ELEGIA ŻYCIA, czyli Werther – Teatr Wielki-Opera Narodowa

ELEGIA ŻYCIA, czyli Werther – Teatr Wielki-Opera Narodowa

Werther nierozerwalnie wiąże się z utworem Goethego, którego bohater to samotnik i romantyk, nie umiejący odnaleźć się w otaczającym skonwencjonalizowanym świecie. To również człowiek żyjący z natury i dla niej, czerpiący radość ze świata zewnętrznego. W teatrze dramatycznym niesłychanie rzadko przywołuje się ów utwór. Na polskich scenach chyba ostatni raz przywrócił go w Starym Teatrze w Krakowie Michał Borczuch. Częściej sięgają po jego wersję muzyczną, kompozycję Julesa Masseneta, teatry operowe. W naszym kraju były to realizacje Gerarda Wilka na warszawskiej scenie w roku 1994 oraz poznańska w interpretacji hiszpańskiego twórcy Ignacio Garcia szesnaście lat później. W tym sezonie do utworu powróciła narodowa scena, prezentując sprawdzoną produkcję Willy Deckera z roku 1995, która objechała sporą część Europy aby trafić na stołeczne deski. Wybór nie był przypadkowy, bowiem przedstawienie przygotowane przez niemieckiego twórcę jest na wskroś nowoczesne, choć rozegrane w kostiumie, komunikatywne, ale co najważniejsze przemyślane i fantastycznie zinterpretowane. Dzięki temu dzieje miłości Werhera do Charlotty nie są banalną opowieścią, ale pełnym widowiskiem z wizyjnym i wieloznacznym tłem.

Willy Decker, we współpracy z scenografem i kostiumografem Wolfgangiem Gussmanem, osadza akcję w abstrakcyjnej przestrzeni kubistycznego, błękitno-niebieskiego domu. Deformacja kształtu ma swoje znaczenie, bowiem nie jest to kraina ładu, ale wewnętrznych zachwiań. Charlotta przysięgła swojej matce na łożu śmierci, że poślubi Alberta, jednak serce jej bije z wzajemnością dla Werthera. To główny wątek opowieści. Tłem domu jest otwarta przestrzeń zewnętrzna, natura, kraina wolności. To miejsce i pole Werthera, którego kostiumy są zgodne z porami roku akcji. Lato – to łany zboża, jaskrawa żółć, a zima to kraina śniegu i bieli. Werther jest człowiekiem obcym, niezależnym i odmiennym. Niedopasowanym do schematu ułożonej rodziny Charlotty, a także do całej wspólnoty miasta, której kolorystyka kostiumu jest jednolitą masą czerni i szarości. W inscenizacji przebija również inspiracja innymi twórcami europejskimi, Willy Decker czerpie z kantorowskiej tradycji między innymi bohaterowie opery Schmidt i Johann, którzy są swoistymi duchami, komentatorami akcji, to niczym bracia Lesław i Wacław Janiccy ze spektakli Cricot2. Owych analogii do sztuk wizualnych można odszukać więcej. Właśnie ta strona to najciekawszy element przedstawienia przy jednoczesnym bardzo dobrym koncepcie reżyserskim, który nie jest przesycony interpretacjami i metaforami, ale ułatwia odbiorcy, dzięki prostym skojarzeniom, chłonąć dzieło Masseneta.

Niestety strona wokalna pozostawia wiele do życzenia. W tytułowej partii obsadzono Leonardo Caimi. Włoski tenor ma matowy głos, który nie ma ładnej barwy. Aria z aktu trzeciego będąca głębokim wyrazem uczuć do strof celtyckiego średniowiecznego poety Osjana przechodzi faktycznie bez echa, a przecież to wielki przebój operowy. Aktorsko też nie jest najlepiej, a miotanie się pomiędzy krawędziami pola gry nie mówi nic widzowi na temat postaci. Lepiej wypadają Irina Zhytynska jako Charlotte oraz Stanisław Kuflyuk jako Albert. Choć wykonanie wokalne nie jest wolne od potknięć, to aktorsko jest żywiołowo w roli kobiecej, a statycznie i stanowczo w partii barytonowej. Jednak największym zwycięzcą wieczoru pozostaje orkiestra fantastycznie przygotowana i brzmiąca pod batutą nowego dyrektora muzycznego sceny, znanego kapelmistrza Patrica Fourniller’a. To świetna decyzja o powierzeniu mu tej funkcji, gdyż staje się dobrym prognostykiem dla rozwoju muzyków narodowej sceny.

Wieczór w Teatrze Wielkim-Operze Narodowej i spotkanie z utworem Julesa Masseneta to z jednej strony świetna inscenizacja, której wyznacznikiem pozostają kontrasty plastyczne, a z drugiej nie do końca satysfakcja z wykonania wokalnego. Aby w kolejnych pokazach, zapowiadanych w następnych sezonach, powrócił Piotr Beczała bo to gwarancja najjaśniejszego i najbardziej wartościowego wieczoru muzycznego.

Werther, Jules Massenet, reżyseria: Willy Decker, dyrygent: Patrick Fournillier, Teatr Wielki-Opera Narodowa, premiera: październik 2020.

Benjamin Paschalski



Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *