Autor: admin

OSZUST W POSZUKIWANIU SZCZĘŚCIA – „ZŁAP MNIE, JEŚLI POTRAFISZ” – TEATR MUZYCZNY W ŁODZI

OSZUST W POSZUKIWANIU SZCZĘŚCIA – „ZŁAP MNIE, JEŚLI POTRAFISZ” – TEATR MUZYCZNY W ŁODZI

Młodsza siostra, a może nawet córka operetki – musical. Sztuka masowa, powszechna, lekka i dająca oddech od codzienności. Żyją nią widzowie na całym globie, a fani odliczają dni do kolejnych nowych produkcji na londyńskim West Endzie czy nowojorskim Broadwayu. Są nieśmiertelne przedstawienia przez lata grane na deskach scen, które odwiedzają kolejne pokolenia publiczności – Król Lew, Nędznicy… Jednak rozwój sztuki to kolejne produkcje. Również w naszym kraju, prawie wszystkie sceny muzyczne, sięgają po oryginalne hity. Kiedyś prym w tym zakresie wiodła warszawska Roma, dziś dołączyły instytucje Poznania, Gdyni, a także Łodzi. I tu właśnie miała miejsce premiera Złap mnie, jeśli potrafisz.

PRZEŚWIETLONE STRZĘPY RZECZYWISTOŚCI – RECENZJA FILMU „AFTERSUN”

PRZEŚWIETLONE STRZĘPY RZECZYWISTOŚCI – RECENZJA FILMU „AFTERSUN”

W poszukiwaniu słońca znów wybrałem się do Warszawy, która ostatnio ponownie przywitała mnie „szklaną pogodą” raczej niż zbawiennym po miesiącach zimy ciepłem i słońcem. Cóż przedwiośnie… By ustrzec się przed nieuchronnie zbliżającą się burzą, wbiegłem potężnie zmarznięty do kina i kupiłem bilet na pierwszy z 

KRÓL MAJA – „ALBERT HERRING” – TEATR WIELKI IM. STANISŁAWA MONIUSZKI W POZNANIU

KRÓL MAJA – „ALBERT HERRING” – TEATR WIELKI IM. STANISŁAWA MONIUSZKI W POZNANIU

Ten kompozytor przeżywa szczególny powrót do jego twórczości w naszym kraju. Mowa o Brytyjczyku – Benjaminie Brittenie. Dla mnie jest również postacią szczególną, choćby przez wspólne imię. Ostatnimi czasy Polska Opera Królewska zaprezentowała, z sukcesem, dwie jego kompozycje – The Rape of Lucretia oraz The Turn of The Screw. Już w czerwcu kolejne spotkanie, z jego twórczością, tym razem w Teatrze Wielkim-Operze Narodowej  Peter Grimes w reżyserii Mariusza Trelińskiego. Siłą jego oper, jest z jednej strony metaforyczność, ale również umiejętność ukazania realistycznego obrazu wspartego genialnymi dźwiękami. Bo właśnie w muzyce ukryte jest drugie dno utworów scenicznych. Owa narracja nie jest tylko tłem, ale duszą bohaterów, wnętrzem myśli i emocjonalnych wzniesień. Do owego grona, w zeszłym sezonie, dołączył Teatr Wielki w Poznaniu. Borykający się z trudnościami lokalowymi, w związku z remontem przestrzeni w gmachu pod Pegazem, poszukując adekwatnego utworu do ukazania publiczności, ale w przestrzeni adaptowanej do operowej produkcji, padło na Brittenowskiego Alberta Herringa. Ta opera kameralna, która pojawiła się pierwszy raz na deskach scenicznych w 1947 roku, jeżeli odczytać ją tak jak ma to miejsce w stolicy Wielkopolski, musiała być nie lada sensacją w ówczesnym świecie. I dziś pozostawia wiele znaków zapytania. Bo właśnie dwuznaczność, nieoczywistość to najważniejsze wyróżniki dzieła. Libretto Erica Croziera jest pełne niedomówień. Niby w powierzchownej narracji jest wszystko jasne i oczywiste, nawet można powiedzieć banalnie proste. Jednak gdy dodamy dźwięki Brittena, muzyczne kolaże, które pozostawiają wolną rękę interpretacyjną, to fantazja nie zna ograniczeń i kształtuje własny, indywidualny obraz tytułowego bohatera. Wpisanie historii do małego, purytańskiego miasta, gdzie prym wiedzie Lady Billows, będąca maszyną parową społecznego zaangażowania, ma swój sens ukazania mikrospołeczności niegotowej na wyzwania nadciągającej współczesności. Żyjący ukrytymi pragnieniami, seksualnymi perwersjami, funkcjonują jak sztuczne czarno-białe lalki. Jest to, co odkryte, a także druga prawda – skrywana, tajemna, nieznana.

Albert Herring to podporządkowany matce młodzieniec. Odmieniec stroniący od dziewcząt, dobrodziejstw alkoholu i innych używek. Zbiegiem okoliczności zostaje wybrany „Królem Maja”, bowiem elita miasta nie była w stanie wskazać godnej panny do miana „Królowej”. Już zmiana płci nagrodzonej/nagrodzonego jest niebywałym postępem i można powiedzieć eksperymentem. Laureat otrzymuje bowiem dwadzieścia pięć funtów, istną fortunę, ale również staje się wzorem cnót dla całego miasta. Celebra jest ośmieszająca dla laureata. To upodlenie, przebranie niby w strój białego łabędzia, stworzenie z bohatera dziwadła z obwoźnego cyrku, staje się przełomem. Nie tylko to. Nazwisko staje się przekleństwem – „śledź” jest wszędzie, jako kpina, wyszydzenie, poniżenie. Niczym w szkolnej ławce, tak w spektaklu znak ryby jest jasną aluzją wobec Alberta. To szybkie dorastanie, również za sprawą przyjaciela Sida, który dolewa krople alkoholu i motywuje kumpla do działania, który niespodziewanie nocą opuszcza miasto. Po długiej nocy i dniu powraca. Odmieniony. Inny. Można powiedzieć, że poznał świat, zrozumiał jego prawidła. Ale wszystko wydaje się jasne, że odwiedził londyńskie Soho. Jego „coming out”, pogodzenie się z własną seksualnością, jest dobrodziejstwem i zbawieniem dla dalszej koegzystencji. Przemiana jednostki, może zmienić miasto, które śpiąc w letargu przeszłości, gubi się w teraźniejszości. Bowiem zewnętrzne pozory świętości stoją w opozycji do realnych, skrywanych marzeń i pragnień. Karolina Sofulak zrealizowała spektakl z tezą. Wycisnęła z opery Brittena wszystko, co kryje się pod powierzchownością libretta, opowieści. Wyczytała, jak sama wspomina w programie, wszystko to, co jest w warstwie muzycznej. Niektóre elementy sama doszlifowała, aby skonstruować ciekawą opowieść o „wychodzeniu z szafy”. W homofobicznym polskim świecie, ta operowa podróż jest lekcją obowiązkową. Bowiem obraz małego miasteczka, który mieni się błyskotkami, kolorowym jarmarkiem, jest bliski naszej rzeczywistości. W nim jest ten niewinny, dobry, nieskazitelny – tylko jak sobie poradzić, że jest inny i nie pasuje do naszego heteronormatywnego wzorca? Jak zrozumieć, że odmieniec też jest w porządku i może być częścią wspólnoty?

Aula Artis, w której w Poznaniu prezentowane są spektakle, posiada ograniczone możliwości techniczne. Dlatego reżyserka musiała skonstruować jedną, niezmienną przestrzeń, dla ukazania kilku wątków opowieści. Na dodatek należało jeszcze zmieścić kilkunastoosobową orkiestrę. I wizualnie mamy świetną kompozycję. To zasługa scenografki Doroty Karolczak, która wykreowała zjawiskową przestrzeń. Kostiumy czarno-białe jak z queerowej imprezy, przerysowane i przegięte, są rozpoznawalną kreską skostniałego, trupiego miasta. Dekoracje to jeden duży bilbord, z ekranem na projekcje, który staje się również sklepem Herringów. I oczywiście fotel z wielkim powyżej napisem – „Król Maj”. Proste, ale jakby wzięte z modnego klubu. Pod powłoką szarości, kryje się wyuzdanie. Klipy reklamowe są tak skonstruowane, że niby chwalą wartości cnoty, ale jednocześnie nawołują do grzechu. Świetna to praca. Pomysłowa, zabawna i dająca do myślenia. Orkiestra kameralna została również odpowiednio ubrana, a jej usadzenie zbliża do bandu z dobrego klubu swingowego. Jest jasnym, że świat przedstawiony nie jest jednowymiarowy, podskórne życie ma swój rytm, a Albert Herring jest pierwszym, który zrywa z byciem pod pierzyną i w ukryciu. Woła o wolność i spełnienie.

 Na szczególne wyróżnienie zasługuje cały zespół wykonawców. To wyrównany ansambl zarówno wokalnie jak i aktorsko. Gosha Kowalinska (Lady Billows) niepodzielnie rządzi miastem, choć sama uzurpuje sobie to prawo. To ona pociąga za wszelkie sznurki intryg i pokoju. Jest doskonała w swoich władczych pozach, a głosowo nie można jej nic zarzucić. Drugim wyróżniającym się bohaterem jest Albert Herring w wykonaniu Bartosza Gorzkowskiego. Jego początkowa nieśmiałość, zawstydzenie, poznawanie i rozumienie siebie zostało dobrze zinterpretowane. Dykcja oraz wokalne możliwości wróżą możliwą piękną karierę. Orkiestra pod kierunkiem Jerzego Wołosiuka gra poprawnie, ale nie wychodzi dalej niż te granice. Największą wartością wieczoru jest inscenizacja, a reżyserka postawiła niezliczoną masę zadań dramatycznych przed wokalistami, z których wywiązali się wzorowo. Dzięki temu otrzymujemy widowisko dojrzałe, przemyślane i logiczne.

Spektakl w Poznaniu ukazał, że z operą jest jak z pomarańczą. Trzeba mocno cisnąć, aby najlepsze skosztować. Karolina Sofulak przeczytała Brittewnowską operę z wielkim zrozumieniem. To, co ukryte wydobyła na zewnątrz. Zdjęła z naszych oczu opaski, kierując muzyczny spektakl na nowe tory interpretacji. Albert Herring jako bohater poznał siebie, przeżył owej tajemnej nocy może więcej niż przez całe życie. Ale zbudował siebie – człowieka: godność, szacunek i miłość.

Albert Herring, Benjamin Britten, reżyseria Karolina Sofulak, kierownictwo muzyczne Jerzy Wołosiuk, Teatr Wielki im. Stanisława Moniuszki w Poznaniu, premiera: czerwiec 2022, pokaz: marzec 2023.

[Benjamin Paschalski]


Foto: Bartek Barczyk Photography

SEN DYREKTORA – „ DZIADY CZĘŚĆ I, II, IV” – TEATR IM. STEFANA JARACZA W ŁODZI

SEN DYREKTORA – „ DZIADY CZĘŚĆ I, II, IV” – TEATR IM. STEFANA JARACZA W ŁODZI

Każdorazowe wystawienie tegoż utworu winno być w szeroko komentowane, analizowane i dyskutowanie. Tym razem cisza. Mowa o Dziadach Adama Mickiewicza, wystawionych w Teatrze im. Stefana Jaracza w Łodzi. Reżyserował Adam Sroka, który kolejny raz, między innymi po Tarnowie i Opolu, sięgnął po arcydramat. Co prawda na razie to zmierzenie się z częścią I, II i IV, ale zapowiedzi mówią o kolejnym sezonie i części III. I tu pojawiają się pewne analogie, skojarzenia i spostrzeżenia. Ostatnie lata to legendarne już wystawienia: Rychcika, Kleczewskiej czy ikoniczne, bez skreśleń, Michała Zadary.

SIELANKA ZA MIASTEM – „ACIS AND GALATEA” – POLSKA OPERA KRÓLEWSKA W WARSZAWIE

SIELANKA ZA MIASTEM – „ACIS AND GALATEA” – POLSKA OPERA KRÓLEWSKA W WARSZAWIE

Poszukiwania w teatrze muzycznym są niezwykle cenne i wartościowe. Bowiem nie wszyscy miłośnicy opery chcą obcować tylko ze znanymi utworami Giuseppe Verdiego czy Giacomo Pucciniego. Owszem, ta piękna muzyka, sprawna opowieść, będąca szczególnym wyciskaczem łez, zawsze będzie odnajdywała grono zapaleńców i odbiorców. To również twórczość, która daje niesłychane możliwości wykonawcze i realizacyjne. A miejsca wykonań, wykorzystanie nowych mediów oczarowują. Jednak, dla części odwiedzających sale operowe, ważnym jest obcowanie z inną muzyką, a także skupionym, kameralnym przygotowaniem i wykonaniem. Renesans od kilku dobrych lat przeżywa w Europie muzyka dawna – szczególnie barokowa.

Kulinarna podróż na Bałkany – odkryj smaki Klubu Serbskiego

Kulinarna podróż na Bałkany – odkryj smaki Klubu Serbskiego

W końcu udało mi się dotrzeć do Klubu Serbskiego – restauracji ukrytej tuż przy samej Ambasadzie Serbii. Aleja Róż skrywa wiele tajemnic, a jedną z nich jest ten lokal. Ukryty na tyłach serbskiej ambasady, strzeżony i nieoznakowany. Od dawna chciałem wybrać się tam na obiad, by skosztować bałkańskich wspaniałości. Mimo mieszkania nieopodal bardzo długo miałem wątpliwości i choć miejsce polecała mi Serbka z krwi i kości to obawy pozostawały.

Gdy tylko przekroczyłem próg restauracji, poczułem się jak w serbskim domu. Lekki stres i podekscytowanie towarzyszyły mi przez całą drogę. Wnętrze lokalu wygląda nieco jak stołówka z czasów PRL. Przy stolikach w większości goście serbskojęzyczni. Wszystko wyglądało bardzo klimatycznie i autentycznie.

 

Zacząłem od zamówienia cevapcici, bo kto by nie chciał poczuć smaku serbskiego mięsa? I nie zawiodłem się. Były pyszne, soczyste i aromatyczne. Ale to dopiero początek. Następnie zamówiłem pljeskavicę z serem na wierzchu – jedno z moich ulubionych serbskich dań. Mięso było soczyste, a ser rozpuszczony, jak w najlepszym wydaniu. Podczas wizyty nie mogło zabraknąć szopskiej i wina. Sałatka była wyśmienita, fantastyczne tekstury, mieszające się smaki i wspaniały ser – danie idealne.

Kulinarna podróż na Bałkany - odkryj smaki Klubu Serbskiego

Smaki, aromaty i głębia dań przeniosły mnie do kuchni babci. Oczywiście dania Klubu Serbskiego są inne niż na stole czy w kuchni mojej babci, ale mają wspólną cechę – są zrobione z sercem i domowym sznytem. Prawdziwa uczta! Porcje są ogromne, jednak tak wybitne, że zjedliśmy wszystko.

Kulinarna podróż na Bałkany - odkryj smaki Klubu Serbskiego

Podstawę menu Klubu Serbskiego stanowią dania mięsne i bardzo dobrze, bo są one wyborne, pełne smaku i fantastyczne. W karcie znajdziemy różne formy pljeskavicy, karkówkę, szaszłyki, ale też sałatki i zupy. Dodatkowo podczas wizyty dowiedzieliśmy się, że istnieje opcja lunchu, na którą składa się zupa, drugie danie oraz napój. Ważnym elementem układanki są ceny, którą są bardzo przystępne i zdecydowanie odbiegają od cen w innych bałkańskich knajpach. Restauracja Serbska to idealne miejsce dla miłośników serbskiej kuchni domowej.

Wielorybia siła nadziei – Recenzja filmu „WIELORYB” („The Whale”)

Wielorybia siła nadziei – Recenzja filmu „WIELORYB” („The Whale”)

Filmy najlepiej ogląda się w czasie opadów atmosferycznych. Dlatego też i tym razem, w przedoskarowej jeszcze marcowej, atmosferze przyjechałem do chłodnej i stalowo-szarej Warszawy, by wtopić się w równie szarą i do tego deszczową rzeczywistość filmu Wieloryb. Przyznam, że do pewnego momentu omijałem tę produkcję 

ZATAŃCZ ZE MNĄ – „DANCE ME” – BALLETS JAZZ MONTREAL

ZATAŃCZ ZE MNĄ – „DANCE ME” – BALLETS JAZZ MONTREAL

Eksperyment w tańcu, jego innowacyjność jest siłą napędową tejże sztuki. Klasyka ukazuje techniczne możliwości tancerzy i zespołów oraz jest studnią, z której jak kolejne wiadra wody, wyłaniają się przetworzenia i odkrycia artystyczne, które wpisują się na trwałe do almanachów historii baletu. Jednym z nich było pojawienie się tańca jazzowego na przełomie wieku dziewiętnastego i dwudziestego. Ukształtowany w świecie Afroamerykanów łączy w sobie technikę klasyczną, modern oraz akrobatykę. Wymaga od artystów świetnego przygotowania fizycznego, siły oraz werwy. Rytm, będący jego podstawowym elementem, zmusza do doskonałego współgrania z muzyką, a także może czegoś niezauważalnego – charyzmy i uwiedzenia publiczności, która pragnie oddechu, a także nowatorskiej, odkrywczej formy.