Autor: admin

UZALEŻNIENI – „TELEFON”, „MEDIUM” – WARSZAWSKA OPERA KAMERALNA

UZALEŻNIENI – „TELEFON”, „MEDIUM” – WARSZAWSKA OPERA KAMERALNA

Warszawska Opera Kameralna to specyficzne miejsce. Mam wrażenie, że pod kierunkiem Alicji Węgorzewskiej, nadal poszukuje pomysłu na siebie, znaku rozpoznawczego, artystycznego wyróżnika. Repertuar wielokrotnie wydaje się przypadkowy i pogubiony. Z jednej strony istnieje tradycja Festiwalu Mozartowskiego, który przez lata kształtuje letni krajobraz miasta, ale jego program jest coraz bardziej schematyczny i powierzchowny, niewykraczający dalej niż kilka najbardziej znanych tytułów operowych Salzburczyka. Dalej niby jest Festiwal Oper Barokowych, ale przynosi on niedostatek i posiłkuje się utartymi przez lata tytułami. Jedną z nowinek instytucji, już od kilku lat, jest posiadanie drugiej sceny w dawnym budynku YMCA przy ulicy Konopnickiej.

MISTRZOWSKIE KROKI – „GIANT STEPS” – DET KONGELIGE TEATER W KOPENHADZE

MISTRZOWSKIE KROKI – „GIANT STEPS” – DET KONGELIGE TEATER W KOPENHADZE

To jeden z moich ulubionych zespołów baletowych w Europie. Jest blisko naszego kraju, choć dzieli nas morze. Kopenhaga – to również moje wymarzone do egzystencji miasto. Spokój codzienności, morska bryza, wolno płynące życie, a mimo to – metropolia. I właśnie tu ukształtowała się jedna z tradycji tańca pisana dorobkiem Augusta Bournonvilla. Dziewiętnastowiecznego tancerza i choreografa, którego twórczość oczarowywała wówczas, ale i dziś stanowi istotny element repertuarów scen na świecie. Den Kongelige Ballet od kilku sezonów prowadzi Nikolaj Hubbe, który kształtuje program niezwykle różnorodnie. Zespół prezentuje cały wachlarz przedstawień, a w ostatnich latach – te, które udało mi się zobaczyć – są ikonicznymi osiągnięciami.

MARZENIA KSIĘCIA – „KOPCIUSZEK” – JUNIOR BALLET ANTWERP

MARZENIA KSIĘCIA – „KOPCIUSZEK” – JUNIOR BALLET ANTWERP

Jakiś czas temu, na łamach tygodnika „Angora” w tekście Karolu, weź się do roboty! wywołał mnie do odpowiedzi i a może polemiki, Sławomir Pietras. Lubię jego teksty, szczypta soli, szczypta cukru. Dlatego, chętnie to czynię, bowiem dyskusja dotycząca naszego baletu winna posiadać jak najszersze kręgi, a nie tylko odbywać się w zaciszu gabinetów. Czas rozmawiać, projektować, aby zmieniać w gronie tych, którym jeszcze zależy. I może ten tekst przeczyta dwadzieścia osób, ale to i tak nie najgorzej, gdyż ktoś się zainteresuje życiem tańca. Trochę przypomina to przedwojenne dysputy na szpaltach poczytnych periodyków, ale mam nadzieję, że nie skończy się wyzwaniem na pojedynek, ale połączy nas praca i stojące wyzwania. Do rzeczy. Całość wywodu Pietrasa zrodziła się z tekstu Bożeny Kociołkowskiej, niegdysiejszej tancerki i ikony sceny warszawskiej. Może i eseju ważnego, ale niestety chybionego i nietrafionego. Jednym z największych błędów jest koncentrowanie się na liczbie obcokrajowców w poszczególnych zespołach baletowych w naszym kraju. Szczególną łatkę otrzymał Polski Balet Narodowy. I kompletnie jest to niezrozumiałe. Przeciętny widz, ja również, odwiedzając budynek przy placu Teatralnym w stolicy, chce otrzymać jak najwyższej jakości produkt artystyczny. Sztuka nie ma narodowości, szczególnie w świecie otwartych granic, wspólnej, zjednoczonej Europy. Istotą przymiotnika „narodowy” jest podmiot prowadzący. To państwowa instytucja kultury, której ranga wsparta jest właśnie mecenatem państwa. I bardzo dobrze, że Krzysztof Pastor, przeprowadzając audycje dla członków zespołu, wybiera najcenniejsze perły, które kształtują jakość tejże formacji baletowej. Tak czyni się na całym świecie – czy to w Pradze, Paryżu czy Londynie. Talent winien być najwyższym wskaźnikiem, który określa jakość kompanii. Największym kuriozum tekstu Kociołkowskiej jest wskazanie kwestii emerytur jako hamulca dla maluchów i ich rodziców, wstępowania do szkół baletowych. Nic bardziej dziwacznego nie można było wymyślić. Jakie dziecko w wieku siedmiu lat myśli o starości? Chyba żadne! Największą blokadą jest ocena szkół baletowych i tego, co mają do zaoferowania. Podstawowym problemem jest ich państwowy charakter, z nieatrakcyjnym programem, nieprzystającym do rzeczywistości i świata, który nas otacza. Pedagogiczne grono na etatach, znudzone sentymentem własnej kariery, nie ma motywacji kształcenia nowego pokolenia tancerek i tancerzy. Jednym z najważniejszych postulatów jest zlikwidowanie szkół publicznych na rzecz podmiotów prywatnych dedykowanych tańcowi, a nie szerokiemu programowi nauczania, z którego absolutnie nic nie wynika. Jak to się dzieje, że w londyńskiej szkole baletowej, tuż obok wejścia za kulisy Royal Ballet, kłębią się tłumy młodych i to w soboty i niedziele? Bo pasja i talent nie rodzi się w codzienności, ale z samozapału i zainteresowania. Kluczowym jest – dla zawodu artysty tancerza – zaangażowanie się w pracę nad ustawą o statusie artysty i wsparcie dla zawodowego przekwalifikowania. Jasna perspektywa, możliwości rozwoju, praktyki są sprawą najistotniejszą. Oczywiście rangę zawodu, kształtują również godne płace. I o to winno walczyć środowisko. Dla kontrastu warto zwrócić uwagę na kraje post-jugosłowiańskie. W Teatrze Narodowym w chorwackim Splicie, zespół baletowy składa się w głównej mierze z osób dojrzałych wiekiem, co do efektu na scenie nie będę się wypowiadał jednoznacznie. Rolą środowiska jest właśnie troska o przyszłość, nie emerytury, ale znalezienie dróg możliwości zmian własnej kariery.

Już niedługo odbędzie się Kongres Tańca w Katowicach. Miałem zamiar się wybrać, ale zrezygnowałem. Główni prelegenci to osoby tkwiące w obecnym systemie i czy naprawdę ktoś chce progresu? Należy poszukiwać nowego tchnienia, zapaleńców, którzy widzą świat przez inne okulary, niekoniecznie przeszłości, ale szerokiej odmienności i różnorodności. Spotkanie na Śląsku traktuję jako istotny networking, ale chyba raczej niezbędne jest, nawet najbardziej bolesne zewnętrzne oko, a nie wspólnotowe komentowanie rzeczywistości. Moje postulaty, jako obserwatora, a nie człowieka środowiska, to przede wszystkim zbudowanie dobrych praktyk dla zespołów baletowych. To jedno z najważniejszych zadań. Dziś, gdy mamy dominującą rolę dyrektora naczelnego, w minimalnym stopniu myślącego o kompanii baletowej, jest niezbędnym jasne ukazanie miejsca tanecznej formacji. Właśnie, nie tylko umowne partnerstwo, ale rzeczywista kooperatywa, mogą kształtować pozycję w dniu dzisiejszym. Istotnym jest wzmocnienie pozycji kierownika baletu, aby z roli głównego korepetytora stał się kreatorem programu, idei, sensu części składowej muzycznej sceny. Walka o rangę zawodu, przekwalifikowania, ale nie pasywność emerytalna, są wyznacznikami jutra. I na koniec, ukazując jak ważne jest kształtowanie młodych kadr. Spory odsetek zespołów na świecie tworzy formacje juniorskie, nazywając je wielokrotnie „2”. Tak jest w Batshevie, Nederlands Dans Theater czy Birmingham Royal Ballet. Dlaczego, idąc za tym przykładem, nie stworzyć na wzór orkiestry młodych Sinfonia Iuventus, zespołu utalentowanych absolwentów polskich szkół baletowych, którzy pod okiem najlepszych przygotowywaliby się do pracy na wielkiej scenie. Ta praktyka, właśnie z tymi, co stale występują na największych scenach świata, zbudowałaby pewność siebie, a może i nawet otworzyła drogę do kariery. I właśnie niepowiązany podmiot, z żadną ze scen w kraju, dawałby szanse autonomicznego kształcenia, przygotowania wspólnego pokazu i stałby się miejscem pozyskiwania talentów przez największych dyrektorów zespołów baletowych na świecie. Można pomarzyć. Ale to pomysł realistyczny. Znając jednak polskie piekiełko, zaraz rozpętałaby się wojna o dyrekcyjną posadę, o miejsce, lokalizację i fundusze. A stare powiedzenie mówi – „chcieć to móc”. To dobry pomysł. Niech uczestnicy w Katowicach zobaczą, że właśnie to jest przyszłość tańca w naszym kraju.

Do owej propozycji skłoniła mnie ostatnia wizyta w Antwerpii, w której miałem szansę oglądać pracę Junior Ballet Antwerp. Stworzony projekt w 2019 roku przez Irmę Swijnen oraz obecnego dyrektora artystycznego Alaina Honoreza dedykowany jest młodym tancerzom w wieku od 17 do 21 lat. Ma kształtować zarówno technikę klasyczną jak i współczesną. Zespół jest nieliczny, to bowiem 15 osób z całego świata! Ciekawostką jest, że w jego skład wchodzi 12 pań i zaledwie 3 panów. Formacja wypełnia lukę pomiędzy doświadczeniem szkolnym, a początkiem kariery profesjonalnej. Każdorazowo dla grupy przygotowywany jest spektakl. I to na jakim poziomie: z profesjonalną orkiestrą (tym razem Casco Phil pod kierunkiem Michiela Delanghe), wykonującą podkład na żywo, a także w zjawiskowym miejscu. To de Handelsbeurs, czyli najstarszy budynek giełdy na świecie. Powstały w 1531 roku, gdy Antwerpia wybiła się na czoło centrum wymiany towarowej, do dziś oczarowuje swoim naturalnym pięknem architektury. Wnętrze to olbrzymi, zakryty dziedziniec, otoczony niczym zamek na Wawelu, arkadami i krużgankami. Plac pozostaje naturalnym polem prezentacji, natomiast publiczność zasiada na specjalnie zbudowanych podestach po trzech stronach sali. Co ważne klasyczna sceneria staje się jednocześnie elementem dekoracyjnym, a pokryta wizualizacjami tworzy zjawiskowy obraz połączenia subtelnego piękna przeszłości z dzisiejszymi odkryciami technicznymi. Honorez, do przygotowania nowej choreografii, zaprosił Altea Nunez, znaną balerinę hiszpańską. Wspólnie zaproponowali Kopciuszka z muzyką Sergiusza Prokofiewa. I wybór nie był przypadkowy, bowiem ograniczenia zespołu wymusiły odnalezienie adekwatnego repertuaru. Klasyczna bajka nie posiada wielu ról męskich – co jest niebagatelnym atutem, a z drugiej strony jest szansą dla ekspozycji zespołu zarówno w układach indywidualnych, duetach oraz sekwencjach grupowych. Do współpracy zaproszono dzieci z Prins Dries oraz młodzież z antwerpskiej Królewskiej Szkoły Baletowej. W ten sposób ukształtował się wachlarz artystów – młodzieży Flamandii. Ale nie tylko. Bowiem w partii Macochy tańczyła Altea Nunez, a w Matki chrzestnej, tancerka związana z Dresden Frankfurt Dance Company prowadzonym przez Jacopo Godaniego – Claudia Phlips. I chyba był to zabieg chybiony. Bowiem Nunez najlepiej przygotowała własną rolę, która iskrzy się pomysłem zgryźliwej niewiasty, może niekomicznej jak zawsze można się spodziewać, ale ciekawej i charakterystycznej. Natomiast dojrzałość sceniczna Phlips kontrastuje bardzo mocno z adeptami sztuki tańca.

Honorez z Nunez starają się być wierni opowieści wywiedzionej ze znanej bajki, ale oczywiście ze względu na skład zespołu wprowadzają kilka innowacji. Najgorzej wypadają sekwencje w domu Kopciuszka oraz relacje z Macochą i jej córkami. To, co zazwyczaj stanowiło motor napędowy akcji, iskrzyło dowcipem, to w wersji Junior Ballet Antwerp jest ciężkie i nieciekawe. Siostry tańczone przez Marię Girardin oraz Mafaldę Preto są źle pomyślane, bowiem konwencjonalność je zabija i stają się niezauważalne. W wielu wersjach te partie tańczone są przez mężczyzn, co podkreśla przerysowanie i dodaje uśmiechu publiczności. Zarówno sekwencja z aktu pierwszego jak i trzeciego, rozgrywająca się między kobietami, są niedopracowane, statyczne, pantomimiczne i nieskładne. Najgorzej, że kolejne pojawiające się postaci zastygają na kanapie w niemocy tańca. I robi się niesłychanie nudno. Jednak wiara w ruch i możliwości antwerpskiego zespołu powraca wraz z pojawieniem się Matki chrzestnej w orszaku duchów. To poezja tańca, powiewu, zwiewności i klarowności bajkowego świata. Nie inaczej wygląda bal, gdzie ubarwia akcję płynący alkohol oraz marzenie księcia. Są to świetnie skonstruowane sekwencje grupowe, a także popisy indywidulane. Choreografowie, choć nie jest to układ naszpikowany trudnymi elementami, dają upust własnej artystycznej fantazji oraz możliwościom młodości. Scena wiruje, faluje, istnieje. Młody zespół chłonie tańcem i zachęca do wspólnego przeżywania miłosnej historii.

Największym paradoksem wieczoru jest, że najlepiej technicznie wypadają panowie. Daimu Nakayama, w roli Księcia, jest niesłychanie sprawny, precyzyjny, delikatny, ale i różnorodny wewnętrznie. Dorównuje mu Lucas Bierlair jako Nauczyciel tańca, który posiada kilka ciekawych sekwencji, ale oprócz tego nie wychodzi z roli, cały czas adorując Macochę. Komiczny, zalotny oraz ciepły. Na tym tle nie najgorzej, wypada Kopciuszek – Rinka Matsuura. Technika jej jest poprawna, ale postać zabiły statyczne fragmenty z miotłą, która jako rekwizyt jest ważna, ale po paru sekundach nie wiadomo co z nią uczynić. Postać nie ma charyzmy i do końca nie wiemy dlaczego mamy współczuć dziewczynie. W takim gąszczu tancerek ciężko odnaleźć tę jedną, najlepszą, najciekawszą. Dziwna konstatacja. Jednak należy podkreślić, że mimo wyróżniającej się postaci pierwszoplanowej, zespół żeński jako grupa, prezentuje się niezwykle okazale i dojrzale. Widać pracę oraz profesjonalizm. Nie ma przypadkowości. Na wyróżnienie zasługują uczniowie szkoły baletowej, którzy jak równy z równym dołączają do baletowej sztafety podczas balu czy też kręcąc piruety i wykonując okazałe skoki jako służba Księcia.

Co najważniejsze w Handelsbeurs wszystkie miejsca były wypełnione, publiczność wybacza wpadki, bowiem najważniejsze jest poznać talenty światowe na jednej scenie. To również dla nich istotny moment. Czas konfrontacji z odbiorcą – publicznością, bacznym okiem oceniającą, która jest bezwzględna, ale i jednocześnie troskliwa. Właśnie w naszym kraju brakuje tego typu prezentacji, gdy możemy poznać nowe twarze sceny tańca. Zamknięte konkursy, pokazy i prezentacje nie zastąpią pełnowartościowego spektaklu – z orkiestrą, kostiumami, scenografią i uczciwą pracą choreografów. Praca twórcza istnieje, gdy jest konfrontowana. A najwyższym sędzią jest publiczność.

Recenzja z Antwerpii sprowokowała do szerszego ujęcia problematyki baletu w naszym kraju. Dziękuję Sławomirowi Pietrasowi za pobudzanie dyskusji. Trochę to wygląda jak w dawnych czasach publiczna korespondencja na łamach prasy. Oby ona odbiła się szerokim echem, bowiem do tańca potrzeba dwojga, ale w balecie niezbędny jest sprawny, chętny zespół.

Kopciuszek, Sergiej Prokofiew, choreografia Altea Nunez, Alain Honorez, Junior Ballet Antwerp, premiera: luty 2023.

[Benjamin Paschalski]

 

Foto: Filipvanroe

KONFORMIŚCI I REALIŚCI – „ŻYCIE TOWARZYSKIE I UCZUCIOWE” – TEATR OCHOTY W WARSZAWIE 

KONFORMIŚCI I REALIŚCI – „ŻYCIE TOWARZYSKIE I UCZUCIOWE” – TEATR OCHOTY W WARSZAWIE 

Powróciły wspomnienia. To miejsce pamiętam z lat dzieciństwa, gdy funkcjonował tutaj ośrodek kultury teatralnej, a ognisko prowadziła Halina Machulska. Może był to krótki epizod życia, ale zawsze pierwsze szlify, w świecie sztuki, pozostały do dnia dzisiejszego. Pamiętam jedną sytuację. Zapukałem jako kilkulatek do jednego pokoju a tam, w środku zamyślony – Kwinto z Vabank! Spojrzał na mnie uprzejmym wzrokiem, z drobnym uśmiechem na ustach. Wyszedłem zawstydzony. Ale w pamięci scena utkwiła.

NA XANAKSIE – „MÓJ ROK RELAKSU I ODPOCZYNKU” – TEATR DRAMATYCZNY M.ST. WARSZAWY

NA XANAKSIE – „MÓJ ROK RELAKSU I ODPOCZYNKU” – TEATR DRAMATYCZNY M.ST. WARSZAWY

Ta recenzja miała mieć inny tytuł. Ale jakiś czas temu, poświęcając wiersze dla londyńskiego Rambert, miała ona takowy nagłówek – Lustra. Odbicie rzeczywistości, nas samych, tego kim jesteśmy, ale także pewne miejsce w Śródmieściu Warszawy. Kultowe i unikatowe, tam mieszał się, może nadal ma to miejsce, dzień z nocą, świt ze zmierzchem. Stare dzieje. Te wspomnienia powróciły podczas niezwykle udanego spektaklu w Teatrze Dramatycznym w Warszawie. Mój rok relaksu i odpoczynku, na podstawie książki amerykańskiej autorki Otessy Moshfegh, to przewrotna opowieść o pewnym pokoleniu, które przygląda się samemu sobie.

BALET PASTERSKI – „CÓRKA ŹLE STRZEŻONA” – BALET SLOVENSKE NARODNE DIVADLO W BRATYSŁAWIE

BALET PASTERSKI – „CÓRKA ŹLE STRZEŻONA” – BALET SLOVENSKE NARODNE DIVADLO W BRATYSŁAWIE

Istnieją klasyczne balety, które nie są dramatycznymi opowieściami naszpikowanymi technicznymi trudnościami, ale służą rozrywce i zabawie. To parodie, które mają wywoływać uśmiech i zadowolenie wśród różnorodnej publiczności. Z takich pobudek powstał Bal kadetów do muzyki Johanna Straussa, w choreografii Davida Lichine, a także nieśmiertelna, żyjąca nadal swoim scenicznym życiem, Córka źle strzeżona do muzyki francuskiego kompozytora Louisa Josepha Ferdinanda Herolda, żyjącego na przełomie wieku osiemnastego i dziewiętnastego, w aranżacji Johna Lanchbery. Ale kluczowa jest choreografia, która w czasach już nam współczesnych, z premierą na deskach teatru królewskiego w londyńskim Covent Garden w 1960 roku, została przygotowana przez angielskiego mistrza point i piruetów Fredericka Ashtona. Jego zabawa formą i umiejętność wydobycia humoru wpisały ją na stałe do repertuarów zespołów tanecznych na świecie. Co łączy oba balety? Prosty zabieg. W obu mamy damską dojrzałą niewiastę, napędzającą historię, a w tej partii występuje mężczyzna, który komicznym zachowaniem uwodzi publiczność. Ale są też różnice. Bal kadetów to opowieść z wyższych sfer, wzruszeń i miłości do balu panien i kawalerów. A Córka źle strzeżona to historia wiejska, pasterska, odwołująca się do tradycji wsi i chłopstwa. Oczywistym jest, że w momencie jeszcze przed powstaniem muzyki Herolda i pierwszych prób choreograficznych, owa fascynacja ludem, najniższym segmentem społeczeństwa, podbijała salony i wyższe sfery. Szczególnie, gdy dołączy się datę pierwszego historycznego wykonania – 1 lipca 1789 roku w Bordeaux. 14 dni przed zdobyciem Bastylii i początkiem rewolucji francuskiej. Dziś utwór pozostaje żywą legendą, która zawsze wywołuje spontaniczne pozytywne reakcje publiczności, ale również ukazuje jaka zmiana dokonała się w balecie. Może już czas na nowych choreografów, którzy zmierzą się z tradycją i muzyką francuskiego kompozytora.

Jednym z ostatnich zespołów baletowych, który podjął się wystawienia, jest Słowacki Teatr Narodowy w Bratysławie. Premierę w listopadzie 2022 roku przygotował Jean Christophe Lesage. Ten urodzony we Freiburgu tancerz, dziś pedagog w balecie Opery Wiedeńskiej, wielokrotnie przenosił inscenizację Ashtona na różne deski całego świata. Jego pracę należy docenić, ponieważ jest wierny oryginałowi Brytyjczyka, ale również można dostrzec w niej pewne mankamenty. Bowiem dopasowuje wymagania do kompetencji zespołu. I to wychodzi na niekorzyść odbioru widowiska. Niestety kompania głównej sceny Słowacji, to nie pierwsza liga europejska, co można zauważyć zarówno w wykonaniu solistów jak i całego ensemblu. Całość, zgodnie z ujęciem baletu-pantomimy, posiada sporo fragmentów pozbawionych tańca, pauz, przejść i nieznośnej gestykulacji. Co gorsza, w niektórych miejscach jest mało precyzyjna, dokładna i dynamiczna. Powoduje to nieczytelność przekazu. Co więcej Lesage pozostawia dużo wolnej przestrzeni w tańcu, z czego robią się wyrwy, które można nazwać jednym słowem – nuda.

