Autor: admin

POKÓJ WSPOMNIEŃ – „MIŁOŚĆ CZYSTA U KĄPIELI MORSKICH” – TEATR IM. STEFANA JARACZA W OLSZTYNIE

POKÓJ WSPOMNIEŃ – „MIŁOŚĆ CZYSTA U KĄPIELI MORSKICH” – TEATR IM. STEFANA JARACZA W OLSZTYNIE

Chyba każdy uczeń boryka się w szkole z romantyzmem. Z jednej strony nauczyciele na lekcjach języka polskiego wpajają młodzieży, że „Mickiewicz wielkim poetą był”, kochał naród, a mesjanizm za żonę pojął. Owe slogany, które utrwalają błędny stereotyp nudnych, powtarzalnych, niezrozumiałych poetów nurtu artystycznego dziewiętnastego wieku, można mnożyć. Sztuka sceniczna powiela ów obraz, dając wielokrotnie poszarzałe slajdy wyobrażeń o walce i miłosnej pozie. Dziady stają się najrozwleklejszą epopeją, której nikt nie chce oglądać, no może z wyjątkiem nastolatków – jako obowiązek lektury. Z owym mitem dzielnie rozprawia się Michał Zadara. Jego romantyczne boje polegają na wnikliwym czytaniu tekstu, poszukiwaniu esencji, niedopisywaniu ani linijki wiersza. Ale właśnie wgryzienie się w strukturę narracji.

W menu dziś krwiste i bez znieczulenia – Recenzja filmu „Menu”

W menu dziś krwiste i bez znieczulenia – Recenzja filmu „Menu”

Współczesny świat gotowania, kuchni, kucharzy, restauracji, przyznawanych wedle najwybredniejszych gustów i podniebień gwiezdnych nagród, jest dla zwykłego zjadacza schabowego z ziemniakami i mizerią równie nieznany, co pracownie rzeźbiarzy, malarzy czy gabinety pisarzy. Umiejętność przygotowania, łączenia ze sobą nieoczywistych smaków, finezja podania dań niebanalnych i pysznych, 

ŚCISŁY NADZÓR – „ROMEO I JULIA” – NEW ADVENTURES W LONDYNIE

ŚCISŁY NADZÓR – „ROMEO I JULIA” – NEW ADVENTURES W LONDYNIE

Istnieją miejsca magiczne, w których dla miłośnika baletu prawie każdy wieczór staje się doznaniem artystycznym. W Europie mamy kilka takowych siedlisk, gdzie różnorodny, zmienny program, gościnne występy zespołów tańca, kształtują świetną ofertę dla publiczności. Takowy koncept obrała scena między innymi w Luksemburgu, ale niezaprzeczalnym domem tańca na naszym kontynencie pozostaje Londyn i Sadlers Wells. Miejsce o niebagatelnej historii i kilkukrotnej rekonstrukcji przestrzeni, które doprowadziły do kształtu obecnego. Posiada niesamowity klimat, nie tyle wnętrza, co buduje je odwiedzająca publiczność. Z jednej strony wytrawnych bywalców, koneserów i znawców, a także mieszczańska klasa średnia dążąca do przeżycia niezapomnianego wieczoru ze sztuką ruchu. Można powiedzieć, że program kształtowany miejsca stolicy Wielkiej Brytanii jest na zasadzie „każdy znajdzie coś dla siebie”. W już rozpoczętym sezonie z jednej strony Carlos Acosta i jego Carmen, New York City Ballet, a także Tanztheater Wuppertal Pina Bausch. Z drugiej strony mistrz humoru, lekkości, swoisty mag baletu Matthew Bourne. To postać niesamowita, wręcz ikona brytyjskiej sceny. Każdy zna, choćby z filmu Billy Elliot jego Jezioro łabędzie, które łamiąc konwencję i stereotypy ukazywało miłość gejowską, gdyż w roli ptaków występowali mężczyźni, a w jednym z nich zakochiwał się książę. Bourne jest mistrzem własnych interpretacji klasyki tańca, przetwarzania jej w oryginalny sposób, gdzie ruch może nie jest zbyt oryginalny i przewidywalny, ale narracje zrywają ze stereotypowym ujęciem. Tak było w Śpiącej królewnie rozegranej w formie gotyckiego horroru wzorowanego na ekspresjonizmie niemieckim czy też w Car-Men na podstawie opery Georgesa Bizeta, ale znów rolę ponętnej Cyganki zajmował mechanik samochodowy. Te zmiany, przeformułowania mają swoją wielką siłę. Przybliżają utwór do naszych czasów, zrywają z pompatycznością, czasem niezrozumiałą dla szerokiego odbiorcy konwencją. Już w grudniu i styczniu będzie można zobaczyć Edwarda Nożycorękiego. Wzorowana na filmie opowieść to sielanka, która posiada magię przyjaźni i akceptacji odmienności. To właśnie krąg zainteresowania choreografa. Dążenie do ukazywania ułomności, skrywanych uczuć. Owa tajemnica seksualności w Jeziorze łabędzim, które premierę miało w 1995 roku, stanowiła zerwanie ze społecznym tabu. Dziś nikogo nie szokują związki tej samej płci, ale wówczas był to przełom dla brytyjskiej sceny. Bourne uwielbia szokować, wzbudzać zastanowienie wśród publiczności, a także pobudzać do myślenia. Obecność zespołu artysty – New Adventures w Sadlers Wells jest programem obowiązkowym każdego sezonu. Dwukrotnie – zimą i latem – prezentuje w cyklu niemal dwumiesięcznym, dwa odmienne widowiska. W sierpniu tegoż roku na deskach zawitali z Romeo i Julia. Ale znów w nieoczywistej formie, pełnej bólu, seksualności i niespełnienia.

Matthew Bourne, wykorzystując co prawda w odmiennej aranżacji i układzie kompozycję Siergieja Prokofiewa, zmienia całkowicie przestrzeń gry. Polem akcji staje się współczesność i instytut dla „trudnej młodzieży” w Weronie. Tu trafiają młodociani „odmieńcy”, którzy dla rodziców żądnych konformistycznego poklasku, stają się ciężarem i utrapieniem. Jednym z tych, który odnajduje tu miejsce jest Romeo, syn polityka, który nie może pozwolić sobie na blamaż posiadania nadwrażliwego syna. Jednak ów przybytek, będący powierzchownie białą, wydestylowaną przestrzenią, pełen jest podskórnej patologii. To jak obrazek, z sensacyjnych pierwszych stron tabloidów, w których można wyczytać przeraźliwe historie z miejsc odizolowania i zamknięcia. Strażnikiem jest Tybalt, który nie tylko nadzoruje porządek, ale raczej poszukuje wrażeń erotycznych. Jego ofiarą staje się Julia, która za wszelką cenę stara się uniknąć seksualnego zbliżenia, ale w owej klaustrofobicznej, przeszytej złem instytucji trudno się oprzeć opresji silnego mężczyzny. Pojawienie się Romeo zmienia jej świat, na horyzoncie objawia się młodzieniec pełen ciepła i uroku. Kolejne dni w tym specyficznym miejscu upływają na powtarzalnych czynnościach, myciu, lekach i sztucznych tańcach inspirowanych przez Bernadette Laurence. To jedyna pozytywna postać, ze świata zewnętrznego, która przynosi odrobinę koloru, w przestrzeń podejrzanej bieli. Właśnie owe tańce ukazują relacje i uczucia. Benvolio jest w związku z Merkucjo i właśnie za ową relację Tybalt dokona zbrodni, bowiem jego homofobia nie jest w stanie zaakceptować gejowskiej miłości. Owe zdarzenie wywołuje złość i zemstę. Grupowy lincz na znienawidzonym strażniku. Jednak o zbrodnię zostaje oskarżony Romeo, który mimo wydalenia z miejsca powraca, za sprawą pokaźnego czeku od ojca na rzecz ośrodka. Jednak już nie ma spełnienia. Miłość choć trwa, to jednak zatraca się rzeczywistość. Nóż dosięga chłopaka, a następnie Julia popełnia samobójstwo. Złożeni na ołtarzu miłości, bo chcieli żyć pełnią uczucia, mimo zamknięcia i odizolowania, nie są tylko klasyczną ikoną nieśmiertelnej miłości z Werony, ale żywym obrazem gwałcenia uczuć w czasach naszej rzeczywistości.

Choreograf jest niezwykle przewrotny w swoim układzie. Wykorzystując taniec współczesny nie zrywa z ikonicznymi fragmentami utworu Prokofiewa. Jest oczywiście scena balu – fragment otwierający wieczór i scena balkonowa, która w zamkniętej przestrzeni ośrodka wypada niezwykle efektownie, bowiem scenograf Lez Brotherston zabudował horyzont sceny niezwykle funkcjonalnym dwupoziomowym kubikiem. Tworzy się niewidoczny labirynt przejść, tajemnic, cieni, drugiego świata odizolowanej powierzchni. Już kilkukrotnie podkreślana biel, która winna być przyjazna i bezpieczna dla oka, staje się nieznośna i odrzucająca jako opresyjny kolor odizolowanego świata. Bourne oddaje pole zespołowi, to on jest głównym bohaterem wieczoru. Ów układ nie jest może wyżynami choreograficznej pracy, ale spójnym i jasnym przykładem dobrej współpracy z tancerzami. Główna para Monique Jonas i Rory Macleod świetnie odnajdują się w swoich rolach, ale niestety powtarzalne duety zaczynają nużyć i widz zastanawia się czy może nie czas już umierać? To największy mankament, który w innych pracach Brytyjczyka nie występował. Ale jest to wielki problem baletu do muzyki Prokofiewa, że ostatni akt zabija monotonia i powtarzalność, niestety ten grzech również popełnił Bourne. Mimo to ukazał odmienny świat, w który wpisał nowoczesną formę, klarowną dla współczesnego odbiorcy. Wychodząc z teatru myśli wędrują do telewizyjnych programów interwencyjnych, a także prasowych notatek o nieadekwatnych miejscach odosobnienia i samotności.

Wieczór w Londynie był jak terapia. Ukazanie świata, który jest blisko nas, ale faktycznie nie chcemy go zauważać. To również pole miłości, różnorodnej, pięknej, ale dla niektórych nadal zakazanej. Każdy ma prawo kochać, zdobywać, oczarowywać. Czas ochłonąć, szczególnie wokół naszego nadwiślańskiego świata, bo każdy ma prawo trzymać za rękę kogo chce, tańczyć z kim chce. Po prostu kochać.

Romeo i Julia, Sergiej Prokofiew, choreografia Matthew Bourne, New Adventures, pokazy w Sadlers Wells w Londynie, sierpień 2023:

[Benjamin Paschalski]


Foto: Johan Persson

BALETOWY WIDOCZEK Z BUENOS AIRES – „SUITE EN BLANC / WINDGAMES” – ZESPÓŁ BALETOWY TEATRO COLON W BUENOS AIRES

BALETOWY WIDOCZEK Z BUENOS AIRES – „SUITE EN BLANC / WINDGAMES” – ZESPÓŁ BALETOWY TEATRO COLON W BUENOS AIRES

Stolica Argentyny, tak jak i sam kraj, nieodłącznie kojarzy się z Witoldem Gombrowiczem. Jego Trans-Atlantyk, co prawda będący fikcją literacką, w której autor, posiłkując się własnymi doświadczeniami, ukazywał groteskowo i cynicznie obraz polskiej emigracji w tymże pięknym świecie. I może już nie ma owego społecznego obrazu, ale pozostaje miasto, które posiada magię codzienności, ale głównie nocnego życia. Ulice pełne przemieszczających się przechodniów, mijane domy, kwartały przypominają Nowy Jork, choć to Ameryka Południowa. Brakuje drapaczy chmur, mimo to analogie pojawiają się na każdym kroku. Stolica Argentyny ma własny Broadway z licznymi teatrami.

TO JUŻ KONIEC… PODSUMOWANIE SEZONU 2022/23

TO JUŻ KONIEC… PODSUMOWANIE SEZONU 2022/23

Każdego roku przychodzi moment chwilowego rozstania z życiem teatralnym. Dwa miesiące wakacji, przerwa w funkcjonowaniu instytucji kultury, to również czas oddechu dla widzów. Choć obecnie ten okres jest coraz krótszy, bowiem przybywa oferty festiwalowej, a także bieżąca praca scen się wydłuża. Nie zmienia to faktu, że i Kulturalny Cham udaje się na odpoczynek, ale nie zapomni o recenzjach i śledzeniu życia teatralnego. Jednak nim to nastąpi czas podsumowań tego, co już miało miejsce, co właśnie przemija – sezonu 2022/23. Jaki był?

OBŁUDA WSPÓLNOTY – „PETER GRIMES” – TEATR WIELKI-OPERA NARODOWA W WARSZAWIE

OBŁUDA WSPÓLNOTY – „PETER GRIMES” – TEATR WIELKI-OPERA NARODOWA W WARSZAWIE

Wielbicielom sceny operowej wielokrotnie nie wystarcza wizyta w teatrze. Często lubią powracać do wymarzonych wykonań i prezentacji. Kiedyś były płyty gramofonowe, potem zapisy magnetowidowe, aż doszliśmy do sztuki muzycznej na wyciągnięcie ręki – platform streamingowych. Na naszym kontynencie, od kilku dobrych lat, wypełnia to pole OperaVision. Projekt, w którym uczestniczy blisko dwadzieścia państw z trzydziestoma zespołami operowymi, ma służyć rozpowszechnianiu i promowaniu twórczości operowej właśnie za pomocą nowoczesnej technologii. Kiedyś mieliśmy telewizję edukacyjną, dziś pełną dostępność twórczości muzycznej. W projekcie koordynowanym przez stowarzyszenie Opera Europa uczestniczą dwie nasze, krajowe sceny – Teatr Wielki-Opera Narodowa oraz Teatr Wielki im. S. Moniuszki w Poznaniu. W trakcie sezonu kilkukrotnie można skorzystać z oferty, aby przybliżyć sobie ich dokonania. Kilka dni temu teatr stołeczny zaprezentował rejestrację ostatniej premiery sezonu 2022/23 – Petera Grimesa Benjamina Brittena. Jednym z powodów, dla którego warto poświęcić wieczór kanikuły dla ekranu telewizyjnego, jest świetna muzyka angielskiego kompozytora. Już sam moment powstania dzieła może być magnesem. Bowiem pierwsze londyńskie wykonanie w czerwcu 1945 roku stało się jednocześnie odrodzeniem brytyjskiej twórczości operowej po pożodze wojennej. Dokonało się to z wielkim sukcesem. A dzieło Brittena ustawiano w rzędzie jako godną spuściznę Georga Friedricha Haendla. Oczywiście stylistyka odmienna, ale jakość i forma, najwyższych lotów. Nie ulega wątpliwości, że angielski kompozytor dwudziestego wieku przywrócił rangę operze narodowej, stając się niekwestionowanym królem owego gatunku na Wyspach. Jak dotąd niezdetronizowanym. Mijają lata od jego śmierci, ale trudno doszukać się godnego następcy. W naszym kraju, po latach posuchy, ostatnie sezony przyniosły istny wysyp produkcji jego kompozycji. Zaczęło się chyba od Opery na Zamku w Szczecinie, poprzez dwie premiery Polskiej Opery Królewskiej i jedną Teatru Wielkiego w stolicy Wielkopolski. Co ciekawe, każda z nich ukazała nie tylko geniusz muzyczny kompozytora, ale również stała się pokładem eksperymentu inscenizatorów, którzy z nad wyraz dobrym skutkiem przygotowali kolejne pokazy. W owym kalejdoskopie nowych prezentacji zabrakło kluczowego dzieła, otwierającego czas pokoju, po straszliwej wojnie, w muzyce. Britten wątki do utworu zapożyczył z opowieści Osada autorstwa George’a Crabbe’a. Sama praca trwała zaledwie rok i została zwieńczona wielkim sukcesem w londyńskim Sadler’s Wells. Wśród walorów dzieła, o czym pisał Lucjan Kydryński, podkreślano nowatorstwo treści, gdyż utwór nie zawiera ani jednej sceny lirycznej, miłosnej, a muzycznie antagonistą tytułowego bohatera stawała się wspólnota, chór – społeczność rybackiej wioski. I owa specyfika ma niesłychanie ważne znaczenie. Bowiem należy mieć świetny pomysł, nie gorszych wykonawców, aby sprostać owemu muzycznemu wyzwaniu. W Warszawie podjął się jego Mariusz Treliński. Ikoniczna już postać naszego życia operowego, którego prace w części przejdą do historii osiągnięć scenicznych, a o niektórych sam realizator wolałby zapomnieć. Peter Grimes jest spektaklem w pół drogi. Niesłychanie statycznym jak na tego reżysera, z nietrafionymi rozwiązaniami inscenizacyjnymi, ale za to ze zjawiskową muzyką. To wykonanie, które ukazuje spór – co jest ważniejsze strona wizualna czy wykonanie kompozycji. W tym przypadku jednoznacznie wygrywa to drugie z ciekawymi obrazami i nietrafioną dramaturgią.

Morze staje się głównym elementem scenografii, w której odgrywają główną rolę zachwycające projekcje. Świat morskiej krainy w wizyjnych pejzażach Bartka Maciasa jest niesamowity. Fale ze spokojnego, łagodnego uformowania, gdy mewy leniwie przelatują nad nimi, zmieniają się w gwałtowną pożogę nienawistnego żywiołu. To jak uczucia, które szargają bohaterami opery. Ów świat wizualny posiada świetnego partnera – to muzyka i grający zespół orkiestry pod kierunkiem Michała Klauzy. Kapelmistrz wydobywa przepiękne, zniuansowane dźwięki, które nie tylko wskazują na emocje antagonistów miasteczka, ale właśnie fenomenalnie korespondują z obrazem przyrody. „Morskie interludia” są najpiękniejszym fragmentem opery. Muzyczny podkład współgra z żywiołem żywych obrazów. To jak hołd dla natury, jej dzikości, nieokiełznania, ale również spokoju. Pełne napięcia i wstrząsu frazy zmieniają się w ukojenie i zadziwiający zbalansowany spokój. Na szczególne wyróżnienie zasługuje Jan Snakowski. Jego solo altówkowe brzmi niesamowicie. Szkoda, że nie było fragmentu pauzy, aby podziękować artyście za wyciszone fragmenty gry, bowiem dłonie same rwały się do oklasków. To, co orkiestra z dyrygentem wydobyła z kompozycji Benjamina Brittena, jest wielkim hołdem dla artysty. To nie – bagatelne odtworzenie nut – ale wielka impresja muzyczna z morskim krajobrazem w tle. I właśnie muzyka to największy wygrany wieczoru. Już dla niej warto zanurzyć się w świat opery, ale oczywiście przekaz telewizyjny nie odda tego, co wykonanie na żywo.

Inscenizacja jest niezwykle stonowana. Twórcy starają się opowiedzieć historię odmieńca Petera Grimesa, który podejrzewany jest o znęcanie się i zabójstwo młodocianego pomocnika. Ale Treliński idzie dalej, dokładnie jak tytuł pierwowzoru, bada mechanizm współżycia zbiorowości pewnej osady. Wykluczenie nie jest następstwem dociekliwości, ale poszukiwania „kozła ofiarnego”. Typowego przypadku w małych enklawach, gdzie zawsze musi być ktoś gorszy, słabszy, inny. Przeciwstawia się to dominującej większości, która purytańską czy też katolicką moralnością wie najlepiej jak winien wyglądać świat. Grimes jest introwertykiem, samotnikiem, który nie pasuje do schematu. Faktycznie sam go odrzuca. Relacja z Ellen Orford, choć pełna nadziei, jest skazana na porażkę i niebyt. Główny bohater nie tylko załamuje się pod naporem społecznego ostracyzmu, ale również sam siebie wpędza w stan, z którego trudno się wydostać. W założeniach jest to spójne i logiczne. Jednak inscenizator upraszcza pewne sceny, które stają się pospolite. Ukazując dwulicowość wspólnoty, zabawa taneczna przeradza się w istną orgię seksualną, gdzie prym wiedzie Ned Keene, który pływa rozebrany w kole ratunkowym ku uciesze innych mieszkańców. Każdy pije, ma swoje słabości, tajemnice. Ale kontrapunkty nie odbijają obrazu Petera, pokazują ułomności innych bohaterów, ale nic nie wnoszą, nie odkrywają wobec jednostki samotnika. Scena planowanego samosądu dokonuje się na tle chóru ubranego w czapy Ku Klux Klanu, ale przecież to nie ta bajka i nie ten świat. Już lepiej było zaprezentować motyw czarnej inkwizycji. Całkowitym nieporozumieniem, to już kolejny raz jak Polska długa i szeroka, nie wiadomo po co zostali zatrudnieni tancerze. Jedno przejście w choreografii chodzonej Jacka Przybyłowicza jest trochę kompromitujące dla nazwania tego rzeczywistym tańcem. Najtrafniej wypadają sceny duetów Petera oraz Ellen, które przepełnione bólem, ale i przebłyskiem nadziei, są świadectwem dobrego smaku i rzeczywistej historii. Świat grupy, który winien zastanawiać, ukazywać niejednoznaczności, staje się pospolity, schematyczny wyjęty żywcem z serialu Ranczo.

Strona wokalna to wielki popis głosowy i dramatyczny Cornelii Beskow. Jej Ellen jest pełna bólu, ale i troski, bowiem wierzy w niewinność wybranka serca i życia. Tytułowy bohater w wykonaniu Petera Wedda nie zachwycił. Jego głos jest matowy. Ale strona aktorska pozostaje bez zarzutu. Pozostałe partie wykonują polscy soliści, którzy stanowią w miarę wyrównany ansambl. Dopełnieniem – mocnej muzycznej strony – jest chór, który jest wyraźnym bohaterem zdarzeń.

Świat Petera Grimesa jest muzycznie fantastyczną podróżą w krainę morza i pewnej wspólnoty. Jednak interpretacja Mariusza Trelińskiego pozostawia wiele do życzenia. Zabija ją powierzchowność i statyczność. A przecież zawsze istnieje drugie tło, tak jak dno w morskiej toni, do którego należy sięgnąć. Nie warto pozostawać na zminimalizowanym obrazie, ale tworzyć wielowątkową opowieść, bo muzyka Brittena daje ku temu wielkie szanse i możliwości.

Peter Grimes, Benjamin Britten, dyrygent Michał Klauza, reżyseria Mariusz Treliński, Teatr Wielki-Opera Narodowa w Warszawie, premiera: czerwiec 2023.

[Benjamin Paschalski]


Foto: Krzysztof Bieliński 

„[…] Gott weiss, ich will kein Engel sein” – RECENZJA KONCERTU RAMMSTEIN

„[…] Gott weiss, ich will kein Engel sein” – RECENZJA KONCERTU RAMMSTEIN

W niedzielę 30 lipca słynna niemiecka grupa industrial metalowa RAMMSTEIN kolejny raz przyjechała do Polski. Tym razem dwa koncerty odbyły się w Chorzowie (30-31.07), na Stadionie Śląskim. Od 2019 roku trwa z przerwami trasa koncertowa Rammstein, grana na największych stadionach. W lipcu 2022 roku zespół wystąpił w Warszawie na Stadionie Narodowym. Tym razem deszcz nie padał. Jest to kluczowa informacja, gdyż ma on znaczący wpływ na jakość odbioru widowiska prezentowanego przez niemieckich muzyków. W tak zwanym międzyczasie wydali kolejną, już 8 studyjną płytę Zeit (2022), a ta została dobrze przyjęta zarówno na rynku muzycznym, jak i koncertach.

RENESANSOWA MIŁOŚĆ – „ROMEO I JULIA” – AMERICAN BALLET THEATRE W NOWYM JORKU

RENESANSOWA MIŁOŚĆ – „ROMEO I JULIA” – AMERICAN BALLET THEATRE W NOWYM JORKU

Dla melomanów i teatromanów istnieją miejsca magiczne. Jednym z nich jest nowojorska siedziba Metropolitan Opera. Centralny punkt siedliska kulturalnego – Lincoln Center, jest mekką dla wszelkich znawców, ale i turystów odwiedzających amerykańską metropolię. Wielkie okna, przez które przebłyskują liczne dekoracyjne obrazy, w tym dzieła Marca Chagalla, a na zewnętrznym balkonie dominuje złote, abstrakcyjne popiersie, które przyciąga spragnionych widzów. Jednak najbardziej imponująca jest wielka widownia mogąca pomieścić cztery tysiące osób, oświetlona przez dwadzieścia jeden zjawiskowych żyrandoli, ze wspaniałą żółtą kurtyną zakrywającą scenę. Sezon składa się faktycznie z dwóch części: operowego, a także użyczenia gościny miesięcznym, letnim pokazom American Ballet Theatre.