POLSKA WIEŚ WALCZĄCA Z TAJEMNICĄ – RECENZJA FILMU „TYLE CO NIC”

POLSKA WIEŚ WALCZĄCA Z TAJEMNICĄ – RECENZJA FILMU „TYLE CO NIC”

Prowincja, małe wsie i miejscowości to niejako inny świat, tak rożny od miejskiej sieci budynków, natłoku dźwięków, dudnienia kroków, szumu i gwizdu komunikacji miejskiej, potoków pędzących samochodów. Nie raz zastanawiałem się, czy życie na wsi ma jeszcze przyszłość we współczesnym świecie. Jako człowiek z miasta mam – przyznam szczerze – niewielkie pojęcie o życiu na prowincji. Przeglądałem się tej codzienności tylko przez chwilę, jakiś czas temu. To rzeczywistość, która toczy się w innym rytmie, wymaga ogromnej pracy i samodyscypliny. Natury nie oszukasz. Wypiera je jednak obietnica szybkiego dorobku w mieście, gdzie kusi kolorowe, tylko z pozoru beztroskie życie, inne tempo i dostęp do wielu atrakcji, o które na wsi nieco trudniej. Coraz mniej ludzi decyduje się pozostać i uprawiać ziemię, żyć z hodowli zwierząt. Nie jestem jednak pewien czy ten świat dobiega swego kresu. Bo czy „tyle co nic” pozostanie z ziemi dzisiejszej rzeczywistości i ziemi rolników? Wydaje się, że jest to wciąż istotne pytanie. Ale miejski gąszcz poza niezwykłym urokiem, niesie ze sobą też wiele pułapek. Trzeba być uważnym.

Tyle co nic jest moim zdaniem jednym z najciekawszych, ale i niebanalnych debiutów w polskim kinie w ostatnich latach, nie dlatego, że ma coś niesamowitego i niesie jakieś wyjątkowe treści. W niezwykle zwyczajny, nienachalny, ale niebanalny sposób porusza problem niewielkiej społeczności, jej uwikłania, a jednocześnie losów współczesnego człowieka, żyjącego z roli, a przede wszystkim jego codzienności. Nie jest jednak melodramatycznym i cukierkowym obrazem polskiej wsi. To nie tylko zasługa bardzo aktualnego scenariusza, niezwykle wartkich, czasem niezwykle zabawnych dialogów (autorstwa jednocześnie reżysera tego obrazu) Grzegorza Dębowskiego, który można byłoby zekranizować w każdej części naszego kraju. Nie znajdziemy tu sztucznego na siłę upiększania życia na wsi. Bo takiej nie znajdziemy w rzeczywistości. Przekonujące obrazy dostarczają zdjęcia Aleksandra Pozdnyakova, a realistyczna scenografia: Mai Pawlikowskiej. Dynamikę film zyskuje dzięki montażowi Anny Garncarczyk.

Wyjątkowość produkcji to w dużej mierze zasługa głównego bohatera – Jarka (w tej roli świetny i bezkonkurencyjny Artur Paczesny), który jest rolnikiem, żyjącym ze swoją rodziną: żoną (również wyjątkowa Agnieszka Kwietniewska) i trójką wspaniałych dzieci, ma skromny, schludny, spokojny dom oraz dobrze prosperujące gospodarstwo. W zasadzie nie jest to typowy bohater polskiej kinematografii. Na podwórzu usłanym kałużami i błotem, stoi traktor oraz inne nowoczesne maszyny rolnicze. To człowiek pobożny, ale i krytyczny. Pomaga osamotnionej przez sąsiadów, doświadczonej przez los rodzinie kolegi, kiedy spłonie im dom. Organizuje codzienną pomoc, wytrwale namawia również innych do wsparcia poszkodowanych. Bowiem siła tkwi w społeczności i wzajemnej solidarności. Ponadto przyjmuje żonę (Monika Kwiatkowska) wraz z dziećmi kolegi (który nagle gdzieś znika bez wieści) pod swój dach, dodaje otuchy i gości jak tylko może najlepiej. Organizuje od hoc sprzeciw okolicznych rolników w obronie ich interesów, kiedy przez nich wybrany poseł – Lesław Kołodziej (Artur Steranko) – nie dotrzymuje swoich obietnic i zdradza swoje przyrzeczenia, podejmując inne – niż zapowiadał swoim wyborcom – decyzje w parlamencie. Bez wahania staje na czele wzburzonej społeczności i przewodzi protestowi. W tym momencie trafia na czołówki ogólnopolskich serwisów informacyjnych, wzbudzając już nie tylko lokalne zainteresowanie. I w tym momencie niespodziewanie zaczyna się również kryminalna historia, w którą uwikłany zostaje siłą rzeczy właśnie Jarek. Zaczyna na własną rękę dochodzić prawdy, w czym jednak nie pomagają mu okoliczni sąsiedzi, a wydawałoby się jego bliscy znajomi. I tak dostajemy zgrabnie skrojoną dramatyczną opowieść kryminalną.

Ten film jest swoistym polskim westernem, w którym obserwujemy i przeżywamy perypetie farmerów żyjących w jednym z państw środkowoeuropejskich. Oczywiście istotna dla opowieści jest specyfika polska, gdzie wciąż w niewielkiej społeczności silna jest pozycja plebana i posła. Tu bowiem wciąż funkcjonuje nierozerwalny sojusz władzy i kościoła, który pochłania i podporządkowuje słabszych i co bardziej strachliwych, niemających odwagi czy siły, by przeciwstawić się temu duetowi. Nie sposób nie docenić i nie podkreślić gry znanego głównie z ról drugoplanowych Artura Paczesnego. W jego oczach ponadczasowe wartości, prawda, szczerość mają swoje znaczenie i ciężar. Jego kreacja rolnika jest tak rzeczywista, że trudno na dobrą sprawę stwierdzić kto jest tu kim – czy aktor rolnikiem, czy rolnik staje się u niego aktorem. To jest film niezwykle prawdziwy. Realistyczne sceny zabawy z dziećmi na prowizorycznym boisku, scenkę z warsztatu samochodowego, przygotowanie sali weselnej w remizie strażackiej obserwujemy jakby przypadkiem. Widz ma nieodparte wrażenie, że gdzieś z boku przygląda się pewnej prawdziwej historii. 

Dzięki temu stawiane przez film pytania niosą ze sobą liczne refleksje. Jednak Tyle co nic jest nie tylko opowieścią o jakimś człowieku, ale raczej o tym, czym jest dziś człowieczeństwo. Jak można rozczarować się innymi ludźmi, nawet tymi, którym się pomogło i dlaczego, mimo wszystko, warto być wciąż człowiekiem dla drugiego. Tutaj jednak reżyser przedstawia i analizuje na zimno przebieg wypadków, unikając emocjonalnego szantażu i prostych, publicystycznych ocen i twierdzeń. Pozostawia widzowi przestrzeń do własnej refleksji, nie dając prostych rozstrzygnięć na pojawiające się siłą rzeczy wątpliwości.

Tyle co nic było jednym ze zwycięzców 48. Festiwalu Polskich Filmów Fabularnych w Gdyni, który obsypano wieloma laurami. Przyznano mu bowiem nagrody za najlepszy scenariusz, debiut reżyserski, nagrodę za najlepszą pierwszoplanową rolę męską – dla Artura Paczesnego, natomiast dla Agnieszki Kwietniewskiej nagrodę za najlepszą drugoplanową rolę (obie nagrody – absolutnie zasłużenie). A ponadto obraz Dębowskiego otrzymał nagrodę Złotego Pazura.

Tyle co nic (2023), Polska, reż. Grzegorz Dębowski

[Marcel z Kraśnika]


Foto: Materiały prasowe