one przecież nie współgrają z barwą i lekkością musicalu. Najlepiej wypada Michał Grobelny w roli Jezusa, choć inscenizacyjnie jego rola ogranicza się do miotania pomiędzy lewą i prawą kulisą. Tyle. Z pozostałymi rolami nie jest lepiej to wejścia i zejścia. Odśpiewane, wykonane. Na trochę więcej finezji pozwolili sobie realizatorzy w sekwencji Heroda, którego show w złotym garniturze wyróżnia się w szarości pozostałych scen. Choreografia pozostawia również wiele do życzenia. Chce się osiągnąć wiele, ale przy minimalnym sześcioosobowym zespole baletowym i wykorzystaniu pozostałych wykonawców do sekwencji tanecznych, należało ograniczyć ruch do prostych układów. I odbija się to w jakości poszczególnych scen.

Twórcy, wbrew oryginałowi którego finał to ukrzyżowanie, dopełniają utwór symbolicznym złożeniem Chrystusa do grobu i zmartwychwstaniem. Ale te sekwencje są całkowicie zbędne, bo pozostają tylko w warstwie wizualnej, które są jak slajdy, a nie rzeczywiste fragmenty musicalu. Praca Jakuba Wociala i Santiago Bello faktycznie jest żadna. Nie ma oryginalnego pomysłu co tą opowieścią chcieli powiedzieć widzom. Dlaczego powstał ten projekt? Trudno znaleźć odpowiedź, bowiem na tego typu zdarzenie jest miejsce w salce katechetycznej a nie w prestiżowej, ambitnej przestrzeni muzycznej.

Ewa Iżykowska-Lipińska, nowa dyrektor Opery Podlaskiej w programie do spektaklu zawarła swój tekst. Jedna uwaga. Filmu Jesus Christ Superstar nie reżyserował Milos Forman a Norman Jewison. Szkoda, że nie zaproszono do realizacji kogoś na miarę wspomnianych. To byłoby show, to byłby teatr! Pomarzyć zawsze można…

Jesus Christ Superstar, Andrew Lloyd Webber i Tim Rice, reżyseria: Jakub Wocial, Santiago Bello, Opera i Filharmonia Podlaska w Białymstoku, premiera: luty 2020

                                                                                                                                                            [Benjamin Paschalski]

DWA RAZY BALETOWY SEN czyli „Sen Nocy Letniej”

DWA RAZY BALETOWY SEN czyli „Sen Nocy Letniej”

Rzadko się zdarza aby w jednym sezonie zobaczyć kilka różnych inscenizacji jednego baletu. Ten swoisty renesans przeżywa utwór zaczerpnięty z dramatu Williama Shakespeare Sen nocy letniej. Dwukrotnie w Polsce (w Krakowie i Gdańsku) obejrzałem próby zmierzenia się z komedią omyłek, magią lasu, miłością i zabawą. Efekt pracy choreografów jest różnorodny. Kto wygrywa, kto przegrywa? Oto kilka doświadczeń z wyprawy nie tyle w sen, ale raczej do Snu.

Ranking miejsc z jedzeniem na wynos! Jak przetrwać zarazę i nie schudnąć!

Ranking miejsc z jedzeniem na wynos! Jak przetrwać zarazę i nie schudnąć!

Już od ponad dwóch tygodni jesteśmy skazani na siedzenie w domu i wyczekiwania dobrych wiadomości dotyczących koronawirusa. Dzieje się w Polsce dużo – Prezydent RP założył tik-toka, Robert Lewandowski został zhejtowany za przekazanie „tylko” miliona euro na walkę z zagrożeniem, a sejm przyjął zmiany w kodeksie wyborczym w popularnym ostatnio trybie „Ja bez trybu”. W każdym razie świat jest obecnie zwariowany, wiele zmienia się z dnia na dzień. Jedno na pewno się w najbliższym czasie nie zmieni – wciąż kochamy jeść! Przygotowałem dla Was mój subiektywny ranking miejsc, z których warto zamówić pyszne jedzonko.