Najnowsze

TUK TUKIEM PRZEZ ŚWIAT czyli „Rasa” – Opera Ballet Vlaanderen

TUK TUKIEM PRZEZ ŚWIAT czyli „Rasa” – Opera Ballet Vlaanderen

Dla niewtajemniczonych tuk tuk to w Bangkoku najszybszy środek transportu. Mały, zwinny pojazd, który gdy przyspiesza wydaje specyficzny odgłos. Zero bezpieczeństwa i pasów, ale jest szybko i sprawnie – symbol aglomeracji, stolicy Tajlandii. Podobne środki lokomocji mają Indie. Tylko klasycznie były to riksze, dziś ich miejsce zajęły pojazdy o identycznej nazwie, ale napędzane silnikiem. Taki specyficzny automobil to kluczowy element scenografii baletu Rasa w choreografii Daniela Proietto w Ballet Vlaanderen. Ten młody tancerz argentyński, który osiągnął wiele laurów jako solista, otrzymał szansę realizacji pełnego spektaklu w jednej z najlepszych kompanii tanecznych Europy. I chyba czasem lepiej błyszczeć na scenie niż przechodzić do kręgu realizatorów, gdy ma się tak niewiele i nieudolnie coś do powiedzenia.

SAM NA WIELKIEJ SCENIE czyli „Ja jestem Hamlet” Teatr Nowy Poznań

SAM NA WIELKIEJ SCENIE czyli „Ja jestem Hamlet” Teatr Nowy Poznań

„Sam już na wielkiej, pustej scenie”. Tak jak Wyzwolenie wpisane jest w tkankę teatru, analogicznie Agata Duda-Gracz w poznańskim Ja jestem Hamlet osadza dramat w środowisku sceny, miejsca szczególnej wspólnoty. Na myśl, jej koncepcja, przywodzi również film Aktorzy prowincjonalni Agnieszki Holland, a także serial Artyści Moniki Strzępki i Pawła Demirskiego. Wszystkie przytoczone porównania wskazują na pole akcji – teatr współczesny, dziś. Dla widzów miejsce magiczne, a aktorów i twórców codzienność: praca i ciężki znój. Agata Duda-Gracz kpi, opisuje, analizuje owe miejsce, pokazuje jego wnętrze. Współczesna scena staje się w jej interpretacji wydmuszką, polem dla hochsztaplerów i artystycznych oszustów.

IKONY TEATRU I CODZIENNOŚCI czyli „Ach, jak godnie żyli” – Teatr Powszechny Warszawa

IKONY TEATRU I CODZIENNOŚCI czyli „Ach, jak godnie żyli” – Teatr Powszechny Warszawa

W życiu codziennym mamy coraz mniej autorytetów. Upadek i degradacja życia publicznego (politycznego) wpływa na nas samych, gdyż brakuje nam wzorców postępowania i zachowania.Wyprzedaż wartości jest powszechna. Liczy się pieniądz i dobre życie. A co z tym co najważniejsze – godnością? Niekwestionowanym autorytetem dla pokoleń uczestniczących w życiu teatru studenckiego był poznański Teatr Ósmego Dnia. Scena szczególna również dla piszącego te słowa. Bowiem nie widziałem historycznych przedstawień, ale towarzyszę ludziom tego teatru i spektaklom sceny od końca lat dziewięćdziesiątych XX wieku. Służyli mi pomocą, wspierali, a w ich działalności zawsze chodziło „o coś”. Imponowali mi postawą i aktywnością społeczną. Mimo upływu lat zawsze w słusznej sprawie, w obronie innych, słabszych – człowieczeństwa. I właśnie tejże formacji poświęcona jest najnowsza premiera Teatru Powszechnego w Warszawie w reżyserii Marcina Libera. I jest jeszcze jedna analogia. Z offu podczas prologu spektaklu padają znamienne słowa: „Nazywam się Marcin L. jestem dzieckiem Teatru Ósmego Dnia”. Pisząc pod kryptonimem mogę orzec identycznie o sobie: duchowo czuję się dzieckiem tejże grupy teatralnej.

Ach, jakże godnie żyli tytułem odwołuje się do spektaklu Ósemek z końca lat siedemdziesiątych XX wieku (Ach, jakże godnie żyliśmy) i jest z jednej strony w miarę linearną opowieścią o poznańskiej grupie od połowy lat sześćdziesiątych do faktycznie dnia dzisiejszego. Śledzimy, jak w historycznej naukowej pracy, losy wspólnoty: Lecha Raczaka, Ewy Wójciak, Marcina Kęszyckiego, Adama Borowskiego i Tadeusza Janiszewskiego. Przez zespół przewinęli się również inni współpracownicy, niestety przemilczani w scenariuszu. Dla widza może być to ciekawy obraz przeszłości teatru w reżimie niedemokratycznym, reglamentowanej wolności i ograniczeniach cenzury. Jednak dla znawców okaże się to odtwarzaniem znanej prawdy. Mimo to wygrywa forma opowieści, która jest imponująca. To nie tylko suche odtwarzane fakty, ale bardzo udanie zainscenizowane mikroscenki, które oddają klimat dawnych dni. Z drugiej strony spektakl to dyskurs z przeszłością i prawdą. Osobiście najbardziej wstrząsające okazują się polemiki z Jerzym Grotowskim. Guru teatru ukazany jest jako hochsztapler i konformista artystyczny. Cytaty z tekstu autorstwa Lecha Raczaka, opublikowanego w miesięczniku „Dialog”,  Para-ra-ra, nie pozostawiają złudzeń. Ósemki realizowały teatr całym życiem, sobą, postawą i zaangażowaniem, a Teatr Laboratorium zapatrzony w wyraz i przeżywanie artystyczne odrywał się od funkcji społecznej sceny i zaangażowania politycznego. Niezwykle wymowna jest jedna z ostatnich scen spektaklu, gdy aktorzy ubrani w barokowe stroje odtwarzają układ taneczny – konformistyczny gest obłudy. Niezgoda i sprzeciw budzą się w oglądających. Chcemy prawdy, chcemy sceny, chcemy wolności. Nie gorsetu i peruki, maski, pozy i mimiki.

Aktorsko spektakl jest wielkim doznaniem artystycznym zespołu na miarę Ósemek. Odtwarzanie kilkunastu postaci wychodzi bardzo udanie. Spojrzenia i niedopowiedzenia chyba są najcenniejsze, analogicznie tak jak w życiu. Finał. Naprzeciw siebie w skrajach sceny siedzą Anna Ilczuk (Ewa Wójciak) i Michał Czachor (Lech Raczak) zbliżają do siebie fotele, bliżej, bliżej, bliżej. Dotykają się dłońmi. Czy pojednanie jest możliwe? Czy zespolenie grupy ponownie kiedyś nastąpi? Światło gaśnie. Nie ma odpowiedzi. I jej już nie będzie. Lech Raczak odszedł na zawsze 17 stycznia 2020 roku.

Teatr i codzienność to wspólnota, a sztuka umiera gdy staje się tylko letnim komentarzem i rozrywką, a żyje wraz z pulsem swojego społeczeństwa.

Ach, jakże godnie żyli, reżyseria: Marcin Liber, Teatr Powszechny im. Z. Hubnera w Warszawie, premiera: listopad 2019.

Benjamin Paschalski

KOBIETY NA FITNESSIE czyli  „Diabły” w Teatrze Powszechnym

KOBIETY NA FITNESSIE czyli „Diabły” w Teatrze Powszechnym

? Tani, jak artystyczny warsztat szkolny, kabaret w kilku scenkach o doli i znoju kobiet w naszym kraju. Wchodząc do teatru już jesteśmy bombardowani cytatem z Tomasza z Akwinu: „Kobiety są błędem natury… z tym ich nadmiarem wilgoci i ich temperaturą ciała świadczą o cielesnym i duchowym upośledzeniu…”. Tylko jakby ktoś zapomniał, że akwinita żył w XIII wieku, a nie wczoraj i poglądy średniowieczne absolutnie nie współgrają z dzisiejszą rzeczywistością. I tak toczy się ten spektakl na siódemkę aktorów.

DUCHOWO I AUTOMATYCZNIE czyli „Solo Echo” – Goteborgs Operans Danskompani

DUCHOWO I AUTOMATYCZNIE czyli „Solo Echo” – Goteborgs Operans Danskompani

Współczesna scena baletowa Szwecji posiada swoją ciekawą historię. Powojenne losy nierozerwalnie związane są z Birgit Cullberg oraz jej synem Matsem Ekiem. Dziś uzupełnia ten duet, posiadający własny i rozpoznawalny język choreograficzny, Alexander Ekman. Wśród kompanii baletowych, oprócz Królewskiego Baletu w Sztokholmie, wyróżnia się zespół baletowy Opery w Goteborgu. Kompania prowadzona przez Katrin Hall to czterdziestu tancerzy pochodzących z dwudziestu państw. Nie tylko jej międzynarodowy charakter, ale głównie dobór repertuaru wyróżnia ją nie tylko na mapie skandynawskich, ale i europejskich formacji tanecznych.

KARYKATURY czyli „Leonce i Lena” – Ballet Narodni Divadlo w Pradze

KARYKATURY czyli „Leonce i Lena” – Ballet Narodni Divadlo w Pradze

Nie, nie będzie to relacja krytyczna ze spektaklu na podstawie utworu Jana Augusta Kisielewskiego. Tytuł recenzji odwołuje się do stylu graficznego, rysunku, który ma na celu, w formie zdeformowanej, przedstawić daną osobę w sposób prześmiewczy czy wykpiwający. Zazwyczaj takowy obraz wywołuje uśmiech odbiorcy, może nie koniecznie zainteresowanego. Styl plastyczny jest też inspiracją dla teatru ruchu, pantomimy i tańca. Przerysowane ukazanie postaci sprzyja odbiorowi widowiska przez widza. Historia baletu zna takowych bohaterów. Aby sięgnąć do najbardziej znanych to odnajdziemy ich i w Coppelii i Córce źle strzeżonej. W ostatnich latach nie powstał raczej takowy spektakl, który czerpałby w całości ze sztuki karykatury. Po takową formę artystyczną sięgnął Christian Spuck, choreograf i obecnie dyrektor baletu w Zurichu. W 2008 roku dla zespołu Aalto Ballett Theater Essen przygotował Leonca i Lenę na podstawie dramatu Georga Buchnera. W tym sezonie do swojego repertuaru włączył go balet Narodni Divadlo w Pradze prowadzony przez Polaka Filipa Barankiewicza. I jest to zdarzenie bardzo udane. Niezwykle śmieszne, świetnie opracowywane ruchowo i dedykowane dla całej rodziny.

Choreograf faktycznie wiernie opowiada historię dwójki, nie wiedzących o sobie bohaterów, a mających wstąpić w związek małżeński za sprawą układów i więzów przeszłości, Leonca – księcia królestwa Popo i Leny – królewny księstwa Pipi. Oboje, choć w odmiennych światach, żyją znudzeni i pełni nadziei na przeżycie szczęścia. Poprzez ucieczki ze swoich zamków i tajemniczym spotkaniu oraz zamaskowanym ślubie już w królestwie Popo, są sobie ostatecznie przeznaczeni na wieki, budując nierozerwalną więź pomiędzy miniaturowymi księstwami.

Akcja za sprawą ruchomej, obrotowej scenografii przesuwa się w błyskawicznym tempie zmieniając ogród królewski w salę tronową czy też balową. Jest to dekoracja prosta i funkcjonalna, by nie powiedzieć symboliczna. Dopełnieniem są zjawiskowe kostiumy Emmy Ryott, które wzmocnione charakteryzacją stają się przerysowanymi strojami, które oddają osobowość i ducha poszczególnych postaci.  Niezwykle istotnym elementem widowiska jest muzyka. To szeroki kalejdoskop kompozytorów od Johanna i Josefa Straussa, poprzez szerokie wykorzystanie twórczości Bernda Aloisa Zimmermanna do utworów quasi mechanicznych idealnie oddających klimat tańca Michaela Donnera. Jest ona wykonywana na żywo przez orkiestrę teatru pod kierunkiem Davida Sveca wsparta nagraniami odtwarzanymi z taśmy. Mimo takowego zabiegu jest to spójna linia wykonawcza, bardzo dobrze dopasowana do utworu scenicznego, choć niekiedy wkrada się w nią monotonia. Bowiem sekwencje szybkie i zespołowe wygrywają z partiami wolnymi i kameralnymi.

