Autor: admin

Z BRAZYLIJSKIEGO DUCHA – „CARTAS DO BRASIL, ANTHEM, UMBO” – SAO PAULO DANCE COMPANY

Z BRAZYLIJSKIEGO DUCHA – „CARTAS DO BRASIL, ANTHEM, UMBO” – SAO PAULO DANCE COMPANY

Ameryka Łacińska to świat pełen zjawiskowych miejsc, krajobrazowych perełek oraz bogatej kultury, która zachwyca swoją odmiennością i różnorodnością. Mało kto wie, że w owym odmiennym dla Europejczyka świecie, ale przecież eksplorowanym przez nasz kontynent, rozwija się sztuka tańca. I może to nierzucający na kolana wysyp różnorodności, ale kilka jasnych punktów, które warto odwiedzić, a na pewno o nich napisać. Dla znawców sztuki baletowej jednym z najjaśniejszych miejsc pozostanie Kuba. Tu swój zespół przez lata tworzyła wielka balerina, która kilkukrotnie odwiedziła nasz kraj, Alicia Alonso. Ballet Nacional de Cuba to mistrzowska kompania specjalizująca się w technice klasycznej. Tenże kraj to również miejsce urodzenia jednego z najważniejszych tancerzy naszych czasów – Carlosa Acosty.

LABORATORIUM TAŃCA – „NOISE, SIGNAL, SILENCE” – BALLET OF DIFFERENCE W KOLONII

LABORATORIUM TAŃCA – „NOISE, SIGNAL, SILENCE” – BALLET OF DIFFERENCE W KOLONII

Taniec, analogicznie jak każda inna sztuka, rozwija się i ewoluuje. Nie jest zjawiskiem martwym, ale żywym. Wszelkie próby innowacji, poszukiwań i eksperymentu należy przyjmować nie tylko z zaciekawieniem, ale i radością. Ukazują one jak ciekawie można mówić, opowiadać, przeżywać dzięki zjawiskom w kulturze. Jednym z takich miejsc, prowadzonym przez artystę z określoną wizją i konceptem programowym, jest Ballet of Difference. Powstały w roku 2016 stanowi część składową Schauspiel Koln. To ciekawy przykład ulokowania formacji tanecznej w jednej instytucji z dramatem, a nie operą.

Teatru Dramatycznego Strzępki

Teatru Dramatycznego Strzępki

Przeczytałem świeżo dwa artykuły dotyczące sytuacji w stołecznym Teatrze Dramatycznym. Oba ukazały się w dziale „Onet Kultura”. Pierwszy to: Rok ze Strzępką. „Monika Strzępka z zadeklarowanej feministki stała się wzorcem dyskryminacji”, pióra Krystyny Romanowskiej. Drugi to rozmowa Magdaleny Rigamonti z Reżyserką i Dyrektorką Dramatycznego – Monika Strzępka: aktor to miał być mój największy wróg. Lektura ciekawa i ciężkawa, ale mocno zachęcająca do kilku uwag na kanwie.

Najkrótsze wprowadzenie – Teatr Dramatyczny Słobodzianka oraz Teatr Dramatyczny Strzępki wspólną mają tylko lokalizację. Aktualna Dyrektorka nawet nie ukrywa, że zwolnienia aktorów i aktorek w teatrze są w jakimś stopniu motywowane przesiąknięciem części zespołu niefeministyczną i patriarchalną spuścizną Słobodzianka. Wizję, zaprezentowaną przez Reżyserkę w tych tekstach, można chyba określić „teatrem tożsamościowym”, którego podstawą ma być aktywne i performatywne podejście do zawodu aktora. Strzępka nie dokonuje rewolucji twierdząc, że kreuje „model aktorstwa performatywnego”, bo przecież performatywność jest jednym z desygnatów pojęcia „aktorstwo”. Jednak czy nie będzie rewolucyjną odpowiedź na twierdzenie Rigamonti, że „aktor potrafi zagrać wszystko”: „To zależy, jak rozumiemy grę. Widz ma intuicję i czuje fałsz. To jest kłamstwo, które w teatrze działa choćby na poziomie energetycznym. Teatr to jest medium żywych ciał. Bardzo wierzę w energetyczne przepływy, w dużej mierze na tym polega teatralna komunikacja. I tu właśnie same umiejętności wykonawcze na niewiele się przydają. Trzeba być autentycznie zaangażowanym i wierzyć w to, co się robi na scenie”. Mamy teatrologicznie istotny przełom definicyjny, bowiem słyszymy tu o wzorcu aktywisty artystycznego, lecz z całą pewnością nie mówimy tu o aktorstwie. Jeżeli aktor ma wierzyć i wyznawać to, co przychodzi mu zagrać, to nie jest już dłużej aktorem. Zwyczajnie nie musi nim być. Oczywiście Reżyserka zapewne widziałaby w takiej argumentacji anachroniczność formy, czemu daje wyraz w krytyce edukacji teatralnej. Bo kogo powinna wypuszczać w świat warszawska Akademia Teatralna? „(…) mam poczucie, że absolwenci warszawskiej Akademii są słabo przygotowani do pracy we współczesnym, poszukującym teatrze artystycznym. Czyli takim teatrze, który nie opiera się na konwencjonalnym aktorstwie wcieleniowym, tylko wymaga pewnych jakości performerskich oraz zaangażowanej, krytycznej postawy”. Tyle Strzępka. Czy jednak nie jest to pułapka, której nobliwa Akademia stara się unikać? Istnieją mody w edukacji uniwersyteckiej. Wynikają one wprost z trendów, jakie absorbowane są przez kulturę i społeczeństwo. Wbrew pozorom „postawa aktywistyczna” nie wyczerpuje formy społeczeństwa obywatelskiego. Powiem więcej nawet nim nie jest, bo istotą jego nie będzie powtarzalność pewnej formy, ale naśladowanie treści. Aktorstwo uczy formy, które podmiot grający wypełnia treścią. Jeśli Monika Strzępka akceptuje wyłącznie aktorstwo feministyczne, to w najlepszym razie zostanie z koniecznością obsadzania spektakli dla wąsko wyspecjalizowanych osób aktorskich. Pamiętajmy, że większość form protestu wyczerpała się bądź po uzyskaniu oczekiwanych rezultatów, bądź to z uwagi na niemożność ich realizacji. Taki feministyczny projekt stanie się też w pewnym momencie uciążliwy nie tylko dla widzów, ale również dla samych twórców. Nie można na tym samym poziomie wzmożenia funkcjonować w nieskończoność, pod hasłem „jeszcze więcej tego samego”. Tak jak istnieją różne fale feminizmu, tak samo będą zmieniać się ich polityczne, kulturalne czy społeczne emanacje. Dlatego też Akademia Teatralna nie chce podsyłać aktorów sezonowych w rozumieniu pozateatralnym. Wiedza, umiejętności i kompetencje społeczne mają w miarę możliwości pasować do każdej dekady. Oni powinni potrafić to tak zagrać, aby to widz uwierzył. Odwrócenie tego kierunku zdewaluuje zawód aktora. Naprawdę nie jest wystarczającym argumentem za takim teatrem fakt, że większość aktorów ma poglądy lewicowe i równościowe. Prezentacja swoich światopoglądów  w kwestiach odgrywanych postaci  to nie teatr, to akademia ku czci.

Na swojej nowej płycie artysta Spięty w utworze Spektakl śpiewa: „Gdy nie daję rady, tak dla zasady zwykle udam, że dam, bo znam metody, jak spreparować dowody”. Naprawdę skłonni jesteśmy oczekiwać od aktorów bezwzględnego utożsamienia? Monika Strzępka mówi, że aktorstwo to postawa samodzielnego myślenia. Oczekiwanie wyznawania tego samego właśnie tej postawie ostentacyjnie zaprzecza. Gdzie rozmowa o dialogu w teatrze? Czy fakt posiadania przez nas znajomych, z którymi radykalnie się nie zgadzamy, nie jest dla nas pobudzające intelektualnie? Czy wypowiadanie obiektywnych argumentów ustami ich krytyka nie jest najwyższym świadectwem humanizmu? Przypomnę tylko, że ludzka zdolność do życia z wrogiem, czyli oponentem, to najważniejszy cud antropologiczny. Co wynika z wzajemnego przytakiwania? Dlaczego aktor „niewierzący” jest nagle gorszy od wyznawcy? Artysta dramatyczny Michał Klawiter usłyszał, że „grana przez niego postać źle traktuje kobiety, a sam spektakl jest szowinistyczny”. Czy to oznacza, że Klawiter jest szowinistą lub powinien dla wiarygodności roli nim być? Zagrał tak, wszedł w konwencję, jeśli to potrafi, to znaczy że odebrał i wdrożył stosowne nauki. Doświadczona Reżyserka na pewno odróżnia prawdę od fikcji. Ktoś idąc tym tokiem mógłby twierdzić, iż depresję może oddać tylko aktor w niej pogrążony. Co jeśli w dramacie pojawi się postać pedofila? Jeśli spektakl jest szowinistyczny, to właśnie oddaje pewną prawdę o współczesnym świecie, a z tego płynie wiele refleksji, które widz wynosi z teatru niekoniecznie jako postawę do naśladowania. Teatr Strzępki ma być jednak wolny od takich zjawisk, a więc rysować rzeczywistość społeczną w sposób wymyślony.

