Autor: admin

Aromatyczna kuchnia „U Tato”

Aromatyczna kuchnia „U Tato”

Dziś podróż do smaków niezwykłej kuchni gruzińskiej! Przeniesiemy się do jednej z restauracji, która swoją pasją świetnie ukazuje autentyczne smaki i aromaty Gruzji. „U Tato” to miejsce prowadzone przez Tariela Maridashviliego, który jakiś czas temu pracował w Rusiko. Lokal jest położony na gwarnej i zatłoczonej 

ŁANY MCHU – „KRONIKA WYPADKÓW MIŁOSNYCH” – TEATR WYBRZEŻE W GDAŃSKU

ŁANY MCHU – „KRONIKA WYPADKÓW MIŁOSNYCH” – TEATR WYBRZEŻE W GDAŃSKU

Bardzo lubię koncept Teatru Wybrzeże, który zapoczątkował za swojej dyrekcji Maciej Nowak. Kiedy większość scen w Polsce jest zamknięta i założono kłódki, bowiem wszyscy, łącznie z portierem udali się na wczasy, to w Trójmieście sezon trwa w najlepsze. Każdego wieczora w lipcu i sierpniu można zobaczyć kilka spektakli na wszystkich scenach instytucji. Kalejdoskop zaległości i nowości. Adam Orzechowski świetnie kontynuuje tę ideę. Przy odrobinie szczęścia można również odwiedzić Gdynię, aby na plaży w Orłowie zawitać do Sceny Letniej Teatru Miejskiego, gdzie rozrywka miesza się z nostalgią i refleksją. Ale powróćmy do Teatru Wybrzeże. To jedna z moich ulubionych scen. Świetny, wielopokoleniowy zespół, każdy otrzymuje szansę gry, co jest rzadkością. Różnorodny repertuar, a także ciekawe i wielokrotnie odkrywcze realizacje sceniczne.

A LA CHAPLIN – „KOPCIUSZEK” – BALET TEATRO DELL’OPERA DI ROMA

A LA CHAPLIN – „KOPCIUSZEK” – BALET TEATRO DELL’OPERA DI ROMA

Baśnie, bajki, legendy, fantastyka to wdzięczny temat dla narracyjnej sztuki tańca. Faktycznie cała klasyka baletowa osnuta jest wokół prozy dedykowanej dzieciom, a także krążąca wokół niesamowitej, nieszczęśliwej miłości. Nie inaczej jest z Kopciuszkiem w głównej mierze znanego z kart książki Charlesa Perraulta. Inscenizacji, w historii tańca, jest nieskończona ilość, a wszystko do muzyki Siergieja Prokofiewa. Dzięki owej historii kolejne, młode pokolenia, mogą podziwiać dzieje biednej dziewczyny, która trafia w objęcia wymarzonego księcia. Choreografowie prześcigają się w pomysłach jak uatrakcyjnić opowieść, aby fabuła korespondowała z oczekiwaniami współczesnych odbiorców. Nie inaczej postąpił, blisko czterdzieści lat temu, wielki i niezastąpiony Rudolf Nurejew. Będąc dyrektorem artystycznym baletu paryskiego, gdy z podupadającej formacji uczynił ikoniczny zespół tańca klasycznego naszego kontynentu, do repertuaru wprowadził własną wizję nieśmiertelnej opowieści. Był rok 1986. Nurejew, co prawda już ciężko chory, zbliżający się do nieuniknionego końca życia, stworzył dzieło kipiące humorem i technicznymi trudnościami, a co najważniejsze tańczone oraz trafiające niezwykle komunikatywnie do odbiorców. Ten spektakl to jak nostalgia wielkiego tancerza i choreografa za dzieciństwem. Feeria ruchu, oczarowuje jak najpiękniejszy prezent odnaleziony pod choinką w przeddzień Bożego Narodzenia. To przedstawienie powstało zapewne ze smutku, za tym co utracone i bezpowrotnie nieuchwytne. Życie Nurejewa to z jednej strony pasmo sukcesów i wielkich osiągnięć dla sztuki tańca, ze spektakularnym pozostaniem w Paryżu w 1961 roku podczas tournée Teatru im. Kirowa z Leningradu. Na Zachodzie odnalazł artystyczne szczęście. Był pierwszym z triady wielkich radzieckich artystów baletu, którzy wybrali wolność, a nie życie w klatce za żelazna kurtyną. Dwójka pozostałych, również odcisnęła artystyczne piętno pozostające w pamięci do dnia dzisiejszego. To Natalia Makarowa oraz Michaił Barysznikow. Jednak życie pioniera emigracji posiadało również swoją drugą stronę. Wielkie niespełnienie uczuciowe. Liczne przygodne kontakty, brak stałego związku z wymarzonym partnerem, odciskały ślad na życiu oraz codziennej pracy. Remedium stawała się sala baletowa i dążenie do perfekcji. Szaleńcza pogoń za docenieniem i pieniądzem rodziła kolejne projekty, a także nowe inscenizacje. Z tegoż zrodził się Kopciuszek, którego w obecnym letnim sezonie w Termach Caracalli, przypomniał zespół baletowy Opery Rzymskiej. To wielki, spektakularny wieczór, w którym fantazja przeplata się ze wspaniałym, trudnym technicznie, tańcem w bardzo dobrym wykonaniu.

