Nieudana podróż do Neapolu – Franco Warsaw

Nieudana podróż do Neapolu – Franco Warsaw

Warszawa od pewnego czasu jest rajem dla fanów pizzy w stylu neapolitańskim. Już kilka lat temu powstało w stolicy kilka bardzo dobrych miejsc. Moda na napoletanę wciąż trwa, co zachęca restauratorów do otwierania kolejnych lokali z tym przysmakiem – czasem lepszych, a czasem niepotrzebnych na gastronomicznej mapie Warszawy.

Na fali tej mody powstało Franco Warsaw. Miejsce klimatyczne, z ciekawym i naprawdę dobrze przemyślanym wnętrzem. Duża ilość kwiatów, industrialny wystrój i świetna lokalizacja. Zapowiada się pięknie, ale czy tak było?

Franco w swojej ofercie posiada kilkanaście neapolitańskich pizz. W przyszłości na Waryńskiego mamy móc skosztować również przystawek, makaronów i deserów. W menu szereg napojów alkoholowych (dość miła karta drinków) i tych bez niego (lemoniady itp.), dodatkowo dość szeroka jak na pizzerię karta win. Pierwsze wrażenie pozytywne. Czas jednak na opowieść o jedzeniu, obsłudze i odczuciach po całym pobycie we Franco.

Nieudana podróż do Neapolu - Franco Warsaw

Niedzielne popołudnie to idealny czas na eksplorację nowych miejsc. Siedząc na kanapie i zastanawiając się, gdzieś zjeść wymarzoną pizzę, wpadliśmy na pomysł wizyty w pobliskim Franco. Dobre opinie, świetna lokalizacja i chęć poznania nowego miejsca wygrały ze znaną i lubianą pizzerią Pizzaiolo. Od początku świat płatał nam figle i mieliśmy problem z odnalezieniem wejścia. Jednak udało się i znaleźliśmy się w środku pięknego wnętrza.

Obsługa we Franco totalnie nie czuje gości. Po sekundzie od zajęcia miejsc Pani zapytała, czy jesteśmy już gotowi – nie byliśmy… Ponieśliśmy więc srogą karę – 20 minut czekania na możliwość złożenia zamówienia. Kolejnym niezbyt logicznym ruchem obsługi było dostarczenie dań w partiach. Najpierw jedna pizza, następnie (po 5/7 min) – druga. Można było odnieść wrażenie braku zorganizowania i chęci zaopiekowania się gośćmi. Szkoda…

Nieudana podróż do Neapolu - Franco Warsaw

Zamówiliśmy bardzo smaczną lemoniadę z kolendrą. Następnie dotarła do nas pizza Quattro Stagioni – połączenie pomidorów San Marzano, mozzarelli fior di latte, prosciutto cotto, karczochów, oliwek, grana padano i bazylii. Tutaj pojawia się spory problem przy ocenie. Była to smaczna pozycja, jednak porównując ją z ofertą Nonny, Pizzaiolo czy Casa di Tuzza nie jest ona warta uwagi. Quattro Stagioni we Franco to bezpieczna opcja, która nie zachwyci, ale może zadowolić. Dużo gorzej wypadła druga z pozycji, a oczekiwania były spore. Pizza Pistacchi, czyli połączenie mozzarelli fior di latte, mortadeli, pesto bazyliowego, pistacji i bazylii okazała się sporym zawodem. Był to placek bez przeważającego smaku, po prostu nijaki. Miałem wrażenie, że w obu pozycjach pizzaiolo zapomniał dodać któregoś ze składników – czegoś, co łączyłoby te dania w całość. Na Pistacchi zabrakło również jakościowej mortadeli, a Quattro Stagioni miało deficyt karczochowy (było ich naprawdę malutko).

Ceny w Franco nie są niskie, a jakość dań i obsługi pozostawia wiele do życzenia. Myślę, że jest w Warszawie wiele ciekawszych miejsc oferujących pizzę w stylu neapolitańskim. Lokal na Waryńskiego nie jest najgorszym na ziemi, jednak nie będzie on dla mnie miejscem pierwszego wyboru.



Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *