Najnowsze

Najlepszy brunch w Warszawie! Azyl dla zagubionych Warszawiaków – Koko&Roy

Najlepszy brunch w Warszawie! Azyl dla zagubionych Warszawiaków – Koko&Roy

Czy może być coś przyjemniejszego niż leniwe, sobotnie czy niedzielne przedpołudnie spędzone z przyjaciółmi, przy stole zastawionym pysznościami? To po prostu idealny plan na spędzenie weekendowego poranka. Moda na brunche cieszy się ostatnio coraz większym zainteresowaniem, a miejsc proponujących tę formę wizyt jest coraz więcej. Sprawiajmy sobie frajdę i czerpmy z tej mody jak najwięcej! Świetnym miejsce na taki weekendowy wypad jest warszawski Koko&Roy. Restaurację znajdziecie na Wilczej 43.

WIRUJĄCY SEKS czyli „Don Juan” – Teatr Wielki w Poznaniu

WIRUJĄCY SEKS czyli „Don Juan” – Teatr Wielki w Poznaniu

W latach osiemdziesiątych XX wieku, pod takim tytułem, na polskich ekranach królował film z Patrickiem Swayze i Jennifer Grey. W rzeczywistości chodziło o legendarny dziś obraz – Dirty Dancing. To był wielki hit, tłumy przed kasami i na seansach. Słowo „seks” jak zakazany owoc wpływało na frekwencyjny sukces. Publika zachęcona tytułem była przekonana, że to erotyk. Jednak oprócz nawet ciekawych sekwencji tanecznych, okazał się on mdłym romansidłem, których dziś pełno za sprawą południowoamerykańskich produkcji.

O WOLNOŚCI czyli „Gargantua i Pantagruel”

O WOLNOŚCI czyli „Gargantua i Pantagruel”

Wolność to jedna z najważniejszych kategorii w życiu człowieka. Możliwość działania zgodnie z samym sobą, wedle własnego wyboru, bez narzuconych wzorców, schematów i potencjalnych oczekiwań. To niezależność od przymusu innej jednostki, ale również różnych wspólnot, które przekonane są o posiadaniu monopolu na jedną prawdę i nadrzędne zdanie. Pojęcie, które odmieniamy na wszystkie możliwe sposoby wskazujemy jako fundamentalne dla państwa demokratycznego. Jednak nie zawsze deklaracja idzie w parze z rzeczywistością. O świecie zabijania wolności traktuje najnowsza premiera Teatru im. W. Horzycy w Toruniu przygotowana wspólnie z opolskim Teatrem im. J. Kochanowskiego – Gargantua i Pantagruel Francoisa Rabelaisa w reżyserii Jakuba Skrzywanka. I jest to widowisko niezwykle różnorodne i zjawiskowe. Może nie przypadnie ono wszystkim odbiorcom do gustu, ale jest świetną metaforyczną opowieścią o hamowaniu wolności i niweczeniu równości.

W młodości było mi dane oglądać spektakl w Teatrze Polskim w Warszawie w reżyserii Kazimierza Dejmka Żywot Józefa na podstawie utworu Mikołaja Reja. Jednym z jego elementów, szczególnymi przerywnikami głównej akcji, były dwie krotochwile: kupiecka i piekarska. Pełne rubasznego humoru, prześmiewczości i dosadności ukazywały radość życia renesansowego czasu. Oglądając spektakl toruński w myślach powróciły sceny z Ignacym Machowskim, Wiesławem Gołasem, Damianem Damięckim czy Bogdanem Baerem. Analogie nie są przypadkowe. Tekst Rabelaisa to kwintesencja odrodzeniowej sztuki literackiej. Opowieść o losach dwóch olbrzymów Gargantuy i Pantagruela ukazuje szczególny czas przejścia od ciemnego okresu średniowiecza, gdzie życie dla Boga stanowiło kwintesencję ludzkiej, ziemskiej egzystencji na rzecz uciechy i radości życia następującej epoki jasności rozkwitu nauki i sztuki. Śmiech jest jednym z naczelnych elementów owej zmiany. Fantazja twórcy eposu jest niesamowita i nieograniczona. Język historii, w przekładzie Tadeusza Boya-Żeleńskiego iskrzy, błyszczy i choć w części jest anachroniczny dla współczesnego widza to wywołuje nieskrępowany śmiech publiczności.

