Najnowsze

WESELNE (WY)BRYKI – „WESELE” – TEATR NOWY IM. TADEUSZA ŁOMNICKIEGO W POZNANIU

WESELNE (WY)BRYKI – „WESELE” – TEATR NOWY IM. TADEUSZA ŁOMNICKIEGO W POZNANIU

Dramat Wyspiańskiego to szczególny utwór w dziejach naszego teatru. Gdy pojawia się na scenie to znak, że zespół artystyczny jest dojrzałym ciałem wspólnoty aktorskiej. To również pole dialogu z publicznością, bowiem treść może być barometrem społecznym i politycznym. Nieustanny sen, brak poczucia wzięcia odpowiedzialności za sprawy ogółu, diagnoza zachowań ludzkich – ile możliwości interpretacji.

BŁĘKITNA LANDRYNKA – „BŁĘKITNY ZAMEK” – MAZOWIECKI TEATR MUZYCZNY IM. JANA KIEPURY W WARSZAWIE

BŁĘKITNA LANDRYNKA – „BŁĘKITNY ZAMEK” – MAZOWIECKI TEATR MUZYCZNY IM. JANA KIEPURY W WARSZAWIE

W naszym kraju mamy blisko dziesięć teatrów muzycznych, nie wliczając do nich scen operowych, które co prawda sięgają po klasyczne operetki i musicale, ale w odmienny sposób kształtują repertuar. Te miejsca rozrywki dedykowane dla szerokiego widza, wymagają odmiennego omówienia, ale są ciekawym przykładem poszukiwań własnej 

SEN O WOJNIE – „SEN SREBRNY SALOMEI” – TEATR MODRZEJEWSKIEJ W LEGNICY

SEN O WOJNIE – „SEN SREBRNY SALOMEI” – TEATR MODRZEJEWSKIEJ W LEGNICY

Piotr Cieplak, w swoim bogatym dorobku artystycznym, posiada również inscenizacje dzieł Juliusza Słowackiego. Szczególnym, oryginalnym konceptem był Fantazy w Teatrze Miejskim w Gdyni. Spektakl w formie słuchowiska radiowego, z całą aparaturą profesjonalnego studia, przedstawiał kuchnię teatru wyobraźni. Dźwięki, modulacja głosu, odgłosy zewnętrznej przestrzeni – oczarowywały. Ukazywały, że wielokrotnie prostotą wykorzystania techniki można zbudować zjawiskowe, odmienne widowisko teatralne. Reżyser eksperymentuje, poszukuje nowoczesnych form komunikacji z publicznością. Ostatnia premiera przygotowana przez Cieplaka w Teatrze Narodowym Wieczór trzech króli, pełna była zaskakujących rozwiązań. Wykorzystanie muzyki, konwencji operetkowej, budowało widowisko atrakcyjne dla szerokiego widza. W tym sezonie inscenizator powrócił do Legnicy. Miasta, w którym przygotował kilka prac, a tym razem sięgnął po Słowackiego. I należy uznać, że to świadoma decyzja, a nie przypadkowa praca. W kontekście napaści Rosji na Ukrainę, konfliktu zbrojnego za naszą wschodnią granicą, litery i słowa Snu Srebrnego Salomei przybierają na odmiennym znaczeniu i sensach. Bowiem autor osadził dramat w okresie konfederacji barskiej, gdy na wschodnich rubieżach Rzeczpospolitej miała miejsce koliszczyzna – zbrojne powstanie chłopskie wymierzone w szlachtę polską. Ten zryw społeczny, utożsamiany również z pobudzeniem tożsamościowym chłopstwa rusińskiego, stanowił ostry i brutalny konflikt, który splamił krwią tę krainę. Sceny zbrodni, mordów, zabójstw i ociekającej krwi są niewyobrażalnym i okrutnym zapisem dziejów dwóch społeczności żyjących na jednej ziemi. Te obrazy powróciły podczas rzezi wołyńskiej pomiędzy rokiem 1943 a 1945. Ta trudna historia determinuje współczesny dialog między Polską a Ukrainą. Nie jest to prosta relacja, a zawiły układ pisany ciągiem niewygodnych tematów, faktów i zdarzeń.

Najnowsza premiera w Legnicy jest niezwykłym doznaniem estetycznym. Bowiem reżyser ponownie eksperymentuje. Nie ma zabudowanej dworem sceny, kontuszy, dworskich strojów, podgolonych głów. Jest pusta scena z ekranem do minimalistycznych projekcji w tle. Jedyne rekwizyty to krzesła i stół. Reżyser buduje akcję słowem. Zarówno tym dialogowym, jak i didaskaliami podawanymi z offu. Stroje współczesne lekko zarysowują rangę społeczną postaci. Całość wygląda jak próba przed premierą, albo projekt czytania performatywnego. Cieplak ufa słowu, temu co jest w nim zawarte. Dyskretna muzyka kształtuje klimat, a styl wypowiedzi jest dojrzały i co najważniejsze buduje się z niego logiczny i klarowny wywód. Opowieść, zgodna z intencją autora, rozpisana jest pomiędzy romans oraz trudne miłosne związki, a historię dwóch wspólnot. Emocje budowane są prostą kreską, nie ma ukazanej agresji, przemocy, siły. Rysuje je słowo, muzyka i obraz. Wyświetlane wizualne abstrakcje nadają wyobraźni pokłady interpretacyjne. Na myśl przychodzi spektakl Alvisa Hermanisa przygotowany w Teatrze Nowym w Rydze, a będącym grupowym czytaniem Lodu Sorokina. Wówczas w owalnej przestrzeni lodowiska widzowie otrzymywali katalogi ze zdjęciami, ilustracjami kart książki i samodzielnie stwarzaliśmy obraz opowieści. Cieplak podąża podobnym tropem. Ufa słowu i odbiorcy. Minimalizując inscenizację również zwraca uwagę na treść.

Mimo, że utwór Słowackiego odnosi się do zdarzeń z drugiej połowy osiemnastego wieku, to opisy zbrodni odnoszą do dnia dzisiejszego. Zestawienie słów z obrazami Buczy, Mariupola i innych doświadczonych oraz zgwałconych miast Ukrainy, ukazuje powtarzalność zła, gdy ofiarami są niewinni ludzie. Zemsta, zawiść, zniszczenie trzy „zet” jak symbol agresji rosyjskiej, jest pobrzmiewającym dźwiękiem ludzkich tragedii. Ukraina płonie, zaśpiew Popadianek jest złowieszczy i groźny. Czy jest możliwe pojednanie i ponowne zbudowanie więzi? To pytanie nie jest adresowane do twórców teatralnych, ale polityków i możnych świata. Relacje polsko-ukraińskie nigdy nie były usłane różami, ale wspólne cele i racje mogą niwelować przeszłość i ważne, aby myśleć o przyszłości, a nie trwać w dziejach dawnych, choć bolesnych i uwierających. Potrzeba nam dziś nowej Salomei, aby wywróżyć złe i dobre najbliższe dni i miesiące.

Zminimalizowana inscenizacja wymagała sprawdzonego zestawu aktorskiego. Faktycznym, początkowo safandułowatym, głównym bohaterem jest Regimentarz Stempowski w wykonaniu Bogdana Grzeszczaka. W nienagannym garniturku, pod muszką, kręci intrygą polityki i związków. Godną siebie parą są Księżna Wiśniowiecka (Gabriela Fabian) i Sawa (Pawła Wolaka). Jednak złość i ból Ukrainy najlepiej obrazuje Mateusz Krzyk w roli Semenki. Zdradziecki Kozak, służący na polskim dworze, pełen uczuć do wybranki serca, ale zgodny z powinnościami walki, w prosty sposób kształtuje siłę i upór. To słowo, jego barwa i moc nadaje mu kształt przeraźliwego bohatera. Warta podkreślenia jest muzyka Pawła Czepułkowskiego, która dyskretnie towarzyszy uniesieniom uczuć, ale również społecznej rozgrywce.

Doświadczenie w Legnicy to rodzaj szczególnego teatru, który faktycznie nie ma miejsca na polskich scenach. To zaufanie słowu, nie nudnym monologom, ale frapującej, poddanej interpretacji myśli Słowackiego. Z niej można wiele wyczytać, zrozumieć i ukazać. Świat dawny implikuje ten nasz smutny dzisiejszy los wojny, a także doświadczenie relacji polsko-ukraińskich. Nie są to łatwe związki, ale żyjemy i żyć będziemy obok siebie. Teraźniejszość i przyszłość to nasze priorytety egzystencji.

Sen Srebrny Salomei, Juliusz Słowacki, reżyseria Piotr Cieplak, Teatr Modrzejewskiej w Legnicy, premiera: listopad 2022.

[Benjamin Paschalski]


Fot. Karol Budrewicz

PANOWIE GRAJĄ PANIE – „POSKROMIENIE ZŁOŚNICY” – TEATR ZAGŁĘBIA W SOSNOWCU

PANOWIE GRAJĄ PANIE – „POSKROMIENIE ZŁOŚNICY” – TEATR ZAGŁĘBIA W SOSNOWCU

Shakespeare jest wielki! To oczywiste stwierdzenie, wyrażone w językowym czasie teraźniejszym, ma swoje wielkie znaczenie. Bowiem dramaty Stradfordczyka są niezwykle aktualne w każdym okresie. Cóż, że minęły setki lat od momentu ich powstania, ale nad wyraz dobrze korespondują ze współczesnością. Nie tylko dramaty królewskie, będące 

Muzeum – „Giselle” – Polski Balet Narodowy, Teatr Wielki-Opera Narodowa w Warszawie

Muzeum – „Giselle” – Polski Balet Narodowy, Teatr Wielki-Opera Narodowa w Warszawie

Niezapomniana polska badaczka i popularyzatorka tańca Irena Turska, pisała: „Giselle jest jedynym baletem z okresu 1830-1845, który posiada nieprzerwaną niemal tradycję. Jest to więc zabytek muzealny, który jednak, w odróżnieniu od dzieł rzeźby czy malarstwa, ożywa za każdym razem na scenie w interpretacji coraz to 

MANIFESTY – „MARAT/SADE” – WROCŁAWSKI TEATR WSPÓŁCZESNY</strong>

MANIFESTY – „MARAT/SADE” – WROCŁAWSKI TEATR WSPÓŁCZESNY

Temat Wielkiej Rewolucji Francuskiej powraca do naszego współczesnego teatru z zadziwiającą częstotliwością. To, jak swoiste tchnienia, oddechy, które korespondują z dniem bieżącym. W duchu zrywu znad Sekwany dostrzec można mechanizmy władzy, spory ideowe, a także apoteozę wolności, wielokrotnie zbrukaną w kałuży krwi paryskiej ulicy. Niekwestionowaną ikoniczną postacią, dla naszej sceny, która obrała ową problematykę jako życiową powinność i pasję, była Stanisława Przybyszewska. Ukochała Robespierre’a, a deprecjonowała Dantona. Jej trzy dramaty, to faktyczny, nieustanny spór o racje rewolucji: Sprawa Dantona, Dziewięćdziesiąty trzeci i Thermidor. Dla teatru jej dramatopisarstwo jest tym, czym dla nauki polskiej prace Jana Baszkiewicza. Dla powojennego teatru, Przybyszewską ponownie odkrył Jerzy Krasowski, którego postać, podobnie jak jego żony Krystyny Skuszanki, należy przypominać, gdyż odeszli w środowiskowej anatemie, a przecież stanowili ważny trzon artystycznych osiągnięć całego okresu Polski Ludowej. Mechanizmów władzy doszukiwał się Andrzej Wajda zarówno w wersji scenicznej w Powszechnym w Warszawie (1975), jak i filmowej w dniach stanu wojennego w produkcji francuskiej. Ostatnimi laty do Sprawy Dantona powrócili Paweł Łysak i w Teatrze Polskim we Wrocławiu Jan Klata. Przedstawienie z roku 2008 ogląda się dziś, choć tylko w rejestracji video, nie tylko z sentymentem, ale i świetną, nadal aktualną opowieścią. Wpisanie problematyki rewolucji w polski bazar niczym ze Stadionu Dziesięciolecia, gdzie handlowe budy mieszały się ze zjawiskowym kostiumami, ukazywały brud i nicość polskiej klasy politycznej.

Znów Wrocław. Znów temat rewolucji. Co prawda inny teatr – Współczesny, ale jakby podobieństw wiele do tego, co czternaście lat wcześniej prezentował Klata. Jego spektakl rozpoczynał się od ułożenia w wannie Robespierre’a – na wzór obrazu umierającego Marata sportretowanego przez Jacquesa-Louisa Davida. Ten „męczennik rewolucji” stawał się czymś niedoścignionym, swoistym udręczonym za wielką sprawę. Marcin Liber, w obecnej premierze, skupia się właśnie na taktyce politycznej i idei Marata. Wracając do owych nawiązań, należy zwrócić uwagę, że scenograf obu spektakli to Mirek Kaczmarek, który stosuje podobne chwyty interpretacyjne, co widać najlepiej w kostiumie. Co prawda mieszkańcy przytułku w Charenton zostali odziani w jednolite drelichy, to już strój Markiza de Sade, jest rodem z barokowej szafy. Jest jeszcze jedno. Ścieżka dźwiękowa. Klata świadomie wykorzystuje klisze współczesności, wielokrotnie nawiązania są wręcz banalne i same się nasuwają. W obu spektaklach pobrzmiewa ten sam utwór – Children of the Revolution zespołu T. Rex. Trudno nie mieć złudzeń, że echa sprzed czternastu lat jakoś dziwnie pobrzmiewają i ciężko nie wiązać obu spektakli ze sobą.

Mimo owych dziwnych analogii przedstawienie Marcina Libera układa inaczej akcenty. Klata ukazywał bardziej racje zindywidualizowane na tle wydarzeń społecznych. Liber widzi zdarzenia zbiorowe, które napędzane są siłą jednostek. Postać kreatora Markiza de Sade (zblazowany Jerzy Senator) jest istotna i ważna, bowiem jego perwersja, to moc sprawcza namiętności politycznej. Mieszkańcy przytułku to raczej więźniowie zamknięci w zakładzie karnym, którzy udają swoją ułomność niż są nią naprawdę dotknięci. Przypomina to model wschodni – zesłania do zakładów psychiatrycznych, wszelkich odmieńców politycznych. W tym zbiorze indywidualności, a z drugiej strony podporządkowanych rygorowi odosobnienia, tworzy się widowisko o śmierci Marata. Jednak zabójstwo tegoż przez Charlottę Corday ma znaczenie drugorzędne. Najważniejszym jest apoteoza wolności – czym ona jest, co znaczy i co z nią sami uczyniliśmy? Męska obsada buduje ten klimat odosobnienia. To nie sztuka w przytułku dla obłąkanych, to raczej manifest w miejscu internowania, tych co kiedyś walczyli, a jeszcze nie zapomnieli. Kilkunastu mężczyzn, z pokrywającymi ciało tatuażami, wygrywa racje przeciw opresji dyrektora (Piotr Łukaszczyk). Ten jest jak wzorcowy cenzor, który siedząc na widowni, co chwila wpada na scenę wykrzykując – że tej sceny miało nie być, że należało ją usunąć. Jednak to mały człowiek, który boi się tłumu i masy rozemocjonowanej męskiej siły. Kolejne sekwencje to wykrzyczane manifesty w słusznej sprawie. Przypomina to chór Marty Górnickiej – wspólnotowy, a rozpisany na głosy. W ruch idą opony, trójkolorowy materiał, sztuczne kończyny. Atrybuty, które łączą się z walką na ulicy, o wartości, które widniały na sztandarach rewolucji. Nie bez powodu widzów wita kopia obrazu Wolność wiodąca lud na barykady Eugene’a Delacroix. Bowiem Marat związany był z Wielką Rewolucją Francuską, a obraz odwołuje się do rewolucji lipcowej, to przesłanie jest jasne, każda rewolucja ma swoje racje zmiany, zaangażowanych i potępionych.

Widowisko rozbija się na trzy fragmenty. Część pierwszą – sceniczną, pełną ekspresji, namiętności, pasji. Drugą – rozegraną w foyer, która przypomina anarchizujący wiec, z wygranymi i przegranymi. I trzecią, będącą w oryginale salą kąpielową, a w interpretacji Libera sauną, w której dokonuje się zbrodnia. Bohaterowie zasiadają na ławkach, pocą się. Sztylet uderza w ciało Marata kilkukrotnie, pozostali patrzą, milczą. Para zapełnia przestrzeń. W tle leci muzyka. Koniec – wszystko było przedstawieniem. Hasła wolności, równości i braterstwa zostały zamordowane. A nam został trans imprezy. A przecież czas się obudzić i powrócić do zapomnianych ideałów. To moment do pokonania małych dyrektorków od zakazów i nakazów oraz zburzenia bramy odosobnienia.

Przedstawienie Libera jest nad wyraz aktualne i metaforyczne. Nie mówi o świecie wyimaginowanej przeszłości, ale o tym, co dziś. Wyświechtane mogą być słowa, ale zawsze warto walczyć o prawdę. Choć obsada jest męska, to elementy inscenizacyjne są niczym ze „strajku kobiet”. Analogie same się nasuwają. Bowiem godność nie ma płci, są tylko prawa człowieka. Zespół Teatru Współczesnego to interesujący przykład zgranej kompanii odmieńców. Oczywiście jest jeden znak zapytania, co w tym gronie aktorskim robił Marcin Liber? Ale to już tajemnica instytucji.

Pomimo dobrego odbioru, jasnego przekazu i ciekawej interpretacji, przedstawienie nasuwa pewne pytania. Jednym i najważniejszym pozostaje ów związek ze spektaklem Jana Klaty. Trudno nie odnieść wrażenia, że oba ze sobą korespondują, rozmawiają, dyskutują. I to dla stałych widzów może być intrygujące doświadczenie, ale pozostaje jednak znak zapytania – czy zawsze musi być tak samo?

Marat/Sade, Peter Weiss, reżyseria Marcin Liber, Wrocławski Teatr Współczesny, premiera: listopad 2022.

 [Benjamin Paschalski]


Foto: Natalia Kabanow

DŹWIĘKI TAŃCA – „TRIPLE BILL” – KOREAN NATIONAL BALLET W SEULU

DŹWIĘKI TAŃCA – „TRIPLE BILL” – KOREAN NATIONAL BALLET W SEULU

Wieczory baletowe, złożone z kilku samodzielnych prac choreograficznych, nastręczają zawsze wielu problemów. Bowiem wielokrotnie trudno doszukać się idei zbudowania owego programu. W tym sezonie w Europie odbędą się premiery baletowe, w których linią przewodnią będzie muzyka Igora Strawińskiego. W naszym kraju kilkanaście dni temu w 

FRANEK W IMAXIE – „Księgi Jakubowe” – Teatr Narodowy w Warszawie

FRANEK W IMAXIE – „Księgi Jakubowe” – Teatr Narodowy w Warszawie

Świat filmu jest pełen inspiracji dla sztuki teatralnej. Nowe technologie wkradają się do do każdej dziedziny twórczości kulturalnej. Imax, który zrewolucjonizował świat żywych obrazów, to z jednej strony większa rozdzielczość taśmy filmowej i odmienne ustawienie kadru – nie pionowo a poziomo. Nieodłącznym elementem jest wielki