Przedstawienie to udana próba zbudowania kilkunastu przerysowanych charakterów. Leonce – marzyciel, zamyślony, kontemplujący. Lena, faktycznie jego odpowiedniczka tylko żyjąca w swoim oddalonym świecie. Są prawie identyczni dlatego nieświadome spotkanie przeradza się w uczucie i złączenie dwóch oddzielonych połówek jabłka. Jednak najciekawszym zjawiskiem jest dwór królewski. Tu Spuck pokazuje swoją fantazję bawiąc się świetnie tańcem i w ruch puszczając całą machinę humoru. Prym wiedzie Król Piotr (Mathias Deneux), który jest niesamowitym mistrzem ironii i śmiechu. Jego wytańczony poranek, zasiadanie na tronie, dużo większym niż postać, a przede wszystkim taniec podczas uroczystości zaślubin, gdy nie przeszkadza mu w żywiole ruchu brak muzyki, są przykładem talentu tancerza, ale również świetnej zabawy, którą niezwykle trudno opowiedzieć w formie baletowej. Cały orszak królewski – doradców, ministrów i służących to niesamowity zbiór indywiduów. Jak przystało na dwór królewski prym wiedzie Mistrz ceremonii (Laura Balogova Lausmanova), który przygarbiony, w specyficznym chodzie na przykurczonych nogach jest doświadczonym intrygantem, który w ręku trzyma i władcę jak i jego poddanych. Każda postać jest dopracowana i świetnie wymyślona. Ruch zmechanizowany pokazuje precyzję całego zespołu tanecznego. Mimo wielu pozytywów spory niedosyt pozostawiają główni bohaterowie Adam Zvonar i Magdalena Matejkova, choć winni odgrywać główną rolę są tłem dla satyrycznego dworu księstwa Popo.

Wieczór w Pradze to świetnie spędzony czas, pełen humoru i optymizmu. A balet kończy się nostalgicznym happy endem, którego potrzebuje każdy z nas.

Leonce i Lena, ch. Christian Spuck, Ballet Narodni Divadlo w Pradze, premiera: listopad 2019.

MISTERIUM WIARY czyli „Ofiara Wilgefortis” -Teatr Wierszalin w Supraślu

MISTERIUM WIARY czyli „Ofiara Wilgefortis” -Teatr Wierszalin w Supraślu

Kilkanaście lat temu o tym spektaklu mówiła cała Polska, ta zarówno teatralna jak i okołoteatralna. Stał się jednym z wielu przykładów prób ograniczania, przez polityków, wolności wypowiedzi artystycznej. Ówczesny senator Ligii Polskich Rodzin Jan Szafraniec oskarżył przedstawienie, a głównie autorów, o obrazę uczuć religijnych. Dołączyli do owego chóru nienawiści, wobec swobody twórczej, działacze lokalni – radni sejmiku wojewódzkiego. Cała akcja, wymierzona w jedną z najbardziej oryginalnych scen w naszym kraju, miała swoje konsekwencje. Wydłużyła ona proces usamorządowienia placówki i w konsekwencji stałego wsparcia działalności artystycznej przez Ministerstwo Kultury i Dziedzictwa Narodowego.

Lunch w Warszawie – 5 miejsc na lunch w okolicy Uniwersytetu Warszawskiego!

Lunch w Warszawie – 5 miejsc na lunch w okolicy Uniwersytetu Warszawskiego!

Wykorzystując swój tygodniowy urlop na próbę ogarnięcia studiów i ich zaliczenie, nie wahałem się ani chwili i przeprowadziłem lunch test miejsc blisko kampusu centralnego. Nie miałem specjalnych wymogów, chodziło tylko o dość bliskie położenie i niebycie Norą, Indeksem oraz Harendą, bo każdy już tam był i to nie raz… .Wybór padł na Selavi, Po Prostu Zachęta, Informal Kitchen, Bella Napoli oraz długo poszukiwaną (ze względu na ogromną kolejkę w Aioli) Kuchnia Wino i Oliwa – Restauracja Oliwa. Jak myślicie, gdzie zjadłem najlepiej? Gdzie było szybko i bez stresu, a gdzie pojawiły się problemy? Przedstawiam mój subiektywny ranking przetestowanych lunchy: