TRUDNO NIE WIERZYĆ W DUCHY – DUCHY PRZEMIJAJĄCEJ PRZYJAŹNI – RECENZJA FILMU „DUCHY INISHERIN”

TRUDNO NIE WIERZYĆ W DUCHY – DUCHY PRZEMIJAJĄCEJ PRZYJAŹNI – RECENZJA FILMU „DUCHY INISHERIN”

Raz na jakiś czas przeglądam album z pożółkłymi już zdjęciami kolegów i koleżanek ze szkoły i zastanawiam się nad upływającym czasem. Przypominam sobie kumpli, przyjaciół, wspólne przygody, wygłupy, kawały, które robiliśmy innym, w tym… nauczycielom… wracam do moich pierwszych miłości, pierwszej dziewczyny… Kiedy tak sobie o tym myślę, zastanawiam się nad tym czym jest przyjaźń? Czy może trwać wiecznie? Czy zawsze jest motorem działań, podporą w chwilach wahania, kołem ratunkowym w momencie kryzysu, kiedy stoimy nad urwiskiem? Kiedy przyjaźń nas tłumi i blokuje, a kiedy wzmacnia i dodaje skrzydeł? Niektórzy z nas mają szczęście do przyjaźni trwających od symbolicznej kołyski. Tego typu relacje – zawiązane kiedyś – na początku naszego życia, z czasem utrwalają się. Związki między ludźmi istotnie wzmacniają wspólne przeżycia, które oplatają ich wspomnieniami i wrastają głęboko aż po kres dni… Niektóre z nich jednak bledną i rozluźniają się, słabną i zanikają, by zrobić miejsce na nowe.

Wątek końca przyjaźni jest osnową filmu Duchy Inisherin, tryumfatora tegorocznych Złotych Globów, który stał się jednocześnie wielkim przegranym uroczystości rozdania nagród przyznawanych przez Amerykańską Akademię Sztuki i Wiedzy Filmowej. Nominowany do Oskara aż w dziewięciu kategoriach za: najlepszy film, reżyserię, scenariusz oryginalny, muzykę, montaż, aktora pierwszoplanowego (Colin Farrell), aktora drugoplanowego (Brendana Gleesona i Barry’ego Keoghana) oraz dla aktorki drugoplanowej (Kerry Condon), ostatecznie nie otrzymał ani jednej statuetki. Warto podkreślić, że obraz ten otrzymał nagrodę BAFTA za najlepszy scenariusz w 2023 r., jak również w czasie Filmowego Festiwalu w Wenecji w 2022 r.

Akcja filmu rozgrywa się na odległej, fikcyjnej wyspie Inisherin u zachodnich wybrzeży Irlandii. Poprzecinane niewysokimi kamiennymi płotami malownicze, zielone przestrzenie stały się tłem dla historii, w której nic nie jest oczywiste. Piękna, odległa, mała ojczyzna, jest swego rodzaju mikrokosmosem, w którym obserwujemy stłoczone losy bohaterów. Colin Farrell i Brendan Gleeson wcielają się w role dwóch najlepszych przyjaciół (odpowiednio Pádraica Súilleabháina i Colma Doherty), którzy znajdują się w krytycznym momencie swojego życia. To bardzo zgrany duet, który nie zwodzi widza. Choć Farrell nie należy do moich ulubionych aktorów, to przyznać trzeba, że świetnie gra zakłopotanego i odrzuconego przez najbliższego kompana i przyjaciela, człowieka, który zupełnie nie wie, jak odnaleźć się w nowej, nieznanej mu dotąd sytuacji. To tak, jakby wypadło nam jedno koło zębate z mechanizmu, który nijak, bez tej części działać nie może… Tak właśnie dzieje się z Pádraiciem.

Pewnego dnia jeden z bohaterów postanawia zakończyć wieloletnią przyjaźń. Colm uświadamia sobie, że jego znajomość z przyjacielem staje się pułapką, którą należy przerwać, by się z niej wyzwolić i móc ruszyć przed siebie. Odrzuca Pádraica jako osobę, która dotąd była dla niego ważna. Zdezorientowany przyjaciel nie chce się z tym pogodzić i stara się mimo wszystko zrozumieć co się dzieje i odzyskać przyjaciela. Ambicje i zainteresowania Pádraica nie wykraczają poza jego rutynę, codzienne życie, małe radości i zwyczaje. Gdy nagle Colm, ucina brutalnie znajomość, dostaje skrzydeł, zaczyna się rozwijać, komponuje. To jak zastrzyk nowej energii. Z kolei rzeczywistość Pádraica rozpada się, on gaśnie, smuci się, załamuje. Pociesza i wspiera go dobry duch – jego siostra Siobhán (w tej roli Kerry Condon). Ale i ona również chce zmienić coś w swoim życiu. Zdobywa się na krok w nieznane, podejmuje brawurową decyzję, by zostawić wszystko, wyjechać z małej wioski, ze swojej wyspy i rozpocząć inne życie w nieznanym dotąd świecie, w którym ludzie są pogodni i mili wobec siebie, po prostu inni. Pozostawia brata, ale jednocześnie go nie odtrąca. Pádraicowi w jego rozmyślaniach o przyczynie rozpadu przyjaźni towarzyszy również znajomy chłopak z okolicy – Dominik (Barry Keoghan). Z czasem okazuje, że wszystkie starania i namowy Pádraica nie przynoszą oczekiwanego efektu, a wręcz nasilają konflikt i frustrację przyjaciela.

W zasadzie tu nie chodzi o Pádraica, lecz o Colma. To Colm nie czuje się dobrze z tym, gdzie jest, w czym tkwi od lat, ze sobą wewnętrznie. Nie chce już czuć rozczarowania, niedosytu, wstrętu do siebie, dojmującej pustki i bezsensu życia, nudnej rutyny. Chce się pozbyć uczucia porażki. Ten narastający smutek zmienia się błyskawicznie w gniew i frustrację. To swoista jego walka, wojna wewnątrz o siebie samego. Dlatego też zdesperowany Colm posuwa się do ostatecznego rozwiązania, by odciąć się na zawsze od niechcianej, tłumiącej go znajomości, rzucając przyjacielowi okrutne ultimatum, z którego nie może się wycofać. Po tym już ze spokojem przyjmuje kolejne wstrząsające wydarzenia. Jest to swego rodzaju pokuta za zmarnowany czas, za stracone życie, za to jakim się było. To wewnętrzne rozdarcie Colma wybucha z całą siłą, zaczyna się konfrontacja – w zasadnie – z bogu ducha winnym Pádraiciem, a gdzieś nieopodal, na sąsiedniej wyspie, toczy się inny konflikt – również o wyzwolenie, w tym wypadku narodu. Tak więc mamy do czynienia z trzema wymiarami walki: ze sobą (Colma), o siebie w ramach relacji z przyjacielem i o odzyskanie niepodległości. Wszystko to sprawia, iż wraz z rozwojem akcji przenikamy w kolejne warstwy tego obrazu. Trzeba przyznać, że jest to ujmujący, niekiedy szorstki, początkowo odpychający, acz piękny (choć brzmi to sprzecznie) film o ludziach, ich uczuciach, rozczarowaniach i pragnieniach.

Aktorski duet Farrell i Gleeson to niemal pewniak u McDonagh’a. Po raz kolejny po filmie pt. Najpierw strzelaj, potem zwiedzaj (In Burges) z 2008 r. reżyser sięgnął po ten tandem i podobnie jak w Siedmiu psychopatach (Seven Psychopaths, 2012) do głównej roli zaangażował Colina Farrella. Zrobił właściwie, nie zawiedziemy się na tym wyborze. Co prawda Irlandczyk kazał widzom czekać aż pięć lat, by podzielić się wynikami swojej pracy. Warto było wytrzymać aż tyle, by zobaczyć tę nieco melancholijną, czasami przygnębiającą acz intrygującą, mroczną komedię, a może raczej dramat ze szczyptą komizmu.

Reżyser filmu Martin McDonagh, jednocześnie autor scenariusza, urodził się w Londynie, w rodzinie irlandzkich imigrantów. I choć nie stroni od filmów, gdzie idzie mu świetnie, to zajmuje się przede wszystkim pisaniem sztuk teatralnych, w tym też czarnych komedii. Należy do uznanych przedstawicieli współczesnego teatru irlandzkiego. Najbardziej znane i cenione z jego sztuk to trylogia Leenane składająca się z: Królowej piękności z Leenane, Czaszki z Connemary oraz Samotnego Zachodu. Napisał również drugą, lecz mniej znaną, Trylogię Arańską (nazwa od miejsca akcji – kameralnych Wysp Aran, położonych u zachodnich wybrzeży Irlandii; The Aran Island Trilogy), na którą składają się: Kaleka z Inishmaan (1996), Porucznik z Inishmore (2001) i Duchy Inisherin (The Banshees of Inishereen; początkowo nie została opublikowana). Ta ostatnia część stanowi kanwę filmu pod tym samym tytułem. McDonagh nie jest nowicjuszem w świecie kinematografii. Już w 2006 r. otrzymał swoją pierwszą nagrodę Amerykańskiej Akademii za najlepszy krótkometrażowy obraz pt. Sześciostrzałowiec (Six Shooter). Ale najbardziej znany jest z uznanych i obsypanych nagrodami obrazów, takich jak: Trzy bilboardy za Ebbing, Missouri (Three Billboards Outside Ebbing, Mossouri, 2017) czy Najpierw strzelaj, potem zwiedzaj (In Bruges, 2008). Nie dziwi więc fakt, że i tym razem dostajemy produkt oryginalny, skończony i intrygujący. W jego stylu odnajdziemy wpływ konwencji i twórczości Quentina Tarantino.

Po obejrzeniu filmu możemy poczuć się rozczarowani, iż nie otrzymał on tego ostatecznego uznania w postaci najbardziej pożądanej nagrody filmowej na świecie. Ale… czy jest ona mu potrzebna, by uznać tę produkcję za dobrą czy nawet bardzo dobrą? Absolutnie nie. Byłaby przysłowiową „kropką nad i”, bez której i tak treść, i obraz, który otrzymaliśmy są niezwykle wciągające i zmuszające do dalszego myślenia o nim.

DUCHY INISHERIN (The Banshees of Inishereen), 2022, Irlandia-USA-Wielka Brytania, reż. Martin McDonagh.

[Marcel z Kraśnika]