ZAKOCHANI TAŃCEM – „ŚPIĄCA KRÓLEWNA” – BALET NARODNI DIVADLO W PRADZE

ZAKOCHANI TAŃCEM – „ŚPIĄCA KRÓLEWNA” – BALET NARODNI DIVADLO W PRADZE

Istnieją różne rankingi wskazujące najlepsze zespoły baletowe na świecie. Przygotowują je i publikują dziennikarze, blogerzy, szeroko ujmując znawcy problematyki. Zazwyczaj to bój jak w hokeju na lodzie. Głównie pomiędzy Rosją a Stanami Zjednoczonymi. Niepodzielnie dominuje Maryjski z Petersburga oraz Bolszoj z Moskwy. Na drugiej półkuli New York City Ballet, American Ballet Theatre i San Francisco Ballet. A gdzie w owym kalejdoskopie inne państwa europejskie? Niektórzy wskazują na balet opery paryskiej i oczywiście dwa londyńskie zespoły: utytułowany Royal Ballet i English National Ballet. W ostatnich kilku latach, o palmę pierwszeństwa w Europie Środkowo-Wschodniej, walczy balet Narodni Divadlo w Pradze. I bezapelacyjnie można stwierdzić, że kształtowany program, poziom wykonania, aspiracje zespołu lokują kompanię bardzo wysoko. To zasługa jej szefa, od kilku dobrych lat, polskiego tancerza Filipa Barankiewicza. Ciężka praca, zapał, możliwości organizacyjne i finansowe, gwarantują stały rozwój oraz wzbogacanie oferty artystycznej. Jeżeli prześledzimy repertuar, to najważniejsza jest klasyka, ale także poszukiwanie nowych form baletowej ekspresji.

Dodatkowym, istotnym elementem, dla szerokiej obecności tradycji baletowej na deskach praskich scen narodowego teatru, jest oczywiście ranga instytucji, a także miejsca prezentacji spektakli. Cztery sceny, odmienne, ale każda z nich ze swoją historią. Trzy z nich to architektoniczne perły, dedykowane sale dla prezentacji muzycznych i baletowych. Jedną z nich jest Statni Opera. Budynek otwarty w 1888 roku z przepięknym wnętrzem widowni, które po niedawnej rewitalizacji zapiera dech w piersiach. Sztukaterie, złocenia, plafon – wszystko w stylu rokoko. Przepięknie. W takim miejscu najlepiej rozkoszować się i napawać pięknem sztuki klasycznej. Z orkiestronu płynie muzyka genialnego Piotra Czajkowskiego, a na scenie Śpiąca królewna w choreografii niegdysiejszej wielkiej brazylijskiej primabaleriny Marcii Haydee. Artystka pozostaje wierna opowieści bajkowej Charlesa Perraulta, a także czerpie z oryginalnej wersji Mariusa Petipy. Jej balet to połączenie piękna wizualnego z niezwykle trudnym, naszpikowanym technicznymi smaczkami, układem tanecznym, a także z przymrużeniem oka. Widowisko jest niezwykle atrakcyjne dla odbiorcy w różnym wieku. Pomagają w tym, nieco kiczowate, dekoracje i kostiumy zaprojektowane przez Chilijczyka Pablo Nuneza. Publiczność praska reaguje na wykonanie niezwykle żywiołowo, czego daje wyraz, może nawet nadmierny, w wielokrotnych oklaskach po poszczególnych sekwencjach baletu.

Rozpoczyna się intrygująco. Wszystko bowiem jest w rękach Catalabutte, mistrza ceremonii (Mathias Deneux) – przerysowanego i niezwykle śmiesznego zarządcy dworu. Jego komiczność jest ciekawym zabiegiem, bowiem ukazuje, że jesteśmy w świecie fantazji, bajki. Również on jest sprawcą nieszczęść, gdyż zapomniał zaprosić na uroczystość chrztu córki królewskiej, złej wróżki Carabosse. To ona przeklina dziecko i wróży śmiertelne skaleczenie w wieku szesnastu lat. Jednak opiekunka, dobra Wróżka Bzu, wieszczy stuletni sen i szczęśliwe zakończenie w ramionach zakochanego księcia. Przepowiednia się spełnia. Następca tronu podczas polowania, kluczy i odnajduje miłość – śpiącą królewnę. A zwieńczeniem jest feria maskarady bajkowych postaci, od Ali Baby do Czerwonego Kapturka i miłosne pas de deux głównych bohaterów. Jednak opowieść Haydee nie jest tylko sprawną, opowiedzianą tańcem, historią. To ukazanie walki dobra ze złem. Carabosse jest nieustępliwa, złowroga, ale i intrygująca. To raczej bajka bez happy endu. Niby szczęście zawitało na dworze króla Florestana, ale duch czarnego charakteru krąży i doskwiera. Artystka świetnie konstruuje sceny – zarówno popisy solowe, duety jak i fragmenty grupowe. Zgranie zespołu jest zjawiskowe. Spójność wykonania do pozazdroszczenia. Tancerze również świetnie bawią się swoimi rolami. A rzeczywisty uśmiech, oprócz wspomnianego mistrza ceremonii, wywołuje Królewna Śnieżka z siedmioma malutkimi krasnoludkami. Istna radość w tej sekwencji.

Taniec to najważniejszy wyróżnik baletu Marcii Haydee. Jej praca stawia poprzeczkę wysoko wykonawcom ku uciesze widowni. Ową rozgrywkę wygrywają panowie. Czarny charakter Carabosse w wykonaniu Giovanniego Rotolo jest demoniczny w każdym ruchu, geście, zachowaniu. Spojrzenie jest przerażające. Czarny kostium z niekończącym się trenem podkreśla złowrogi charakter. Jego taniec jest drapieżny i agresywny. To wspaniała rola. Ale mistrzem samym dla siebie pozostanie Paul Irmatov i jego książę Desire. Akt I jest popisem księżniczki Aurory (ciekawa, ale nie porywająca Aya Okumura), to część II i III należy do Irmatova. Jest zachwycający, świetny technicznie, a skoki wyglądają jakby na chwilę zatrzymał się nad ziemią. Piruety godne najlepszych wykonań i oczywiście asystowanie partnerce oraz podnoszenia są przemyślane, trudne i precyzyjnie wykonane. To tylko przykład świetnych solistów na tle bardzo dobrego ensemblu tanecznego. Tłem jest muzyka na żywo wykonywana przez orkiestrę Statni Opery pod kierunkiem Vaclava Zahradnika. Niestety, szczególnie do przerwy, muzycy grają nierówno, ale przede wszystkim ma być głośno i wyraziście. A czasem potrzeba większego zniuansowania.

Baletowe baśnie są zawsze ważnym elementem repertuaru zespołów tanecznych. Nie tylko dlatego, że publiczność uwielbia znane historie, swoiste evergreeny ruchu, ale że są sprawdzianem dla tancerzy. I w Pradze to jest egzamin zdany na bardzo wysoką notę. Technika klasyczna jest znakiem rozpoznawczym formacji stolicy Czech. Nie tylko soliści, ale cała kompania zasługuje na wyróżnienie i docenienie. Warto podróżować do stolicy naszego południowego sąsiada, aby rozkoszować się pięknem tejże ulotnej sztuki. Miasto tak blisko, że trzeba je odwiedzić!

Śpiąca królewna, Piotr Czajkowski, choreografia Marcia Haydee, dyrygent Vaclav Zahradnik, balet Narodni Divadlo w Pradze, premiera: wrzesień 2021, pokaz: luty 2023.

 [Benjamin Paschalski]

foto: Serghei Gherciu



Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *