Autor: admin

REWOLUCJA CZERWONEGO POMIDORA – „LEKKODUCH” – TEATR IM. JERZEGO SZANIAWSKIEGO W PŁOCKU

REWOLUCJA CZERWONEGO POMIDORA – „LEKKODUCH” – TEATR IM. JERZEGO SZANIAWSKIEGO W PŁOCKU

Specyfiką naszych scen lokalnych jest wystawianie spektakli dla młodzieży szkolnej. W porze przedpołudniowej, w wielu teatrach w Polsce, kolejne klasy zasiadają na widowniach. Nie lada sztuką jest zainteresować tegoż odbiorcę, który może i z obowiązku edukacyjnego jeden raz w życiu spotka się z Melpomeną. Młody człowiek atakowany milionem bodźców, przede wszystkim związanych z mediami społecznościowymi, a także ofertą szklanego ekranu, nie do końca stara się zrozumieć specyfikę najbardziej społecznej ze sztuk. Ostatnia wizyta w Płocku, właśnie miała miejsce w trakcie przedpołudniówki i to co działo się na scenie dorównywało performance’owi, który dokonywał się na widowni. Po godzinie trwania spektaklu rozpoczynał się exodus kolejnych młodych widzów – wyprawa do toalety. To było niesamowite.

UMRZEĆ TYSIĄC RAZY – RECENZJA FILMU „ZIELONA GRANICA”

UMRZEĆ TYSIĄC RAZY – RECENZJA FILMU „ZIELONA GRANICA”

Kolejna wojna, kolejny konflikt, zmiany klimatyczne, agresje, kryzys hydrologiczny problemy z dostępem do żywności, świeżej, zdatnej do spożycia wody – to sytuacje, o których informacje docierają do nas praktycznie codzienne. Każda z nich pociąga za sobą rzesze ludzi uciekających z miejsc kataklizmów i szukających swojego miejsca na ziemi. Wśród nich są również ludzie emigrujący przed opresyjnymi reżimami politycznymi autokratycznych szaleńców i fundamentalistów. Migranci, ich fale docierają do społeczeństw równie przerażonych tym, co dla nich nieznane, jak Ci którzy do ucieczki zostali zmuszeni.

