Najnowsze

NIE ODKŁADAJ NA PÓŹNIEJ, TYLKO ŻYJ TU I TERAZ – RECENZJA FILMU „LIVING”

NIE ODKŁADAJ NA PÓŹNIEJ, TYLKO ŻYJ TU I TERAZ – RECENZJA FILMU „LIVING”

Biurokrację trudno zmienić. Charakteryzuje ją przede wszystkim to, że rozrasta się w szybkim tempie w każdych warunkach. Bez względu na szerokość geograficzną i czasy w zasadzie jej tryby działają bardzo podobnie, rzec można nawet – tak samo. Podobnie jej charakter – jest bezduszna i choć stworzona przez i dla człowieka, tego traci z pola widzenia. Czy biurokrata może mieć serce? Tak, jest to możliwe, ale jedynie wówczas, kiedy umiera… Co robić, kiedy pozostało człowiekowi zaledwie kilka miesięcy życia? Jak wykorzystać czas, kiedy dowiadujemy się, że liczba naszych oddechów i uderzeń serca zostały już policzone? Co załatwić pilnie? Co odłożyć na zawsze, o czym zapomnieć?

Najlepsza Zupa Pho w Warszawie – Gdzie zjeść Pho w Warszawie?

Najlepsza Zupa Pho w Warszawie – Gdzie zjeść Pho w Warszawie?

Zupa Pho to moja miłość. Uśmierza ból, daje energię, leczy schorzenia. Przez ostatnie 10 lat przelałem przez siebie pewnie setki litrów tego aromatycznego eliksiru. Skosztowałem wielu wyśmienitych porcji, ale większa ich część była raczej przeciętna. Serwowana w miejscach tylko stylizowanych na wietnamskie, gdzie autentyczność ustępuje 

NIEZAPOMNIENIE – „KSIĘGA RAJU” – TEATR ŻYDOWSKI IM. ESTERY RACHEL I IDY KAMIŃSKICH W WARSZAWIE

NIEZAPOMNIENIE – „KSIĘGA RAJU” – TEATR ŻYDOWSKI IM. ESTERY RACHEL I IDY KAMIŃSKICH W WARSZAWIE

Chyba każdego dnia mijam warszawski plac Grzybowski. Miejsce szczególne w historii stolicy. Tu przez lata początek miał pochód pierwszomajowy. Jedna z ulic, która graniczy z miejscem to Próżna – szczycąca się przedwojenną, oryginalną zabudową miasta. Ale kluczowy pozostaje dziś pusty, duży kwartał. Wypalona trawa, przestrzeń nicości. Każdego dnia w myślach powraca obraz z lat Drugiej Wojny Światowej. A przecież jeszcze nie tak dawno było to miejsce tętniące życiem – siedziba Teatru Żydowskiego. Funkcjonował od 1970 roku jako jedno z ważniejszych ośrodków Śródmieścia i osiedla „Za Żelazną Bramą”, jedyny na świecie zespół grający w języku jidysz. Tradycja przedwojennych kompanii żydowskich odbijała się echem w tym niesamowitym miejscu. Odwiedzający, mogli pobrać słuchawki i zanurzyć się w świat mowy nieistniejącego świata. I może z czasem Skrzypek na dachu począł wypierać tradycję poezji i prozy, ale instytucja stanowiła ważny łącznik pomiędzy tym co dawne, a teraźniejsze. Bodajże w 2017 roku budynek został zburzony, scena pozostała bezpańska, odnajdując maleńką administracyjną i artystyczną siedzibę przy ulicy Senatorskiej, a także gościnę w Alejach Niepodległości w Klubie Dowództwa Garnizonu Warszawskiego. Dobrze, że istnieje to miejsce, które już wcześniej użyczało krótkotrwale swoje przestrzenie dla Teatru Kwadrat. Docelowo Teatr Żydowski ma osiąść w Teatrze na Woli. Ale kiedy to nastąpi nikt absolutnie nie wie. Jednak energia i dryg dyrektorski Gołdy Tencer powoduje, że scena żyje, ma się świetnie, kto wie czy nie najlepiej w swojej historii. Poszukiwania repertuarowe są różnorodne i obejmują szeroką paletę kultury żydowskiej i izraelskiej. Jednak język jidysz odszedł w zapomnienie, wykorzystywany symbolicznie, bowiem komunikatywność mowy polskiej jest chyba najważniejsza. Istnieją od owego schematu odstępstwa. Takowym przykładem jest jedna z ostatnich premier Księga Raju Icyka Mangera w reżyserii Damiana Josefa Necia. Przedstawienie wykonywane jest w języku jidysz z napisami, szkoda, że nie ze słuchawkami, gdyż byłoby to świetne nawiązanie do placu Grzybowskiego, gdy wielokrotnie głos lektora wyprzedzał frazy aktora, a tym samym można było zadumać się nad dźwięczną mową 1/3 mieszkańców przedwojennej Warszawy.

