Najnowsze

Gdzie na mecz w Warszawie? Mistrzostw świata 2022?

Gdzie na mecz w Warszawie? Mistrzostw świata 2022?

Dziś startuje mundial. Już o 17:00 w meczu otwarcia gospodarze turnieju (Katar) zmierzą się z Ekwadorem. Gdzie obejrzeć ten mecz? W jakim miejscu w Warszawie warto pójść na mecze Polaków? Wszystkie odpowiedzi znajdziecie w tym tekście. Te mistrzostwa będą zupełnie inne niż wszystkie. Nie będzie 

Dzieci są najważniejsze – „Dekalog” – Teatr Narodowy w Warszawie

Dzieci są najważniejsze – „Dekalog” – Teatr Narodowy w Warszawie

Twórczość Krzysztofa Kieślowskiego zawsze wzbudzała mój podziw, ale również w jakiś dziwny sposób odrzucała. Doceniam jego filmy okresu „Kina moralnego niepokoju”, szczególnie Amatora, a Przypadek stanowił fantastyczny obraz możliwego wyboru, a także ślepego losu decydującego o naszym życiu. Jednak na przeciwległym biegunie znajduje się Dekalog. 

IMPREZA U GATSBY’EGO – „DER GROSSE GATSBY” – TIROLER LANDESTHEATHER UND SYMPHONIEORCHESTER W INNSBRUCKU

IMPREZA U GATSBY’EGO – „DER GROSSE GATSBY” – TIROLER LANDESTHEATHER UND SYMPHONIEORCHESTER W INNSBRUCKU

Był rok 2001. Świątecznym, bożonarodzeniowym, wielkim przebojem stał się powrót do piosenki Somethin’ Stupid w wykonaniu Robbiego Williamsa i Nicole Kidman. Klasa, styl i pełne nieokreślonego uczucia wyznanie, spotkanie, a nawet miłosne spełnienie. Faktycznie to był rok Robbiego Williamsa z jego świetnym koncertem w londyńskim Royal Albert Hall. Zupełnie inny styl niż kariera w boysbandzie Take That. To była odmiana, całkowicie nowy styl nawiązujący do twórczości Franka Sinatry. Williams przeistoczył się z cukierkowego chłopca w dostojnego artystę. Jego głos nie tylko czarował i urzekał, ale stawał się przewodnikiem w czas muzyki, której wokół nas nie było. Te wspomnienia powróciły podczas ostatniej premiery zespołu baletowego Tiroler Landestheater w Innsbrucku. Bowiem siłą tanecznej wędrówki, do nowojorskich lat dwudziestych XX wieku, jest z jednej strony urzekająca opowieść pełna ruchu i wigoru, ale przede wszystkim to nieustająca impreza u niekwestionowanego czarującego uwodziciela – Jaya Gatsby’ego. Główny bohater widowiska to dokładnie Robbie Williams ze wspomnianych czasów. Jest pełen niesamowitej charyzmy i ujmującej miłości do swojej wybranki, a przede wszystkim do sztuki tańca.

Przedstawienie wyłamuje się stereotypowemu ujęciu baletu. Sam autor i choreograf, szef zespołu w Innsbrucku, Enrique Casa Valga, nazwał je sztuką taneczną. I jest w tym kwintesencja pejzażu, który widzimy na scenie. To widowisko kompletne bowiem niezwykle ważna jest synergia wykonywanej na żywo muzyki ze świetną kompozycją taneczną. Valga konstruuje opowieść zwięźle i klarownie posiłkując się głównymi wątkami z powieści Francisa Scotta Fitzgeralda. Siódemka bohaterów, ich skrzyżowane losy, niespodziewany powrót do utraconej miłości, ale przede wszystkim różnorodny obraz Ameryki, przepełnionej duchem wyuzdania, prohibicji i wielkiej prosperity oraz powodzenia. Zderzenie światów, oczekiwań i aspiracji, a nad wszystkim czuwający niesamowity Gatsby. Pojawia się niespodziewanie, ale można odnieść wrażenie, że mimo swojego cynicznego uśmiechu jest idolem wszystkich. Całego Nowego Jorku. To everyman, ale pełen uroku, czaru, postać jak z innej opowieści. Historię zbudowano jako niekończącą się taneczną imprezę, gdzie poszczególne kawałki muzyczne wyznaczają relacje między bohaterami. Wątki międzyludzkie zarysowane są dyskretnie, ale pełne emocji i pożądania. Każda relacja – Gatsby’ego z Daisy, Nicka z Jordan czy Myrtle z Georgem to świetnie skontrastowana wizja uczuć. Scena w basenie, zdarzenia ze stacji benzynowej to perły taneczne miłosnych, pełnych pożądań i niespełnienia duetów. Jednak choreograf wie jedno – najważniejszy jest ruch i wygrywa świetnymi, różnorodnymi sekwencjami zespołowymi. Scena pościgu samochodowego jest metaforycznym mistrzostwem ekspresji.

