Autor: admin

LETNIE IMPULSY TAŃCA – IMPULSTANZ – MIĘDZYNARODOWY FESTIWAL TAŃCA W WIEDNU

LETNIE IMPULSY TAŃCA – IMPULSTANZ – MIĘDZYNARODOWY FESTIWAL TAŃCA W WIEDNU

Czas wakacji, dla miłośników i znawców sztuki tanecznej, to wbrew pozorom nie okres przerwy, która niestety następuje w większości naszych instytucji kultury. Liczne ośrodki organizują festiwale, przeglądy, spotkania. Program baletowy posiadają najważniejsze wydarzenia teatralne Europy – Avignon oraz Edynburg. Ciekawie prezentuje się repertuar Bolzano Danza, a także Montpellier Danse. Również miasta naszego kontynentu rywalizują o miano letniej stolicy kultury. Tu chyba pierwsze miejsce należy do Austrii, z niezliczoną liczbą propozycji. W Wiedniu można rozkoszować się tradycją sięgającą czasów Habsburskich, a także spędzić czas w wielu ośrodkach sztuk wizualnych. Prym wiedzie oczywiście kwartał muzealny, który nie tylko kusi różnorodnością oferty, ale także swoją rozległością i możliwością spędzenia wolnego czasu.

GRA W POŻĄDANIE – „CARMEN” – COMPANIA NATIONAL DE DANZA

GRA W POŻĄDANIE – „CARMEN” – COMPANIA NATIONAL DE DANZA

Prawie każdy region Europy posiada swoją specyficzną ofertę tańca. Nie tylko, jeżeli chodzi o same formacje artystyczne, ale również o choreografów, szerzej kreatorów sztuki tanecznej. Owym ciekawym miejscem i chyba przez nas nadal nieodkrytym jest Skandynawia. Mało kto zna ofertę Islandii z Islenski dansflokkurinn na czele, który posiada własny, indywidualny język wypowiedzi. Równie interesująco wygląda niezależna scena Finlandii, tu prym wiedzie jeden z najciekawszych artystów Europy Tero Saarinen, który wraz z własnym zespołem stworzył w Helsinkach interesujące miejsce laboratorium twórczego. Jednak owa historia tańca w krajach północy jest długa i osobliwa. Powiązana z nazwiskiem Augusta Bournonville, duńskiego reformatora, tancerza, choreografa, którego spuścizna sięgająca wieku dziewiętnastego, stanowi istotny wkład do tradycji tejże sztuki.

O BEJU, CO KOBIETY Z TYGRYSIC W OWIECZKI ZMIENIAŁ – „WŁOSZKA W ALGIERZE” – POLSKA OPERA KRÓLEWSKA W WARSZAWIE

O BEJU, CO KOBIETY Z TYGRYSIC W OWIECZKI ZMIENIAŁ – „WŁOSZKA W ALGIERZE” – POLSKA OPERA KRÓLEWSKA W WARSZAWIE

Świat opery posiada różne swoje odcienie. Z jednej strony uwielbiamy umierać w finale z bohaterkami. Tak jest w Tosce Giacomo Pucciniego, Traviacie Giuseppe Verdiego czy Carmen Georgesa Bizeta. Ale bogate pole sztuki posiada też jaśniejszy odcień muzyki – opery komiczne, buffa, w których uśmiech towarzyszy od pierwszej sceny, a galopada i wyścig żartu wyprzedza koleje arie. Te też przyozdobione trudnościami dla wykonawców są dźwięczną okrasą dla uszu widzów. Mistrzem gatunku był nieśmiertelny i jedyny w swoim rodzaju Wolfgang Amadeusz Mozart, a na gruncie włoskim mistrz z Pesaro Gioacchino Rossini. Człowiek obdarzony specyficznym poczuciem humoru, ponoć na co dzień wcale nie ciepły i otwarty, pozostawił po sobie niebagatelną spuściznę. Licząc tylko opery, to bagatela – blisko czterdzieści utworów. Właśnie owe perły wesołości stanowią trzon jego twórczości, a Cyrulik sewilski to mistrzostwo gatunku. Nie inaczej jest z Włoszką w Algierze. Okoliczności powstania dzieła są wieloznaczne. Z jednej strony urok opery mistrza Salzburskiego – Mozarta – Uprowadzenie z Seraju, a inni widzą źródła w prawdziwej historii. Miała ona miejsce w 1805 roku, gdy piraci porwali włoską hrabiankę Antoniettę Frapolli wraz z grupą podróżników i sprzedali na dwór beja Algieru. Po trzech latach uzyskała upragnioną wolność. Nawiązania do twórczości wielkiego Austriaka, a także wątki patriotyczne pojawiają się w dziele Rossiniego, toteż trudno nie wątpić w inspiracje i możliwe nawiązania. Jednak nie zmienia to faktu, że powstało dzieło, które dziś nazwalibyśmy feministycznym. Główną bohaterką jest kobieta wyzwolona, waleczna, odważna i zaborcza. Stoi w opozycji do świata, w którym znalazła się przypadkiem w poszukiwaniu ukochanego. Dziś to dzieło daje tysiące możliwości interpretacji, odczytań oraz współczesnych odwołań – do siły niewiast, szczególnie w czasach protestu, w tym „Strajku kobiet”. Przywołując tenże utwór Polska Opera Królewska powierzyła jego realizację Jitce Stokalskiej. Wytrawnej znawczyni twórczości, wielokrotnie realizującej czy to dzieła Mozarta, czy także Rossiniego. Jednak jej ostatnia praca, choć wyłuszcza humor i jest sprawną opowieścią wątków opery, to nie posiada znamion uwspółcześnienia czy też odniesień do naszej rzeczywistości. Szkoda, bowiem mógłby powstać ciekawy ozdobnik naszych czasów pisany kreską nut włoskiego mistrza.