Znamy z równoległego świata polityki praktyki „udanych” reform personalnych, aby nie robić nikomu przykrości nie odeślę wprost do przykładów, ale większość zorientowanych w temacie stwierdzi, że choć pochodzą z niewłaściwej strony, to jednak są zabójczo skuteczne dla budowania środowiska zgody (…wewnętrznej). W dobrej wierze uznajmy, że te wzorce pojawiają się w TD nieświadomie. To ludzkie, że Monika Strzępka chce otaczać się osobami podzielającymi jej wizję artystyczną, ale to nic innego jak zamknięcie się w bańce. Zrozumiałe jest to, że chce być przewodnikiem, zapisać swoją kartę w historii teatru. Jednak Strzępka-artystka próbuje odwzorować ten klucz rozumienia sztuki w zarządzaniu swoim światem teatru. To jednak świat nierzeczywisty, tym bardziej bolesne, że dotyczy on bytów rzeczywistych, pół biedy gdyby dotyczył tylko tematów poruszanych na scenie. Niebezpiecznie blisko będzie od twierdzenia o mentalnej zgodności postawy człowieka i aktora w jednej osobie, do wyrażenia aprobaty na twierdzenie, że czarnoskóry aktor nie mógł zagrać w netflixowym Wiedźminie. Analogicznie, żądanie aktorskiej wiary w tekst dramatu, alarmująco splata się z koniecznością zgodności koloru skóry z odgrywaną postacią.

W dzisiejszym Teatrze Dramatycznym, czytamy, są słowa, które musiały zniknąć ze słownika wewnętrznej komunikacji. Nie może być hejtu, krytyki, a w zasadzie wszystkiego, co Szefowa tej znanej warszawskiej sceny uznaje za „przemocowe”. Aktor Modest Ruciński dowiedział się, że przemocowe jest używanie słowa „pomówienie”. Gdyby natura uznawała kolektywne kierownictwo za normę, to widzielibyśmy je w przyrodzie powszechnie. Z kolei kultura inżynieryjna produkowałaby auta wyposażone w kierownicę dla każdego z pasażerów. To się nie udaje. Strzępka musi i chce być liderem, pozostaje pytanie czy będzie kolejną osobą budującą swój autorytet dyrektorski na strachu? Kolektyw rządzący w Dramatycznym zdaje się nie zauważać, że identyfikowanie i usuwanie z debaty niewygodnych dla nich określeń jest unieważnieniem kultury krytyki i jako takie samo w sobie jest przemocowe. Wygląda jakby rozmowy w otwartym na dyskusję „waginecie” Dyrektorki, nomen omen „ce-cha” dały.

[EL Kyōju]

CIERPIENIE I BÓL – „KRÓLOWA ŚNIEGU” – TEATR WIELKI IM. STANISŁAWA MONIUSZKI W POZNANIU

CIERPIENIE I BÓL – „KRÓLOWA ŚNIEGU” – TEATR WIELKI IM. STANISŁAWA MONIUSZKI W POZNANIU

Baśnie Hansa Christiana Andersena, dla wielu pokoleń dzieci, to lektura obowiązkowa. Jako pacholę przeżywałem śmierć z zamarznięcia Dziewczynki z zapałkami, ból siostry tkającej z pokrzyw koszulki dla Dzikich łabędzi czy dorastanie Calineczki w trudnych relacjach życiowych. Płakałem z rozpaczy za ową tragedią i cierpieniem bohaterów. Nie inaczej było z Gerdą, która nie zważając na przeciwności losu obrała drogę ratowania przyjaciela Kaja z rąk okrutnej i bezwzględnej Królowej Śniegu. Dziś, jako dorosły człowiek, patrzę na te opowieści innymi oczami. I choć raczej nie zalecałbym ich swoim dzieciom do lat dwunastu, to były i są one kuźnią bezwzględności życia.

POD OKIEM CARYCY KATARZYNY – „EPAMINONDAS” – TEATR KLASYKI POLSKIEJ W WARSZAWIE

POD OKIEM CARYCY KATARZYNY – „EPAMINONDAS” – TEATR KLASYKI POLSKIEJ W WARSZAWIE

27 marca 2023 roku w Międzynarodowy Dzień Teatru, minister kultury i dziedzictwa narodowego Piotr Gliński powołał do życia kolejną państwową instytucję kultury – Teatr Klasyki Polskiej. Jakież było moje zdziwienie, gdy z fundacyjnego podmiotu prowadzonego przez Michała Chorosińskiego, obecnego szefa Teatru im Stefana Jaracza w Łodzi, ukształtowano nową placówkę artystyczną. Na pełniącego obowiązki dyrektora powołano Jarosława Gajewskiego. Co ważne nie na stałego prowadzącego scenę, ale właśnie tymczasowego lidera. Nadal niewiele wiadomo o programie i zamierzeniach. Raczej decyduje przypadkowość repertuarowa, a nie zamysł i koncept ideowy.

RAZEM – „INTO THE HAIRY” – L-E-V

RAZEM – „INTO THE HAIRY” – L-E-V

Ten kraj to niesamowita kuźnia talentów sztuki tańca. Zimą planowaliśmy numer „Magazynu Kulturalnego Chama” jemu poświęcony. Jednak obecna wojna pokrzyżowała plany. Ciężko pisać o kulturze, w świecie, gdzie giną ludzie i trwa tragedia jednostek. Mowa o Izraelu, w którym taniec wpisany jest w specyficzny, unikatowy i naturalny sposób w codzienność. Utwierdza w tym choćby scena tańca z butelkami w nieśmiertelnym Skrzypku na dachu. Ale oprócz owej tradycji najważniejszy jest dzień powszedni. Świadczą o tym liczne zespoły poczynając od Batsheva Dance Company z twórcą stylu Gaga na czele – Ohadem Naharinem, poprzez Kibbutz Contemporary Dance Company, który prowadzi Rami Be’er do kierowanego przez Tamira Ginza – Kamea Dance Company. Lista choreografów, którzy święcą triumfy na różnych scenach, jest przebogata. Warto wspomnieć choćby: Itzika Galili, Hofesha Shechtera, Eyala Dadona, Jasminę Vardimon, Nadava Zelnera czy Gila Kerera. Jedną z najjaśniejszych gwiazd jest Sharon Eyal. Urodzona w 1971 roku w Jerozolimie, przez dwie dekady współpracowała z Batsheva Dance Company, a od kilku lat tworzy autorski projekt L-E-V. Ze stałym partnerem artystycznym Gai Beharem, buduje własne laboratorium artystyczne, gdzie w podobnej stylistyce, powstają zachwycające wieczory tańca. Dotychczas, do większości prac muzykę przygotowywał Ori Lichtik, co budowało nierozerwalne trio twórcze. Ale konieczne są zmiany. Najnowsza premiera Into the Hairy to podjęcie współpracy z Koreless (Lewis Roberts) – brytyjskim kompozytorem muzyki elektronicznej. Dokładnie adekwatny produkt do pomysłów Eyal, której stylistyka ruchu równomiernie odpowiada bitom współczesnych dźwięków. Są to jak rymy w wierszu, specyficzne rytmy na scenie. Każdorazowo spektakl oparty jest właśnie na owym powtarzalnym dźwięku, który kształtuje gest, przesunięcia, rytmikę. To wyczulenie jest jak bicie serca, uderzanie pulsu, tykanie zegara. I w owej powtarzalności buduje się wielkość choreograficzna. Indywidualna kreska ogarnia umysły odbiorców, którzy chłoną wizyjny świat izraelskiej artystki.