Nie byłoby tego wieczoru, gdyby nie wykorzystanie świetnego bandu ze zjawiskową Gretą Marcolongo na czele. Jej głos jest zjawiskowy, a różnorodne fragmenty koncertowe ukazują jej możliwości wokalne. W warstwie fonograficznej wykorzystano standardy Duka Ellingtona, Binga Crosbyego czy Dinah Washington. Na przeciwległym biegunie znajduje się Jacques Brel, Nina Simone, Sonny Bono i Freddie Mercury. A liryka stanowi narrację poszczególnych scen. Muzyczny kontrast jest jasno określony. Część pierwsza jest żywiołowa, spontaniczna. Druga, również pełna tanecznej werwy, zmierza do tragicznego finału, który można nazwać klasycznym wyciskaczem łez. Zmiana nastroju, budowanie emocji to mocna strona spektaklu. Jest stylowo i urzekająco, co podkreśla również dyskretna scenografia.

Jednak najważniejszy jest taniec. Enrique Gasa Valga w roli tytułowej obsadził Michele Anastasi. To włoski tancerz, który nabył szlify w świecie musicalu. I jego rola to mistrzostwo! Bowiem nie tylko tańczy, ale również śpiewa co zbliża go do uroku Robbiego Williamsa. Tancerz jest niezwykle precyzyjny i delikatny w swoich ruchach. Zjawiskowo odtwarza postać uwodziciela i kochanka Daisy. Jest sprawnym liderem zabawy, ale również w duetach przedstawia świetny poziom wykonawstwa. Zaproponowany układ to mieszanka tańca współczesnego z formami jazzu. Jest dostojnie, szybko, ale przede wszystkim w nieustannym ruchu i tańcu.  Choreograf nie daje wytchnienia swoim tancerzom, nie ma ani jednej sekundy bez tanecznej ekspresji. Poszczególne postaci są świetnie skontrastowane, a na czoło wysuwają się Samuel Winkler jako Nick, faktyczny przewodnik widowiska, a także pełna ekspresji i uroku, a także bólu i cierpienia Myrtle w wykonaniu Alice Amorotti. To liderzy zaledwie kilkunastoosobowego, międzynarodowego zespołu, który świetnie radzi sobie w układach solowych i grupowych. To świadczy, że w małych miejscowościach można budować fantastyczny zespół baletowy.

Podróżowałem do Innsbrucka pełen niepokojów czy nie będzie to chybiony wieczór nazwany tanecznym, ale bez ruchu. Moje obawy prysły w drugiej minucie przedstawienia. To, co zobaczyłem na deskach tyrolskiej sceny, jest niesamowitym doświadczeniem artystycznym. Oczarowanie, „gorący” wieczór to za mało powiedziane. Żarliwość artystyczna bije w każdej sekwencji, jest zjawiskowo i niesamowicie. Połączenie świetnego tańca z muzyką wykonaną na żywo dało niesamowity efekt, a to wszystko za sprawą mało znanego choreografa Enrique Gasa Valga, który w Innsbrucku, na obrzeżach wielkich zespołów baletowych, buduje niesamowitą kompanię artystyczną. Piękne doświadczenie. Warto wracać do tego świata!

Der Grosse Gatsby (Wielki Gatsby), reżyseria i choreografia Enrique Gasa Valga, Tiroler Landestheater und Symphonieorchester w Innsbrucku, Austria, premiera: październik 2022

                                                                                [Benjamin Paschalski]

DROGA DO DOROSŁOŚCI – „ALICJA W KRAINIE SNÓW” – TEATR ATENEUM IM. S. JARACZA W WARSZAWIE

DROGA DO DOROSŁOŚCI – „ALICJA W KRAINIE SNÓW” – TEATR ATENEUM IM. S. JARACZA W WARSZAWIE

Jedną z największych bolączek współczesnego teatru w Polsce jest brak dedykowanego repertuaru dla młodzieży. Z jednej strony mamy szeroki wachlarz propozycji scen dla najmłodszych, gdzie program dla najnajów współgra z propozycjami dla dzieci starszych. Z drugiej teatry dramatyczne oferują propozycje dla dojrzałych widzów. I tworzy 

Zwykła Niezwykłość – Rausz na Wilczej!

Zwykła Niezwykłość – Rausz na Wilczej!

Jak sami o sobie piszą – Rausz to jest po prostu zwykły Wine Bar. Czym jest ta „normalność”? Co oczywiste, jest czymś niezwykłym, to miejsce, w którym poczujesz się dobrze, gdzie nie obowiązuje nadęty dress cod, a ty możesz wpaść na każdą „zwykłą” okazję. Rausz 

W TRANSIE – „DZIADY CZ. II” – TEATR IM. S. JARACZA W OLSZTYNIE

W TRANSIE – „DZIADY CZ. II” – TEATR IM. S. JARACZA W OLSZTYNIE

Każdorazowe wystawienie sztandarowego utworu naszej literatury, Dziadów Adama Mickiewicza, zawsze jest oczekiwanym wydarzeniem teatralnym. Ostatnie lata przyniosły kilka znaczących interpretacji dzieła wieszcza. Z jednej strony pierwszy raz w historii Michał Zadara wystawił całość utworu, nie roniąc ani jednej jego litery, budując wielowątkowy epos kształtujący wspólnotę sceny i widowni. Radosław Rychcik odwołał się do amerykańskiej popkultury, wychwytując analogie dotychczas nieznane. Paweł Passini zbudował w opolskich lalkach bardzo interesujący świat pierwotnej tajemnicy. I oczywiście ostatnie spotkanie z Dziadami – krakowska inscenizacja Mai Kleczewskiej, która jak w lustrze odbijała naszą codzienność. Teatr w Olsztynie zaproponował odmienne spotkanie. Do przygotowania części II, obrzędowej, zaprosił węgierskiego twórcę – Zoltana Balazsa. To inscenizator wszechstronny, który w indywidualny, niezwykle interesujący sposób, operując tekstem oryginału, tworzy własne autorskie widowiska przesiąknięte ruchem, muzyką i uderzającą stroną wizualną. Jako założyciel budapeszteńskiej sceny Maladype jest znany również w naszym kraju poprzez pokazy podczas festiwali teatralnych. Zaproszenie go do pracy, z krajowym zespołem, był tylko kwestią czasu. I tę lukę wypełniła instytucja prowadzona przez Zbigniewa Brzozę. Węgierski twórca przygotował widowisko, którego początek zapowiada spektakl skondensowany, klarowny i dynamiczny. Widz jest zauroczony, przepełniony bodźcami płynącymi ze sceny. Ale niestety, reżyser chyba na własne życzenie, zniszczył to, co zbudował. Bowiem końcówka jest wręcz nieznośna. Jasno skonstruowana narracja i konsekwencja artystyczna zostały zniszczone banałem i pseudo grubą kreską ironii.

Przestrzeń sceny wydaje się ascetyczna. Scenografia to trzy owalne żyrandole niczym z średniowiecznego kościoła. One kształtują uniwersalne miejsce obrzędów. Nie będzie cmentarza, kaplicy, kościoła. Odbędą się trzy odmienne rytuały z trzema różnymi Guślarzami. Ten zabieg jest niezwykle ciekawy. Bowiem przywołane duchy ukazują odmienne grupy i podmioty. Elementem łączącym całe widowisko jest droga Upiora (Radosław Hebal) w towarzystwie Archaniołów (Wojciech Rydzio, Agnieszka Giza-Gradowska) do własnego miejsca obrzędu. Balazs układa rytuał pierwszy na wzór japońskiej tradycji. Dwudźwięk matki oczekującej Rózi i Józi jest niesamowity, pełen niepokoju i oczekiwania. Konstrukcja ruchu gromady jest klarowna jak dokładny układ matematyczny. Ujednolicone kostiumy jak kimona (zjawiskowe projekty Agaty Uchman) stają się jedynym jaskrawym rozbłyskiem w skupionym epizodzie dziecięcym. Kolejny fragment jest jeszcze bardziej ujmujący. Tym razem wspólnota to ptaki w ornatach z figurami świętych. Pan, niegdyś silny, mocny, władny, dziś jest zagubiony w chmarze kruków, sów, orlic i puchaczy. Niepokój budowany przez wokalizę a także dźwięki jest dojmujący. I w tym momencie reżyser robi niesamowitą woltę. Zmienia całkowicie klimat, burzy to, co skonstruował. Scena z Zosią (Marta Markowicz) jest już całkowicie odmienna. Guślarz (Kamil Rodek) siada przy fortepianie. Bohaterka śpiewa nieznośną piosenkę, zmuszając zagubioną publiczność do współgrania jak podczas festiwalu w Opolu. Wszyscy podnoszą rączki, bujamy się w rytm prostej przyśpiewki. I magia transowej opowieści pryska. To całkowite pogubienie. Wspólnota jest jak obca masa. Przechodzi przez scenę w prostym ruchu, nic już nie znaczy. Nie ma niepokoju, nie ma bólu, tragedii, cierpienia. Następująca sekwencja spotkania Upiora z Pasterką (Agata Zielińska) to pusty gest. Nie ma strachu, przerażenia, grozy. Zostaje konieczne zamknięcie wynikające z fraz Mickiewicza. I faktycznie cała praca budowania atmosfery przez połowę widowiska pryska na własne życzenie reżysera. Oczarowanie zmienia się w niesmak. Jasna konstrukcja ukazania trzech widowiskowych, odmiennych obrzędów pełnych niesamowitości, zostaje zgubiona. Przykre doświadczenie artystyczne.

Jednym z najważniejszych grzechów olsztyńskiego przedstawienia jest brak pracy nad tekstem i dbałości o jego wymowę. Frazy padają od niechcenia, są pustym słowem. A przecież Mickiewicz zawarł w nich nie tylko obraz podpatrzonych dawnych wschodnich uroczystości, ale również tragedię i cierpienie tych poszczególnych postaci. Wielokrotnie nie można zrozumieć padających wersów, a przecież w nich ukryte jest piękno romantycznego wiersza. Doceniam urodę widowiska, pomysłowość inscenizatora odczytania utworu Mickiewicza. Tylko pozostanie zagadką dlaczego zgubił świetny trop plastycznego, ruchowego widowiska pełnego niesamowitości i przerażenia na rzecz zwieńczenia go pustą balladą o samotnej Zosi.

Próba kolejnych Dziadów, tym razem w Olsztynie, nie będzie dyskutowanym widowiskiem. Nie ma w nim analogii politycznych, nie dekonstruuje naszego stanu wiedzy na temat utworu romantyka. Jest pewnym gestem, artystycznym, który fantastycznie się zapowiadał, ale osiadł na mieliźnie niemocy. Szkoda, bo warto być wiernym idei, zaryzykować, bo finał mógł być olśniewający.

Dziady, część II, Adam Mickiewicz, reżyser Zoltan Balazs, Teatr im. Stefana Jaracza w Olsztynie, premiera: październik 2022.

                                                                                             [Benjamin Paschalski]

Nowe miejsca – Taka Tajka

Nowe miejsca – Taka Tajka

Dziś w nieco innym formacie. Chciałbym Wam polecić nowe miejsce na warszawskiej mapie gastronomicznej. Jest nim Taka Tajka, która powstała niecały tydzień temu na Mokotowie, tuż przy metrze Pole Mokotowskie. Mieszkańcy tej okolicy długo oczekiwali na debiut kuchni tajskiej pod adresem przy Rakowieckiej 39A. Doczekali 

WIECZÓR Z DUCHAMI – „FRANKENSTEIN” – TEATR IM. STEFANA ŻEROMSKIEGO W KIELCACH

WIECZÓR Z DUCHAMI – „FRANKENSTEIN” – TEATR IM. STEFANA ŻEROMSKIEGO W KIELCACH

Kiedy masz dobry humor, siedzisz ze znajomymi, jest szczypta alkoholu i obowiązkowe chipsy czas włączyć film. I aby zabawa nabrała rumieńców nie oglądamy komedii, ale – dla kontrastu – horror albo film grozy. Któż nie zna historii Frankensteina? Zazwyczaj każdy myli nazwisko głównego bohatera z imieniem stworzonego monstrum. Ale to jest drugorzędne, bowiem najważniejsza jest niesamowitość przygody, dążenie do skonstruowania nadczłowieka, mocowanie się z boskością.