Libretto opery, choć to komedia, posiada kilka wątków i wachlarz charakterów postaci. Mamy Isabellę, która w towarzystwie Taddeo, poszukuje swojego zagubionego ukochanego Lindoro. Przypadkiem trafia na dwór Mustafy, algierskiego Beja, któremu znudziła się dotychczasowa żona Elvira. Zażyczył sobie nowego nabytku – kobiety z Italii. Otrzymuje to, czego pragnął. Ale kobieca przebiegłość doprowadza do przechytrzenia satrapy i uwolnienia przebywających w niewoli i odpłynięcia do brzegów ukochanej ojczyzny. Opera to swoisty spór cywilizacyjny. Świat Mustafy i Elwiry, będący podporządkowaniem kobiety, poddanej woli swojego pana. To również męska wizja, gdzie siła i miecz wygrywa nad powinnościami rozumu. Po drugiej stronie kobieca, wcale nie finezja i delikatność, ale spryt, inteligencja i zuchwałość. Isabella nie tylko dąży do wybawienia partnera i siebie, lecz również daje lekcje godności żonie Beja. Te kontrapunkty mogły zostać rozwinięte, dopracowane, a tak pozostaje wszystko niestety w domyśle i niuansach. Stokalska dobrze buduje akcję, sceny płyną lekko i zwiewnie, ale owe ciepło nie unosi żaru i gorąca scenicznego, godnego algierskiego nieba. Tło skonstruowane przez Marlenę Skoneczko oraz projekcje Marka Zamojskiego współgrają z intencją inscenizatorki. Umiejscowienie akcji jest symboliczne, lekko zarysowane z elementami architektury i brzegu nadmorskiego, muzułmańskiego miasta. Kostiumy dyskretnie podkreślają charakter postaci. To, co najlepiej wypada, gdyż większość scen dialogowych jest statyczna, to grupowe ansamble. Scena z nadaniem Mustafie tytułu „pappatachi” iskrzy się dobrym humorem, a kostiumy przerysowanych kucharzy zespołu wokalnego są rzeczywiście niezwykle śmieszne. Jednak wprowadzenie sekwencji tanecznych w układzie Aliny Makarenko są nieporozumieniem. Zresztą w całym naszym krajowym kalejdoskopie operowym ukazanie scen baletowych, w ostatnim czasie, stało się jakimś niewyobrażalnym wyzwaniem. W świecie taniec nie jest przypadkową wstawką, ale istotnym elementem widowiska. Warto zwrócić uwagę na operę Les Indes galantes Jean-Philipe Rameau w reżyserii Clementa Cogitore i choreografii Bintou Dembele wystawionej w 2019 roku w Operze Paryskiej. Tam siła i ekspresja ruchu rozsadzały scenę, stawały się jasnym przekazem myśli, pragnień i oczekiwań. We Włoszce w Algierze mamy pląsy kilku pań, które symbolizują harem władcy. No nie można na to patrzeć!

Letniość inscenizacyjną żarem unosi strona muzyczna. Świetnie przygotowana orkiestra pod kierunkiem Dawida Runtza gra zjawiskowo i unosi nas na wyżyny operowych możliwości. Dźwięki płyną zjawiskowo. Każda nuta wybrzmiewa i podkreśla charakter postaci. Wokalnie też jest dobrze. Elwira Anety Łukaszewicz jest wręcz skrojona do owej roli. Znająca swoje możliwości fizyczne, a także posiadająca bardzo dobrą technikę wokalną, góruje nad swoim interlokutorem. Natomiast Mustafa Roberta Gierlacha, który wiele nadrabia mimiką twarzy, wpisuje się idealnie w komizm owej opowieści. Świetnie wypadają fragmenty wspólne protagonistów, których głosy pięknie brzmią i rywalizują o względy i wyzwolenie. Niestety Lindoro Sebastiana Macha ma przed sobą dużo pracy wokalnej. Można nazwać to wprawką, preludium do rozwijania roli, ale na razie bardzo daleko do wcześniej wspomnianej dwójki. Świetnie wypadają kwartety i kwintety oraz sceny zespołowe. Tu jak zwykle Polska Opera Królewska nie posada konkurencji w dobrym przygotowaniu tła muzycznego i wokalnego.

Włoszka w Algierze to propozycja pełna humoru, ale nie rewolucyjna. Dobrze opowiedziana, ale w dojrzałym, lekko przykurzonym stylu. Nie sili się na nowoczesność, ale sprawia radość, że tego typu teatr nie jest nudny i zakonserwowany. Przynosi wytchnienie i refleksję nad dawnymi czasami z uśmiechem na ustach – wśród nas, publiczności, zabieganych i zmęczonych codziennością.

L’Italiana in Algieri (Włoszka w Algierze) Gioacchino Rossini, kierownictwo muzyczne Dawid Runtz, reżyseria Jitka Stokalska, Polska Opera Królewska w Warszawie, premiera: czerwiec 2023.

[Benjamin Paschalski]


Foto: Polska Opera Królewska 

Aromatyczna kuchnia „U Tato”

Aromatyczna kuchnia „U Tato”

Dziś podróż do smaków niezwykłej kuchni gruzińskiej! Przeniesiemy się do jednej z restauracji, która swoją pasją świetnie ukazuje autentyczne smaki i aromaty Gruzji. „U Tato” to miejsce prowadzone przez Tariela Maridashviliego, który jakiś czas temu pracował w Rusiko. Lokal jest położony na gwarnej i zatłoczonej 

ŁANY MCHU – „KRONIKA WYPADKÓW MIŁOSNYCH” – TEATR WYBRZEŻE W GDAŃSKU

ŁANY MCHU – „KRONIKA WYPADKÓW MIŁOSNYCH” – TEATR WYBRZEŻE W GDAŃSKU

Bardzo lubię koncept Teatru Wybrzeże, który zapoczątkował za swojej dyrekcji Maciej Nowak. Kiedy większość scen w Polsce jest zamknięta i założono kłódki, bowiem wszyscy, łącznie z portierem udali się na wczasy, to w Trójmieście sezon trwa w najlepsze. Każdego wieczora w lipcu i sierpniu można zobaczyć kilka spektakli na wszystkich scenach instytucji. Kalejdoskop zaległości i nowości. Adam Orzechowski świetnie kontynuuje tę ideę. Przy odrobinie szczęścia można również odwiedzić Gdynię, aby na plaży w Orłowie zawitać do Sceny Letniej Teatru Miejskiego, gdzie rozrywka miesza się z nostalgią i refleksją. Ale powróćmy do Teatru Wybrzeże. To jedna z moich ulubionych scen. Świetny, wielopokoleniowy zespół, każdy otrzymuje szansę gry, co jest rzadkością. Różnorodny repertuar, a także ciekawe i wielokrotnie odkrywcze realizacje sceniczne.