Czas kanikuły to wcale nie sezon ogórkowy dla świata teatru. Tak to tylko wygląda niestety w naszym kraju, z niektórymi wyjątkami i odstępstwami. Jednak, już niedaleko od naszych granic, mamy liczne przeglądy, festiwale, spotkania, które wzbogacają ofertę kulturalną miast. Stają się również magnesem dla turystów spragnionych, po trudach zwiedzania, wytchnienia ze sztuką. Projekt plenerowych prezentacji realizuje również teatr muzyczny w stolicy Włoch. To tu, każdego roku odbywają się operowe przedstawienia, koncerty gwiazd muzyki popularnej i klasycznej, a także wieczory z tańcem. Głównym miejscem aktywności pozostają Termy Caracalli, najlepiej zachowane rzymskie publiczne łaźnie. Niekiedy prezentacje mają miejsce w pobliskim Circo Massimo. Współczesna legenda term została zbudowana koncertem trzech tenorów z 1990 roku. Wówczas na scenie stanęli w solowych popisach, duetach i triach: Placido Domingo, Jose Carreras oraz Luciano Pavarotti. I tak jak wtedy widownię zapełniło sześć tysięcy widzów, tak i dziś publiczność tłumnie uczestniczy w wydarzeniach. Opera Rzymska stara się konstruować program bogaty, różnorodny i adresowany do szerokiego odbiorcy. W tym roku baletowym wyzwaniem stał się Kopciuszek Nurejewa, który zastąpił Strictly Gershwin w układzie Dereka Deane, który z powodów zdrowotnych, nie mógł wznowić układu. Przywrócono zatem piękną taneczną opowieść i warto ją było zobaczyć! A dla spragnionych przeżyć polecam dzień 23 lipca. Podczas Gali baletowej zostanie pokazane, Bolero w układzie Krzysztofa Pastora.

Rudolf Nurejew, w swojej tanecznej opowieści, zabiera nas za ocen, do Stanów Zjednoczonych. Mamy lata trzydzieste dwudziestego wieku. Los Angeles, tuż obok Hollywood. Tu mieszka Kopciuszek ze swoim ojcem, nieustannie pijanym oraz macochą i dwoma przyrodnimi siostrami. Przypadkiem dziewczyna pomaga Producentowi Filmowemu, który odczarowuje jej życie. Z popychadła i służącej zmienia dziewczynę w kandydatkę do głównej roli na ekranie kinowym. Tego o czym marzy każda nastolatka. Wyczarowuje przed nią świat pokazu mody, jak przekrój pór roku i wysyła w pięknej sukni do studia filmowego. Tu sceny więzienne, mieszają się z wielkością King-Konga i balem, który staje się główną osią nie tylko dla kliszy filmowej, ale i rozwoju akcji. Poznanie Głównego Aktora i Kopciuszka zmienia się w oczarowanie i uczucie. Jednak czas nieuchronnie umyka. O dwunastej dziewczyna ucieka, gubiąc piękny pantofelek. Młody aktor nie daje za wygraną. Odbywa podróż przez miasto – tawernę hiszpańską, chiński bar opium i rosyjski kabaret. Ostatecznie trafia do domu tytułowej bohaterki i znajduje wymarzoną stopę. Uczucie zwycięża. Układ choreografa to istna poezja tańca klasycznego, własne marzenia – o osobistym szczęściu, spełnieniu przekłada na ruch. Tak jak w innych pracach, zmienia też rolę męskiej części zespołu. To nie tylko partnerzy dla primabalerin, ale krwiści wykonawcy. Macochę tańczy mężczyzna Giuseppe Depalo, co nie tylko podkreśla demoniczny charakter, ale również buduje komiczność scen i postaci. Wprowadzenie Producenta Filmowego, zwiększenie układu Nauczyciela Tańca, zintensyfikowanie popisów dla Głównego Aktora, a przede wszystkim podkreślenie roli zespołu męskiego, posiada znamiona innowacyjności i przełomu w sztuce tańca. Rewolucjonista Nurejew, który sam walczył o swoją pozycję jako równoprawnego bohatera sceny i w swoich pracach wskazuje właśnie na tancerzy jako istotnych wykonawców poszczególnych ról, ale również ansamblu, który odgrywa istotną rolę w większości scen grupowych. Jednak wielkość tej pracy polega również na innowacji inscenizacyjnej. Umieszczenie akcji w erze narodzin kina daje wiele możliwości dla tańca. Bowiem pierwsze ekranowe produkcje, nieposiadające dialogów i podkładu dźwiękowego, były jak formy pantomimy, gdzie właśnie ruchem oraz gestem należało zbudować klimat i napięcie wśród odbiorców. Kopciuszek tańczy w domu jak Charlie Chaplin i dąży do świata, który on przedstawia. Cały drugi akt to wielki hołd dla kina niemego. Sekwencje w areszcie są jak gagi Flipa i Flapa, figury popkulturowej King Konga nie trzeba przedstawiać, a sekwencje balu płyną jak świetna, salonowa filmowa opowieść z podkładem trapera. Twórca bawi się konwencją. Widzi w niej inspirację dla zbudowania kontrastu niedoli i szczęścia. Hollywood jawi się jako coś niedoścignionego, ulotnego, w którym młoda dziewczyna odnajduje własne. Nurejew pokazuje wielki świat, nie stroni od przesadnej formy, aby tylko ukazać luksus. Kostiumy Hanae Mori są bajkowe i zjawiskowe. W tle projekcje Miasta Aniołów, a także Cadillac, którym bohaterka zmierza do Hollywood. Wszystko wyidealizowane, oczarowujące, ale i tak najważniejszy jest taniec.

Zespół baletowy Opery Rzymskiej walczy nieustannie o palmę włoskiego pierwszeństwa z kompanią mediolańskiej La Scali. Eleonora Abbagnato, liderująca formacji włoskiej stolicy od ośmiu lat, aktywnie działa na rzecz wzbogacenia repertuaru i podniesienia technicznych możliwości tancerzy. Efekty są zauważalne. Cała obsada głównych ról w Kopciuszku to primabaleriny i pierwsi soliści. Ów kalejdoskop talentów wygląda obiecująco. Mimo, że Nurejew obdarza część męską szczególną łaską to i tak wygrały panie. Zjawiskowo tańczyła Rebecca Bianchi w partii tytułowej, a zmiana nastrojów od ubogiej dziewczyny do pełnej klasy i ogłady panny w studiu filmowym godna jest podkreślenia. Siostry Susanny Salvi i Alessandry Amato są dowcipne, zgrane, z gracją rywalizujące o względy matki i kawalerów. Michele Satriano jako Główny Aktor, posiada poprawne warunki, ale nie dorównuje partnerkom. Dużo lepiej zaprezentował się Claudio Cocino jako Nauczyciel Tańca oraz Alessio Rezza w partii Producenta Filmowego. Jednak choreograf ważną rolę powierza zespołowi. To nie statyczny element dekoracji, ale w nieustannym ruchu grupa tancerzy. I efekt jest bardzo pozytywny. Szczególnie pokaz mody, a także podróż przez miasto w poszukiwaniu wybranki, która zgubiła bucik, gdzie piętrzą się kolejne taneczne układy, w których kompania wypada znakomicie. Cały drugi akt natomiast należy właśnie do ansamblu, który radzi sobie znakomicie. Artystom towarzyszy orkiestra Opery Rzymskiej pod kierunkiem Alessandro Cadario. Trudno cokolwiek powiedzieć o tym podkładzie jak jedynie, że był, bowiem fatalne nagłośnienie zabijało dźwięki Prokofiewa.

Letnie wieczory ze sztuką tańca, teatrem w plenerze, mają swój niepowtarzalny urok. Wokół grają świerszcze, a ptaki oddają się ostatnim trelom, zmierzając na zasłużony odpoczynek. Jednak jest i druga strona owych widowisk. Publiczność, która w sporym odsetku przychodzi jak na spotkanie towarzyskie, konsumując i popijając białe wino w trakcie spektaklu, a także spóźniając się niemiłosiernie, nie zwraca uwagi, że przedstawienie już trwa od kwadransa i można przeszkadzać innym. Jednak urok Kopciuszka Nurejewa jest wielki. Artysty nie ma z nami od trzech dekad. Jednak pozostawił po sobie niebagatelną spuściznę choreograficzną, która nadal oczarowuje innowacyjnością i niepowtarzalną techniką. Już w najbliższym sezonie w Operze Paryskiej będzie można zobaczyć trzy jego klasyki. Dla miłośników tańca to lekcja obowiązkowa. Ten tajemniczy Baszkir o nieokiełznanej naturze zmienił nasze współczesne myślenie o tańcu, a jego balety ukazują nam, ile straciliśmy przez śmiertelną chorobę jaką było i jest AIDS.

Cenerentola (Kopciuszek), Siergiej Prokofiew, choreografia Rudolf Nurejew, balet Teatro dell’Opera di Roma, pokazy: lipiec 2023.

[Benjamin Paschalski]


Foto: Opera Roma

Libero Bistro&Club – Jak nie być dobrą knajpą…

Libero Bistro&Club – Jak nie być dobrą knajpą…

W mniejszych miejscowościach spotyka się czasem fantastyczne miejsca. Knajpy z duszą, pomysłem i luźną kameralną atmosferą. Ten wpis nie będzie jednak o tym. Będzie o tym jak to wszystko zepsuć, jak na bazie braku konkurencji nie iść w górę, a jedynie zarabiać na ludziach, którzy 

NA KONIKU – „DAMY I HUZARY” – TEATR DRAMATYCZNY IM. JERZEGO SZANIAWSKIEGO W PŁOCKU

NA KONIKU – „DAMY I HUZARY” – TEATR DRAMATYCZNY IM. JERZEGO SZANIAWSKIEGO W PŁOCKU

W Polsce uwielbiamy jubileusze. I w tym roku takowy mamy, a jakże nawet poparty uchwałą sejmową. W 2023 roku obchodzimy dwieście trzydziestą rocznicę urodzin Aleksandra Fredry i dlatego cały rok winniśmy świętować, wystawiać, bawić się na komediach, owych perełkach naszego mistrza gatunku. I tak sobie pomyślałem należy w owe obchody się włączyć, odwiedzić kilka teatrów, które przygotowują zapewne liczne premiery. I aby ułatwić sobie zadanie zaglądam do spektakli konkursu „Klasyka Żywa”. A tam posucha. Łącznie cztery przedstawienia, z czego trzy Zemsty i jedne Damy i Huzary. I tak sobie myślę. Zestarzał nam się mistrz z Surochowa, później Lwowa? Czyżby nieatrakcyjny?

ZAGUBIENI W BEZMIARZE – Recenzja filmu „BEZMIAR”

ZAGUBIENI W BEZMIARZE – Recenzja filmu „BEZMIAR”

Bardzo lubię lata 70. XX w. Podoba mi się ich stylistyka, barwy, muzyka. Z tym czasem kojarzy mi się niepowtarzalny smak beztroski dzieciństwa. Ten bezmiar, który dominował wokół – przede wszystkim czasu, który jest do dyspozycji i możliwości, może poza wszystkim co zakazane jest zwykle dla dziecka. I te niesamowite – w moim przypadku – pokłady radości. Obserwowałem moich rodziców, którzy wydawali mi się wówczas równie pogodni i szczęśliwi, jak ja. Czy tak było? Dziś nie jestem przekonany. Odwiedzając po latach miejsca, które widziałem, w których przeżywałem najwspanialsze, kolorowe chwile w dzieciństwie okazywało się, że są zupełnie inne niż je zapamiętałem. Są mniejsze, bledsze, nie tak spektakularne jak kiedyś. A przecież były takie niesamowite.  Wszystko wówczas było inne. Czy lepsze? Podobnie rodzice i ich miłość. Czy czuli się spełnieni? Już sam nie wiem.

Reżyser i współautor scenariusza filmu L’immensità, przenosi nas w swoim najnowszym filmie do Rzymu, z pięknych lat siedemdziesiątych ubiegłego wieku. To czasy ważnych przewartościowań w kulturze i społeczeństwie. Zachodzi ewolucja z ilości w jakość, a jednocześnie dominuje niezwykłe przyspieszenie. Jednak nie trafiamy do Rzymu, jaki znamy z podroży i okładek folderów turystycznych. Docieramy na obrzeża miasta, do nowo wybudowanej dzielnicy, graniczącej z polami uprawnymi. To Rzym, jakiego przeciętny turysta nie zna, to miasto pokazane od tej strony, której nie znamy, jakby od podszewki. Rodzina Borghetti – żona Clara (w tej roli Penelope Cruz), mąż Felice (Vincenzo Amato) i ich troje dzieci właśnie przeprowadziła się do nowoczesnego bloku mieszkalnego. Zmiana ta nie jest jednak początkiem czegoś nowego, lecz ma raczej dość smutny charakter. Choć nowe lokum jest wygodne, urządzone zgodnie z najnowszymi trendami, a widok na Rzym zapiera dech w piersiach, to między bohaterami nie odnajdziemy czułej atmosfery bliskości.

Wydawałoby się, że rodzinie Borhetti niczego nie brakuje. Ale to tyko pozory. Bowiem Clara i Felice już się nie kochają, a jednocześnie nie rozwodzą się, tkwiąc w marazmie swojego związku. Z każdym dniem oddalają się od siebie, stają się sobie obcy i coraz bardziej samotni, żyjąc obok siebie. Clara nie jest szczęśliwa w małżeństwie ze zdradzającym ją i nie stroniącym od przemocy małżonkiem. Nad swoim synem nie jest w stanie nawet zapanować jego matka, która stara się, najlepiej jak potrafi, zaopiekować wnukami.

Clara, szukając dla siebie miejsca w codzienności buduje niezwykłą relację z trójką dzieci. Zmienia się z fantazją z nienagannej żony, strażniczki domowego ogniska, w trochę szaloną, energiczną, radosną, a jednocześnie czułą matkę. Jest to jej ucieczka przed smutkiem i dojmującą rzeczywistością. Świat wymyślony to miejsce, które staje się schronieniem. Ten eskapizm daje chwilę wytchnienia od napięcia panującego w domu. Nieszczęśliwa jest również jej najstarsza córka, kilkunastoletnia Adriana (Luana Guiliani), która uwięziona w ciele dziewczynki bardzo chciałaby być chłopcem. W nowym miejscu, wykorzystuje fakt, że nikt jej nie zna i zaczyna udawać przed innymi rówieśnikami, że jest kimś innym. Choć matka oddaje dzieciom całe swoje serce, chciałaby przychylić im nieba i przymyka oko, tolerując zachowanie Adrianny, to jednak nie może zaakceptować jej postawy. Trójka rodzeństwa – brat i dwie siostry – stanowi zgraną grupę. Wspiera się i kiedy trzeba stoi za sobą murem. Mimo to, czasami też pojawiają się zgrzyty i braciszek donosi na najstarszą siostrę. Ta niespieszna historia rodzinna prowadzi wszystkich do przesilenia.

Tytułowy bezmiar w tym filmie, to ogrom uczuć. Przede wszystkim to otchłań smutku, niewygody i nieodnajdywania się w swoich rolach, w które zostało się wtłoczonym. Film jest swego rodzaju oskarżeniem konserwatywnego świata, które nie akceptuje odstępstw od utartych wzorców. To nie jest opowieść tylko o poszukiwaniu własnej tożsamości czy dramacie rodzinnym. To również wskazówka jak wyswobodzić się z pełnej udręki codzienności i odnaleźć skrawki niezależności. Ucieczką jest świat fantazji. Dla Adrianny staną się nią wyobrażenia o musicalu z nią samą w roli głównej. Dla Clary będą to chwile wydarte z prozy życia, jak podniesione do koncertowej formy przygotowanie obiadu czy seans filmowy.

Crialese łączy ze sobą wątki opowieści o każdym z członków rodziny w sposób zgrabny, choć nie do końca konsekwentny. Niestety zabrakło mi w jego obrazie wykończenia, skupienia w scenariuszu, jakiejś puenty, spięcia historii, które ostatecznie się rozmywają. Nie ma swoistego domknięcia. I to trochę rozczarowuje. Punkt przełomowy nie wydaje się momentem, który coś w rodzinie Borghetti zmieni. Wszystko bowiem wydaje się, że wróci do niestety do tego co było… tylko wszyscy już nie będą tacy sami… A może właśnie tak jest w życiu, kiedy kryzys nie przynosi ze sobą przełomu, nie pojawia się ostatecznie kropka nad i.

W tej ekranizacji niezawodna jest natomiast Penelope Cruz w roli Clary. Jej kreacja pięknej, wspaniałej matki, posągowej i seksownej, ale nieszczęśliwej żony, która nie czuje już nic wobec swojego męża jest w wyjątkowa. Aktorka jest w pełni sił. I to widać wyraźnie. Jest niesamowita, wspaniała, prawdziwa i bardzo przekonywająca – i w zasadzie to ona jest dźwignią tego obrazu. Jest bezapelacyjnie współczesną kobiecą ikoną kina. Choćby tylko dla niej warto obejrzeć ten film.

Autor L’immensita, to wielokrotnie wyróżniany, reżyserurodzony w Rzymie, w sycylijskiej rodzinie prawników po raz kolejny powraca do swoich korzeni. Tym razem musieliśmy czekać aż 11 lat na jego kolejny film. Poprzedni obraz Terraferma powstał w 2011 roku, Złote wrota (Nuovomondo) w 2006, w 2002 r. mogliśmy zobaczyć Respiro, a w 1997 r. Obcego w wielkim mieście (Once We Were Strange). Bezmiar znalazł się w konkursie głównym 79 Międzynarodowego Festiwalu Filmowego w Wenecji w 2022 r., gdzie po premierowej projekcji widzowie wyróżnili go głośną, kilkunastominutową owacją na stojąco.

BEZMIAR (L’immensità), 2022, Włochy/Francja, reż. Emanuele Crialese

[Marcel z Kraśnika]

EROTYK – „CARMEN” – BALET TEATRO MASSIMO W PALERMO

EROTYK – „CARMEN” – BALET TEATRO MASSIMO W PALERMO

Już za chwilę wakacje. Pogoda słoneczna nastraja do odpoczynku. Upał powoduje odprężenie, pobudzenie instynktu i pytanie a może nowa miłość? Nadchodzące miesiące to również wybory – dokąd wyjechać? Część pozostanie w domach, bowiem czas kryzysu zmusza do oszczędności, inni wskażą Bałtyk, przez „Magazyn Kulturalnego Chama” zachwalany. Hitem wakacji podobno jest Turcja. Ale niezmiennymi kierunkami pozostaną Bałkany i Włochy. I właśnie owe dwa miejsca, idealne do spędzania wolnego czasu, łączy fantastyczne wydarzenie baletowe – Carmen do suity wywiedzionej z opery Georgesa Bizeta przez Rodiona Szczedrina. Autorem owego sukcesu jest pochodzący z Serbii choreograf Leo Mujić.

CZŁOWIEK DO RECYKLINGU – „PRZEMIANA” – NOWY TEATR W WARSZAWIE

CZŁOWIEK DO RECYKLINGU – „PRZEMIANA” – NOWY TEATR W WARSZAWIE

Czasem odbywam podróż tramwajem, jak było i będzie to możliwe, warszawską ulicą Puławską na Mokotów. Mijam kolejne miejsca i z rozrzewnieniem wspominam – tu było kino „Moskwa” ze zdjęcia Chrisa Niedenthala z nieodłącznym tytułem w dniach stanu wojennego Czas Apokalipsy oraz stojącym tankiem przed budynkiem. Kawałek dalej kusi sklep pewnej sieci handlowej, a przed nim kłębi się tłum oczekujących i wychodzących. Zawsze myślę sobie czy ktoś pamięta, że był tu kiedyś teatr? Za moich czasów edukacji scenę prowadził już Bohdan Cybulski. Zapomniany reżyser i chyba bardziej dyrektor instytucji. Zgromadził wspaniały zespół od Ireny Kwiatkowskiej po Romana Wilhelmiego, a afisz prezentował się różnorodnie. Chyba był człowiekiem nie na ówczesne czasy.