Najnowsza praca, rozpisana na ósemkę tancerzy, jest dokładnie owym pulsem, dość ekscentrycznym, co wynika z tytułu. Bohaterem stają się włosy, ich struktura, faktura i wnętrze. Tchnienie życia jest jak kwiat dla ensemblu, który skupiony po środku sceny rozpoczyna nowe życie. Ubrani na czarno w kostiumach z domu mody Christiana Diora, autorstwa Marii Grazia Chiuri, w ciemnych odcieniach sceny, z delikatnym światłem Alona Cohena, poczynają oddychać, budzić się do egzystencji. Owa demoniczna siła przesuwającej się masy jest zastanawiająca. Bowiem każdy ruch jest jak oddech, dokładnie wymierzony, wymyślony i przemyślany. Podkład muzyczny nie jest przypadkowy. Dokładny każdy dźwięk współgra z tanecznym krokiem, który sunie od lewej do prawej, zmienia się w wijącą figurę, a także wyrzeźbione, statyczne pozy. Eyal jest niezwykle konsekwentna. Oczarowuje techniką tancerzy, synchronicznością, demonicznym spojrzeniem oczu i pięknem ruchu. Owych interpretacji może być wiele. Nie tylko spadający włos, przeczesanie, ale również to, co możemy znaleźć pod mikroskopem – insekty, które tworzą własne siedliska egzystencji. Into the Hairy jest właśnie mistrzowską taneczną, grupową opowieścią. Nie ma wyróżniających się solistów, są pasaże wspólnoty, która bez siebie nie może istnieć, oddychać, ale musi tańczyć, żyć. Całość współgra z muzyką, która jest jak dziewiąty tancerz wieczoru – dopełnienie i uzupełnienie. Ciała tancerzy pulsują zjawiskowo. Są mechaniczne jak podkład. Elektronika kształtuje cielesność, biologia ulega twórczości ludzkiej. Przedstawienie to niczym świetnie skonstruowana idealna partytura, a tancerze zmieniają się w perfekcyjnie wyćwiczone mechaniczne lalki, choć nieustannie z bijącym rytmicznie sercem.

Już niedługo polscy widzowie będą mieli szansę, podczas Łódzkich Spotkań Baletowych, zobaczyć jedną z wcześniejszych prac Sharon Eyal – OCD Love. Język artystki jest zjawiskowy, niepowtarzalny, wręcz unikatowy. Reprezentuje ona świetną szkołę tańca izraelskiego i otwiera kolejny etap poznawania bogactwa oraz różnorodności artystycznej tegoż kraju. Warto poznawać to, co nowe, oryginalne i nieoczywiste. Puls, oddech, serce i świetny taniec. Czego chcieć więcej, gdy kochasz ten świat. 

Into the Hairy, Koreless, choreografia Sharon Eyal, L-E-V, premiera: czerwiec 2023, pokazy w Antwerpii, październik 2023.

[Benjamin Paschalski]


Foto: Bertranddelousphotographer

POD KRZYŻEM – „CHŁOPI” – TEATR LUDOWY W KRAKOWIE

POD KRZYŻEM – „CHŁOPI” – TEATR LUDOWY W KRAKOWIE

To było spotkanie szczególne, wręcz symboliczne. Pierwsza w moim życiu wizyta w Teatrze Ludowym w krakowskiej Nowej Hucie. Nie mówię o Scenie pod Ratuszem, tu zdarzyło mi się bywać często, ale o odwiedziny w przestrzeni w pierwszym, polskim, socjalistycznym mieście. Dlaczego miejsce jest tak istotne? Bowiem budowała się w nim wizja teatru powojennego. Przecież tu, nie tylko reżyseria, a może przede wszystkim plastyka, kształtowała oblicze rangi przedstawień. Dyrekcja Krystyny Skuszanki, z mężem Jerzym Krasowskim, to szczególny czas inauguracji w 1955 roku. Na afiszu Cud mniemany, czyli Krakowiacy i Górale Wojciecha Bogusławskiego z muzyką Jana Stefaniego, w inscenizacji Leona Schillera, ale reżyserii Wandy Wróblewskiej.

STRZAŁY AMORA – „DON KICHOT” – BALET OPERY NA ZAMKU W SZCZECINIE

STRZAŁY AMORA – „DON KICHOT” – BALET OPERY NA ZAMKU W SZCZECINIE

W naszym kraju klasyka baletowa to ograniczone pole repertuarowe. Jak mantrę sceny powtarzają te same propozycje i widz podróżnik zachodzi w głowę czy można coś nowego jeszcze wymyślić, aby odejść od sztampowej, jednorodnej idei narracyjnej? Otóż można! Takowy przypadek właśnie ma miejsce w Szczecinie, gdzie pole artystyczne zagospodarowała choreografka Anna Hop, tworząc ciekawą, oryginalną i dowcipną, choć czerpiącą z klasyki Mariusa Petipy, wersję Don Kichota z muzyką Ludwiga Minkusa. Droga do owej premiery była długa oraz zawiła i już jej analiza wystarczyłaby za treść recenzji.