UZALEŻNIENI – „TELEFON”, „MEDIUM” – WARSZAWSKA OPERA KAMERALNA

UZALEŻNIENI – „TELEFON”, „MEDIUM” – WARSZAWSKA OPERA KAMERALNA

Warszawska Opera Kameralna to specyficzne miejsce. Mam wrażenie, że pod kierunkiem Alicji Węgorzewskiej, nadal poszukuje pomysłu na siebie, znaku rozpoznawczego, artystycznego wyróżnika. Repertuar wielokrotnie wydaje się przypadkowy i pogubiony. Z jednej strony istnieje tradycja Festiwalu Mozartowskiego, który przez lata kształtuje letni krajobraz miasta, ale jego program jest coraz bardziej schematyczny i powierzchowny, niewykraczający dalej niż kilka najbardziej znanych tytułów operowych Salzburczyka. Dalej niby jest Festiwal Oper Barokowych, ale przynosi on niedostatek i posiłkuje się utartymi przez lata tytułami. Jedną z nowinek instytucji, już od kilku lat, jest posiadanie drugiej sceny w dawnym budynku YMCA przy ulicy Konopnickiej. Do końca to dla mnie zabieg niezrozumiały, skoro scena przy al. Solidarności nie jest w pełni eksploatowana, to czemu służy drugie miejsce? Można przyjąć, że tu prezentowane są lżejsze formy i współczesne dokonania muzyczne. Ale brak odpowiedniego zaplecza, słaba akustyka z koniecznością wsparcia techniki, powoduje kuriozalność projektu. Widownia długa jak wagon tramwajowy zaburza możliwość dobrego śledzenia zdarzeń na scenie bowiem i odległość, a także słabe ustawienie foteli powoduje nieustanne wzajemne zasłanianie. Nasuwa się scena z teatru z nieśmiertelnego Misia, w której główny bohater proponował pójście do lekarza „od oczu”, gdy się nie widzi. Ale to chyba jest drugorzędne, choć ważne, bowiem najbardziej znaczące jest to, co można zobaczyć na scenie. Dyrektorka nie ukrywa, że dedykuje scenę do konkretnego odbiorcy – z jednej strony melomanów, a z drugiej również eleganckiego, modnego towarzystwa, które „lubi bywać” w atrakcyjnych miejscach. Ostatni wieczór premierowy był właśnie takim pływaniem w „złotym basenie”, co ciekawe treść spektaklu idealnie korespondowała z tym, co można było zobaczyć na widowni. Luksusy, modne stroje, nazwiska, ekstrawagancja. Po drugiej stronie swoiste lustro. Ciekawy zabieg, chyba nawet niezamierzony.

Kompozycje Gian Carlo Menottiego praktycznie, nam współczesnym, są nieznane. Do twórczości tegoż amerykańskiego kompozytora, włoskiego pochodzenia, sięgają nasze sceny niezwykle rzadko, by nie powiedzieć w ogóle. A to dorobek imponujący. Kilkanaście oper, w których pobrzmiewa twórczość Verdiego i Pucciniego, są pełne żarliwości, głębi, dwuznaczności z ciekawą nutą opowieści. Co ważne twórca prawie zawsze pisał libretta do swoich oper. Na deskach Basenu Artystycznego przedstawiono dwie ikoniczne jednoaktówki: Telefon oraz Medium. Pochodzące z jednego okresu (odpowiednio 1947 i 1946) są przykładem amerykańskiego czasu artysty, początku bogatej kariery, która odcisnęła trwały ślad w historii opery. Leonard Bernstein prowadził pierwsze wykonania Telefonu, co również wpłynęło na ówczesny odbiór dzieła, które święciło triumfy na Broadwayu. Do przygotowania produkcji w Warszawskiej Operze Kameralnej zaproszono znanego aktora, ale również reżysera, choć debiutującego w teatrze muzycznym, Jakuba Przebindowskiego. I pomysł okazał się ciekawy. Bowiem doświadczenie inscenizacyjne wywiedzione ze sceny komediowej, lekkiej, bulwarowej, skutkuje interesującą, choć prostą opowieścią. Nie jest nudno, a należy powiedzieć, że intrygująco.

Kontrasty dwóch prac są jasne – pierwsza utrzymana w lżejszej formie, druga w ciemnych barwach. Jednak łączy je jeden zamysł, który sugeruje wykorzystanie materiałów filmowych przygotowanych przez Hektora Weriosa. To narracje o uzależnieniach, które są non stop w naszym życiu. Dotykają one zarówno biednych, jak i bogatych – o których jest spektakl. Życie z komórką, jako drugim światem, alternatywnym, a może jedynym, stało się naszą codziennością. Nie możemy oderwać oczu od ekranu – a może ktoś napisze, zadzwoni, trzeba dodać lajki, folowersować po Insta i tak dalej. Opera Menottiego była prorocza. Co może w momencie jej powstania było nowym, dziś jest codziennością. Stworzona dla dwójki solistów praca jest sprawnym dialogiem zakochanego Bena i trywialnej Lucy, dla której świat ogranicza się do aparatu telefonicznego. Chłopak, przychodząc się oświadczyć, nie jest w stanie tego uczynić, bo telefon cały czas dzwoni, a dziewczyna nie umie oprzeć się pokusie jego odebrania. Ostatecznie akt zaręczyn dokonuje się przez telefon. Czy tak będzie wyglądała nasza przyszłość, a może to już jest codzienność i teraźniejszość? Medium jest bardziej szczegółowe i złożone. Bowiem Przebindowski pragnie również ukazać uzależnienie od nowinek, seansów spirytystycznych jako formy spędzania czasu, za którą trzeba zapłacić krocie. Co prawda to ważny element, w którym bierze udział młode, bogate towarzystwo, ale dramat rozgrywa się gdzie indziej. To opowieść domowa – o szaleństwie, pijaństwie, własnej samozagładzie. Do czego może doprowadzić hochsztaplerstwo, cwaniactwo ale też bezmyślne pławienie się w dobrobycie. Główna bohaterka Madame Flora organizująca seanse z duchami, fałszując i zakłamując rzeczywistość, popada w zadręczenie, a także tragedię – morderstwo niewinnego. Ten dom, który żyje światem dla innych, skrywa wewnętrzną tragedię bólu niemego chłopca i zakochanej w nim córki Flory – Moniki. Śmierć jest nieunikniona, ale czy z nią przyjdzie otrzeźwienie? Reżyser udanie zniuansował te dwa obrazy, używając prostych środków, głównie wspomnianych wizualizacji, ograniczonej realistycznej dekoracji, a także modnych, ekstrawaganckich kostiumów. Jego praca jest przykładem przemyślanego podejścia do problematyki, z którą zmagał się Menotti, ale osadził ją w czasach nam bliskich – współczesności. To swoiste przeglądanie się w lustrze – bawi, ale i smuci. Bowiem możemy śmiać się z gadulstwa telefonicznego Lucy czy też obłędu Madame Flory, ale my widzowie jesteśmy kalkami scen. Żyjemy z komórkami w dłoni, nie zwracamy uwagi na innych, otaczający świat, a rozbicie i chaos wewnętrzny towarzyszy nam również – zmaganie się z trudnościami, niespełnienie, niedowartościowanie to przecież dzisiejsze tematy rozmów.

W operze najważniejszym pozostaje muzyka i śpiew. Nie do końca trafionym jest wykonywanie utworów w języku polskim. Owszem tłumaczenie autorstwa Michała Wojnarowskiego jest ciekawe, iskrzy się dowcipem, ale ulatuje rytm angielskiego. Co gorsza odmienna treść jest w oryginale, a inna w naszej mowie, a oba wyświetlane są jako napisy. Choć to zabieg konieczny, dla zrozumienia sensów, to jednak wywołuje uśmiech nieprecyzyjności. Wśród wykonawców na szczególne wyróżnienie zasługuje Damian Wilma jako Ben w części pierwszej. Jego baryton jest czysty, a gra aktorska sprawna i komunikatywna. Jednak największym odkryciem pozostanie Natalia Rubiś jako Monica w Medium. To postać dramatyczna rozdarta pomiędzy miłość do Tobyego, a powinności wobec matki. Świetna wokalnie daje temu wyraz w dwóch ariach przepełnionych bólem i nadzieją uczucia. Przed oczami pojawiają się bohaterki włoskich mistrzów, które tęsknią, kochają i wspierają. Świetne umiejętności zbudowały krwistą postać. Mniejsze brawa należą się Aleksandrze Borkiewicz-Cłapińskiej jako Lucy, która nie przekonała mnie w roli uwiedzionej telefonem, nie wychodząc dalej niż schematyczność i powierzchowność, a najgorzej wypadła Roksana Wardenga jako Madame Flora – ani obłędu, ani alkoholowego transu, ani rozczarowania życiem. Prosta rola zaśpiewana. Solistom towarzyszy zespół muzyczny nazwany Orkiestrą Projektową Warszawskiej Opery Kameralnej. I rodzi się pytanie na cóż było, jakiś czas temu, likwidować skład muzyków jak okazuje się konieczny? Kilkunastoosobowy ansambl, raczej artystów grających pierwszy raz wspólnie, nie rzucił na kolana. Muzyka Menottiego, choć prosta to wymaga wybrzmienia i klarowności. Niestety tego zabrakło. Dyrygent Kuba Wnuk, nie pomaga instrumentalistom i solistom, raczej skupia się na sobie i własnym, trudnym do określenia, sposobie prowadzenia przedstawienia. Wykonanie muzyczne nie wykracza dalej niż przeciętność, z kilkoma wspomnianymi wcześniej wokalnymi perłami.

Ten lustrzany wieczór w Warszawskiej Operze Kameralnej jest udaną próbą, choć niekoniecznie muzycznie, spotkania z twórczością Menottiego. Ale przede wszystkim to obraz nas samych, w dzisiejszym czasie. Jakub Przebindowski zadebiutował godnie, a jego ręka mieszczańskiego teatru świetnie odnajduje się w kompozycjach amerykańskich. Ten spektakl winien wyznaczać rolę Basenu Artystycznego, jeżeli ma trwać jako scena Warszawskiej Opery Kameralnej. Odkrywanie współczesności, jej wartości i znaczeń. Czekamy na kolejną kompozytorską wizytówkę, która może znów opowie nam coś o nas samych.

Telefon, Medium, Gian Carlo Menotti, reżyseria Jakub Przebindowski, kierownictwo muzyczne Kuba Wnuk, Warszawska Opera Kameralna, premiera: marzec 2023.

[Benjamin Paschalski]


Foto: Warszawska Opera Kameralna



Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *