Najnowsze

NIEZROZUMIAŁA MULTIPLIKACJA czyli „Tramwaj zwany pożądaniem” – Teatr im. J. Osterwy w Lublinie

NIEZROZUMIAŁA MULTIPLIKACJA czyli „Tramwaj zwany pożądaniem” – Teatr im. J. Osterwy w Lublinie

Dramaty Tennessee Williamsa w ostatnich latach, na polskich scenach, goszczą sporadycznie. Kilka lat temu przeżywały swój powrót za sprawą tłumaczeń Jacka Poniedziałka, gdy w jego reżyserii do Opola trafiła Szklana menażeria. Również w pamięci teatromanów pozostał Tramwaj na podstawie Tramwaju zwanego pożądaniem w reżyserii Krzysztofa Warlikowskiego z Isabelle Huppert i Andrzejem Chyrą z paryskiego Odeonu. Osobiście cenię sobie przedstawienie sprzed kilkunastu bodajże lat, gdy na deskach warszawskiego Teatru Dramatycznego występował berliński Volksbuhne z luźną adaptacją Tramwaju… autorstwa Franka Castorfa, zatytułowany Endstation Amerika.

POŚPIEWAJMY, POGADAJMY czyli „Przodownicy miłości. Rewia związkowo-robotnicza” – Teatr Zagłębia w Sosnowcu

POŚPIEWAJMY, POGADAJMY czyli „Przodownicy miłości. Rewia związkowo-robotnicza” – Teatr Zagłębia w Sosnowcu

Jest karnawał, jest zabawa. Chyba taki cel przyświecał dyrekcji teatru w Sosnowcu do przygotowania ostatniej premiery. I mimo zastrzeżeń, głównie do warstwy dramaturgicznej, jest to założenie słuszne. Spektakl posiada dobre tempo, jest dowcipny, melodie wpadają w ucho, a układy taneczne przyjemne dla oka. Czegóż trzeba więcej? Chyba nic, jeżeli przychodzi się do teatru po dziewięćdziesiąt minut niezobowiązującej rozrywki. Osobiście tego potrzebowałem i się nie zawiodłem.

KOBIETY WIDZĄ ŚWIAT czyli Panny z Wilka w reżyserii Agnieszka Glińskiej, Stary Teatr w Krakowie

KOBIETY WIDZĄ ŚWIAT czyli Panny z Wilka w reżyserii Agnieszka Glińskiej, Stary Teatr w Krakowie


Danuta Rinn przed laty śpiewała wielki przebój – „Gdzie ci mężczyźni…”. Owe słowa powtarzane są wielokrotnie w poszukiwaniu archetypu męskiego. Wzorca, ideału, idola. Kogoś kto kocha płci męskiej, albo tylko kogoś kto zwróci uwagę na inną osobę – słowem czy gestem. Panny z Wilka, opowiadanie Jarosława Iwaszkiewicza, które weszło do kanonu polskiej literatury również za sprawą filmu Andrzeja Wajdy, stało się obecnie kanwą dla spektaklu przygotowanego przez Agnieszkę Glińską w Starym Teatrze w Krakowie. Reżyserka nigdy nie pozostaje obojętna na sprawy kobiet, ich miejsca w świecie, ale co najcelniejsze w relacjach międzyludzkich. Kobieta staje się każdorazowo punktem zwrotnym przedstawień. I tym razem nie mogło być inaczej. Inscenizatorka, we współpracy ze współautorką adaptacji Martą Konarzewską, buduje Wilko jako miejsce, w którym świat kobiecy jest nadrzędny i przez jego pryzmat oglądamy powrót Wiktora Rubena po piętnastu latach. I to jest wielkie odkrycie. Wielka radość odkrywania w teatrze nowych pokładów, gdzie literatura staje się inspiracją dla zbudowania alternatywnej do pierwowzoru opowieści. W Starym niby oczywista i znana historia otrzymuje nową jakość, wyraz i blask. To wielka radość teatralnej przygody. Ten spektakl chłonie się, pożera. Jego prosta konstrukcja jest bowiem wspaniałym antydotum na przekombinowane pomysły teatru postdramatycznego.

Wiktorów jest dwóch – dojrzały, w tej roli Adam Nawojczyk i młodszy Szymon Czacki. Ich (jego) podróż do miejsca egzystencji ciotki, ale głównie majtku, w którym kilkanaście lat wcześniej był nauczycielem, ma charakter terapii. Co jest powodem owego kroku w ustabilizowanym życiu blisko czterdziestolatka? To pozostanie zagadką. Przewija się jak mantra wątek zmarłego przyjaciela. Ale więzi i głębia relacji nie pozostają niewyjaśnione. O terapeutycznym charakterze wakacji w Wilko świadczyć mogą początkowe sceny spektaklu. W rozmowie Wiktora z samym sobą, jak w gabinecie u psychoanalityka podejmuje decyzję o podróży do bajkowego miejsca sprzed lat, gdzie sześć sióstr podlegało jego edukacyjnej kurateli. I teatr nabiera magii. Bowiem pięć bohaterek (jedna nie żyje) rozpoczyna swoje spotkania z przybyszem.

 Agnieszka Glińska buduje pięć rozdziałów tej opowieści, z których każdy nosi imię jednej z sióstr. To nie tylko narracje ponownego spotkania, ale również reminiscencje przeszłości. Tych chwil wzniesień i porażek. Rozpoczyna się ów dialog od spotkania z Tunią, która traktuje Wiktora jako podeszłego człowieka, nie wartego głębszych uczuć. Pozostałe dawne panny pełne uniesień, maskują lub eksponują uczucia, których obiektem był, a nawet nadal jest bohater. Najlepszym motto pozostanie piosenka, śpiewana przez bohaterki do słów Agnieszki Osieckiej: „Powiedz, gdzie dziewczyny są, gdzie się pogubiły? Powiedz, gdzie dziewczyny są, co z nimi dziś?”. Reżyserka obdarowuje bohaterki siłą i pewnością siebie. Kazia to nie tylko gosposia w domu, ale również poszukująca pisarka. Zosia nie tylko bawi dziecko, ale również zaczytuje się w Virginii Woolf. Jola czerpie z życia pełnymi garściami otaczając się socjalistyczną młodzieżą, a Julcia pozostaje wyniosłą panią, której dawne młodzieńcze wzniesienia dawno uleciały i wyparowały. Świat w Wilko uległ całkowitej przemianie, nie tylko urosły drzewa, ale odmienił panny, które wspominając w codzienności Wiktora, zmieniły swoje życie nie do poznania. Przybysz w tej podróży w przeszłość jest zagubiony. Można odnieść wrażenie, że powrót do młodzieńczych lat nie był spełnieniem. Bowiem czasu nie da się odwrócić. A tych, z którymi chciałoby się spotkać i porozmawiać – fizycznie już nie ma.

Spektakl w Starym Teatrze jest aktorskim koncertem aktorek sceny. Dorota Segda jako Julcia, Anna Radwan jako Kazia, Ewa Kaim w roli Joli i Paulina Puślednik w roli Zosi są idealnie obsadzone, a ich postaci bardzo dobrze poprowadzone. Nike ma powierzchowności w grze, ale artystyczny efekt wnikliwej analizy kim są bohaterki. To tworzy niezwykle udany kalejdoskop kobiecych charakterów mieszkających w wakacyjnym czasie pod jednym dachem. Odstępuje od nich Natalia Kaja Chmielewska w roli Tuni, która wymyka się powierzchownej delikatności wilkowych panien. Mimo oddania głosu kobietom to duet męski Nawojczyk-Czacki tworzy niezwykłe dopełnienie aktorskiego mistrzostwa. Skupienie, gra nie tylko słowem ale całym sobą, ukazuje ból i niespełnienie, ale również tęsknotę przeszłości.

Wieczór w Krakowie jest jak w udanym salonie artystycznym. To spektakl wielkiego szacunku dla kobiety, ale i widza. To nie feministyczna opowieść walki, ale prawdy codziennej egzystencji, uczuć i poszukiwania siebie.

Panny z Wilka wg Jarosława Iwaszkiewicza, reż. Agnieszka Glińska, Stary Teatr im. H. Modrzejewskiej w Krakowie, Scena Kameralna, premiera: marzec 2019.

                                                                                                                                [Benjamin Paschalski]

SZYBCIEJ, JESZCZE SZYBCIEJ Wielki Gatsby w choreografii Leo Mujica – Teatr Narodowy, Opera i Balet w Ljubljanie

SZYBCIEJ, JESZCZE SZYBCIEJ Wielki Gatsby w choreografii Leo Mujica – Teatr Narodowy, Opera i Balet w Ljubljanie

Ameryka, Ameryka! Wzdychamy niejednokrotnie za czarem tegoż kontynentu. Stany Zjednoczone jawią się jako magiczna kraina dobrobytu, dobrostanu i spełnionego szczęścia. Miejsca gdzie wyidealizowana kariera od pucybuta do milionera jest rzeczywiście możliwa. Szczególną estymą darzymy lata dwudzieste i trzydzieste. Tym razem zmierzyli się z materią literacką twórcy baletowi. Próby choreograficznej podjął się Leo Mujic – serbski artysta tańca, który przygotował inscenizację dla zespołu baletowego Słoweńskiego Teatru Narodowego w Ljubljanie. To próba niejednorodna, na wpół udana. A wszystko za sprawą, że chce się szybciej, jeszcze szybciej, a czasem należy zwolnić, wyciszyć, aby wybrzmiały emocje i uczucia bohaterów.

NIC NIE BOLI TAK JAK ŻYCIE – Recenzja „Śmierć komiwojażera” – Teatr Wybrzeże w Gdańsku

NIC NIE BOLI TAK JAK ŻYCIE – Recenzja „Śmierć komiwojażera” – Teatr Wybrzeże w Gdańsku

ŚMIERĆ KOMIWOJAŻERA Arthura Millera w reżyserii Radka Stępnia zaprezentowana na 8. edycji Festiwalu Polska w IMCE. Gdy wielu młodych reżyserów poszukuje eksperymentu i oryginalności Radek Stępień w Teatrze Wybrzeże w Gdańsku przygotował spektakl, który posiłkuje się najprostszymi narzędziami scenicznymi. Dobrze odczytany i zinterpretowany tekst, świetne aktorstwo oraz prosta scenografia. To wszystko złożyło się na sukces Śmierci komiwojażera Arthura Millera.

DREWNIANE BALETY

DREWNIANE BALETY

Teatr Wielki-Opera Narodowa od kilku lat, zazwyczaj jesienią, organizuje wydarzenie pod nazwą Dni Sztuki Tańca. W założeniu ma to być konfrontacja artystycznych dokonań Polskiego Baletu Narodowego z zaproszonymi zespołami gościnnymi. To zestawienie, którego wynik jest znany od początku – na korzyść Warszawy. W ostatnich dwóch edycjach program przeglądu prezentował się bardzo skromnie. W zeszłym roku przedstawiono spektakl Baletu Dworskiego „Cracovia Danza” złożony z dwóch polskich utworów: Wesele w Ojcowie do muzyki Karola Kurpińskiego i Józefa Damsego oraz Harnasie Karola Szymanowskiego. Oba w choreografii Leszka Rembowskiego. Ten wybór pokazu gościnnego zapewne spowodowany był setną rocznicą obchodów odzyskania niepodległości. Jednak jakość prezentowanych baletów trudno nazwać godnym uhonorowania na narodowej scenie. Popisy bliskie szkolnym układom, w skromnej i ograniczonej obsadzie i scenografii, raczej można było określić mianem próby ukazania klasycznego baletu, a nie dojrzałą prezentacją spuścizny sztuki tańca. W bieżącym sezonie Dni Sztuki Tańca ograniczyły się do gościnnego pokazu baletu Litewskiego Narodowego Teatru Opery i Baletu z Procesem w choreografii Martynasa Rimeikisa. Miałem okazję oglądać spektakl w Wilnie i uważam go za bardzo ciekawą próbę poszukiwania indywidualnego języka tanecznego. Jako drugi gościnny zespół wybrano polską kompanię: Kielecki Teatr Tańca.

Zespół funkcjonujący od roku 1995 pod kierunkiem Elżbiety i Grzegorza Pańtaka przedstawił dwa układy do muzyki Beli Bertoka: Drewniany Książę i Cudowny Mandaryn. I niestety była to próba całkowicie nieudana. Pierwszy z baletów niezwykle rzadko goszczący na scenach otrzymał nową oprawę dramaturgiczną autorstwa Michała Znanieckiego. Wedle jego koncepcji Książę jest Celebrytą, Księżniczka córką sprzedawczyni kwiatów, a Wróżka jej Matką. Postać Kukły Księcia została zastąpiona przez… drzewko bonsai. W widowisku banał goni banał. Początkowo Celebryta otoczony jest wianuszkiem adoratorek, które rywalizują o jego względy. Matka z córką handlują kwiatami i marzą o miłości do Celebryty – wirując ze wspomnianym drzewkiem. Nagle akcja przenosi się do lasu, w którym nawet ma miejsce coś na kształt orgii. Miłość młodych zwycięża. Matka odwraca się od córki. Rodzi się dziecko. Gwiazda dalej ugania się za kobietami, ale ostatecznie powraca na łono rodziny. O i to cała historia. Trywialna koncepcja wywołuje uśmiech politowania. Od strony tanecznej nie jest lepiej. Elżbieta Pańtak wykorzystując współczesny taniec modern-jazzowy próbowała ułożyć atrakcyjną kompozycję. Jednak należy mierzyć możliwości na zamiary. Tancerze nie posiadają siły, techniki i charyzmy do udźwignięcia postawionych zadań. Całość nie uwodzi lekkością tańca, staje się pokazem ciężkiego i topornego ruchu. Na tym tle wybija się Joanna Polowczyk w roli Matki. Ale nie ma możliwości aby udźwignąć cały spektakl. No chyba, że byłaby Mają Plisiecką w umierającym łabędziu, ale w przypadku kieleckim to tylko potencjalne życzenia. Całości dopełnia niechlujna scenografia Luigi Scoglio złożona z przenośnych białych ekranów, które służą do wyświetlania projekcji. Wygląd dekoracji odsyła nas do szkolnej sali gimnastycznej i spektaklu na zakończenie roku szkolnego.

W drugiej części – Cudownym Mandarynie nie jest lepiej. Scenografia jest niemal identyczna, tylko ustawiona w odmienny sposób. Choreograf Grzegorz Pańtak pozostaje wierny treści libretta autorstwa Menyhert Lengyel, ale cały układ jest szkolny, chodzony i faktycznie nie tańczony. Więcej w nim pantomimy, pustego ruchu, który przesuwa postaci z lewej do prawej, ale baletu faktycznie nie ma. Analogicznie jak w części pierwszej występuje jedna wybijająca się postać. To Mateusz Wróblewski w roli Mandaryna. Jego pojawienie się na scenie ożywia akcję, ale jednak to tylko kropla w nadziejach na dojrzały balet, który posiada niebagatelną historię choreograficznych dokonań w Polsce i na świecie. Konkludując otrzymujemy dwa balety, które określić można mianem „drewnianych” – wielkich aspiracji i pozornej oprawy, ale niestety mało dojrzałego ruchu przy ograniczonych możliwościach artystycznych zespołu.

Bardzo dziwią wybory artystyczne Teatru Wielkiego w doborze gościnnych polskich zespołów podczas owego przeglądu baletowego. Pokazuje to pustkę i pustynię sceny tanecznej. A przecież mamy wiele ciekawych premier na naszych scenach. I na to liczę – atrakcyjnych gości za rok.

Drewniany Książę, Cudowny Mandaryn, muz. Bela Bartok, choreografia: Elżbieta Pańtak i Grzegorz Pańtak, Kielecki Teatr Tańca, premiera: listopad 2018. Pokazy w Teatrze Wielkim-Operze Narodowej w ramach Dni Sztuki Tańca: listopad 2019.

                                                                                                  [Benjamin Paschalski]

FLAMENCO ELEKTRA czyli Elektra w Ballet Nacional de Espana

FLAMENCO ELEKTRA czyli Elektra w Ballet Nacional de Espana

Czasem trudno sobie wyobrazić, że klasyczna opowieść zaczerpnięta z dramatu antycznego, mogłaby zostać wystawiona w formie baletowej sięgającej do stylistyki polskich tańców ludowych. Czy byłoby możliwe, że Achilles przystrojony w pasiak łowicki wywija i skacze tak jak w tradycji mazowieckiej wsi? Nie do pomyślenia i chyba nie do zrealizowania. Jednak istnieją europejskie kultury, które zaszczepiają tradycję i przeszłość we współczesność, eksperymentując ze wzorcami dawnego tańca. Takim krajem jest bez wątpienia Hiszpania, gdzie flamenco wyrastające z obyczajowości andaluzyjskich Romów stało się kulturowym znakiem rozpoznawczym regionu.

SAMOTNY WOBEC ŚWIATA

SAMOTNY WOBEC ŚWIATA

Utwory literackie zawsze stanowiły inspiracje dla twórców baletowych. Powieść Ericha Marii Remarque’a, z roku 1936, Trzej towarzysze stała się kanwą dla najnowszej produkcji Łotewskiego Baletu Narodowego w Rydze. To bardzo dobry, znany i zasłużony zespół tańca klasycznego prowadzony przez Aivarsa Leimonisa. W tym przypadku zaprosił on, do przygotowania produkcji, artystę rosyjskiego Sergieja Zemlyanskiego. Choreograf bliżej nie jest zapewne rozpoznawalny dla znawców baletu, ale na pewno powinni kojarzyć jego styl fani teatru dramatycznego. Współpracował on bowiem z moskiewską grupą SoundDrama Studio Władimira Pankowa, która kilkukrotnie gościła ze swoimi spektaklami i koncertami w naszym kraju, m.in. we Wrocławiu i Olsztynie. Przedstawienia rosyjskiej formacji, przesycone ruchem i muzyką, zawsze wywoływały entuzjazm polskiej publiczności. I podobnie jest w Rydze, gdzie owacjami na stojąco zakończył się spektakl. Mimo przychylnego oddźwięku widzów pozostawia on pewien niedosyt i niespełnienie. Jest to konsekwencja stylu choreograficznego Zemlyanskiego, który określa on sam mianem plastycznej dramy. To co sprawdza się w teatrze dramatycznym, nie koniecznie można odnosić do pełnospektaklowego baletu.