Toruńsko-opolska realizacja to z jednej strony próba dialogu ze światem renesansu. Świadczy o tym przygotowanie i wykonywanie mużyki na żywo autorstwa Karola Napelskiego oraz wspaniałe kostiumy ukazujące postaci zwierzęce autorstwa Anny Marii Kaczmarskiej i Mikołaja Małka. Scenografia jest minimalistyczna. Centralny punkt to basen-chrzcielnica, w której dokonuje się poród Gargantuy. Jest to główne pole gry, podwyższenie jak w jarmarcznym teatrze ulicznym. Wokół niego koncentruje się akcja. Faktycznie, tak jak we wspomnianym spektaklu Dejmka, to zbiory scenek wywiedzione z oryginalnego utworu, a opracowane przez dramaturga Pawła Soszyńskiego. Misteryjny charakter widowiska jest świetnym zabiegiem bowiem strona wizualna, światło, muzyka budują pełny obraz dla uniwersalnej historii. Przedstawienie można podzielić na dwie części. Pełne rubasznego, obscenicznego humoru początkowe fragmenty, gdy feria pomysłów inscenizatora jest eksplozją niesamowitych przygód, losów i anatomicznych opisów bohaterów. Klimat zmienia się, gdy owa niezależność i nieskrępowana wolność poczyna być niweczona i obracana w proch. Klasztor, będący synonimem wieży Babel, gdzie wszystko dozwolone i nieograniczone gdy zostanie zdobyty, przez Inkwizytora będącego wielkim Jaszczurem, wraz z nim upada wszelka wolność ludzkiej jednostki. Skrzywanek świadomie stosuje takowy zabieg. Pokazuje świat, radości i ludzkiej szczęśliwości systematycznie i świadomie wypierany i ograniczany. Dotychczasowi radośni bohaterowie stają się kościotrupami wieku ciemności i zakazów.

Fantazja reżysera jest wielka. Mimo, że należy do najmłodszego pokolenia, to za każdym razem spotkanie z jego wizją sceny to interesujące doznania. W poprzednim sezonie świadectwem talentu stało się Mein Kampf w Teatrze Powszechnym w Warszawie. W Gargantui i Pantagruelu jest równie ciekawie. Skrzywanek czerpie wiele z popkultury, obrazy są atrakcyjne i różnorodne. Akcja płynnie przechodzi do kolejnych scen. A na długo w pamięci pozostanie dialog Jaszczura przez Żabę z Kurą, której zostają przyniesione dwa gołe miecze jako wyzwanie do walki, dokładnie jak w bitwie pod Grunwaldem. A wielki śmiech, choć dla wielu może być to przekroczenie granicy dobrego smaku, wywołuje scena tortur. Oj jest na co popatrzeć! Ale nie tylko opanowanie sceny jest wielkim atutem przedstawienia. To również jego odwołanie do współczesności. Bo świat wywiedziony z renesansowej rzeczywistości idealnie ukazuje naszą codzienność. Gdzie wolność staje się popularnym sloganem, a nie rzeczywistą wartością społeczną, w której inność i odmienność skazywana jest na eliminację.

Nie byłoby tego spektaklu bez szóstki wspaniałych aktorów, którzy są i uczestniczą w tym misterium. Śpiewają, grają na instrumentach, bawią widza jak w dobrym kabarecie. Wielkie brawo dla owej mieszanki artystycznej toruńsko-opolskiej.

Teatr jest miejscem refleksji o nas samych. Nie znoszę spektakli obojętnych wobec tego co dzieje się wokół. Doświadczenie toruńskie jest przeciwieństwem takowego myślenia o scenie. Tu przeszłość miesza się z teraźniejszością. Jest świetną zabawą i przestrogą dla naszego świata za oknem.

Gargantua i Pantagruel, F. Rabelais, reż. Jakub Skrzywanek, Teatr im. W. Horzycy w Toruniu/ Teatr im. J. Kochanowskiego w Opolu, pokazy w Toruniu, premiera: luty 2020.

                                                                                                 [Benjamin Paschalski]

ZRODZONA ZE ŚMIERCI czyli „Frida” – Het Nationale Ballet w Amsterdamie

ZRODZONA ZE ŚMIERCI czyli „Frida” – Het Nationale Ballet w Amsterdamie

W jednej z dzielnic Meksyku stoi niebieski dom z zielonymi okiennicami. Po środku wejście udekorowane w różnokolorowe kwiaty. Napis oznajmia – dom Fridy. Przed nim kolejka chcących oddychać przeszłością artystki. To ci, którzy znają lub chcą poznać tę magiczną, ciągle nieodkrytą bohaterkę Meksyku. Kilka ulic dalej kolejna rezydencja. Zupełnie odmienna. Żółte ogrodzenie, nijaka posesja. Tu ukrywał się Lew Trocki, gdzie dosięgła go ręka partii i śmierci. Dwójka wybitnych ludzi prawie na jednej ulicy. To niesamowite doznanie i przeżycie. Również takowym była ostatnia wizyta w Amsterdamie, gdzie w Het Nationale Ballet Annabelle Lopez Ochoa przygotowała baletową wersję opowieści o Fridzie Kahlo.

Gdzie zjeść w Rzymie? 5 ciekawych i smacznych miejsc!

Gdzie zjeść w Rzymie? 5 ciekawych i smacznych miejsc!

Rzym to miejsce, w którym nie obowiązują żadne konwenanse. Miasto, w którym naklejki poleceń z TripAdvisora drukuje i przykleja się samemu, na chama, może zaskoczyć, poruszyć, rozbudzić zmysły i poczęstować fantastycznym jedzeniem, którego nigdy nie jest za wiele. Kuchnia włoska to wiele wspaniałych potraw, tyle złożonych, a jednak prostych smaków. Po prostu żal nie jeść, nie próbować i nie tyć. Dlatego blisko tygodniowy pobyt w Rzymie mimo przejścia pieszo 90 km, zaowocował kilkoma dodatkowymi kilogramami. Szczerze? Polecam!

SEN JANUSZA czyli „Halka” – Teatr Wielki-Opera Narodowa

SEN JANUSZA czyli „Halka” – Teatr Wielki-Opera Narodowa

Aktywność operowa Mariusza Trelińskiego, reżysera i dyrektora artystycznego Teatru Wielkiego-Opery Narodowej, to pasmo wielkich sukcesów, ale i również błądzenia scenicznego. Z jednej strony wychodziłem zauroczony z jego Madama Butterfly przed laty zainscenizowanej na warszawskiej scenie z Izabelą Kłosińską w roli Cio-cio-san. To wspaniałe widowisko, przejmujące i urzekające barwą Japonii, ale oderwane od sztuczności kwiatów wiśni i pseudo pagody, podbiło uczucia widzów operowych na całym świecie. Z dalszych przedstawień cenię sobie dwie pierwsze realizacje Króla Rogera Karola Szymanowskiego. Pierwszą warszawską podszytą nutą homoseksualnej miłości ze wspaniałym pomysłem i kreacją alter ego tytułowego bohatera wykonywaną przez tancerza Maksima Woitiula. Kolejna to premiera wrocławska z fantastycznym aktem pierwszym rozegranym w świątyni, gdy obraz nawiązywał do scen z watykańskiego placu św. Piotra z dnia pogrzebu Jana Pawła II, gdy karty Pisma Świętego przekładał niespodziewany, duchowy wiatr. Te spektakle uskrzydlały, pokazywały żarliwość i nowe spojrzenie na sztukę muzyczną. Wiele spektakli Trelińskiego odrzucam jako powielane schematy, wtórne względem siebie i powtarzające utarte tropy. Tak było z Salome i Turandot, Traviatą i ostatnią wersją Króla Rogera – zabitą nadmiarem, lub brakiem, pomysłów. Mimo owych zastrzeżeń siłą spektakli tegoż reżysera jest filmowe myślenie i spostrzeganie świata. To zasługa wykształcenia i szlifów w kinematografii z najważniejszym dokonaniem filmowym ekranizacją powieści Stanisława Ignacego Witkiewicza Pożegnanie jesieni. To najlepsze przeniesienie na ekran twórczości Witkacego, gdzie stykała się strona intelektualna z niebanalną wizyjnością formy wspartą muzyką Michała Urbaniaka. W świecie opery nieodłącznym towarzyszem Trelińskiego jest scenograf Boris Kudlicka, którego pomysł dekoracyjny i wizualny dopełnia pełni widowiska. Najnowsza premiera w Operze Narodowej to wielki sukces na miarę Butterfly sprzed lat. Podobnie jak wówczas lukrowany pseudo obraz kraju kwitnącej wiśni został zastąpiony fantazją na temat azjatyckiego państwa, tak ma się obecnie inscenizacja Halki Stanisława Moniuszki.

Twórcy w swojej realizacji odchodzą od utartego wzorca wystawiania opery zawsze według podobnego schematu: posiłkowania się na wyrobach z cepelii wspartych fantazją góralsko-małopolskiej tradycji. Tym razem, w warstwie inscenizacyjnej, całość utworu oderwana jest od dychotomii dwór-biedni chłopi (górale). Akcję osadzono w połowie lat siedemdziesiątych dwudziestego wieku. Świadczą o tym stroje – rozszerzane spodnie, botki i sukieneczki mini u kobiet, bokobrody i sumiaste wąsy u mężczyzn. Oglądając spektakl nasuwają się dwa przeboje tamtego czasu Małgośka Maryli Rodowicz oraz Windą do nieba Dwa plus Jeden. Akcja została osadzona w luksusowym, jak na tamte czasy, hotelu w górskiej okolicy. W lobby gości wita nieśmiertelny biały miś. To rzecz jasna, że myśli wędrują do Zakopanego, a jak wyznacznik pieniądza tamtych dni to musi być to kultowy „Kasprowy”. Całość dekoracji i kostiumów to odcienie czerni i bieli. Wyglądają one znakomicie i zjawiskowo. Niby tak niewiele, a tworzy się przez to paleta kolorów choć tylko zamknięta w dwóch barwach. Przedstawienie jest rozegrane w jednej przestrzeni, na scenie obrotowej, która zmienia pola akcji od pokoju, poprzez salę bankietową, hall i kuchnię. Strona wizualna jest urzekająca i stanowi szczególny ozdobnik całej kompozycji inscenizacyjnej.

Punktem centralnym, napędzającym akcję opery, został uczyniony Janusz. To w jego śnie i na jawie toczy się miłosna gra i niespełnienie. Akcja dwóch części rozpoczyna się od dochodzenia milicji w następstwie samobójstwa Halki. Janusz to wielka, niespełniona miłość i ojciec dziecka kelnerki-góralki. Jest on obecny cały czas na scenie – cierpi, rozpacza, niedowierza we własne wybory. Halka obłąkana, poszukująca ostatniego uczucia odnajduje je u kelnera Jontka, który staje się jedynym, który staje w obronie jej godności. Pozostali główni bohaterowie kompozycji Stolnik ze swoją córką Zofią oraz Dziemba to nowi dorobkiewiczowie czasów gierkowskiej prosperity. Kontrast światów jest jasny i klarowny: goście weselni jako bogacze oraz bananowa młodzież oraz pracownicy hotelu, grupa biednych – kelnerów i kelnerek, kucharek i kucharzy. Dwie rzeczywistości, mimo, że w powielanych sloganach tamtego czasu równość społeczna stanowiła wyznacznik propagandowy partii.

Największym atutem realizacji jest praca nad poszczególnymi rolami. Dokładne studium postaci ukazuje ich wewnętrzny rys, stan emocjonalny i uczucia. Najlepiej wypada w owej grze aktorskiej Halka (Izabela Matuła) i Jontek (Piotr Beczała). W pełni rozumiejący swoje postaci kształtują krwiste role, które szargane emocjami skazane są na porażkę życia.

Opera to przede wszystkim strona muzyczna. Ta wypada niestety różnie. Pochwalić należy w pierwszej kolejności bardzo dobrze przygotowaną i prowadzoną orkiestrę przez Łukasza Borowicza. Niestety już tego nie można powiedzieć o chórze, który wielokrotnie śpiewał niespójnie i niejednolicie. Z partii na pierwsze miejsce wysuwa się oczywiście zjawiskowy, o pięknej barwie głos tenorowy Piotra Beczały. Nie tylko aktorsko, ale właśnie wokalnie zachwycił publiczność warszawską otrzymując burzliwe oklaski po wykonaniu arii: I ty mu wierzysz oraz Szumią jodły. Drugą wokalną perłą jest występ Izabeli Matuły. Jej Halka jest przeszywająca do bólu, głos zniewalający i urzekający. Niestety Stolnik Krzysztofa Szumańskiego w ogóle był nie do usłyszenia, mało dźwięczny i matowy. A obsadzenie Tomasza Raka w roli Janusza to chyba nieporozumienie. Wokalnie śpiewak sprostał wyzwaniu, ale aktorsko jest zagubiony i nieporadny. Na dodatek sztuczny i schematyczny w swojej grze. Powoduje to, że pierwszoplanowy bohater staje się tłem dla innych protagonistów. Jednak największym niewypałem jest przygotowanie scen tanecznych: mazura i tańca góralskiego. Niemoc choreografa Tomasza Jana Wygody została ograna puszczeniem w ruch sceny obrotowej inscenizując poszczególne zakamarki hotelowego obiektu. To duży niedosyt, gdyż zazwyczaj właśnie owe układy stają się pełnym dopełnieniem wystawienia utworu Moniuszki.

W Teatrze Wielkim-Operze Narodowej powstał świetny spektakl, który posiada filmowy montaż, zjawiskowe role oraz dopracowaną stronę muzyczną. To niesłychana podróż w mroczny czarno-biały świat pewnego hotelu, gdzie czai się pożądanie i zbrodnia. Ale największym walorem jest ukazanie, że Moniuszko to atrakcyjny kompozytor, który tworzył pełne emocji i żarliwości utwory atrakcyjne dla wszystkich zakątków świata. Kiedyś, wielką orędowniczką jego twórczości była Maria Fołtyn, która w jednej stylistyce realizowała opery tegoż kompozytora na całym świecie. Zerwanie z tą tradycją to dobry sygnał na nowe pomysły na Moniuszkę. Mariusz Treliński pokazał świetną drogę do rekonstrukcji naszych narodowych utworów muzycznych. Czekamy na więcej, bo tylko tą drogą opera staje się miejscem dla wszystkich, a nie tylko skostniałym archiwum pamięci o przeszłości i tradycji.

Halka, Stanisław Moniuszko, dyrygent: Łukasz Borowicz, reżyseria: Mariusz Treliński, Teatr Wielki-Opera Narodowa, premiera: luty 2020.

OGRANICZAĆ, CENZUROWAĆ, ZAKAZYWAĆ czyli „Oni” – Teatr Polski im. w Warszawie

OGRANICZAĆ, CENZUROWAĆ, ZAKAZYWAĆ czyli „Oni” – Teatr Polski im. w Warszawie

W Teatrze Polskim w Warszawie Piotr Ratajczak we współpracy z dramaturżką Joanną Kowalską przygotował premierę Onych. I owa inscenizacja perfekcyjnie koresponduje z naszą rzeczywistością. Wbrew powierzchownej opowieści, która dotyczy rewolucji mechanizacji reprezentowanej przez nowy tajny rząd dążący do unicestwienia wszystkiego co człowiecze i ludzkie, to podskórnie jest to historia o naszym dniu dzisiejszym. Kalikst Bałandaszek, utracjusz i artysta, posiadacz zacnej kolekcji malarskiej oraz jego partnerka Spika Tremendosa, aktorka i zaangażowana artystka, zostają poddani inwigilacji nowej, choć jeszcze ukrytej władzy.

PRZEZ RAJ, CZYŚCIEC I PIEKŁO NA OBROTOWEJ SCENIE czyli „Boska komedia” Teatr Powszechny  w Warszawie

PRZEZ RAJ, CZYŚCIEC I PIEKŁO NA OBROTOWEJ SCENIE czyli „Boska komedia” Teatr Powszechny w Warszawie

W warstwie literackiej to przedstawienie, które trudno sklasyfikować, bowiem tekst jest poszarpany, nielogiczny, nijaki. Pierwszy monolog Sandry Korzeniak można zamknąć w stwierdzeniu: kilka słów o człowieku i jego kupie. Jest to przerażająca, nudna i nijaka sekwencja. Podobnie wypadają wykrzyczane przez Bartusia 419 teksty odwołujące się do rzeczywistości społecznej. To szczyty grafomanii, które łączy jedno: bełkot. Jako dramaturga Garbaczewski zaprosił do realizacji spektaklu rapera Kozę, tylko pytanie jaki był tego cel? Trudno doszukać się sensu i zrozumienia, bo nawet dopisane frazy są mdłe i puste, które wzbudzają śmiech i politowanie.