W ostatnich latach Księga Raju powraca do Żydowskiego drugi raz. W 2010 roku wyreżyserował ją Piotr Cieplak. Choć pamiętam to wykonanie jak przez mgłę, to znacząco różnią się obie inscenizacje. Cieplak położył nacisk na humor, nostalgię i bajkowość. Natomiast przedstawienie Necia dotyka odmiennego aspektu. Jest żywym lustrem teraźniejszości. Wykorzystując świetną, wieloformatową i wręcz pełną fantastyki prozę Icyka Mangera dokonuje ukazania raju jako nieidealnego świata, nie tyle wewnętrznie różnorodnego, co skonfliktowanego miejsca ponad ziemską krainą. Manger, urodzony w 1901 roku w Czerniowcach, obywatel Rumunii, najbardziej płodne lata przeżył w Warszawie, którą musiał opuścić w 1938 roku, stając się tułaczem świata. Poprzez Paryż, Londyn, Nowy Jork dotarł do Izraela, w którym zmarł w 1969 roku. To niekwestionowany najważniejszy poeta literatury jidysz. Ale w gąszczu wierszy wybija się napisana prozą Księga Raju. Specyficzny utwór obrazujący właśnie niebo oderwane od wizji rabinicznej. Bowiem historia to losy Szmula Abo Aberwo, który jako anioł zostaje wytypowany do życia na ziemi. Wedle tradycji Szymon Ber daje prztyczek w nos – aby zapomnieć wcześniejsze życie. Młodzianowi, za sprawą alkoholu udaje się go oszukać. Rodzi się pełen zapamiętanych fragmentów i zaskakuje nimi rodziców. Jako maluch zaprasza rabina, sędziego i bogacza. Rozpoczyna wywód o świecie raju, nieba. I tu można poznać niesamowitą wyobraźnię Mangera. Tworzy on różnorodną krainę pełną osobliwości, wcale nie pokoju i miłości. Neć z owego zbioru wybiera obrazy świata patologii władzy, w scenach z królem Dawidem, dziwnych granic pomiędzy krainami raju – jakże mocny obraz świata żydowskiego i gojów mówiących po rosyjsku, nieheteronormatywnych związków relacji wyklętych aniołów Berla i Siomki, a także oskarżeń Adama wobec Ewy o wygnanie z raju i braku możliwości do zdarcia ubrań, które przyległy do ciała czy wiary we wróżby i cuda. To nie świat idealny, ale pełen przywar, bólu i cierpienia. Całość umieszczona w idyllicznej przestrzeni skonstruowanej przez Zbigniewa Liberę obrazuje nasze myślenie o niebie. Otaczająca biel uderza w oczy, ale to co dzieje się w tym lukrowanym świecie waty cukrowej i pachnącego mydła jest kalką naszej współczesności. Niczym manekiny przesuwające się postaci wchodzą w swoje rajskie role, ale to raczej fantomy niż anioły, cierpiące mechanizmy wtłoczone w świat piękna i słodyczy.

