Najnowsze

PRZY DRODZE, czyli „Ślub” – Teatr Zagłębie w Sosnowcu

PRZY DRODZE, czyli „Ślub” – Teatr Zagłębie w Sosnowcu

Najnowszą premierę Ślubu Gombrowicza przygotował Teatr Zagłębia w Sosnowcu. Scena coraz mocniej zaznacza swoją obecność na mapie teatralnej naszego kraju pod kierownictwem artystycznym Jacka Jabrzyka. Tym razem do współpracy zaproszono, aby przygotował dramat Gombrowicza, Radosława Rychcika. Fascynacja popkulturą, a szczególnie kręgiem amerykańskim to wyznaczniki jego prac. Tak było w poznańskich Dziadach czy arcyciekawej, a przemilczanej tarnowskiej Grażynie Adama Mickiewicza rozegranej w konwencji meczu koszykówki. Tym razem myśli inscenizatora powędrowały w krainę zachodu, stylistyki rozpoznawalnego świata pustkowia i dalekiej krainy.

CIEMNOŚĆ I JASNOŚĆ, czyli Basso Continuum/7 danses grecques – Bejart Ballet Lausanne

CIEMNOŚĆ I JASNOŚĆ, czyli Basso Continuum/7 danses grecques – Bejart Ballet Lausanne

Trudno nie odnieść wrażenia, że premiera jest pokłosiem obecnej sytuacji pandemicznej. Twórca rozpoczyna balet od jasności, którą widzimy na horyzoncie, a następnie ona zanika, aby przybrać ciemne barwy codzienności. Czwórka bohaterów współczesności poszukuje wyjścia, odnalezienia się w świecie, ucieczki, ale i pozostania. Ruch jest z pogranicza klasyki i tańca współczesnego. Są oni osaczani przez cztery zamaskowane i czarne postaci, które jak coś niespodziewanego osaczają i degradują. Walka jest nierówna, ale zwieńczeniem jest zwycięstwo i nowa jasność.

CUKIEREK, czyli „Rozważna i romantyczna” – Teatr Miejski w Gdyni

CUKIEREK, czyli „Rozważna i romantyczna” – Teatr Miejski w Gdyni

Zaczytujemy się w proste historie, uwielbiamy cudze romanse i zaglądanie do innych sypialni. Parę lat temu przebojem była seria wydawnicza Harlequina, która ukazywała świat zdrad, uwodzenia i podbojów miłosnych. Odkrycie na nowo Jane Austen i to nie tylko w formie drukowanej, ale również seriali telewizyjnych i ekranizacji filmowych, stało się czymś ożywczym i odkrywczym. Ukazywanie angielskiego konwenansu z przełomu wieku XVIII i XIX, wskazywanie roli kobiety walczącej o swoje prawa, absolutnie nie w życiu publicznym, ale codziennej społecznej obecności, stanowiło coś nieznanego i tajemniczego. Wartka akcja, pełna zwrotów i zdrad, ucieczek i skrywanego prawdziwego pożądania, dotykała i dotyka nadal szerokie rzesze odbiorców. Utwory Austen nie są pozbawione również humoru, sielskości, a przede wszystkim mają pazur dramaturgiczny, w których intryga w pełni wybrzmi z ostatnią stronicą książki czy minutą filmową. Na ciekawy zabieg zdobył się Teatr Miejski im. Witolda Gombrowicza w Gdyni przenosząc dzieło brytyjskiej pisarki na deski sceniczne. Mógł z tego wyjść niezły zakalec, pełen niedomówień i przegadania, ale nic takiego nie ma miejsca. To fantastyczna opowieść, owszem nie dla wyjadaczy twórczości Austen, gdyż opowieść Rozważnej i romantycznej jest opowiedziana wiernie i dokładnie. Jednak i oni nie będą się nudzić, bo to co zaprezentowano na deskach jest perełką, wysmakowanym kostiumowym cukierkiem. Typowym przykładem dobrego teatru mieszczańskiego, gdzie nie ma być prawa nudy, tylko lekka, z morałem opowieść o uczuciach i wyborach, w świecie konwenansu, panien Dashwood.

Narratorem, który wprowadza nas w czas przeszły, jak i wieńczy historię, będącą swoistą klamrą jest najmłodsza z sióstr dwunastoletnia, wścibska i wygadana Małgorzata. Trochę łopatologicznie, z wykorzystaniem popiersi rodowych, jak w teatrze lalek, ilustruje ona dzieje rodziny. Tragedię śmierci ojca, zapisanie majątku wnukowi i opiekę nad nim przyrodniemu bratu Johnowi. I w ruch rusza maszyna historii trójki sióstr, które dwie pełne są nadziei i roztropności. Marianna i Eleonora duszą się w skostniałym obyczaju, który zniewala kobiety i podporządkowuje mężczyźnie. Ten system bowiem nadawał prawa płci męskiej a całkowicie finansowo zniewalał niewiasty. Matka z trójką córek zostaje wystawiona na próbę wobec niechęci żony Johna do wsparcia ich dalszego bytu. Z pomocą przychodzi daleka krewna Pani Jennings, która staje się motorem napędzającym matrymonialne intrygi i londyńską przygodę. Sceny biegną, nie ma nudy. W jednolitej, umownej scenografii na kształt ramy czasu czy też epoki, toczy się opowieść o poszukiwaniu uczuć, ale również ukazania skostniałego świata przeszłości. Jest on wielobarwny, bowiem prawie każda postać to indywiduum i oryginalność. Przedstawienie ma świetny rytm co jest zasługą udanej kompozycji Dominika Strycharskiego. Jednak największym zwycięzcą jest adaptacja autorstwa Sandry Szwarc. To właśnie dzięki niej, nie silącej się na uwspółcześnienie i dopisywanie egzystencjalnych wywodów na miarę naszych czasów, podszytych feministycznym manifestem, widz czuje się komfortowo w świecie dawnych chwil i uczuć. To największa zaleta, że twórcy nie mieli ochoty ulepszania dobrego. Bowiem i tak z opowieści bije walka kobiet o własne prawa i obecność w świecie. Bohaterki mają na tyle silne charaktery, że nie było potrzeby dopowiadać tego co jest świetnie widoczne.

Inscenizatorka Alina Moś-Kerger, znana między innymi z radomskiej Ferdydurke, jako element opowieści wykorzystuje ruch. Nie bez powodu każdą z postaci wyposaża w indywidualny gest przywitania, gdyż staje się on właśnie gorsetem obyczaju, z którym tak trudno zerwać. Świetne są sceny podróży karocami, które wykorzystują proste elementy właśnie ruchu przechylania na boki jak na zakrętach wyboistej drogi. Jednak oprócz tychże pomysłów reżyserka zbyt mało czasu poświęciła pracy z aktorami. Stają się oni indywiduami, ale niektórzy pozostawieni sami sobie są nijacy i bladzi. W tym gąszczu postaci najlepiej wypada groteskowy pantoflarz John Dashwood Krzysztofa Berendta i Pani Jennings Beaty Buczek-Żarneckiej. Jest świetna w swojej roli, ogarnia całą scenę, a jej ploteczki są wyczekiwane tak samo przez bohaterki jak przez publiczność. I warto wspomnieć o Martynie Motoliniec jako dwunastoletniej Małgorzacie Dashwood. Trudno grać nastolatkę, aby nie popaść w śmieszność. Aktorce to wychodzi perfekcyjnie. Wyposażona w lornetkę staje się pierwszym źródłem informacji dla domowników, z gracją i uśmiechem.

Wieczór w Gdyni jest udanym czasem. Wychodząc z teatru zazdrościmy siostrom rozważnej i romantycznej, że wszystko szczęśliwie się ułożyło, a marzenia o prawdziwym uczuciu są możliwe do realizacji. Nie trzeba budować scenicznych manifestów, aby pokazać siłę kobiety dawnych i dzisiejszych czasów.

Rozważna i romantyczna, Jane Austen, reżyseria: Alina Moś-Kerger, Teatr Miejski im. Witolda Gombrowicza w Gdyni, premiera: październik 2020. 

Benjamin Paschalski

KOCHAĆ JAK TO ŁATWO POWIEDZIEĆ, czyli „Augustus” – Teatr Lalek Banialuka – Bielsko-Biała

KOCHAĆ JAK TO ŁATWO POWIEDZIEĆ, czyli „Augustus” – Teatr Lalek Banialuka – Bielsko-Biała

Teatry, które realizują repertuar dla dzieci w różnych konwencjach lalkowych i scenicznych niezwykle rzadko sięgają po repertuar dla widzów dorosłych. A przecież na świecie właśnie ta forma artystyczna dedykowana jest wielokrotnie właśnie dojrzałemu odbiorcy. Materia wizualna jest nieokiełznana i pełna możliwości. Pobudza wyobraźnię zarówno twórców jak i publiczności. Zawsze doceniam próby sceniczne pokazania za sprawą formy lalkowej widowiska dla dojrzałego widza. Ostatnią tego typu premierą był Augustus na podstawie bajki Hermanna Hessego. Przygotowana opowieść w reżyserii Jacka Popławskiego to niejednoznaczny moralitet o człowieku, który miał być przez wszystkich kochany i podziwiany.

MAZURSKIE ŚLEDZTWO czyli „Na tropach Smętka. Pieśń ziemi ma wiele głosów” – Teatr im. S. Jaracza – Olsztyn

MAZURSKIE ŚLEDZTWO czyli „Na tropach Smętka. Pieśń ziemi ma wiele głosów” – Teatr im. S. Jaracza – Olsztyn

Inscenizacja olsztyńska to wartka i dobrze skrojona opowieść zaadaptowana na scenę przez Darię Kubisiak i Martynę Wawrzyniak. To faktycznie forma opowieści o opowieści zawartej w książce Wańkiowicza. Twórcy tworzą grupę dziennikarską złożoną z redaktora montującego, językoznawczyni, faktografki, antropologa i fotografika, którzy dokonują wiwisekcji i weryfikacji opisanych zdarzeń. Materiał zostaje wzbogacony o nowe fakty, uzupełniony i wzbogacony o materiał ikonograficzny oraz filmowy. Przedstawienie złożone z dwóch części to wyraźny podział na puls życia ziemi – obyczajowość i tradycję, która przepełniona jest tym co ukryte, schowane, a dziś już w glebie pochowane.

O GODNOŚCI I RÓWNOŚCI, czyli „Gwałtu, co się dzieje!” – Teatr im. J. Osterwy – Gorzów Wielkopolski

O GODNOŚCI I RÓWNOŚCI, czyli „Gwałtu, co się dzieje!” – Teatr im. J. Osterwy – Gorzów Wielkopolski

Ostatnie miesiące to nieustanna dyskusja w naszym kraju wokół tematu gender. Nie tylko problematyce płci kulturowej, ale również biologicznej. Takowym przykładem stała się kwestia wypowiedzenia przez Polskę konwencji stambulskiej o zapobieganiu i zwalczaniu przemocy wobec kobiet i przemocy domowej. Kwestia praw kobiet, mniejszości seksualnych coraz częściej staje się polem debaty publicznej, ale również nieuprawomocnionej przemocy i agresji. W ową problematykę, raczej przypadkiem niż zamierzonym celem, wpisuje się ostatnia premiera w Teatrze im. Juliusza Osterwy w Gorzowie Wielkopolskim. Mowa o rzadko wystawianej komedii hrabiego Aleksandra Fredry – Gwałtu, co się dzieje! Otóż utwór z roku 1826 dzieje się w Osieku, gdzie białogłowy przejęły rządy zmuszając mężczyzn do przybrania stroju żeńskiego, pozostania w domach i zajęcia się całym codziennym życiem rodziny. Ten manewr wieńczy zgoda i powrót do ról społecznych. Jednak mimo blisko dwóch stuleci od powstania, dzieło naszego mistrza komedii idealnie wkomponowuje się w nasz krajobraz społeczny. Co więcej prostymi zabiegami inscenizatora staje się niezwykle aktualne, choć rozegrane w kostiumie stylizującym epokę.

Gorzowskie przedstawienie przygotował dyrektor legnickiej sceny Jacek Głomb. Oddaje on pole Fredrze, niczego nie dopisuje, ale jedynie dopowiada gestem. Tak jest z sekwencją prologu – pijaństwa i przemocy mężczyzn wobec kobiet, które staje się implikacją do zamiany ról. Ten dobrze pomyślany element wskazuje jak ważne jest partnerstwo i współdziałanie pomiędzy małżonkami, każdym członkiem wspólnoty. Chęć podporządkowywania i upadlania kończy się tragedią dla każdej ze stron. Głomb jasno mówi – tylko dialog i każdemu jego funkcja jest w stanie skonstruować oraz zbudować świadomą jedność małej ludzkiej rodziny. To spektakl, który ma jasny przekaz i myśl. Nie dzielić, a współdziałać. Takowym mężem sprawiedliwości, który drobnymi intrygami i miłostkami doprowadza do pojednania jest Jan Kanty Doręba grany przez Jana Mierzyńskiego. Aby dopiąć celu – własnego ożenku z Kasią – dokona sztuki wydaje się niemożliwej: ponownej zamiany ról, aby mężowie i żony przybrali właściwe szaty. Jednak sam ponosi klęskę. Ale o tym już w spektaklu. Bo finał jest intrygujący.

Przedstawienie rozpada się na dwie części, tak jak ma dwa akty teatralny wieczór. Przed przerwą jest niesłychanie ślimaczo i nijak. Aż widz przeciera oczy ze zdumienia i zastanawia się czy rzeczywiście to komedia Fredry, a może dramat Mickiewicza? Aktorzy z niesłychaną powagą wypowiadają frazy. Robią pauzy i niesamowicie niechlujnie podają tekst. A przecież humor i dowcip jest właśnie w nim. Wiedzieli to Andrzej Łapicki i Kazimierz Dejmek inscenizując wiele komedii mistrza. Jednak cześć druga rekompensuje niedobory. Jest żywa, intryga zwarta, która nabiera rumieńców. Jednak największym mankamentem pozostaje zespół wykonawców, który nie do końca radzi sobie z wydobyciem sensów i interpretacją własnych ról. Najlepiej wypada z zespołu Bartosz Bandura jako Filip Grzegotka. Miejscowy intrygant i najlepiej poinformowana osoba w mieście. Jest postacią wprost wziętą z komedii dell’arte. Świetny ruchowo i błyskotliwy. Zabawny filut dla dam i worek treningowy dla panów. To niezbyt wiele, a jednak ciekawie, w nijakim tle partnerów scenicznych.

Komedie Fredry oprócz pomysłu inscenizatora potrzebują coś więcej – świetnych interpretatorów z komediowym zacięciem. W Gorzowie tego zabrakło. Spektakl to trochę jak jajko – mamy skorupkę, tylko żółtka z białkiem niestety brak.

Gwałtu, co się dzieje!, Aleksander Fredro, reż. Jacek Głomb, Teatr im. J. Osterwy w Gorzowie Wielkopolskim, premiera: wrzesień 2020.

                                                                                                  [Benjamin Paschalski]

BAJKOWO I ROMANSOWO czyli „Korsarz – Polski Balet Narodowy – Teatr Wielki Opera Narodowa – Warszawa

BAJKOWO I ROMANSOWO czyli „Korsarz – Polski Balet Narodowy – Teatr Wielki Opera Narodowa – Warszawa

Korsarz Legrisa, tak jak nakazuje historia baletu, to opowieść młodego rozbójnika morskiego, który zakochuje się w greczynce Medorze, porwanej przez handlarza niewolników Lanquedema i sprzedanej do haremu paszy Seyda. Intryga, zwroty akcji to znak rozpoznawczy opowieści. Toczy się ona żywo, by nie powiedzieć, że kolejne sceny migają barwą jak w najlepszym kalejdoskopie.

Gdzie pojechać na jesienny wyjazd? Dwa piękne miejsca, które Cię zachwycą!

Gdzie pojechać na jesienny wyjazd? Dwa piękne miejsca, które Cię zachwycą!

Jeśli zastanawiacie się gdzie pojechać na jesienny weekendowy wyjazd, to mam coś specjalnie dla Was. Pierwsze miejsce to Niebanalne i malowniczo położone miejsce, w którym możesz oderwać się od rzeczywistości. Drugie to Pensjonat w fantastycznym i tajemniczym Kazimierzu Dolnym.