UKRAIŃCY W HAMBURGU – „RAWNESS” – HAMBURGER KAMMERBALLET

UKRAIŃCY W HAMBURGU – „RAWNESS” – HAMBURGER KAMMERBALLET

W życiu o wielu sprawach decyduje przypadek. Sytuacja na Bliskim Wschodzie spowodowała odwołanie europejskiego tournée jednego z najjaśniejszych punktów światowego tańca – Batsheva Dance Company. Tym samym powstała kalendarzowa luka, a bilet do Niemiec, gdzie miał się odbyć pokaz, był już zakupiony. Długo prowadziłem poszukiwania alternatywy. Przypadkiem odkryłem, że w Hamburgu, mieście, w którym zespół prowadzi jedna z najbardziej ikonicznych postaci baletu naszych czasów – John Neumeier, zawiązała się nowa formacja artystyczna. Impuls był jasny – trzeba zobaczyć ową inicjatywę. Tym bardziej był on wyraźny, że kompania wyrastała z dwóch powodów: artystycznego spełnienia i pomocy drugiemu człowiekowi. Inspiratorem do zawiązania nowego podmiotu jest Edvin Revazov. To pochodzący z ukraińskiego Sewastopola tancerz, artystyczna muza Neumeiera w Hamburg Ballet od 2001 roku. To właśnie dla niego, wybitny choreograf, stworzył partię Tadzia w Śmierci w Wenecji czy Apolla w Orpheusie. I właśnie owe doświadczenia, ale również kraj pochodzenia i chęć wsparcia swoich kolegów po fachu z ogarniętego agresją rosyjską i wojną państwa, spowodował zbudowanie owej kompanii, małej, ale jednorodnej – Hamburger Kammerballet. Dotychczas powstały dwa programy, a zespół liczy ośmioro tancerzy z Charkowa, Kijowa, Lwowa, Doniecka i Krzywego Rogu – emigrantów, poszukujących schronienia, ale również pragnących kontynuować swoją drogę taneczną. I właśnie w tym punkcie przecięły się drogi inspiratora i uchodźców. W ten prosty sposób skonstruowała się unia dobrych serc, gdyż również było konieczne wsparcie dla owych poczynań. I należy tę inicjatywę śledzić i pielęgnować. Bowiem w gąszczu ludzkiego wsparcia dla uciekających przed konfliktem, to jeden z najciekawszych przykładów pomocy dla ludzi kultury. Jest to inicjatywa stała, która ma szansę rozwoju, a także stanowi dom, wspólnotę dla grupy straumatyzowanych ludzi, którzy chcą tworzyć i pracować w swoim zawodzie. Owe przedsięwzięcie jest odmienne od polskich przykładów wsparcia dla artystów z Ukrainy. W naszym kraju ogranicza się bowiem ono do jednorazowych projektów artystycznych, a nie stałego, długofalowego konceptu w sferze kultury. Na terytorium naszego państwa mamy niebagatelną liczbę obywateli Ukrainy i Białorusi. A może warto byłoby pomyśleć o zbudowaniu, stałego, artystycznego domu dla właśnie owej grupy społecznej, która wtapia się w nasz pejzaż codzienności? To pewna idea, pomysł, właśnie pisany doświadczeniem hamburskim. W niemieckim mieście znajduje się pole do stałej aktywności. A zamysł wydaje się atrakcyjny.

Drugi program grupy został zatytułowany Rawness, co można tłumaczyć jako smarkacze, grupa surowych, nieopierzonych. I może owa prowokacja ma sens, gdyż ukazuje młodych, gotowych na wszystko, mogących zaryzykować tancerzy. Ale również tyczy to Revazova, który stawia pierwsze kroki jako choreograf. Ta konsolidacja jest ciekawym połączeniem talentów bowiem ukraińscy artyści są świetnie wyszkoleni w technice klasycznej dawnych radzieckich wzorców, a zaproponowany program jest w kontrze, gdyż zawiera dwie prace współczesne. To eksperyment i wyzwanie, tak jak zamysł twórcy miejsca, który stworzył neoklasyczny układ dla dwojga tancerzy, wzorując się na innowacyjnych pomysłach swojego hamburskiego mentora. Wieczór otwiera Blushing w układzie Marco Goecke. Jedna z najjaśniejszych gwiazd niemieckiej sceny tańca, znany w naszym kraju z jednego układu, kilka lat temu zaprezentowanego przez balet Opery Wrocławskiej, to również postać, która wywołała jeden z największych skandali w najnowszych dziejach sztuki tańca. W zeszłym sezonie, po kilkukrotnej fali krytyki ze strony jednej z niemieckich krytyczek, nie zgadzając się z jej ocenami i opiniami, oczekiwał na nią w teatrze w Hanowerze, w którym pełnił funkcję dyrektora zespołu tanecznego. Gdy pojawiła się na spektaklu podszedł do niej i wymazał jej twarz psimi odchodami. To spowodowało falę krytyki, natychmiastową dymisję artysty, ale również postawiło wielki znak zapytania o granice wytrzymałości i odpowiedzialności za pisane słowo. Do dzisiejszego dnia zastanawiam się nad owym zdarzeniem wiedząc, że pisząc można kogoś zranić, gdyż każdy ma uczucia i emocje. Właśnie prace Goecke są pełne wzruszeń i specyficznego, oryginalnego ruchu. Autorski przygotowany, kilka lat temu, układ dla kompanii w Stuttgarcie jest zespołowym popisem precyzji i dokładności. Choreograf pokazuje zawstydzenie i nieśmiałość, a część pracy wykonywana jest tyłem do widowni, co potęguje tajemnicę, ale również mnoży trudności wykonawcze. To jak pokaz na zadany temat, pełen różnorodności niczym w kabaretowych popisach, które postępują po sobie. Cechą charakterystyczną są wyraziste ruchy – wyrzutów rąk i nóg, które tworzą formy marszu, sportu, boksu czy rywalizacji. Zabieg szczególnie zauważalny w sekwencjach bez muzyki, gdzie taniec staje się jedynym i pierwszoplanowym elementem widowiska. Jednak prace Goecke w warstwie wykonawczej są bardzo siłowe, twarde i ostre, co nie współgra z delikatnością, wywiedzioną z baletu klasycznego ukraińskiej gromady. Mimo wielu chęci, wykonania precyzyjnie układu pozostaje pewien niedosyt niedopasowania materiału do wykonawców.

Inaczej jest w drugim fragmencie, specjalnie przygotowanym dla kompanii. Re-Growth Luca-Andrea Tessariniego to koncept wstrząsający i dotykający, świetnie korespondujący z osobistymi doświadczeniami tancerzy, a także bieżącą sytuacją w Ukrainie. Szwajcarski choreograf, stały tancerz Nederlands Dans Theater, za motto wybrał słowa: „aby działać trzeba się nauczyć”. Z owej idei wyrasta koncept powtarzalnego drylu wojskowego, ćwiczeń, które przeradzają się w ekstatyczny taniec niczym strzelanie z karabinu maszynowego. Tenże powtarzalny gest, przeładowywania broni jest niesamowity, a zestawiony z młodymi tancerzami przeraża swoim metaforycznym obrazem wojny. Kolejne sceny ukazują strach, lęk, ból i tragedię śmierci jako następstwo tego od czego powinniśmy stronić, a co staje się niestety coraz częstszym obrazem naszej codzienności. Ten świetny kawałek drylu, gdy dzieci idą na wojnę, co podkreśla wiek tancerzy, jest ukazany w odartej, nagiej przestrzeni sceny. Artyści wchodzą z widowni, jakby byli jednymi z nas, bowiem wojna przychodzi niespodziewanie, gdy nie chcemy, aby kiedykolwiek nastała. To świetna praca – współczesna i aktualna, ukazująca jak sztuka współgra z tym co nas otacza, stając się zjawiskiem politycznego komentarza.

Wieczór wieńczy układ Edvina Revazova do sonat skrzypcowych Eugene Ysaye, wykonywanych na żywo przez Brieuca Vourcha. Do owego duetu choreograf zaprosił solistów Hamburg Ballet: Idę-Sofię Stempelmann i Floriana Pohla. Nazywany fragment Emocje świetnie oddaje intencje twórcy. To taneczna opowieść o spotkaniu dwójki ludzi, którzy od siebie się odpychają i przyciągają. Forma ukazania toksycznej relacji, która uzależnia i zniewala. Próby odchodzenia, zdobywania i ponownego schodzenia się. To świetne spojrzenie, że mimo wad, bólu i ułomności należy pielęgnować więzi i relacje, gdyż trudno żyć bez drugiej połówki. Taniec, sięgający do wzorców neoklasycznych jest urzekający. Revazov nie pozostawia pól znudzenia i świetnie ruchem ukazuje związki międzyludzkie i tajemnicę tejże wspólnoty. Dodatkowym atutem jest opracowanie światła, które wytycza ścieżki życia i kręte, choć tak naprawdę proste, drogi relacji pomiędzy ludźmi.

Całość pokazu odbyła się w przestrzeni postindustrialnej Hamburger Sprechwerk, której surowość idealnie współgra z drugim fragmentem – pełnym bólu grupowego traumatycznego przeżycia, a także z ostatnim układem ukazującym trudność związków. I właśnie jest taki ten wieczór przeszyty nostalgią i niepewnością naszej codzienności w wykonaniu ciekawej formacji młodego pokolenia, której mianownikiem jest Ukraina.

To przypadkowe spotkanie w Hamburgu pokazuje zapał i pomysłowość. Udaną próbę – aby trwała – wzięcia spraw w swoje ręce. Edvin Revazov jest prawdziwym gospodarzem, przechadzającym się wśród widowni, witającym, rozmawiającym z publicznością. Wierzę w tego typu inicjatywy, gdyż zrodzone z serca mają szansę powodzenia. Zastanawiałem się, ile ducha w owym działaniu jest Johna Neumeiera, który wydaje się być patronem owego przedsięwzięcia. Revazov buduje od podstaw nową formację taneczną, która kto wie w jakim punkcie artystycznego spełnienia będzie za lat kilka. Życzę mu jak najlepiej. Bowiem walczy o Ukrainę, pokazując jej twórców i pielęgnując tkankę ludzkiej egzystencji. A to w człowieczeństwie jest najważniejsze.

Rawness, choreografia Marco Goecke, Luca-Andrea Tessarini, Edvin Revazov, Hamburger Kammerballet, premiera: listopad 2023.

[Benjamin Paschalski]


Foto: Anna Utevsky

Z BRAZYLIJSKIEGO DUCHA – „CARTAS DO BRASIL, ANTHEM, UMBO” – SAO PAULO DANCE COMPANY

Z BRAZYLIJSKIEGO DUCHA – „CARTAS DO BRASIL, ANTHEM, UMBO” – SAO PAULO DANCE COMPANY

Ameryka Łacińska to świat pełen zjawiskowych miejsc, krajobrazowych perełek oraz bogatej kultury, która zachwyca swoją odmiennością i różnorodnością. Mało kto wie, że w owym odmiennym dla Europejczyka świecie, ale przecież eksplorowanym przez nasz kontynent, rozwija się sztuka tańca. I może to nierzucający na kolana wysyp różnorodności, ale kilka jasnych punktów, które warto odwiedzić, a na pewno o nich napisać. Dla znawców sztuki baletowej jednym z najjaśniejszych miejsc pozostanie Kuba. Tu swój zespół przez lata tworzyła wielka balerina, która kilkukrotnie odwiedziła nasz kraj, Alicia Alonso. Ballet Nacional de Cuba to mistrzowska kompania specjalizująca się w technice klasycznej. Tenże kraj to również miejsce urodzenia jednego z najważniejszych tancerzy naszych czasów – Carlosa Acosty.

LABORATORIUM TAŃCA – „NOISE, SIGNAL, SILENCE” – BALLET OF DIFFERENCE W KOLONII

LABORATORIUM TAŃCA – „NOISE, SIGNAL, SILENCE” – BALLET OF DIFFERENCE W KOLONII

Taniec, analogicznie jak każda inna sztuka, rozwija się i ewoluuje. Nie jest zjawiskiem martwym, ale żywym. Wszelkie próby innowacji, poszukiwań i eksperymentu należy przyjmować nie tylko z zaciekawieniem, ale i radością. Ukazują one jak ciekawie można mówić, opowiadać, przeżywać dzięki zjawiskom w kulturze. Jednym z takich miejsc, prowadzonym przez artystę z określoną wizją i konceptem programowym, jest Ballet of Difference. Powstały w roku 2016 stanowi część składową Schauspiel Koln. To ciekawy przykład ulokowania formacji tanecznej w jednej instytucji z dramatem, a nie operą.

Teatru Dramatycznego Strzępki

Teatru Dramatycznego Strzępki

Przeczytałem świeżo dwa artykuły dotyczące sytuacji w stołecznym Teatrze Dramatycznym. Oba ukazały się w dziale „Onet Kultura”. Pierwszy to: Rok ze Strzępką. „Monika Strzępka z zadeklarowanej feministki stała się wzorcem dyskryminacji”, pióra Krystyny Romanowskiej. Drugi to rozmowa Magdaleny Rigamonti z Reżyserką i Dyrektorką Dramatycznego – Monika Strzępka: aktor to miał być mój największy wróg. Lektura ciekawa i ciężkawa, ale mocno zachęcająca do kilku uwag na kanwie.

Najkrótsze wprowadzenie – Teatr Dramatyczny Słobodzianka oraz Teatr Dramatyczny Strzępki wspólną mają tylko lokalizację. Aktualna Dyrektorka nawet nie ukrywa, że zwolnienia aktorów i aktorek w teatrze są w jakimś stopniu motywowane przesiąknięciem części zespołu niefeministyczną i patriarchalną spuścizną Słobodzianka. Wizję, zaprezentowaną przez Reżyserkę w tych tekstach, można chyba określić „teatrem tożsamościowym”, którego podstawą ma być aktywne i performatywne podejście do zawodu aktora. Strzępka nie dokonuje rewolucji twierdząc, że kreuje „model aktorstwa performatywnego”, bo przecież performatywność jest jednym z desygnatów pojęcia „aktorstwo”. Jednak czy nie będzie rewolucyjną odpowiedź na twierdzenie Rigamonti, że „aktor potrafi zagrać wszystko”: „To zależy, jak rozumiemy grę. Widz ma intuicję i czuje fałsz. To jest kłamstwo, które w teatrze działa choćby na poziomie energetycznym. Teatr to jest medium żywych ciał. Bardzo wierzę w energetyczne przepływy, w dużej mierze na tym polega teatralna komunikacja. I tu właśnie same umiejętności wykonawcze na niewiele się przydają. Trzeba być autentycznie zaangażowanym i wierzyć w to, co się robi na scenie”. Mamy teatrologicznie istotny przełom definicyjny, bowiem słyszymy tu o wzorcu aktywisty artystycznego, lecz z całą pewnością nie mówimy tu o aktorstwie. Jeżeli aktor ma wierzyć i wyznawać to, co przychodzi mu zagrać, to nie jest już dłużej aktorem. Zwyczajnie nie musi nim być. Oczywiście Reżyserka zapewne widziałaby w takiej argumentacji anachroniczność formy, czemu daje wyraz w krytyce edukacji teatralnej. Bo kogo powinna wypuszczać w świat warszawska Akademia Teatralna? „(…) mam poczucie, że absolwenci warszawskiej Akademii są słabo przygotowani do pracy we współczesnym, poszukującym teatrze artystycznym. Czyli takim teatrze, który nie opiera się na konwencjonalnym aktorstwie wcieleniowym, tylko wymaga pewnych jakości performerskich oraz zaangażowanej, krytycznej postawy”. Tyle Strzępka. Czy jednak nie jest to pułapka, której nobliwa Akademia stara się unikać? Istnieją mody w edukacji uniwersyteckiej. Wynikają one wprost z trendów, jakie absorbowane są przez kulturę i społeczeństwo. Wbrew pozorom „postawa aktywistyczna” nie wyczerpuje formy społeczeństwa obywatelskiego. Powiem więcej nawet nim nie jest, bo istotą jego nie będzie powtarzalność pewnej formy, ale naśladowanie treści. Aktorstwo uczy formy, które podmiot grający wypełnia treścią. Jeśli Monika Strzępka akceptuje wyłącznie aktorstwo feministyczne, to w najlepszym razie zostanie z koniecznością obsadzania spektakli dla wąsko wyspecjalizowanych osób aktorskich. Pamiętajmy, że większość form protestu wyczerpała się bądź po uzyskaniu oczekiwanych rezultatów, bądź to z uwagi na niemożność ich realizacji. Taki feministyczny projekt stanie się też w pewnym momencie uciążliwy nie tylko dla widzów, ale również dla samych twórców. Nie można na tym samym poziomie wzmożenia funkcjonować w nieskończoność, pod hasłem „jeszcze więcej tego samego”. Tak jak istnieją różne fale feminizmu, tak samo będą zmieniać się ich polityczne, kulturalne czy społeczne emanacje. Dlatego też Akademia Teatralna nie chce podsyłać aktorów sezonowych w rozumieniu pozateatralnym. Wiedza, umiejętności i kompetencje społeczne mają w miarę możliwości pasować do każdej dekady. Oni powinni potrafić to tak zagrać, aby to widz uwierzył. Odwrócenie tego kierunku zdewaluuje zawód aktora. Naprawdę nie jest wystarczającym argumentem za takim teatrem fakt, że większość aktorów ma poglądy lewicowe i równościowe. Prezentacja swoich światopoglądów  w kwestiach odgrywanych postaci  to nie teatr, to akademia ku czci.

Na swojej nowej płycie artysta Spięty w utworze Spektakl śpiewa: „Gdy nie daję rady, tak dla zasady zwykle udam, że dam, bo znam metody, jak spreparować dowody”. Naprawdę skłonni jesteśmy oczekiwać od aktorów bezwzględnego utożsamienia? Monika Strzępka mówi, że aktorstwo to postawa samodzielnego myślenia. Oczekiwanie wyznawania tego samego właśnie tej postawie ostentacyjnie zaprzecza. Gdzie rozmowa o dialogu w teatrze? Czy fakt posiadania przez nas znajomych, z którymi radykalnie się nie zgadzamy, nie jest dla nas pobudzające intelektualnie? Czy wypowiadanie obiektywnych argumentów ustami ich krytyka nie jest najwyższym świadectwem humanizmu? Przypomnę tylko, że ludzka zdolność do życia z wrogiem, czyli oponentem, to najważniejszy cud antropologiczny. Co wynika z wzajemnego przytakiwania? Dlaczego aktor „niewierzący” jest nagle gorszy od wyznawcy? Artysta dramatyczny Michał Klawiter usłyszał, że „grana przez niego postać źle traktuje kobiety, a sam spektakl jest szowinistyczny”. Czy to oznacza, że Klawiter jest szowinistą lub powinien dla wiarygodności roli nim być? Zagrał tak, wszedł w konwencję, jeśli to potrafi, to znaczy że odebrał i wdrożył stosowne nauki. Doświadczona Reżyserka na pewno odróżnia prawdę od fikcji. Ktoś idąc tym tokiem mógłby twierdzić, iż depresję może oddać tylko aktor w niej pogrążony. Co jeśli w dramacie pojawi się postać pedofila? Jeśli spektakl jest szowinistyczny, to właśnie oddaje pewną prawdę o współczesnym świecie, a z tego płynie wiele refleksji, które widz wynosi z teatru niekoniecznie jako postawę do naśladowania. Teatr Strzępki ma być jednak wolny od takich zjawisk, a więc rysować rzeczywistość społeczną w sposób wymyślony.

Znamy z równoległego świata polityki praktyki „udanych” reform personalnych, aby nie robić nikomu przykrości nie odeślę wprost do przykładów, ale większość zorientowanych w temacie stwierdzi, że choć pochodzą z niewłaściwej strony, to jednak są zabójczo skuteczne dla budowania środowiska zgody (…wewnętrznej). W dobrej wierze uznajmy, że te wzorce pojawiają się w TD nieświadomie. To ludzkie, że Monika Strzępka chce otaczać się osobami podzielającymi jej wizję artystyczną, ale to nic innego jak zamknięcie się w bańce. Zrozumiałe jest to, że chce być przewodnikiem, zapisać swoją kartę w historii teatru. Jednak Strzępka-artystka próbuje odwzorować ten klucz rozumienia sztuki w zarządzaniu swoim światem teatru. To jednak świat nierzeczywisty, tym bardziej bolesne, że dotyczy on bytów rzeczywistych, pół biedy gdyby dotyczył tylko tematów poruszanych na scenie. Niebezpiecznie blisko będzie od twierdzenia o mentalnej zgodności postawy człowieka i aktora w jednej osobie, do wyrażenia aprobaty na twierdzenie, że czarnoskóry aktor nie mógł zagrać w netflixowym Wiedźminie. Analogicznie, żądanie aktorskiej wiary w tekst dramatu, alarmująco splata się z koniecznością zgodności koloru skóry z odgrywaną postacią.

W dzisiejszym Teatrze Dramatycznym, czytamy, są słowa, które musiały zniknąć ze słownika wewnętrznej komunikacji. Nie może być hejtu, krytyki, a w zasadzie wszystkiego, co Szefowa tej znanej warszawskiej sceny uznaje za „przemocowe”. Aktor Modest Ruciński dowiedział się, że przemocowe jest używanie słowa „pomówienie”. Gdyby natura uznawała kolektywne kierownictwo za normę, to widzielibyśmy je w przyrodzie powszechnie. Z kolei kultura inżynieryjna produkowałaby auta wyposażone w kierownicę dla każdego z pasażerów. To się nie udaje. Strzępka musi i chce być liderem, pozostaje pytanie czy będzie kolejną osobą budującą swój autorytet dyrektorski na strachu? Kolektyw rządzący w Dramatycznym zdaje się nie zauważać, że identyfikowanie i usuwanie z debaty niewygodnych dla nich określeń jest unieważnieniem kultury krytyki i jako takie samo w sobie jest przemocowe. Wygląda jakby rozmowy w otwartym na dyskusję „waginecie” Dyrektorki, nomen omen „ce-cha” dały.

[EL Kyōju]

CIERPIENIE I BÓL – „KRÓLOWA ŚNIEGU” – TEATR WIELKI IM. STANISŁAWA MONIUSZKI W POZNANIU

CIERPIENIE I BÓL – „KRÓLOWA ŚNIEGU” – TEATR WIELKI IM. STANISŁAWA MONIUSZKI W POZNANIU

Baśnie Hansa Christiana Andersena, dla wielu pokoleń dzieci, to lektura obowiązkowa. Jako pacholę przeżywałem śmierć z zamarznięcia Dziewczynki z zapałkami, ból siostry tkającej z pokrzyw koszulki dla Dzikich łabędzi czy dorastanie Calineczki w trudnych relacjach życiowych. Płakałem z rozpaczy za ową tragedią i cierpieniem bohaterów. Nie inaczej było z Gerdą, która nie zważając na przeciwności losu obrała drogę ratowania przyjaciela Kaja z rąk okrutnej i bezwzględnej Królowej Śniegu. Dziś, jako dorosły człowiek, patrzę na te opowieści innymi oczami. I choć raczej nie zalecałbym ich swoim dzieciom do lat dwunastu, to były i są one kuźnią bezwzględności życia.

POD OKIEM CARYCY KATARZYNY – „EPAMINONDAS” – TEATR KLASYKI POLSKIEJ W WARSZAWIE

POD OKIEM CARYCY KATARZYNY – „EPAMINONDAS” – TEATR KLASYKI POLSKIEJ W WARSZAWIE

27 marca 2023 roku w Międzynarodowy Dzień Teatru, minister kultury i dziedzictwa narodowego Piotr Gliński powołał do życia kolejną państwową instytucję kultury – Teatr Klasyki Polskiej. Jakież było moje zdziwienie, gdy z fundacyjnego podmiotu prowadzonego przez Michała Chorosińskiego, obecnego szefa Teatru im Stefana Jaracza w Łodzi, ukształtowano nową placówkę artystyczną. Na pełniącego obowiązki dyrektora powołano Jarosława Gajewskiego. Co ważne nie na stałego prowadzącego scenę, ale właśnie tymczasowego lidera. Nadal niewiele wiadomo o programie i zamierzeniach. Raczej decyduje przypadkowość repertuarowa, a nie zamysł i koncept ideowy.