Przedstawienie Necia posiada świetną warstwę wizualną, nie tylko kompozycja sceny Libery, ale również projekcje perfekcyjnie ukazują miejsca gry, stany emocjonalne, nadzieje i upadki raju. Muzyka Sławomira Kupczaka pełna niepokoju i swoistego drżenia niesie wspaniale przedstawienie, nadając mu bardzo dobry rytm. Drzewo gorejące, przy którym spotyka się Adam i Ewa to przepiękny obraz dążenia do miłości, ale i nieuniknionej obcości bohaterów. Orgia u króla Dawida zestawiona z obrazami zrujnowanej świątyni działa na zmysły i przeraża swoją metaforycznością. Kontrastowanie to mocna strona spektaklu, bowiem ten świat ziemski, opowieści Szmula wydaje się pokojem i idyllą wobec gwałtowności i niedopowiedzeń prawdziwego raju.

Największym mankamentem widowiska staje się to, co miało być jego największym walorem – wykonanie w języku jidysz. Brzmi on niezwykle sztucznie, tak jak wyuczone, albo odczytane z kartki przemówienia w języku angielskim. Nie ma rytmu, barwy, ulatuje jakaś magia, którą można wyczuć w starych żydowskich filmach, choćby w Dybuku w reżyserii Michała Waszyńskiego. Aktorstwo przeciętne, gdzie na plan pierwszy wysuwa się sprawdzona gwardia Teatru Żydowskiego z Jerzym Walczakiem, Henrykiem Rajferem, Ernestyną Winnicką, Barbarą Szeligą na czele. Ale właśnie owa zespołowość z poszczególnymi epizodami świadczy o sprawnej inscenizacji Necia.

Nie ma dawnego świata, nie ma dawnych piosenek, nie ma Nalewek i nie ma Żydowskiego na placu Grzybowskim. Nie ma też raju, jaki sobie wyobrażamy. Demaskacja Mangera i Necia ukazuje nam krainę jakże bliską naszej codzienności. A scena o białoruskich szmuglerach tytoniu przez granicę w raju nie tyle przyobleka uśmiech na twarzy, ale zastanawia swoimi proroczymi słowami. To nie raj. To rzeczywistość. Smutna i bolesna. Choć Szmul chce do niej powrócić, to jednak pokój domu jest gwarantem bezpieczeństwa. I niech tak pozostanie. Bo ja nie chcę nigdy do tego chorego raju.

Księga Raju, Icyk Manger, reżyseria Damian Josef Neć, Teatr Żydowski im. Estery Rachel i Idy Kamińskich w Warszawie, premiera: luty 2023.

[Benjamin Paschalski]

Foto: J.Barcz

POKÓJ WSPOMNIEŃ – „MIŁOŚĆ CZYSTA U KĄPIELI MORSKICH” – TEATR IM. STEFANA JARACZA W OLSZTYNIE

POKÓJ WSPOMNIEŃ – „MIŁOŚĆ CZYSTA U KĄPIELI MORSKICH” – TEATR IM. STEFANA JARACZA W OLSZTYNIE

Chyba każdy uczeń boryka się w szkole z romantyzmem. Z jednej strony nauczyciele na lekcjach języka polskiego wpajają młodzieży, że „Mickiewicz wielkim poetą był”, kochał naród, a mesjanizm za żonę pojął. Owe slogany, które utrwalają błędny stereotyp nudnych, powtarzalnych, niezrozumiałych poetów nurtu artystycznego dziewiętnastego wieku, można mnożyć. Sztuka sceniczna powiela ów obraz, dając wielokrotnie poszarzałe slajdy wyobrażeń o walce i miłosnej pozie. Dziady stają się najrozwleklejszą epopeją, której nikt nie chce oglądać, no może z wyjątkiem nastolatków – jako obowiązek lektury. Z owym mitem dzielnie rozprawia się Michał Zadara. Jego romantyczne boje polegają na wnikliwym czytaniu tekstu, poszukiwaniu esencji, niedopisywaniu ani linijki wiersza. Ale właśnie wgryzienie się w strukturę narracji.

W menu dziś krwiste i bez znieczulenia – Recenzja filmu „Menu”

W menu dziś krwiste i bez znieczulenia – Recenzja filmu „Menu”

Współczesny świat gotowania, kuchni, kucharzy, restauracji, przyznawanych wedle najwybredniejszych gustów i podniebień gwiezdnych nagród, jest dla zwykłego zjadacza schabowego z ziemniakami i mizerią równie nieznany, co pracownie rzeźbiarzy, malarzy czy gabinety pisarzy. Umiejętność przygotowania, łączenia ze sobą nieoczywistych smaków, finezja podania dań niebanalnych i pysznych, 

ŚCISŁY NADZÓR – „ROMEO I JULIA” – NEW ADVENTURES W LONDYNIE

ŚCISŁY NADZÓR – „ROMEO I JULIA” – NEW ADVENTURES W LONDYNIE

Istnieją miejsca magiczne, w których dla miłośnika baletu prawie każdy wieczór staje się doznaniem artystycznym. W Europie mamy kilka takowych siedlisk, gdzie różnorodny, zmienny program, gościnne występy zespołów tańca, kształtują świetną ofertę dla publiczności. Takowy koncept obrała scena między innymi w Luksemburgu, ale niezaprzeczalnym domem tańca na naszym kontynencie pozostaje Londyn i Sadlers Wells. Miejsce o niebagatelnej historii i kilkukrotnej rekonstrukcji przestrzeni, które doprowadziły do kształtu obecnego. Posiada niesamowity klimat, nie tyle wnętrza, co buduje je odwiedzająca publiczność. Z jednej strony wytrawnych bywalców, koneserów i znawców, a także mieszczańska klasa średnia dążąca do przeżycia niezapomnianego wieczoru ze sztuką ruchu. Można powiedzieć, że program kształtowany miejsca stolicy Wielkiej Brytanii jest na zasadzie „każdy znajdzie coś dla siebie”. W już rozpoczętym sezonie z jednej strony Carlos Acosta i jego Carmen, New York City Ballet, a także Tanztheater Wuppertal Pina Bausch. Z drugiej strony mistrz humoru, lekkości, swoisty mag baletu Matthew Bourne. To postać niesamowita, wręcz ikona brytyjskiej sceny. Każdy zna, choćby z filmu Billy Elliot jego Jezioro łabędzie, które łamiąc konwencję i stereotypy ukazywało miłość gejowską, gdyż w roli ptaków występowali mężczyźni, a w jednym z nich zakochiwał się książę. Bourne jest mistrzem własnych interpretacji klasyki tańca, przetwarzania jej w oryginalny sposób, gdzie ruch może nie jest zbyt oryginalny i przewidywalny, ale narracje zrywają ze stereotypowym ujęciem. Tak było w Śpiącej królewnie rozegranej w formie gotyckiego horroru wzorowanego na ekspresjonizmie niemieckim czy też w Car-Men na podstawie opery Georgesa Bizeta, ale znów rolę ponętnej Cyganki zajmował mechanik samochodowy. Te zmiany, przeformułowania mają swoją wielką siłę. Przybliżają utwór do naszych czasów, zrywają z pompatycznością, czasem niezrozumiałą dla szerokiego odbiorcy konwencją. Już w grudniu i styczniu będzie można zobaczyć Edwarda Nożycorękiego. Wzorowana na filmie opowieść to sielanka, która posiada magię przyjaźni i akceptacji odmienności. To właśnie krąg zainteresowania choreografa. Dążenie do ukazywania ułomności, skrywanych uczuć. Owa tajemnica seksualności w Jeziorze łabędzim, które premierę miało w 1995 roku, stanowiła zerwanie ze społecznym tabu. Dziś nikogo nie szokują związki tej samej płci, ale wówczas był to przełom dla brytyjskiej sceny. Bourne uwielbia szokować, wzbudzać zastanowienie wśród publiczności, a także pobudzać do myślenia. Obecność zespołu artysty – New Adventures w Sadlers Wells jest programem obowiązkowym każdego sezonu. Dwukrotnie – zimą i latem – prezentuje w cyklu niemal dwumiesięcznym, dwa odmienne widowiska. W sierpniu tegoż roku na deskach zawitali z Romeo i Julia. Ale znów w nieoczywistej formie, pełnej bólu, seksualności i niespełnienia.

Matthew Bourne, wykorzystując co prawda w odmiennej aranżacji i układzie kompozycję Siergieja Prokofiewa, zmienia całkowicie przestrzeń gry. Polem akcji staje się współczesność i instytut dla „trudnej młodzieży” w Weronie. Tu trafiają młodociani „odmieńcy”, którzy dla rodziców żądnych konformistycznego poklasku, stają się ciężarem i utrapieniem. Jednym z tych, który odnajduje tu miejsce jest Romeo, syn polityka, który nie może pozwolić sobie na blamaż posiadania nadwrażliwego syna. Jednak ów przybytek, będący powierzchownie białą, wydestylowaną przestrzenią, pełen jest podskórnej patologii. To jak obrazek, z sensacyjnych pierwszych stron tabloidów, w których można wyczytać przeraźliwe historie z miejsc odizolowania i zamknięcia. Strażnikiem jest Tybalt, który nie tylko nadzoruje porządek, ale raczej poszukuje wrażeń erotycznych. Jego ofiarą staje się Julia, która za wszelką cenę stara się uniknąć seksualnego zbliżenia, ale w owej klaustrofobicznej, przeszytej złem instytucji trudno się oprzeć opresji silnego mężczyzny. Pojawienie się Romeo zmienia jej świat, na horyzoncie objawia się młodzieniec pełen ciepła i uroku. Kolejne dni w tym specyficznym miejscu upływają na powtarzalnych czynnościach, myciu, lekach i sztucznych tańcach inspirowanych przez Bernadette Laurence. To jedyna pozytywna postać, ze świata zewnętrznego, która przynosi odrobinę koloru, w przestrzeń podejrzanej bieli. Właśnie owe tańce ukazują relacje i uczucia. Benvolio jest w związku z Merkucjo i właśnie za ową relację Tybalt dokona zbrodni, bowiem jego homofobia nie jest w stanie zaakceptować gejowskiej miłości. Owe zdarzenie wywołuje złość i zemstę. Grupowy lincz na znienawidzonym strażniku. Jednak o zbrodnię zostaje oskarżony Romeo, który mimo wydalenia z miejsca powraca, za sprawą pokaźnego czeku od ojca na rzecz ośrodka. Jednak już nie ma spełnienia. Miłość choć trwa, to jednak zatraca się rzeczywistość. Nóż dosięga chłopaka, a następnie Julia popełnia samobójstwo. Złożeni na ołtarzu miłości, bo chcieli żyć pełnią uczucia, mimo zamknięcia i odizolowania, nie są tylko klasyczną ikoną nieśmiertelnej miłości z Werony, ale żywym obrazem gwałcenia uczuć w czasach naszej rzeczywistości.

Choreograf jest niezwykle przewrotny w swoim układzie. Wykorzystując taniec współczesny nie zrywa z ikonicznymi fragmentami utworu Prokofiewa. Jest oczywiście scena balu – fragment otwierający wieczór i scena balkonowa, która w zamkniętej przestrzeni ośrodka wypada niezwykle efektownie, bowiem scenograf Lez Brotherston zabudował horyzont sceny niezwykle funkcjonalnym dwupoziomowym kubikiem. Tworzy się niewidoczny labirynt przejść, tajemnic, cieni, drugiego świata odizolowanej powierzchni. Już kilkukrotnie podkreślana biel, która winna być przyjazna i bezpieczna dla oka, staje się nieznośna i odrzucająca jako opresyjny kolor odizolowanego świata. Bourne oddaje pole zespołowi, to on jest głównym bohaterem wieczoru. Ów układ nie jest może wyżynami choreograficznej pracy, ale spójnym i jasnym przykładem dobrej współpracy z tancerzami. Główna para Monique Jonas i Rory Macleod świetnie odnajdują się w swoich rolach, ale niestety powtarzalne duety zaczynają nużyć i widz zastanawia się czy może nie czas już umierać? To największy mankament, który w innych pracach Brytyjczyka nie występował. Ale jest to wielki problem baletu do muzyki Prokofiewa, że ostatni akt zabija monotonia i powtarzalność, niestety ten grzech również popełnił Bourne. Mimo to ukazał odmienny świat, w który wpisał nowoczesną formę, klarowną dla współczesnego odbiorcy. Wychodząc z teatru myśli wędrują do telewizyjnych programów interwencyjnych, a także prasowych notatek o nieadekwatnych miejscach odosobnienia i samotności.

Wieczór w Londynie był jak terapia. Ukazanie świata, który jest blisko nas, ale faktycznie nie chcemy go zauważać. To również pole miłości, różnorodnej, pięknej, ale dla niektórych nadal zakazanej. Każdy ma prawo kochać, zdobywać, oczarowywać. Czas ochłonąć, szczególnie wokół naszego nadwiślańskiego świata, bo każdy ma prawo trzymać za rękę kogo chce, tańczyć z kim chce. Po prostu kochać.

Romeo i Julia, Sergiej Prokofiew, choreografia Matthew Bourne, New Adventures, pokazy w Sadlers Wells w Londynie, sierpień 2023:

[Benjamin Paschalski]


Foto: Johan Persson

BALETOWY WIDOCZEK Z BUENOS AIRES – „SUITE EN BLANC / WINDGAMES” – ZESPÓŁ BALETOWY TEATRO COLON W BUENOS AIRES

BALETOWY WIDOCZEK Z BUENOS AIRES – „SUITE EN BLANC / WINDGAMES” – ZESPÓŁ BALETOWY TEATRO COLON W BUENOS AIRES

Stolica Argentyny, tak jak i sam kraj, nieodłącznie kojarzy się z Witoldem Gombrowiczem. Jego Trans-Atlantyk, co prawda będący fikcją literacką, w której autor, posiłkując się własnymi doświadczeniami, ukazywał groteskowo i cynicznie obraz polskiej emigracji w tymże pięknym świecie. I może już nie ma owego społecznego obrazu, ale pozostaje miasto, które posiada magię codzienności, ale głównie nocnego życia. Ulice pełne przemieszczających się przechodniów, mijane domy, kwartały przypominają Nowy Jork, choć to Ameryka Południowa. Brakuje drapaczy chmur, mimo to analogie pojawiają się na każdym kroku. Stolica Argentyny ma własny Broadway z licznymi teatrami.

TO JUŻ KONIEC… PODSUMOWANIE SEZONU 2022/23

TO JUŻ KONIEC… PODSUMOWANIE SEZONU 2022/23

Każdego roku przychodzi moment chwilowego rozstania z życiem teatralnym. Dwa miesiące wakacji, przerwa w funkcjonowaniu instytucji kultury, to również czas oddechu dla widzów. Choć obecnie ten okres jest coraz krótszy, bowiem przybywa oferty festiwalowej, a także bieżąca praca scen się wydłuża. Nie zmienia to faktu, że i Kulturalny Cham udaje się na odpoczynek, ale nie zapomni o recenzjach i śledzeniu życia teatralnego. Jednak nim to nastąpi czas podsumowań tego, co już miało miejsce, co właśnie przemija – sezonu 2022/23. Jaki był?