Fabuła nie jest zawiła, wręcz prosta, aby mógł ją zrozumieć odbiorca w każdym wieku. Młoda dziewczyna, Lise zakochana jest w młodzieńcu Colasie. Jednak ich miłości sprzeciwia się Wdowa Simone, widząc dla córki lepszego wybranka. To Alain, syn Thomasa, właściciela winnicy. Oprócz pokaźnego majątku posiada on jednak defekt, to niedojrzały i lekko odmienny młodzieniec, który w żaden sposób nie jest w stanie zdobyć serca panny. Całość ubarwiona jest sekwencjami wiejskiej biesiady, plonów, ferii chłopskiej zabawy. Oczywiście historia ma swój happy end – młodzi, przez nieroztropność matki łączą się w miłosnych więzach. Balet to radosna opowieść, której celem jest dostarczenie rozrywki. Choć trąci on już nutą przeszłości i pokryty jest kurzem czasu, to wywołuje żywe emocje publiczności. Oklaski, nieustanne owacje, powodują, że znów zamiast zwięzłej historii mamy wieczór z wariacjami. Radość wywołują kury z kogutem z początku baletu, oczywiście Wdowa Simone, a także przerysowany Alain. Jednak pozostaje znak zapytania? Czy Lise rzeczywiście dobrze wybrała kandydata na męża? W pierwszej scenie pojawia się z kompanami lekko podchmielony, do zabawy na polu przychodzi z dwoma butelkami, styl Colasa jest mało szarmancki, nawet można powiedzieć zawadiacki i dwuznaczny. Czy to będzie szczęśliwa relacja? Może to niezauważalny element dla szerokiego odbiorcy, ale ciekawy do dalszych interpretacji i możliwego przerobienia baletu. Ważnym punktem przedstawienia są niegdysiejsze dekoracje. Horyzonty malowane, zastawki i realistyczno-komediowe wnętrze domu Wdowy. To odtworzenie oryginalnej pracy Osberta Lancastera. Ten nieżyjący już scenograf i karykaturzysta zbudował świat pastelowy – pełen ciepła i nastroju.

Najwięcej zastrzeżeń niestety dotyczy samego wykonania. Jeżeli można kogoś wyróżnić z obsady to Tatum Shoptaugh (Lise), której ruch jest delikatny i precyzyjny, a jednocześnie dobry technicznie. Drugą perłą jest Gerardo Gonzalez Villaverde (Alain) świetnie przygotowany, niski, co dodaje uroku postaci, pełen przezabawnego, dokładnego ruchu i zapału do swojej komediowej roli. Jednak konkurent do ręki Lise, w wykonaniu Vladyslava Boshenki, jest sporym zawodem. Jego możliwości techniczne nie są najwyższej próby, skoki niedokładne i niezwykle niskie. Całość jego wykonania przypomina szkolną wprawkę, a nie występ na narodowej scenie. Nie najgorzej tańczy w pas de deux w akcie pierwszym, ale to zbyt mało, aby mówić o udanym wykonaniu. Co gorsza jego zejścia i wejścia są zadziwiająco nonszalanckie, jakby przyszedł dopiero z ulicy albo z innego spektaklu, a może bufetu. I niestety największe rozczarowanie wieczoru to Raphael Schuster (Wdowa Simone), który miał być ozdobą i ubarwiać swoim komizmem i atrakcyjnością. Niestety wypada mizernie. Nie umie wcielić się w dojrzałą niewiastę, pełną zgryźliwości, ponętności, ale także ciepła. Jest niezwykle schematyczny, przeciętny. Kluczowy hit baletu – taniec w chodakach – to niestety blade wykonanie. Rozpoczyna się źle, bowiem artysta nie zgrał się z orkiestrą. Uderzenia są nieprecyzyjne, niezgrane z partnerkami, całkowicie nieudane. Tło natomiast, czyli zespół, tańczy równo i nie najgorzej, ale co z tego jak układ jest uproszczony i naprawdę mało skomplikowany. Dopełnieniem jest orkiestra prowadzona przez Adama Sedlickiego. Tu też zawitała mgła powierzchowności, a blacha tak zagrała, że uszy bolały w niejednym momencie. Ważne jednak, że akompaniament był na żywo. To niesłychanie istotne w spektaklach baletowych.

Powrót do wystawiania Córki źle strzeżonej wymusza posiadanie bardzo dobrego zespołu do wykonania układu. Bowiem bardzo łatwo wychwycić niedociągnięcia, gdy mamy przeciętną kompanię taneczną. Co niestety miało miejsce w Bratysławie. Nasuwa się także pytanie: czy warto zatem dalej wystawiać tę inscenizację. Zdecydowanie tak! Trzeba tylko stworzyć wspaniały zespół tancerzy, perfekcyjnych i wszechstronnych, chcących wejść w konwencję komedii baletowej. A więc czas na zmiany. Pilnie poszukiwany jest nowy choreograf, który przygotuje pracę na skalę naszych dzisiejszych oczekiwań i możliwości. Kto chętny? Czekamy na realizację: naszpikowaną techniką, humorem, a może również współczesnymi problemami i niepożądanymi związkami.

Córka źle strzeżona (La Fille mal gardee), choreografia Frederick Ashton, realizacja baletu Jean Christophe Lesage, dyrygent Adam Sedlicky, Balet Slovenske Narodne Divadlo w Bratysławie, pokaz: luty 2023.

[Benjamin Paschalski]


Foto: Juraj Žilinčár

TRZY RAZY ZET: ZŁO-ZBRODNIA-ZDRADA – „OPERA ZA TRZY GROSZE” – NARODOWY STARY TEATR IM. HELENY MODRZEJEWSKIEJ W KRAKOWIE

TRZY RAZY ZET: ZŁO-ZBRODNIA-ZDRADA – „OPERA ZA TRZY GROSZE” – NARODOWY STARY TEATR IM. HELENY MODRZEJEWSKIEJ W KRAKOWIE

Berliner Ensemble to historyczny dom teatralny w stolicy Niemiec Bertolta Brechta. Każdorazowo, odwiedzając to miasto na jego deskach, można zobaczyć prace mistrza teatru epickiego, wadzące się z otaczającym światem, jednostką, jej miejscem w społeczeństwie, a także posiadające wymiar politycznej opowieści. Kultowym dramatem, a właściwie śpiewogrą, ze zjawiskową muzyką Kurta Weilla jest Opera za trzy grosze. Kilka lat temu, w tym miejscu, swoją inscenizację przygotował Robert Wilson. Amerykański wizjoner teatru umieścił akcję w przestrzeni ekspresjonizmu. Wydłużone ciała, pomalowane twarze, jednorodna kolorystyka, z abstrakcyjnym tłem, budowały widowisko plastycznie zniewalające, ale w treści mało interesujące.

ZAKOCHANI TAŃCEM – „ŚPIĄCA KRÓLEWNA” – BALET NARODNI DIVADLO W PRADZE

ZAKOCHANI TAŃCEM – „ŚPIĄCA KRÓLEWNA” – BALET NARODNI DIVADLO W PRADZE

Istnieją różne rankingi wskazujące najlepsze zespoły baletowe na świecie. Przygotowują je i publikują dziennikarze, blogerzy, szeroko ujmując znawcy problematyki. Zazwyczaj to bój jak w hokeju na lodzie. Głównie pomiędzy Rosją a Stanami Zjednoczonymi. Niepodzielnie dominuje Maryjski z Petersburga oraz Bolszoj z Moskwy. Na drugiej półkuli New York City Ballet, American Ballet Theatre i San Francisco Ballet. A gdzie w owym kalejdoskopie inne państwa europejskie?