A LA CHAPLIN – „KOPCIUSZEK” – BALET TEATRO DELL’OPERA DI ROMA

A LA CHAPLIN – „KOPCIUSZEK” – BALET TEATRO DELL’OPERA DI ROMA

Baśnie, bajki, legendy, fantastyka to wdzięczny temat dla narracyjnej sztuki tańca. Faktycznie cała klasyka baletowa osnuta jest wokół prozy dedykowanej dzieciom, a także krążąca wokół niesamowitej, nieszczęśliwej miłości. Nie inaczej jest z Kopciuszkiem w głównej mierze znanego z kart książki Charlesa Perraulta. Inscenizacji, w historii tańca, jest nieskończona ilość, a wszystko do muzyki Siergieja Prokofiewa. Dzięki owej historii kolejne, młode pokolenia, mogą podziwiać dzieje biednej dziewczyny, która trafia w objęcia wymarzonego księcia. Choreografowie prześcigają się w pomysłach jak uatrakcyjnić opowieść, aby fabuła korespondowała z oczekiwaniami współczesnych odbiorców. Nie inaczej postąpił, blisko czterdzieści lat temu, wielki i niezastąpiony Rudolf Nurejew. Będąc dyrektorem artystycznym baletu paryskiego, gdy z podupadającej formacji uczynił ikoniczny zespół tańca klasycznego naszego kontynentu, do repertuaru wprowadził własną wizję nieśmiertelnej opowieści. Był rok 1986. Nurejew, co prawda już ciężko chory, zbliżający się do nieuniknionego końca życia, stworzył dzieło kipiące humorem i technicznymi trudnościami, a co najważniejsze tańczone oraz trafiające niezwykle komunikatywnie do odbiorców. Ten spektakl to jak nostalgia wielkiego tancerza i choreografa za dzieciństwem. Feeria ruchu, oczarowuje jak najpiękniejszy prezent odnaleziony pod choinką w przeddzień Bożego Narodzenia. To przedstawienie powstało zapewne ze smutku, za tym co utracone i bezpowrotnie nieuchwytne. Życie Nurejewa to z jednej strony pasmo sukcesów i wielkich osiągnięć dla sztuki tańca, ze spektakularnym pozostaniem w Paryżu w 1961 roku podczas tournée Teatru im. Kirowa z Leningradu. Na Zachodzie odnalazł artystyczne szczęście. Był pierwszym z triady wielkich radzieckich artystów baletu, którzy wybrali wolność, a nie życie w klatce za żelazna kurtyną. Dwójka pozostałych, również odcisnęła artystyczne piętno pozostające w pamięci do dnia dzisiejszego. To Natalia Makarowa oraz Michaił Barysznikow. Jednak życie pioniera emigracji posiadało również swoją drugą stronę. Wielkie niespełnienie uczuciowe. Liczne przygodne kontakty, brak stałego związku z wymarzonym partnerem, odciskały ślad na życiu oraz codziennej pracy. Remedium stawała się sala baletowa i dążenie do perfekcji. Szaleńcza pogoń za docenieniem i pieniądzem rodziła kolejne projekty, a także nowe inscenizacje. Z tegoż zrodził się Kopciuszek, którego w obecnym letnim sezonie w Termach Caracalli, przypomniał zespół baletowy Opery Rzymskiej. To wielki, spektakularny wieczór, w którym fantazja przeplata się ze wspaniałym, trudnym technicznie, tańcem w bardzo dobrym wykonaniu.

Czas kanikuły to wcale nie sezon ogórkowy dla świata teatru. Tak to tylko wygląda niestety w naszym kraju, z niektórymi wyjątkami i odstępstwami. Jednak, już niedaleko od naszych granic, mamy liczne przeglądy, festiwale, spotkania, które wzbogacają ofertę kulturalną miast. Stają się również magnesem dla turystów spragnionych, po trudach zwiedzania, wytchnienia ze sztuką. Projekt plenerowych prezentacji realizuje również teatr muzyczny w stolicy Włoch. To tu, każdego roku odbywają się operowe przedstawienia, koncerty gwiazd muzyki popularnej i klasycznej, a także wieczory z tańcem. Głównym miejscem aktywności pozostają Termy Caracalli, najlepiej zachowane rzymskie publiczne łaźnie. Niekiedy prezentacje mają miejsce w pobliskim Circo Massimo. Współczesna legenda term została zbudowana koncertem trzech tenorów z 1990 roku. Wówczas na scenie stanęli w solowych popisach, duetach i triach: Placido Domingo, Jose Carreras oraz Luciano Pavarotti. I tak jak wtedy widownię zapełniło sześć tysięcy widzów, tak i dziś publiczność tłumnie uczestniczy w wydarzeniach. Opera Rzymska stara się konstruować program bogaty, różnorodny i adresowany do szerokiego odbiorcy. W tym roku baletowym wyzwaniem stał się Kopciuszek Nurejewa, który zastąpił Strictly Gershwin w układzie Dereka Deane, który z powodów zdrowotnych, nie mógł wznowić układu. Przywrócono zatem piękną taneczną opowieść i warto ją było zobaczyć! A dla spragnionych przeżyć polecam dzień 23 lipca. Podczas Gali baletowej zostanie pokazane, Bolero w układzie Krzysztofa Pastora.

Rudolf Nurejew, w swojej tanecznej opowieści, zabiera nas za ocen, do Stanów Zjednoczonych. Mamy lata trzydzieste dwudziestego wieku. Los Angeles, tuż obok Hollywood. Tu mieszka Kopciuszek ze swoim ojcem, nieustannie pijanym oraz macochą i dwoma przyrodnimi siostrami. Przypadkiem dziewczyna pomaga Producentowi Filmowemu, który odczarowuje jej życie. Z popychadła i służącej zmienia dziewczynę w kandydatkę do głównej roli na ekranie kinowym. Tego o czym marzy każda nastolatka. Wyczarowuje przed nią świat pokazu mody, jak przekrój pór roku i wysyła w pięknej sukni do studia filmowego. Tu sceny więzienne, mieszają się z wielkością King-Konga i balem, który staje się główną osią nie tylko dla kliszy filmowej, ale i rozwoju akcji. Poznanie Głównego Aktora i Kopciuszka zmienia się w oczarowanie i uczucie. Jednak czas nieuchronnie umyka. O dwunastej dziewczyna ucieka, gubiąc piękny pantofelek. Młody aktor nie daje za wygraną. Odbywa podróż przez miasto – tawernę hiszpańską, chiński bar opium i rosyjski kabaret. Ostatecznie trafia do domu tytułowej bohaterki i znajduje wymarzoną stopę. Uczucie zwycięża. Układ choreografa to istna poezja tańca klasycznego, własne marzenia – o osobistym szczęściu, spełnieniu przekłada na ruch. Tak jak w innych pracach, zmienia też rolę męskiej części zespołu. To nie tylko partnerzy dla primabalerin, ale krwiści wykonawcy. Macochę tańczy mężczyzna Giuseppe Depalo, co nie tylko podkreśla demoniczny charakter, ale również buduje komiczność scen i postaci. Wprowadzenie Producenta Filmowego, zwiększenie układu Nauczyciela Tańca, zintensyfikowanie popisów dla Głównego Aktora, a przede wszystkim podkreślenie roli zespołu męskiego, posiada znamiona innowacyjności i przełomu w sztuce tańca. Rewolucjonista Nurejew, który sam walczył o swoją pozycję jako równoprawnego bohatera sceny i w swoich pracach wskazuje właśnie na tancerzy jako istotnych wykonawców poszczególnych ról, ale również ansamblu, który odgrywa istotną rolę w większości scen grupowych. Jednak wielkość tej pracy polega również na innowacji inscenizacyjnej. Umieszczenie akcji w erze narodzin kina daje wiele możliwości dla tańca. Bowiem pierwsze ekranowe produkcje, nieposiadające dialogów i podkładu dźwiękowego, były jak formy pantomimy, gdzie właśnie ruchem oraz gestem należało zbudować klimat i napięcie wśród odbiorców. Kopciuszek tańczy w domu jak Charlie Chaplin i dąży do świata, który on przedstawia. Cały drugi akt to wielki hołd dla kina niemego. Sekwencje w areszcie są jak gagi Flipa i Flapa, figury popkulturowej King Konga nie trzeba przedstawiać, a sekwencje balu płyną jak świetna, salonowa filmowa opowieść z podkładem trapera. Twórca bawi się konwencją. Widzi w niej inspirację dla zbudowania kontrastu niedoli i szczęścia. Hollywood jawi się jako coś niedoścignionego, ulotnego, w którym młoda dziewczyna odnajduje własne. Nurejew pokazuje wielki świat, nie stroni od przesadnej formy, aby tylko ukazać luksus. Kostiumy Hanae Mori są bajkowe i zjawiskowe. W tle projekcje Miasta Aniołów, a także Cadillac, którym bohaterka zmierza do Hollywood. Wszystko wyidealizowane, oczarowujące, ale i tak najważniejszy jest taniec.

Zespół baletowy Opery Rzymskiej walczy nieustannie o palmę włoskiego pierwszeństwa z kompanią mediolańskiej La Scali. Eleonora Abbagnato, liderująca formacji włoskiej stolicy od ośmiu lat, aktywnie działa na rzecz wzbogacenia repertuaru i podniesienia technicznych możliwości tancerzy. Efekty są zauważalne. Cała obsada głównych ról w Kopciuszku to primabaleriny i pierwsi soliści. Ów kalejdoskop talentów wygląda obiecująco. Mimo, że Nurejew obdarza część męską szczególną łaską to i tak wygrały panie. Zjawiskowo tańczyła Rebecca Bianchi w partii tytułowej, a zmiana nastrojów od ubogiej dziewczyny do pełnej klasy i ogłady panny w studiu filmowym godna jest podkreślenia. Siostry Susanny Salvi i Alessandry Amato są dowcipne, zgrane, z gracją rywalizujące o względy matki i kawalerów. Michele Satriano jako Główny Aktor, posiada poprawne warunki, ale nie dorównuje partnerkom. Dużo lepiej zaprezentował się Claudio Cocino jako Nauczyciel Tańca oraz Alessio Rezza w partii Producenta Filmowego. Jednak choreograf ważną rolę powierza zespołowi. To nie statyczny element dekoracji, ale w nieustannym ruchu grupa tancerzy. I efekt jest bardzo pozytywny. Szczególnie pokaz mody, a także podróż przez miasto w poszukiwaniu wybranki, która zgubiła bucik, gdzie piętrzą się kolejne taneczne układy, w których kompania wypada znakomicie. Cały drugi akt natomiast należy właśnie do ansamblu, który radzi sobie znakomicie. Artystom towarzyszy orkiestra Opery Rzymskiej pod kierunkiem Alessandro Cadario. Trudno cokolwiek powiedzieć o tym podkładzie jak jedynie, że był, bowiem fatalne nagłośnienie zabijało dźwięki Prokofiewa.

Letnie wieczory ze sztuką tańca, teatrem w plenerze, mają swój niepowtarzalny urok. Wokół grają świerszcze, a ptaki oddają się ostatnim trelom, zmierzając na zasłużony odpoczynek. Jednak jest i druga strona owych widowisk. Publiczność, która w sporym odsetku przychodzi jak na spotkanie towarzyskie, konsumując i popijając białe wino w trakcie spektaklu, a także spóźniając się niemiłosiernie, nie zwraca uwagi, że przedstawienie już trwa od kwadransa i można przeszkadzać innym. Jednak urok Kopciuszka Nurejewa jest wielki. Artysty nie ma z nami od trzech dekad. Jednak pozostawił po sobie niebagatelną spuściznę choreograficzną, która nadal oczarowuje innowacyjnością i niepowtarzalną techniką. Już w najbliższym sezonie w Operze Paryskiej będzie można zobaczyć trzy jego klasyki. Dla miłośników tańca to lekcja obowiązkowa. Ten tajemniczy Baszkir o nieokiełznanej naturze zmienił nasze współczesne myślenie o tańcu, a jego balety ukazują nam, ile straciliśmy przez śmiertelną chorobę jaką było i jest AIDS.

Cenerentola (Kopciuszek), Siergiej Prokofiew, choreografia Rudolf Nurejew, balet Teatro dell’Opera di Roma, pokazy: lipiec 2023.

[Benjamin Paschalski]


Foto: Opera Roma

Libero Bistro&Club – Jak nie być dobrą knajpą…

Libero Bistro&Club – Jak nie być dobrą knajpą…

W mniejszych miejscowościach spotyka się czasem fantastyczne miejsca. Knajpy z duszą, pomysłem i luźną kameralną atmosferą. Ten wpis nie będzie jednak o tym. Będzie o tym jak to wszystko zepsuć, jak na bazie braku konkurencji nie iść w górę, a jedynie zarabiać na ludziach, którzy 

NA KONIKU – „DAMY I HUZARY” – TEATR DRAMATYCZNY IM. JERZEGO SZANIAWSKIEGO W PŁOCKU

NA KONIKU – „DAMY I HUZARY” – TEATR DRAMATYCZNY IM. JERZEGO SZANIAWSKIEGO W PŁOCKU

W Polsce uwielbiamy jubileusze. I w tym roku takowy mamy, a jakże nawet poparty uchwałą sejmową. W 2023 roku obchodzimy dwieście trzydziestą rocznicę urodzin Aleksandra Fredry i dlatego cały rok winniśmy świętować, wystawiać, bawić się na komediach, owych perełkach naszego mistrza gatunku. I tak sobie pomyślałem należy w owe obchody się włączyć, odwiedzić kilka teatrów, które przygotowują zapewne liczne premiery. I aby ułatwić sobie zadanie zaglądam do spektakli konkursu „Klasyka Żywa”. A tam posucha. Łącznie cztery przedstawienia, z czego trzy Zemsty i jedne Damy i Huzary. I tak sobie myślę. Zestarzał nam się mistrz z Surochowa, później Lwowa? Czyżby nieatrakcyjny?