ŻYĆ RÓWNOCZEŚNIE – RECENZJA FILMU „DOPPELGÄNGER. SOBOWTÓR”

ŻYĆ RÓWNOCZEŚNIE – RECENZJA FILMU „DOPPELGÄNGER. SOBOWTÓR”

Kiedy przypominam sobie, jakie miałem marzenia z dzieciństwa, to bycie szpiegiem zaraz po strażaku i piromanie plasowało się na jednym z najwyższych miejsc. Chciałem być taki sprytny, zawsze dobrze ubrany, nieujawniający do końca kim jestem. Dziś wiem, że bycie szpiegiem wcale nie jest takie proste, bezproblemowe i wspaniałe, jak kiedyś myślałem. Zawsze też wydawało mi się, że jestem niepowtarzalny i wyjątkowy. I nie ma drugiego takiego jak ja. Spotkałem się jednak w moim życiu z uwagą, że ktoś mnie skądś zna i kogoś komuś przypominam. Czasami zastanawiam się, a niekiedy mam też wrażenie, że ktoś podobny do mnie żyje gdzieś na świecie. Czy tak jest naprawdę? Podobno są na ziemi ludzie, niespokrewnieni z nami, ale bardzo do nas podobni fizycznie. Świadczyłoby to o tym, że być może każdy z nas ma takiego sobowtóra, a kto wie czy niejednego.

Najnowszy film Doppelgänger, w reżyserii Jana Holoubka to świetny thriller polityczny, a jednocześnie psychologiczny kryminał, który od pierwszej minuty ogląda się z zapartym tchem. Zgrabny scenariusz Andrzeja Gołdy sprawia, że wsiąka się w opowieść na dwie godziny, bez zerkania na zegarek. Obraz przenosi widza w czas podzielonej Żelazną Kutyną Europy, przełomu lat 70-tych i 80-tych XX w. Reżyser obrazu nie raz w swojej karierze pokazał, że wspaniale potrafi imitować przeszłość. Tym razem w historii rozpiętej między Strasbourgiem a Gdańskiem, towarzyszą echa komunistycznej Polski, która jest w czasie przesilenia związanego z „Solidarnością”. Nie jest to jednak opowieść o martyrologii solidarnościowego pokolenia. Zgrzebna rzeczywistość kraju pod wpływem Związku Radzieckiego zestawiona zostaje z „zachodnią” codziennością Francji. Główny bohater Hans (Jakub Gierszał) mieszka na Zachodzie ówczesnej Europy, w Strasbourgu. Bardzo szybko integruje się z tamtejszą społecznością. Na co dzień jest ułożonym człowiekiem, który w rzeczywistości jest zupełnie kimś innym. Jako agent służb Polski Ludowej, by swobodnie prowadzić działalność szpiegowską, przejmuje tożsamość innej osoby – dziecka, pozostawionego przez matkę Niemkę z pochodzenia. Pod koniec II wojny światowej musiała ona uciekać z terenów Polski i nie mogła zabrać ze sobą syna. Z czasem bohater zostaje zatrudniony w urzędzie imigracyjnym w Strasbourgu, co pozwala mu dostarczać do Polski cenne informacje wywiadowcze. Udaje mu się również odnaleźć kobietę, matkę dziecka, którego tożsamość przyjął.

Rzeczywistość powojenna płynnie miesza się w tym filmie z czasem ostatnich lat rządów Gierka, potem przesilenia solidarnościowego, stanu wojennego. Lecz to nie wydarzenia historyczne odgrywają tu główną rolę. Są jedynie tłem, choć istotnym i silnie wpływającym na losy postaci. Drugi bohater opowieści – stoczniowiec, Jan Bitner (Tomasz Schuchardt) mieszka w Gdańsku. W końcu II wojny światowej został oddany przez matkę i znalazł się w domu dziecka w Grudziądzu. Wydaje się, że na pierwszy rzut oka nic obu mężczyzn nie łączy. A jednak tajemnica tkwi w przeszłości. Prawda wychodzi na jaw po śmierci jego, jak się okazuje, przybranej matki.

Dwie rzeczy są w tym filmie niezwykle ciekawe. Obie dotyczą ludzkiego wymiaru rzeczywistości, która jest najważniejsza dla reżysera. Pierwsza, to charakter i natura życia, pracy, losów, przeznaczenia człowieka, który decyduje się by zostać szpiegiem. Hans jest synem apodyktycznego ojca (Andrzej Seweryn) i jednocześnie byłego agenta służb PRL. I jak często między synem a ojcem czuje się pewnego rodzaju napięcie. Hans zechce w pewnym momencie, mimo swojej służby, żyć normalnie. Niespodziewanie – i jak się wydaje również ku jego zaskoczeniu – zakochuje się w dziewczynie, córce nieprawdziwego wuja z Alzacji. Niestety ani oficer prowadząca (Katarzyna Herman), ani jej zwierzchnicy w strukturze wywiadu ówczesnego PRL nie zgadzają się na ten przedłużający się romans ich agenta. Namawiają Hansa do jego zakończenia. Grozi to bowiem przerodzeniem się w trwały związek, co w przyszłości mógłby ograniczyć swobodę działania, dyspozycyjność i elastyczność Hansa. Szpieg po prostu skazany jest na samotność. Nie dane mu jest być szczęśliwym szczęściem przeciętnego, zwykłego człowieka. Druga sprawa, to poszukiwanie własnej tożsamości i pytania o to: kim jestem, czego szukam i czy jestem szczęśliwy. Przed odpowiedzią na nie staną w zasadzie obaj bohaterowie. Odpowiedź zarówno Hansa, tak jak Jana nie jest ani łatwa, ani jednoznaczna.

Pewne jest, że Doppelgänger jest filmem nieprzeciętnym i bardzo dobrze skrojonym. To wspaniała rozrywka. Znajdziemy tu wszystkie atrybuty świetnej opowieści kryminalnej, od napięcia, tajnych skrytek, służby specjalne po tajemnicę, zaskoczenie, niejednoznaczność, która nie pozwala zapomnieć o tym, co zobaczyliśmy. Całość dopełniają dynamiczne zdjęcia Bartłomieja Kaczmarka. I choć domysły pozwalają nam dość prosto odkryć co jest czym, to wybaczam. Film jest świetny i z pewnością wart polecenia. A do tego, zaskoczyć może fakt, że choć jego akcja dzieje się zarówno we Francji, jak i w komunistycznym kraju na wschodzie, to wszystkie zdjęcia kręcone były w Polsce.

Na koniec dodam tylko, że na Festiwalu Polskich Filmów Fabularnych w Gdyni w 2023 r. Doppelgänger otrzymałaż 5 nagród, w tym za reżyserię dla Jana Holoubka, za rolę drugoplanową dla Tomasza Schuchardta, za zdjęcia dla Bartłomieja Kaczmarka. Jury doceniło również scenografię Marka Warszewskiego oraz kostiumy Weroniki Orlińskiej.   

Doppelgänger. Sobowtór (2023), Polska, reż. Jan Holoubek

[Marcel z Kraśnika]


Foto: Materiały prasowe